06/09/2024
Długa droga
Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, w krainie, gdzie dorosłość była równie
tajemnicza jak przepis na idealną zupę chińską, rozpoczęła się pewna opowieść. Nie
była to jednak bajka, lecz historia mojego pierwszego poważnego spotkania z
dorosłością, które miało miejsce podczas rozmowy z Ojcem, kiedy to miałem zaledwie
17 lat. W tej pogawędce, pełnej ojcowskiej troski, usłyszałem słowa, które brzmiały
jak przepowiednia: "Będziesz zbyt emocjonalny dla tego świata, synu. Ludzie mogą
Cię nie zrozumieć, bać się Ciebie, a nawet odrzucać. Samotność stanie się Twoim
cieniem."
Tak, Tata chciał mnie ostrzec przed dorosłością, przed światem, w którym empatia
była równie rzadka jak szczery uśmiech w poniedziałkowy poranek. W tamtych
czasach, kiedy byłem jeszcze podrostkiem, empatia wydawała się być abstrakcyjnym
pojęciem, często mylonym z egzotycznym daniem. Ale z perspektywy czasu,
zrozumiałem, że nie byłem zbyt emocjonalny – byłem wrażliwy. Emocjonalność
nadeszła później, kiedy życie nauczyło mnie, jak ważne jest identyfikowanie,
oswojenie i zrozumienie emocji, które mają ogromny wpływ na nasze istnienie.
Muzyka była moim przewodnikiem przez ten labirynt uczuć. Przez nią odkrywałem
historie świata, zapisane nie słowami, a nutami. Grając lub słuchając, dotykałem
najgłębszych tajemnic ludzkiej duszy, a odziedziczony talent pozwalał mi doświadczać
tych wszystkich emocji. W tamtym czasie nie byłem jeszcze emocjonalnie świadomy,
ale życie, jak to życie, ma swoje sposoby, by nas uczyć.
Stwierdzenie, że ktoś jest "zbyt emocjonalny", może brzmieć jak obelga, ale w
rzeczywistości emocje to esencja życia. Kiedy wkraczałem w dorosłość, moja
świadomość emocjonalna była niewielka, ale z czasem zrozumiałem, że emocje nie są
słabością – są siłą. Dziś wiem, że emocje nie są passé, to klucz do pełni życia. I choć
moje pokolenie rosło w przekonaniu, że emocje należy tłumić, ja wybrałem inną
ścieżkę – ścieżkę akceptacji i zrozumienia. Emocje są ważne, są życiem, są tym, co nas
definiuje jako ludzi. I choć czasami mogą wydawać się ciężarem, to właśnie one
nadają kolor naszej egzystencji.
W czasach, gdy emocje były uważane za zbędny odpad produktu zwącego się ludzką
naturą, moje pokolenie dorastało w przekonaniu, że lepiej je ukryć. Odrzucenie? Ból
zdrady? To były pytania bez odpowiedzi, które nękały nas niczym nieproszeni goście
na przyjęciu.
4
Sam poczułem się zdradzony przez swoich własnych rodziców. Nosiłem to w sercu
przez 30 lat. Aż postanowiłem się z tym bólem rozprawić.
Traumatyczne doświadczenia, o ironio, mogą być naszymi nauczycielami
emocjonalnej świadomości. Ale jeśli nie podejdziemy do nich jak do zadania
domowego, mogą nas doprowadzić do choroby.
Tuż przed dwudziestką, zostałem 'zaproszony' na długotrwały pobyt w szpitalu.
Diagnoza? Poważna choroba. Pytania "dlaczego ja?" stały się moim codziennym
chlebem. Zacząłem pisać dzienniki, dokumentując każdą emocję, jak detektyw
tropiący wskazówki w sprawie własnego serca.
Poniżenie było najgorsze. Wczoraj atleta, dziś więzień własnego ciała, ograniczony
przez lekarskie wyroki dłuższe niż kolejki po pomarańcze w socjalistycznej Polsce.
Ale życie to nie tylko retrospekcja, to także narodziny nowych możliwości. Dzieci
przychodzą na świat z własnymi emocjami, a ja, mimo najlepszych intencji,
popełniałem błędy wychowawcze jakby to była moja specjalność. Nie byłem też
wzorem męża – prawdziwa miłość była dla mnie jak zagadka z krzyżówki, której nigdy
nie udało mi się rozwiązać.
Odpowiedzialność? Poznałem ją dopiero, gdy życie zaserwowało mi porcję strat.
Śmierć ojca, odrzucenie – to były moje budziki. Wtedy zacząłem pracę nad sobą, jak
rzemieślnik nad swoim arcydziełem. I choć droga była wyboista, to właśnie te wyboje
nauczyły mnie najwięcej o emocjach, miłości i życiu.
Niestety nie udało się uciec przed depresją. Potrzebowałem pomocy! Bałem się wstać
z łózka by czasami nie spotkać ludzi, koszmary w nocy i koszmary w dzień. Dwa lata
codziennej walki o życie. Depresja jest cichym zabójcą, który wykorzystuje każdą
naszą wrażliwość, każdy bunt, każdą nieprzepracowaną emocję. Nie pomagają
pytania typu: dlaczego jesteś taki smutny? Dobre rady: zrób tak, myśl tak, są jak
czerwona płachta na byka. Wtedy chcesz uciec na koniec świata, w ciemną jaskinie, z
której nie chcesz wychodzić. Nic już nie jest ważne.
Czasami myślę, że to mój pies i konie uratowały mi życie.
Biała bestia, wesoła jak zawsze, z machającym ogonem, który jakby mówi: "Hej, nie
przejmuj się, ja cię rozumiem". I nagle świat nie wydaje się taki ponury.
Prawda jest taka, że miłość, której się nie spodziewałem nadały memu życiu sens.
Oczywiście bez farmakologii nie ma szans na poprawę zdrowia.
To prawda, czasem nasze emocje są jak dzikie konie – nieokiełznane i pełne pasji. Ale
tak jak konie, z odpowiednią opieką i treningiem, mogą nas prowadzić przez
najtrudniejsze ścieżki życia.
5
Dlaczego właśnie miłość ma moc zbawienną? To proste. Ona jest bezinteresowna,
cierpliwa, nie ocenia, wybacza. Jesteś dla kogoś ważny po mino wszystko!
Dlatego też emocje są najważniejszymi drogowskazami w naszym życiu. Gdy jesteśmy
dziećmi to rodzice ustawiają je tak by nas rozwijały, byśmy chcieli się uczyć, byśmy
nauczyli się szanować, wybaczać, zrozumieć, nie oceniać i kochać.
Okazuje się, że świadome używanie słów takich jak proszę, przepraszam, dziękuje,
wybacz mi, rozumiem, czyni nas wyjątkowymi. Zaczynamy cieszyć z posiadania
zmysłów. Słyszymy i rozumiemy, widzimy, cieszymy się, przytulamy i doceniamy.
Człowiek najlepiej rozwija się jak coś lubi robić, to coś daje mam satysfakcje, radość i
poczucie własnej wartości.
Czy zawsze radzimy sobie z emocjami? Nie, ponieważ jesteśmy ludźmi.
Po śmierci mojej córki chciałem podpalić świat! Krzyk, rozpacz, płacz bardzo mnie
wzmocniły. Świadomość jak bardzo jestem potrzebny żonie i dzieciom ustawiła
rozpacz na drugi plan. To nie oznacza, że te straszne emocje znikły. To oznacza, że
jestem świadomy emocji jakie mną targają i potrafię się tym dzielić z żoną.
A na koniec, pamiętajmy, że to właśnie miłość jest najpotężniejszym lekarstwem. Jest
jak ten ciepły koc, który otula nas w chłodne wieczory, jak promień słońca przebijający
się przez chmury po burzy. Miłość jest tym, co nadaje sens naszym podróżom, nawet
gdy droga wydaje się pełna przeszkód. To ona uczy nas, jak być wyjątkowymi, jak
cieszyć się zmysłami, jak słuchać, widzieć i doceniać każdy moment. Bo w końcu, to
nie chodzi o to, by unikać upadków, ale o to, by nauczyć się wstawać i iść dalej, z
głową podniesioną wysoko i sercem pełnym nadziei.
W świecie, gdzie każdy dzień przynosi nowe wyzwania, książka ta jest jak latarnia
morska wśród sztormu, prowadząca nas ku bezpiecznej przystani. To opowieść o tym,
jak każdy z nas jest architektem przyszłości, kowalem więzi, które mogą przetrwać
próbę czasu. Mam wizję, w której dzieci bawią się bez obaw, a dźwięk rakiety to tylko
odległe echa historii, nie zaś codzienna rzeczywistość. To marzenie o świecie, gdzie
każde dziecko zna tylko uśmiech rodziców, a nie ich łzy. Gdzie wojna jest tylko
mglistym wspomnieniem, a nie brutalną rzeczywistością.
Książka ta jest jak elegancki taniec słów, który z wdziękiem porusza się między
nadzieją a realizmem, między marzeniem a możliwością. To przypomnienie, że choć
świat nie jest doskonały, to każdy z nas ma w sobie siłę, by go zmieniać. Wierzę, że
naiwność to nie słabość, ale początek mądrości, a miłość i przyjaźń to fundamenty, na
których można zbudować coś trwałego. To manifest emocji, które są nie tylko
przyprawą życia, ale jego esencją. W końcu to emocje sprawiają, że życie pulsuje
wszystkimi barwami tęczy.
Emote Hero