18/07/2024
Zbierałam się do tego postu trochę, ale co rzec mogę, nie jestem cudotwórcą i nie ma na świecie takich osób które przy chęci udzieleniu pomocy zawsze każdy ratunek się uda i zwierze wyjdzie na prostą.
Tu sytuacja taka, że w momencie gdy jechaliśmy łapać mewę ze złamanym skrzydłem w centrum Gdańska napisała do mnie pani, że kolega jej dostarczył bardzo ciężko oddychającego gołębia.
Umówiłyśmy się, ze od razu po łapaniu jadę do niej go odebrać.
Mewy nikt oczywiście nie zabezpieczył, więc gdy zdążyliśmy dojechać na miejsce to po mewie jedyne co zostało to resztki piór. Pierwsze dobicie dnia.
Pojechaliśmy po gołębia. Wyglądał naprawdę słabo, charczał przy oddechu. Praktycznie już po 23 więc nie było mowy by gdzieś z nim pojechać chociaż na tlen. Ptak po dojechaniu miał dostać antybiotyk w inhalacji aby dożył chociaż następnego dnia do weterynarza.
Niestety nie zdążyliśmy z nim przyjechać żywym do domu. Zmarł chwile przed zaparkowaniem auta pod domem. Było już za późno dla obu ptaków…