27/03/2026
Zapraszam do przeczytania:
Zapraszamy do zapoznania się z tekstem jednej z naszych prelegentek:
„Ostatni wiking” scenariusz i reżyseria ANDERS THOMAS JENSEN -
recenzja z perspektywy psychoanalitycznej
Dorota Orłowska-Drąg
„Świat jest pełen ludzi, niektórzy są zdrowi-niechorzy, są mężczyznami-nie kobietami, są mądrzy-niegłupi, piękni-niebrzydcy; są też tacy którzy mają wszystko... Baldur i Ami byli zdrowi piękni i mądrzy, byli synami wodza. Po jednej z wypraw wódz podarował im topór z rękojeścią wykładaną masą perłową z okolicznych mórz. Jednak pewnego lata ich wioska została zaatakowana i wszyscy rzucili się do schronienia. Dla drobnego Baldura topór był za ciężki i spowalniał ucieczkę. Baldur stracił rękę i jego życie całkowicie się zmieniło. Poczucie, że jest inny, mocno go gnębiło. Wkrótce Baldur zapomniał kim kiedyś był, nie czuł się już ani zdrowy ani mądry ani piękny, nie był już wart tyle co inni. Wódz, który przysięgał, że pod jego rządami wszyscy będą równi, nie mógł patrzeć, jak jego syn się załamuje. Postanowił, że każdy chłopiec mężczyzna i starzec i noworodek poświęci swoją lewą rękę. Bo kiedy każdemu brakuje ręki, to jakby nikomu jej nie brakowało. A ponieważ nie można było zmienić rzeczywistości Baldura,
trzeba było zmienić świat wokół niego.”
Ten film mnie zaintrygował wciągając w dynamiczną, para-kryminalną akcję, emocjonalny wir surrealistycznego, urojeniowego świata. Pierwsze i ostatnie kadry, w formie animowanej sekwencji, metaforyczną klamrą spinają historię bohaterów. Przytoczona legenda – historia wyginięcia wikingów, to esencja późniejszej fabuły, przypowieść o tym do czego prowadzi dysocjacja, odcięcie i fragmentacja (reprezentowane w konkrecie odcinaniem części ciała) oraz terror sadyzmu w imię idealizacji, dobra sprowadzonego do poszukiwania ulgi, nietolerancji różnic oraz słabości. Pozbawione głębi, jednowymiarowe postacie wikingów symbolicznie zredukowane do czerni i bieli sugestywnie nawiązują do schizoparanoidalnego świata, jego czarno-białej optyki. Bardzo ekspresyjnie i w skondensowany sposób reżyser wprowadza istotę i sens dysocjacji tożsamości, reliktu z dzieciństwa, nieświadomego, zawsze obecnego w człowieku pragnienia powrotu do świata dobra, zaspokojenia pragnień, zaprzeczania trudnej rzeczywistości.
Film pokazuje i ostrzega czym się kończy dyktatura obron – wyparcia, zaprzeczenia, projekcji. Pod topór idą wszelkie problemy i nierówności, dominują konkretne, przemocowe rozwiązania. Nieświadome dążenie do powrotu do matczynego łona, ślepa imitacja w miejsce trudnej prawdy o rzeczywistości zewnętrznej i wewnętrznej. Absurd narracyjny na granicy groteski oddaje irracjonalny świat wewnętrzny psychotyka, a splątanie wątków i tempo wydarzeń wielką presję na odreagowywanie nieznośnych uczuć w działaniu. Od początku zostajemy wciągnięci w akcję i jak bohaterowie tej historii doświadczamy niemożności symbolicznego opracowania wydarzeń z życia psychicznego, nie mamy czasu na dystans i myślenie - analityczną refleksję.
Można powiedzieć, że ten film nie jest o stanach psychotycznych, on sam jest psychotycznym stanem umysłu, iluzją w którą zanurzamy się dzięki magii kina. Obserwujemy przeniesienie wewnątrzpsychicznego konfliktu w rzeczywistość zewnętrzną, konfliktu między miłością a nienawiścią, słabością i siłą, pozycją ofiary i sprawcy. Myślę, że dlatego jako moderatorka „Kina na kozetce”, wspólnie z widownią mierząc się z wielką siłą emocjonalnego oddziaływania skutków wczesnodziecięcej traumy, pozostałam z wrażeniem, że nie udało nam się opracować mentalnie przedstawionych wydarzeń i z wewnętrzną potrzebą kontynuowania wspólnej rozmowy i myślenia. Pomyślałam, że niemożność zniesienia wypartego bólu psychicznego doprowadziła nas drogą nieświadomej identyfikacji z cierpieniem filmowych postaci do doraźnego zawieszenia funkcji myślenia i krytycyzmu. Dlatego trudno było podjąć dyskusję, zabrakło czasu na opracowanie, za pomocą którego moglibyśmy stawić czoło frustrującej sytuacji, pomieścić ambiwalentne uczucia. De Masi pisze: „funkcjonowanie psychotyczne wiąże się z silną projekcją uczuć doświadczanych jako niemożliwe do zniesienia.”
Z tej perspektywy lepiej rozumiem powtarzające się pytanie z widowni „co robić?” jako swoiste wołanie o pomoc i poszukiwanie ulgi. Wszyscy ulegliśmy identyfikacji projekcyjnej z uczuciami „nie do wytrzymania”. Miałam wrażenie, że widzowie potrzebują wsparcia i urealnienia, potwierdzenia, że to fikcja, jakby ulegli oni halucynacyjnej wizji filmowych scen w obronie przed depresyjnymi uczuciami smutku i rozpaczy. Mnie przed załamaniem ocaliło analityczne myślenie, nawet w drastycznych scenach fizycznej przemocy, w teraźniejszości filmowych postaci, czułam podobnie jak w gabinecie psychoterapeuty, że mamy do czynienia z próbą „tu i teraz” (jak w sesji terapeutycznej) rekonstrukcji psychicznej katastrofy, która wydarzyła się „tam i wtedy” (w domu rodziców). Sytuacyjny komizm, klimat absurdu i groteski psychotycznego świata dawał szansę wytchnienia i poprzez śmiech odreagowania uczuć przerażenia wobec scen grozy i przemocy.
Psychoanaliza lokuje korzenie doświadczenia psychotycznego w desperackim rozpoznaniu bezsilności, które od niemowlęctwa skłania do sabotowania funkcji, myślenia i przeżywania afektów. Bohaterowie filmu to pacjenci szpitala psychiatrycznego z diagnozą „dysocjacyjnego zaburzenia osobowości”, pozostałe postaci także prezentują może mniej trwałe, bardziej przystosowawcze zaburzenia w obszarze integracji self, z dominacją obronnych projekcji niechcianych aspektów osobowości.
Wydaje się, że wszyscy bohaterowie tego filmu na bardzo pierwotnym poziomie, poprzez operacje w świecie zewnętrznym - kradzież, morderstwo, uszkodzenia ciała, i wewnętrznym - poprzez nadużywanie obron psychicznych, próbują poradzić sobie z presją nieuświadamianych trudnych treści i konfliktowych uczuć. W filmie protagonistą wprowadzającym wiodący wątek dysocjacji tożsamości jest Manfred - Wiking vel John Lennon i to wraz z nim, analogicznie jak w terapeutycznym procesie, wyruszmy w retrospektywno-introspektywną podróż. W kolejnych scenach towarzysząc filmowym postaciom w podróży do przeszłości coraz wyraźniej rozumiemy genezę i funkcję pragnienia pozostania w urojeniowym świecie, rozumiemy, że świat urojeniowy jest obroną a zarazem próbą rekonstrukcji rzeczywistości po traumie. Tak pisze o tym F. De Massi : „Psychotyk uważa, że zyskał nową tożsamość – w niektórych przypadkach idealną a w innych przerażającą. Czuje że zyskał nowe cechy bądź stał się kimś innym – postacią z własnych fantazji choć nie zdaje sobie sprawy, iż sam odpowiada za tę przemianę. Nowa urojona tożsamość jawi się jako objawienie, niepodważalna prawda, pozwalająca w nowym świetle przyjrzeć się teraźniejszości oraz dopasować przeszłość do przekształconych faktów.”
Troje rodzeństwa Freja, Anker i Manfred-ofiary sadystycznego ojca i nieobecnej, bezradnej matki podejmuje nieświadomą próbę rekonstrukcji po pierwotnej katastrofie dziecięcej. Towarzyszymy im w regresywnym procesie odkrywania prawdy, w poszukiwaniu integracji i spójnej tożsamości. Każde z nich na swój sposób radzi sobie z emocjonalnym bagażem - zaginioną walizką. Podobnie jak w psychoanalizie uczestniczymy w rekonstrukcji przeszłości, w poszukiwaniu skarbu, którym ostatecznie okazuje się świadomość i prawda.
Freja najstarsza z rodzeństwa poprzez identyfikację z matką zdołała być może uniknąć bezpośredniej agresji pijanego ojca, wydaje się najbardziej zintegrowana psychicznie, jednak jak matka poprzez wyparcie i projekcję nieakceptowalnej popędowej siły zastygła w sztywnej masochistycznej pozycji bezradnej ofiary, pozbawionej wpływu na swoje życie, osoby „obsługującej” zaburzenia braci.
Anker obarczany przez ojca odpowiedzialnością za wszelkie słabości własne i brata wydaje się być najbardziej spójny w identyfikacji z sadystycznym obiektem. Podobie jak ojciec utknął w pozycji wściekłego niemowlęcia, próbuje modyfikować rzeczywistość do własnych potrzeb a dzięki amnezji wypiera poczucia winy. Realizuje przemocowy scenariusz zaspakajania własnych pragnień, póki nie zostaje wykluczony i trafia do więzienia. W życiu dąży do odreagowywania napięć, ucieka się do odwetowych akcji, ale też szuka konkretnej rekompensaty za poniesione krzywdy. Prowokuje karę, nieświadomie poszukując zewnętrznej kontroli agresywnych impulsów.
Manfred delikatny i kruchy schronił się przed sadyzmem ojca w psychotycznej formacji urojeniowej, obronnej identyfikacji z wyobrażoną postacią wojownika wikingów, dającą iluzoryczną ochronę płynącą z poczucia samowystarczalności i wszechmocy, dzięki której wszystko wydawało się możliwe. Zjednoczenie z wyidealizowanym, wyobrażonym przyjacielem było antidotum na wszechogarniającą dziecięcą bezradność i lęk. Kolejne jego nieco bardziej dojrzałe wcielenie - John Lennon, wydaje się reprezentować potrzebę sukcesu i uwielbienia, wobec dramatycznej wewnętrznej pustki i opuszczenia. Przed życiem chroni go szpital i opiekuńcza siostra - substytut matki.
Parafrazując myśl F. De Massiego można powiedzieć, że Freja, Anker i Manfred doświadczyli sytuacji w której ich konfliktowe emocje zaburzyły stabilność emocjonalną rodzica i w efekcie spowodowały nienawistny atak z jego strony. Wściekłość rodzica na gwałtowne protesty dziecka wywołała nieświadome uczucia prześladowcze, poszukiwanie odwetu lub kary.
Z inicjatywy zwariowanego, samozwańczego „psychiatry” i jego nieświadomego pragnienia uznania i omnipotencji dom matki ma być sceną do odgrywania w konkrecie urojonych tożsamości, w postaci reaktywacji grupy The Beatles. Odegranie ma doprowadzić do powierzchownej reparacji - ulgi i zadośćuczynienia w postaci odzyskania ukrytych pieniędzy. Jednak niezamierzenie, po wielu nieudanych próbach zaprzeczania rzeczywistości i porażkach imitowania nowych tożsamości, dom staje się sceną regresji, widocznej w pojawianiu się zamglonych dziecięcych przeżyć i wspomnień. Można powiedzieć, że regresja, która ma miejsce w trakcie epizodu psychotycznego zaoferowała przestrzeń na odtworzenie przeszłości. Wydaje się, że coś co miało pierwotnie służyć szybkiej gratyfikacji stopniowo uwalniało prawdę historyczną od zniekształceń oraz kontekstu realnej teraźniejszości i lokowało ją w miejscu przeszłości, do której ona należy. Myślę, że próby imitowania zespołu The Beatles pełniły funkcję przestrzeni przejściowej, w której można było ulegać regresji, odgrywać różne role, eksperymentować z nowymi myślami i wypróbowywać rozwiązania problemów wewnętrznych. Nasuwają się także skojarzenia do procesów zachodzących w przestrzeni analitycznego gabinetu, gdzie pacjenci często przychodzą po ulgę, liczą na likwidację cierpienia i metamorfozę self; rozgrywają sceny z dzieciństwa nieświadomi, że to co może pomóc to drugi umysł, który będzie pomieszczał doświadczenia i nadawał im znaczenie. Rodzeństwu Freji, Manfredowi i Ankerowi brakowało emocjonalnych doświadczeń nadających umysłowi strukturę i silnego pomieszczającego dziecięcą nienawiść obiektu. Brakowało matki i jej miłosnych zasobów.
„Tylko wtedy gdy niemowlę doświadczy wystarczającej opieki macierzyńskiej, zdoła z powodzeniem umieścić własne self w ciele; może wówczas odkrywać swoje środowisko bez zagrożenia rozpadem tożsamości. Sytuacje skrajnego zaniedbania powodują wzrost pierwotnego lęku przed rozpadem, który stanowi podstawę rozwoju psychozy.”
Pozycja schizoidalno paranoidalna pokrywa się ze stanem w jakim znajduje się niemowlę nadmiernie sfrustrowane przez niewrażliwą na nie matkę. Jedynie umiejetność dostrojenia się matki do niemowlęcia a także przetrwanie przez nią jego okrucieństwa, mogą wspomóc i integrację i rozwój jego osobowości” (D. Winnicott)
Wraz z przebiegiem akcji obserwujemy intuicyjny, obsesyjny proces błądzenia i wykopalisk w lesie dzieciństwa; od poszukiwania gratyfikacji oralno – analnej, w postaci skradzionych przez Ankera pieniędzy, po kolejno odkrywane przez braci krypty martwych obiektów. Zakopana, ukryta prawda i pamięć, wikińskie magiczne runy zamiast jasnej inskrypcji. Odnalezienie fragmentów przeszłości, śladów i dowodów pierwotnie odszczepionych, nieakceptowanych uczuć, konfrontuje braci z bolesną prawdą i świadomością własnej destrukcji. Bezimienne przerażenie dostaje konkretne imię, wraz z tym pojawia się szansa na pochówek, nekro-log, szansa na odzyskanie utraconych obiektów, własnych korzeni, zapełnienie psychicznych luk i wyrw.
„Niestety urojenie funkcjonuje jak trwale zapisana trauma, której nigdy nie można zapomnieć. Aby wydarzenie można było zrozumieć lub przemyśleć musi zostać „zapomniane”, stać się przeszłością i trafić do magazynu pamięci, gdzie staje się czymś o czym można myśleć gdyż należy do nas ale nie jest z nami tożsame. Doświadczenia traumatyczne i psychotyczne z powodu silnego lęku nie wkraczają w obszar nieświadomy (który umożliwia metabolizację doświadczeń psychicznych) by tam ulec przekształceniu; w konsekwencji nie mogą być wyparte ani zapomniane.”
(F. De Massi)
Wydaje się, że reżyser przełamuje nieco ten pesymistyczny scenariusz całkowitego poddania się dysocjacji i trwania w uproszczonym, dwuwymiarowym, schizo-paranoidalnym stanie, kuszącym pozorną spójnością i brakiem wątpliwości. Być może Manfred dysponował częściowo zachowaną funkcją rozpoznawania rzeczywistości a miłosne uczucia do brata, jego opieka i empatia mogły zapobiec całkowitemu załamaniu i wspomóc częściową integrację i rozwój.
Końcowy występ grupy pacjentów nie jest już nieudaną, pełną fałszu, dysonansów i rozczarowań próbą odgrywania cudzej tożsamości. Fakt, że drogą konfliktów, wzajemnych ustępstw i uznania ograniczeń powstaje zespół zdolny za pomocą języka piosenki The Beatles komunikować się z sobą i światem, można uznać za zaczątek integracji self na wyższym poziomie, zbliżenie do pozycji depresyjnej, działanie bez utraty kontaktu z własnym wnętrzem. Widać jednak, że progres jest trudny i połowiczny - Manfred występuje jako hybryda pacyfisty Lennona i wojowniczego wikinga. Na widowni widzimy pokaleczoną i sklejoną ponownie parę; poobijaną Freję, spragnioną happy endu; zamyślonego Ankera, który jako jedyny wydaje się być w kontakcie z refleksją nad stanem własnej egzystencji i czekającej go wewnętrznej pracy reintegracji psychicznej i budowania na nowo własnej historii i osobowości. Być może dociera do niego konflikt związany z wyborem drogi rozwoju, bo nowo odkryta prawda o sobie jest przytłaczająca, otwiera żmudny proces żałoby, więc k**i powrotem do pozornych, chwilowych rozwiązań.
Epilog to komiksowa deskrypcja zakończenia historii wikingów, zakończenia w którym pod topór idą wszystkie głowy. Symboliczny gestkomentarz-ostrzeżenie, że zniszczenie funkcji myślenia skutkuje utratą jedynego środka za pomocą którego możliwe byłoby stawienie czoła frustrującej sytuacji oraz zachowanie wpływu na nią. Tylko mentalizacja, którą symbolizuje praca pisarza, artysty, reżysera pochodząca z umysłu obiektu pomieszczającego doświadczenia oraz nadającego znaczenie, daje nadzieję, że po wielu rozegraniach-odegraniach jest szansa na metabolizację doświadczeń i stopniowe opracowywanie traumy.
Na koniec, odpowiadając jeszcze raz na pytanie z widowni, chciałam zacytować słowa Samuela Gersona: „Co więc może pojawić się pomiędzy krzykiem i milczeniem? Mamy nadzieję, że będzie to zaangażowany świadek – Inny, który staje obok wydarzenia oraz self, które chce słuchać; Inny, który potrafi pomieścić w sobie to, co słyszy i wyobrazić sobie rzeczy nieznośne; który jest w takiej pozycji, że może potwierdzić zarówno rzeczywistość zewnętrzną, jak i naszą wewnętrzną, a tym samym pomóc nam w zintegrowaniu wszystkich wymiarów naszego doświadczenia i może pomóc żyć w tych wymiarach. To jest taka obecność, która żyje w lukach, absorbuje nieobecność i przekształca nasz stosunek do utraty. To jest aktywna i emocjonalnie dostrojona reakcja innego, który jest świadkiem i to właśnie tworzy „żywego trzeciego” – obecność istniejącą pomiędzy doświadczeniem i jego znaczeniem, pomiędzy realnym i symbolicznym, w którym życie dojrzewa i w którym przyszłość się rodzi” a więc.... „co robić?” - myśleć i odwiedzać „Kino na kozetce”.
Polecam.