20/10/2025
Ostatnie spotkanie w ramach projektu Moje zielone miejsce. W listopadzie nagranie i czytanie tekstu WIELOGŁOSU GDYŃSKIEGO, czyli Kroniki zniknięć. Opowieści lasów i pojedynczych drzew. Historii stawów, rzeczek i łąk. Czytanie odbędzie się w siedzibie partnera projektu czyli Bibliotece Gdynia, o datach niebawem, a poniżej przedpremierowo jedna z opowieści.
Projekt jest finansowany ze środków Marszałka Województwa Pomorskiego.
OPOWIEŚĆ MŁODEGO LASU NA STAREJ JEDNOSTCE. Historia o opuszczeniu, nadziei i zniknięciu. Mówi Paula.
Paula: To było moje zielone miejsce, bo ja mieszkam niedaleko, na Dembińskiego i często chodziłam tam na spacer z psem, no i w zasadzie wiedziałam, że to miejsce kiedyś zniknie, że jest przeznaczone pod zabudowę, ale rozum swoje, a serce co innego.
Może też dlatego, że ja obserwowałam cały ten proces zarastania, sprowadziłam się tu, będzie piętnaście lat temu. Jak rozstałam się ze swoim partnerem to wynajęłam kawalerkę na Dembińskiego no i przeżywałam to rozstanie, bo bardzo było bolesne i chodziłam tam, na jednostkę posiedzieć. Czuło się tam taki klimat opuszczenia, te porzucone budynki, te rowy po wyprutych z ziemi instalacjach i to mi też współgrało z nastrojem, bo sama tak się czułam, wypruta i opuszczona. Na początku to przyjeżdżali złomiarze, a potem już nikt, bo już nie było co kraść. Tylko wszędzie walało się szkło i jakieś powywlekane z tych budynków meble.
Ja wtedy jeszcze miałam starego psa, co tylko przy mnie siedział i tak to rozstanie w sobie przeżywałam. Ale z czasem zaczęłam też obserwować, co się wokół mnie dzieje. Na początku patrzyłam w ziemię, bo tam w dziurach w betonie pojawiały się mchy i porosty i to wyglądało jak jakby takie mini skalniaki.
Z czasem zaczęły pojawiać się w betonie jakieś małe kwiatki, potem jeżyny i siewki drzew i było tak, jakby ten las, co jest wokół tak obejmował to miejsce i przywracał mu życie. I ja też, z czasem, jak te siewki zaczęły się robić większe, ja też zaczęłam czuć się dobrze i też jakoś odżyłam i zaczęłam sobie to moje życie odbudowywać. Z czasem umarł stary pies, a ja wzięłam nowego psa i przed pracą i po pracy chodziłam z nim do lasu na spacery.
Piękny był ten młody las, brzozy, buki i modrzewie, już prawie całkiem zarósł te opuszczone budynki .
Największe wrażenie robiły na mnie te drzewa, co wyrastały na dachach i też modrzewie, bo to był jakiś drzewny superekspres, tak szybko rosły. I jakoś tak było, że pod koniec zimy, pod koniec lutego wyjechałam, a na psa załatwiłam sobie zastępstwo, trochę ponad tydzień to trwało. Jak już wróciłam, to poszłam do lasu i mnie zatkało, bo nie było już lasu, cały las w pęczkach leżał, nie było już moich modrzewi, stałam tam i płakałam i nie mogłam uwierzyć.
Moje zielone miejsce zniknęło.