31/10/2024
Brucha Kot
5 godz.
·
Ponieważ Ania Straszewska poprosiła mnie bym trochę „poprzynudzała” o sposobie obchodzenia przez Żydów żałoby, proszę bardzo. Ale najpierw posłuchajcie jeszcze garści ciekawostek o śmierci i pogrzebie. (Bo nie wszystko mi się zmieściło w poprzednim wpisie):
W tradycji żydowskiej osoba na łożu śmierci powinna pojednać się z ludźmi i Bogiem – czyli odmówić modlitwę zwaną „Widuj”. Nie potrzeba do tego ani rabina, ani w gruncie rzeczy nawet żadnych osób trzecich (choć w niektórych przypadkach warto mieć kogoś, kto ten Widuj „poprowadzi”). Ale ponieważ my Żydzi uważamy, że win popełnionych wobec ludzi nie może przebaczyć Haszem (B-g), lecz tylko skrzywdzony przez nas człowiek, preferuje się, by rodzina trwała przy umierającym aż do końca. Cóż, przynajmniej tych najbliższych można jeszcze przeprosić. [I tu macie wyjaśnienie tego, dlaczegóż to żaden Żyd nie stwierdził, iż przebacza sprawcom pogromu kieleckiego lub jakiegokolwiek innego mordu na współbraciach. Nie jest to, jak bardzo często słyszę, skutek „żydowskiego zacietrzewienia”, lecz logiczna konsekwencja tezy, iż tylko sami zamordowani byliby zdolni dokonać aktu przebaczenia]. Ale wróćmy do umierania:
Widząc, że dana osoba skończyła swój żywot, bliscy rozdzierają szaty i wypowiadają następujące słowa: „Batuch Dayan HaEmet” („Bądź błogosławiony Sędzio pełen prawdy”). [I to znowu wyjaśnia dlaczego taki właśnie wpis czynię pod każdą smutną informacją o czyjejś śmierci].
Potem rodzina powinna położyć ciało zmarłego z nogami skierowanymi ku wyjściu. (W dawniejszych czasach kładło się je na podłodze). Należy okryć je prześcieradłem, zapalić świece, i… oczywiście wyjść z domu a następnie wezwać Chewra Kadisza. [Jeśli ktoś pamięta film „Austeria”, to pewnie przypomina sobie scenę ze zmarłym – dokładnie tak to wygląda].
I tu spotykamy kolejny mit. Często pokutuje opinia, iż „Żydzi uważają, że osoba zmarła jest nieczysta i kontakt z nią jest niejako zaraźliwy, więc od chwili śmierci rodzina unika kontaktu ze zwłokami”. Nie o to chodzi. Ta „separacja” wynika z faktu, że Tora, a za nią halacha (żydowskie prawo religijne), ściśle określają zasady zachowania „czystości rytualnej”. To jak wrócić to tego stanu po zetknięciu ze zwłokami, również. Lecz w czasach obecnych (m. in. brak świątyni w Jerozolimie, choć nie tylko) ciężko tym zasadom sprostać. Toteż obecnie zmarłym zajmuje się specjalna grupa ludzi – wspomniana już Chewra Kadisza. [Warto dodać przy okazji, czego wcześniej nie dopisałam, że członkowie Chewra Kadisza byli w dawnych czasach uważani za osoby ważniejsze od rabinów; a przynależność do tej grupy stanowiła ogromne wyróżnienie].
Pogrzeb w tradycji żydowskiej musi odbyć się tego samego dnia (w ciągu doby od śmierci człowieka), niezależnie od pory dnia czy nocy. [Pamiętacie oczywiście, że „żydowski dzień” zaczyna się po zachodzie słońca i trwa do następnego zachodu].
Toteż najpierw członkowie Chewra Kadisza przenoszą / przewożą zmarłego do bejs tahara [(jid. בית טהרה) – domu przedpogrzebowego], który zazwyczaj znajdował się w gospodarczej części cmentarza. [Jako ciekawostkę podam, że największa na świecie tahara mieści się w Łodzi, gdzie przed wojną mieszkało ponad 233 tysiące Żydów].
Następnie obmywa się (w odpowiedniej kolejności) poszczególne części ciała zmarłego. Zapisano, że na owo umycie należy zużyć 18 litrów wody; a wykonać je tak, by woda dotarła do każdej części ciała. Co ciekawe, obmycia dokonuje się w pozycji pionowej.
Ciało ubiera się w szatę z najtańszego białego płótna zwaną tahrichim; nie zaś - jak u katolików - w zwykły, choć odświętny strój. Tahrichim dla mężczyzny od tahrichim dla kobiet różni się jedynie tym, że w damskiej wersji strój ma 6, a w męskiej 7 części. Mężczyźnie bowiem dodatkowo zakłada się tałes, który za życia służył mu do modlitwy (tyle tylko, że teraz ucina się w nim cicis / frędzle). Oba ubrania nie posiadają żadnych ozdób, a ich nogawki są na dole zaszyte.
O pogrzebie już trochę pisałam. Wyjaśnienia wymaga, jak się zdaje, jeszcze kolejny mit: jakoby Żydów chowało się w pozycji siedzącej. Bzdura! Ale skąd się wzięła? Sądzę, że stąd, iż wcześniej zmarłych chowano bez trumny. Owiniętych w biały całun (co wyglądało trochę jak prześcieradło) spuszczano wprost z mar do grobu. A ponieważ przyjęło się, że każdy Żyd widzący kondukt ma obowiązek choć na chwilę do niego dołączyć, zdarzało się, iż przy grobie znajdował się całkiem spory tłum. Postronny obserwator, nie mogąc dojrzeć co tak naprawdę dzieje się nad grobem, odnowił wrażenie, że zwłoki są doń spuszczane „pionowo”. Ot i cała tajemnica.
Mitem jednak już nie jest to, że żydowski grób powinien być ziemny, a trumna przysypana jedynie ziemią. (Wariant wybetonowanej katakumby lub kremacji całkowicie odpada). Co ciekawe, zgodnie z zasadami w jednym grobie może leżeć tylko 1 osoba. Pomiędzy grobami zaś należy zachować odstęp szerokości co najmniej 6 dłoni.
No i w końcu to o co mnie pytano: żałoba. Jak już napisałam w tradycji żydowskiej składa się ona z trzech etapów: Pierwszy to sziwa, która trwa 7 dni. Nie należy wówczas: 1) chodzić do pracy, 2) słuchać muzyki, 3) studiować Tory, 4) obcinać włosów, 5) myć się, 6) golić się, 7) nosić skórzanego obuwia, 8. uprawiać seksu. O ile pierwsze dwie „zakazane czynności” są jakiś tam sposób zrozumiałe dla nie-Żydów, bo trochę „przystają” do ogólnie pojętej żałoby, to już następne wydają się co najmniej dziwne, więc tłumaczę: studiowanie Tory jest naczelnym obowiązkiem Żyda (zwłaszcza mężczyzny), ale jest to czynność niejako zarezerwowana dla ludzi żyjących. Toteż ze względu na zmarłego się jej nie wykonuje. Z kolei następne pięć „zakazów” – czyli obcinanie włosów, mycie się, golenie, noszenie skórzanego obuwia i uprawianie seksu – nawiązują do zasad związanych z postem, a więc i żałobą, przynajmniej w formie przyjętej na tzw. Bliskim Wschodzie.
W praktyce wygląda to tak, że rodzina zmarłego wraca po pogrzebie do domu, zasłania wszystkie wiszące w domu lustra, siada nie niskich stołkach (to też elementy związane z postem i żałobą) i zajmuje się tylko i wyłącznie przeżywaniem swej straty. Bo jest to właśnie czas na smutek i opłakiwanie zmarłego. W czasie owych 7 dni to reszta gminy zapewnia żałobnikom strawę i dba o ich potrzeby materialne. Tak na marginesie: nie dotyczy to tylko żałobników żydowskich. Babcia mojej matematyczki z liceum opowiadała, że po śmierci jej męża (jedynego żywiciela rodziny), to mieszkające naprzeciwko Żydówki żywiły i wspierały ją i jej córkę przez pierwsze dni żałoby. Dzięki czemu zresztą przetrwały „najbardziej głodny” okres życia. [Oczywiście pani Gula nie miała pojęcia z jakiej to wszystko działo się przyczyny].
Po tym czasie następuje szeloszim, który trwa 30 dni. W tym czasie nadal nie wolno obcinać włosów, jeść mięsa, pić alkoholu, ale można już chodzić do pracy.
Po 30 dniach kończy się okres żałoby po dzieciach, mężu czy rodzeństwie.
Ale żałoba po rodzicach trwa dłużej – bo rok cały. Jest to etap zwany awelut. Wówczas przez pierwsze 2 - 3 miesiące nadal nie należy obcinać włosów; rodzina powinna powstrzymać się od zabaw; a syn zmarłego codziennie powinien odmawiać Kadisz. Po tym czasie żałoba dobiega końca.
Edit. AWELUT po rodzicach nie trwa rok, a 11 miesięcy, dla zaznaczenia naszej wiary, iż rodzice NIE byli największymi grzesznikami, bowiem pośmiertny los ciężkich grzeszników "klaruje się" dopiero po 12 miesiącach - czyli pełnym roku. [Dziękuję za objaśnienie Marzena Bera].
Edit 2: Owo płutno do pochówku jest lniane. Musi mieć kaptur a Chewra Kadisza zaszywa zmarlego / zmarłą nicią w taki sposób by nie robić węzełków. Wcześniej ciało namaszczając. (Dzięki Lea Chaja Rozwadowska).
Fot. Cmentarz żydowski – rok 1915