13/02/2020
Wzorem lat ubiegłych Rada ds. Młodzieży ZG PZW rozpoczęła rekrutację na obóz wędkarski. Ilość miejsc jest ograniczona więc już teraz trzeba się decydować i zgłaszać swoje kandydatury.
http://www.pzw.org.pl/mlodziez/wiadomosci/201016/60/centralny_mlodziezowy_oboz_wedkarski__ocwieka_2020
W ubiegłym roku w obozie który był zorganizowany nad zalewem w Myczkowcach wziął udział nasz młodszy kolega z Koła PZW Nr 18 San w Leżajsku – Kacper Półtorak z Grupy HACZYK działającej przy Zespole Szkół w Giedlarowej. Poniżej krótka relacja Kacpra z tej wędkarskiej przygody.
W ubiegłym roku podczas wakacji w dniach od 30 lipca do 11 sierpnia, wziąłem udział w obozie wędkarskim zorganizowanym w Myczkowcach przez Radę ds. Młodzieży Zarządu Głównego PZW. Uczestnicy nad Zalew w Myczkowcach dojechali własnym transportem. Na miejsce zakwaterowania organizator przetransportował nas łodzią na drugi brzeg Zalewu. Największym zaskoczeniem było dla mnie to, że wziąłem chyba najwięcej sprzętu z całego obozu a wyjechałem z jeszcze większym asortymentem. Łącznie uczestników było 64 osoby z czego 54 chłopców i 10 dziewcząt. Uczestnicy przyjechali z całej Polski. Między innymi z Białegostoku, Katowic, Opola, Warszawy i innych miast.
Naszymi kwaterami były domki campingowe. Stołówka i sanitariaty były w oddzielnych budynkach. Do dyspozycji mieliśmy też boisko do piłki nożnej i siatkówki. Mieszkaliśmy w domkach po 4-5 osób. Okna i drzwi nie były szczelne więc nocami było strasznie zimno. Za to w dzień otwieraliśmy okna bo było za gorąco. Opiekunami byli instruktorzy z Sanoka i Krosna. Byli też specjaliści z różnych dziedzin wędkarstwa np. spinningu, muchy, spławika, gruntu, wędkarstwa rzutowego.
Typowy dzień obozowy wyglądał następująco: wstawaliśmy o godz. 4:00 ( kto chciał ) o 4:30 szliśmy na ryby. Inni wstawali o 7:15. Śniadanie było o godz. 8:00 a przed śniadaniem mieliśmy rozgrzewkę. Po śniadaniu również szliśmy na ryby, lub mieliśmy szkolenie. Po obiedzie do kolacji płynęliśmy do sklepu lub szliśmy na ryby lub ćwiczyliśmy wędkarstwo rzutowe.
Podczas turnusu mieliśmy trzy wycieczki. Pierwsza była w sobotę 03.sierpnia. Poszliśmy na nogach przez góry na Solinę. Druga wycieczka odbyła się 04 sierpnia. Pojechaliśmy autokarem do hotelu w Arłamowie. Najpierw zwiedzaliśmy kompleks sportowy gdzie często odbywają się zgrupowania kadry sportowej, a później poszliśmy na basen do hotelu. Jeszcze przed przyjazdem do domków byliśmy w Krasiczynie na zamku i w parku. Ostatnia trzecia wycieczka odbyła się 10. sierpnia. Była to piesza wyprawa na górę Kordanię. Nikt nie chciał iść ale musieliśmy.
Mieliśmy różne szkolenia: ze spławika łącznie ok. 10 godz. ze spinningu ok 4 godz. muchy ok 8 godz. i wędkarstwa rzutowego ok 2 godziny. Pomimo iż wiele razy brałem udział w zawodach wędkarskich Koła i Okręgu często zaliczając miejsce na podium, na obozie nauczyłem się bardzo dużo Np. ze spławika: jak poprawnie rozrabiać zanętę, co dodać do zanęty aby była jeszcze bardziej atrakcyjna dla ryb itp. Podczas całego turnusu mieliśmy łącznie aż 19 zawodów. Największym mim sukcesem na obozie było zajęcie 1-go miejsca na zawodach spinningowych z łódki. Natomiast największą moją porażką było zaspanie na zawody spławikowe, które rozpoczęły się o godz. 4:30. Zaspałem dlatego że mój budzik za słabo dzwonił.
Poznałem dużo fajnych ludzi ale jak to w życiu bywa trafili się też nieźli trutnie. Na zawsze pozostanie mi w pamięci poznanie się z Panem Dariuszem Ciechańskim. Jest bardzo znany w polskim światku wędkarskim jako specjalista z wszystkich dziedzin. Polubiłem go dlatego ze fajnie wszystko potrafi wytłumaczyć. Nie podobało mi się to, że gdy Pan Dariusz uczył nas, to jeden z uczestników obozu ukradł mu ciężarki ( łezki ) warte ok 210 zł. Pan Darek ( Dziadek ) zrobił apel i strasznie się zdenerwował kazał natychmiast oddać te łezki i jeden uczestnik oddał. Gdy pan Darek odzyskał ciężarki wyjechał do domu. Najfajniejsze dla mnie było szkolenie ze spławika. Nabyte wiadomości na pewno wykorzystam podczas kolejnych zawodów.
I na koniec chyba najlepsza rzecz jaka była na obozie czyli chrzest wędkarski. Najpierw nasi opiekunowie zaprosili nas na wspólne zdjęcie i zaprowadzili nas za taką halę. Tam jedna z opiekunek zamiast zrobić zdjęcia pomalowała nam twarze. Później każdy z nas musiał wyjąc zębami łyżkę z wody. Kiedy ją wyciągałem, to ktoś wylał mi wiadro wody na głowę. Następnie musiałem okręcić się 10 razy wokół siebie i trafić do celu, co mi się udało. A na koniec najgorsze - czołganie się w błocie i zanęcie. Kiedy pokonałem ten tor przeszkód miałem zanętę w uszach, we włosach i na całej twarzy. Wreszcie na bis nakarmili nas strasznie ostrym sosem. Gdy po wszystkim szedłem do jeziora aby się obmyć dostałem od pana ratownika z całej siły z wiosła tam gdzie się plecy kończą i dopiero wtedy mogłem się w jeziorze wykąpać.
Na koniec chciałbym gorąco podziękować organizatorom za wspaniałą przygodę wędkarską, Sponsorom : Piscari , Siek ,Mikado za cenne nagrody. Opiekunom: Pani Ewelinie , Pani Patrycji, Pani Ani, Druhowi Markowi, Panu Jackowi, Panu Jarkowi i Panu Andrzejowi a przede wszystkim Zarządowi Koła PZW nr 18 San w Leżajsku i Okręgowi PZW w Rzeszowie, które pokryło moją odpłatność za obóz. Specjalne podziękowania kieruję do Pana Wiesława Furmańskiego wiceprezesa naszego Koła, dzięki któremu mogłem zgłębić tajniki wędkarstwa spławikowego i spinningowego co zaowocowało wieloma pucharami zdobytymi na zawodach Koła, Okręgu i na zawodach Podkarpacia i dzięki któremu mogłem być uczestnikiem tego obozu. DZIĘKUJĘ!!!
Kacper Półtorak