30/07/2025
💥 Lubię nasze standardowe zajęcia – ta energia, którą wnosicie, sprawia, że człowiek czasem zapomina, że pracuje.
Ale są też te nietypowe zlecenia... które przyspieszają puls i wyostrzają zmysły. Uwielbiam to! 😍
W listopadzie Leon, jeden z moich kursantów (14 lat!), zgłosił się do konkursu typu public speaking – czyli: stoisz na scenie i gadasz po angielsku.
Brzmi stresująco? I bardzo dobrze.
Bo ja lubię Wasz stres 😆 – bo wtedy jesteście na 100%, a ja wiem, jak z tego stresu zrobić sukces.
🔻 Ale historia miała twist...
Czytam nazwę konkursu: „Stand up”.
Myślę – PETARDA! Robimy komedię sceniczno-językową, jedziemy z tematem, aż miło.
Rozkładamy tekst na czynniki pierwsze, trenujemy głos, postawę, gesty, akcent, gadżety, storytelling.
Jaram się jak Rzym za Nerona.
A potem... czytam jeszcze raz.
„Stand up and... TALK.” 🤦♀️
No i… koncepcja się rozjechała. Ale za późno.
Nie będzie mi jakiś źle złożony tytuł rujnował konkursu życia!
Robimy stand-up. Kropka.
📹 Pierwszy etap: nagranie filmu.
📢 Drugi: półfinały – już na żywo, na scenie.
👊 Pracy było dużo. Godziny dziwne. Mózgi wysiadały. Ale...
Była pizza.
Było wspólne oglądanie standuperów.
Była masa śmiechu, kilka spięć i ogrom pracy.
Efekt?
🏆 Leon zdobył 2. miejsce na 47 uczestników!
Czy mogło być lepiej? (Cicho, wiem 😄)
Dzięki Leonowi przypomniałam sobie, za co kocham tę robotę. I że czasem warto olać reguły i... po prostu pójść za intuicją.
👉 Chcecie zobaczyć, jak wypadły półfinały? Dajcie znać!