Szkoła ROGER

Szkoła ROGER Jesteśmy przyjazną szkołą językową, uczymy w małych grupach, uwzględniając indywidualne potrzeby słuchaczy. Działamy od 2007 roku.

Jesteśmy szkołą językową przyjazną dla słuchacza. Uczymy w małych grupach (2- 6 osób) oraz indywidualnie. Grupy tworzymy biorąc pod uwagę wiek i poziom językowy słuchacza. Dopasowujemy program nauczania do wieku, potrzeb i możliwości ucznia. Małe grupy dają nam możliwość indywidualnego podejścia i bardziej intensywnej pracy. Korzystamy z nowoczesnych podręczników, dla dzieci są to książki z atrakc

yjnymi historyjkami w odcinkach i ciekawie podaną gramatyką. Mamy własne, wypracowane latami i sprawdzone metody nauczania. Kładziemy duży nacisk na naukę słownictwa i komunikacji. Przygotowujemy do egzaminu ósmoklasisty i matury oraz egzaminów językowych.

Taka niestandardowa lekcja.
13/02/2026

Taka niestandardowa lekcja.

Pirates were here! And left the treasure 😁
13/02/2026

Pirates were here! And left the treasure 😁

13/02/2026
Dziś będzie się działo! Relacja wkrótce 🙂
12/02/2026

Dziś będzie się działo! Relacja wkrótce 🙂

Nasza lekcja na temat ubioru.
01/02/2026

Nasza lekcja na temat ubioru.

I'm wearing blue jeans today. Prace plastyczne dzieci z klas drugich
26/01/2026

I'm wearing blue jeans today.
Prace plastyczne dzieci z klas drugich

Tez uważam, że rutyna, powtarzanie, ćwiczenie -nie są widowiskowe, lecz skuteczne.https://www.facebook.com/share/p/1HXZ3...
26/01/2026

Tez uważam, że rutyna, powtarzanie, ćwiczenie -nie są widowiskowe, lecz skuteczne.
https://www.facebook.com/share/p/1HXZ3LxAPb/

Pewne rzeczy w dydaktyce są po prostu sprawdzone. Nie dlatego, że ktoś je „konserwuje” z przyzwyczajenia, tylko dlatego, że realnie działają. I to powinno być kryterium pierwszorzędne.

Tymczasem od lat obserwujemy dziwny odruch: zamiast opierać się na fundamentach, które dawały dobre efekty przez dekady, z uporem godnym lepszej sprawy próbujemy wszystko udziwniać.

Coraz rzadziej słyszę pytanie: „czy to rzeczywiście pomaga uczniom się uczyć?”. Za to regularnie słyszę: „czy to jest nowoczesne?”, „czy to jest kompetencyjne?”, „czy to się wpisuje w aktualne trendy?”. Jakby dydaktyka była pokazem mody, a nie rzemiosłem, którego celem jest realne przekazanie wiedzy i umiejętności.

Mamy przecież elementarne podstawy: jasne wyjaśnienie materiału, systematyczne ćwiczenie, sprawdzanie zrozumienia, powrót do trudnych treści, sensowne wymagania.

To nie są żadne relikty przeszłości, tylko mechanizmy zgodne z tym, jak działa ludzki mózg. Ale nie – dziś trzeba „projektowo”, „problemowo”, „kompetencyjnie”, najlepiej z kolorowymi karteczkami, aplikacją i plakatem. Efekt? Uczeń jest „aktywny”, „zaangażowany”, „twórczy”… tylko wiedzy coraz mniej.

Udawanie głębi tam, gdzie jej nie ma, stało się nową normą. Zamiast solidnej pracy nad treścią mamy powierzchowne zadania, które ładnie wyglądają w prezentacji. Zamiast wymagań – „komfort ucznia”. Zamiast odpowiedzialności za efekt – opowieści o procesie. I wszyscy są zadowoleni, poza tym jednym drobiazgiem: poziom faktycznego opanowania materiału leci na łeb na szyję.

Najbardziej absurdalne jest to, że te wszystkie udziwnienia sprzedaje się jako „oparte na badaniach” i „nowoczesne”, podczas gdy elementarne podstawy dydaktyki też są oparte na badaniach – tylko mniej medialnych i mniej chwytliwych.

Powtarzanie, ćwiczenie, stopniowanie trudności, jasna struktura lekcji – to nie jest przemoc systemowa, tylko warunek uczenia się.

Oczywiście, świat się zmienia. Narzędzia się zmieniają. Uczniowie się zmieniają. Ale to nie znaczy, że nagle przestały działać podstawowe mechanizmy uczenia się. A my zachowujemy się tak, jakby wystarczyło zmienić opakowanie, żeby rozwiązać problem treści.

I na końcu zostajemy z edukacją, która jest coraz bardziej kolorowa, coraz bardziej „fajna”, coraz bardziej „nowoczesna”… i coraz mniej pożyteczna. Bo zamiast stać na solidnych fundamentach, próbujemy budować wszystko na modnych hasłach i szkoleniowych sloganach.

Może więc czas przestać udziwniać to, co działa, i wrócić do prostego pytania: czy to naprawdę pomaga uczniom się uczyć? Jeśli nie – to cała ta nowoczesność jest tylko kosztowną dekoracją.

www.biologia.szkolnastrona.pl

Nic dodać nic ująć. https://www.facebook.com/share/p/1ZcrXWKAwy/
02/01/2026

Nic dodać nic ująć.
https://www.facebook.com/share/p/1ZcrXWKAwy/

Skoro tak często w komentarzach pojawia się zarzut, że „gloryfikuję przeszłość”, postanowiłem zrobić coś prostego – napisać tekst, który nie będzie ani laurką dla dawnej szkoły, ani aktem oskarżenia wobec współczesnej. Po prostu porównać „kiedyś” i „dziś”, możliwie spokojnie, bez emocji. Czy mi się to udało – nie wiem. Ale spróbujmy.

Szkoła „kiedyś” była instytucją jednoznaczną w swoich celach. Miała uczyć – przekazywać wiedzę, ćwiczyć pamięć, wymagać systematyczności. Była hierarchiczna, często sztywna, bywała niesprawiedliwa, a nierzadko zwyczajnie nieskuteczna wobec uczniów słabszych lub wrażliwszych. Program był przeładowany, a nauczyciel miał niewiele narzędzi, by realnie różnicować pracę. Dobry uczeń „radził sobie”, słabszy wypadał z obiegu. To fakt, nie mit.

Jednocześnie ta szkoła miała wysoki próg wejścia w wiedzę. Oczekiwano opanowania podstaw, tak banalnych jak:tabliczki mnożenia, definicji pojęć. Nie dlatego, że ktoś był „bezduszny”, ale dlatego, że wiedziano (często intuicyjnie), że bez automatyzmu nie ma myślenia. Nikt nie pytał, czy uczeń lubi równania czy czuje sens w ortografii – uznawano, że sens pojawi się później, jeśli pojawi się kompetencja.

Szkoła „dziś” jest inna w deklaracjach. Mówi językiem dobrostanu, relacji, indywidualnych potrzeb. Zauważa ucznia słabszego, wrażliwego, z trudnościami. I to jest realny postęp cywilizacyjny – większa świadomość psychologiczna, większa empatia, większa czujność na wykluczenie. Tego nie wolno bagatelizować.

Problem zaczyna się wtedy, gdy cele szkoły zaczynają się rozmywać. Coraz częściej nie wiadomo, co jest ważniejsze – czy uczeń ma coś umieć, czy dobrze się czuć; czy szkoła ma stawiać wymagania, czy ich unikać; czy porażka jest elementem uczenia się, czy systemową krzywdą. W praktyce często kończy się to obniżaniem poprzeczki, maskowanym nowomową: „kompetencje miękkie”, „proces”, „podążanie za uczniem”.

I w tym miejscu pojawiają się nowoczesne narzędzia.

Tablice interaktywne, platformy, aplikacje, AI, gry edukacyjne, wirtualne laboratoria – wszystko to może być świetnym wsparciem nauczania. Problem polega na tym, że bardzo często próbuje się je wprowadzać tak, jakby same w sobie miały rozwiązać problemy szkoły. Jakby technologia mogła zastąpić brak fundamentów, a forma – treść.

Uczeń, który nie czyta ze zrozumieniem, nie zacznie czytać lepiej dlatego, że tekst wyświetli się na tablecie.
Uczeń, który nie zna podstawowych pojęć, nie zacznie myśleć krytycznie tylko dlatego, że pracuje „projektowo”.
Uczeń, który nie ma zautomatyzowanych umiejętności, nie rozwinie kompetencji wyższego rzędu, choćby otaczały go najbardziej nowoczesne narzędzia świata.

Technologia nie buduje podstaw. Ona działa dopiero wtedy, gdy te podstawy istnieją.

Kiedyś szkoła miała mało narzędzi, ale wiedziała, czego chce nauczyć.
Dziś szkoła ma narzędzi aż nadto, ale coraz częściej nie potrafi odpowiedzieć na pytanie: co konkretnie uczeń ma umieć po wyjściu z lekcji.

Kiedyś uczeń uczył się rzeczy trudnych, zanim były „atrakcyjne”.
Dziś próbuje się je uczynić atrakcyjnymi, często rezygnując z ich trudności.

Szkoła miała swoje wady, ale miała też spójność. Dziś chce być jednocześnie szkołą, poradnią, terapią, inkubatorem kompetencji przyszłości i przestrzenią samorealizacji – a wszystko to często bez czasu, pieniędzy i realnego wsparcia.

Najuczciwsze porównanie brzmi więc tak (według mnie):
– dawna szkoła miała za mało troski,
– współczesna szkoła ma za mało odwagi w stawianiu wymagań,
– a nowoczesne narzędzia zbyt często traktuje się jak substytut myślenia o fundamentach, a nie ich uzupełnienie.

Idealna szkoła nie odrzuca technologii.
Ale też nie wierzy, że tablica interaktywna zastąpi tabliczkę mnożenia.

Czy to jest gloryfikowanie przeszłości?
Nie wiem.
To raczej próba powiedzenia, że żadne narzędzie – stare czy nowe – nie zadziała, jeśli zapomnimy, po co w ogóle jest szkoła.

www.biologia.szkolnastrona.pl

25/12/2025
Nie byłoby Black Friday bez Thanksgiving :D
28/11/2025

Nie byłoby Black Friday bez Thanksgiving :D

Poland's Independence Day.
11/11/2025

Poland's Independence Day.

Adres

Granitowa 25
Gliwice
44-121

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 16:00 - 19:00
Wtorek 18:30 - 19:30
Środa 18:00 - 20:00
Czwartek 16:00 - 19:00
Piątek 16:00 - 19:00
Sobota 09:00 - 10:30

Telefon

+48662369546

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Szkoła ROGER umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Szkoła

Wyślij wiadomość do Szkoła ROGER:

Skróty

Udostępnij