Katarzyna Wróblewska - Dyplomowany Terapeuta Systemowy

Katarzyna Wróblewska -  Dyplomowany Terapeuta Systemowy

Udostępnij

Pracuję z kobietami, które chcą zacząć żyć własnym życiem bez poddawania się oczekiwaniom świata, ale nie wiedzą jak to zrobić.

Zapraszam Cię do przestrzeni transformacji w której nauczysz się patrzeć na siebie z miłością.

👉Sesje 1x1

24/04/2026

Stawianie granic w swojej istocie jest zaskakująco proste, choć przez lata nauczyłaś się widzieć je jako coś skomplikowanego, wymagającego odpowiednich słów, długich wyjaśnień i przygotowania, które ma zabezpieczyć Cię przed reakcją drugiej strony.

Zanim w ogóle coś powiesz, wchodzisz w analizę, układasz zdania, przewidujesz scenariusze i próbujesz znaleźć taką formę, która pozwoli Ci jednocześnie postawić granicę i nie stracić relacji.

W rzeczywistości granica wydarza się w znacznie prostszej przestrzeni.

Jej zakomunikowanie nie potrzebuje rozbudowanych konstrukcji ani idealnych komunikatów, tylko obecności i decyzji, która pojawia się bliżej ciała niż umysłu, bliżej czucia niż analizy, kiedy zamiast kolejny raz szukać „jak to dobrze powiedzieć”, pozwalasz sobie powiedzieć po prostu: „nie zrobię tego”, „nie mam na to przestrzeni”, „to dla mnie za dużo”.

Nie ma potrzeby tłumaczenia się, które miałoby złagodzić odbiór Twojego komunikatu przez osobę z którą rozmawiasz, nie potrzeba tu nadmiaru słów, które miałyby załagodzić napięcie, nie ma potrzeby usprawiedliwiania się, które próbowałoby zachować obraz „tej dobrej”.

Tutaj jest potrzebna jedynie prosta informacja, która ma znaczenie, bo jest zgodna z Tobą.

To, co sprawia, że tak trudno wytrwać przy własnej granicy, nie ma nic wspólnego z formą tego komunikatu, tylko z tym, co dzieje się z Tobą zaraz po nim.

Bo wtedy pojawia się dyskomfort, Twoje ciało się napina, torpeduje Cię poczucie winy i myśl, że może jednak przesadziłaś, że może trzeba było powiedzieć to inaczej, łagodniej, bardziej kwieciście, bardziej „do przyjęcia” dla odbiorcy.

Tutaj zaczyna się właściwa praca nad komunikowaniem własnych granic, która nie polega na szlifowaniu komunikatów, tylko na wytrzymaniu tego co się w Tobie pojawia.

Bez uciekania z powrotem do starego schematu, bez natychmiastowego wycofywania granicy, bez próby naprawiania emocji innych kosztem siebie.

Nie masz się uczyć jak lepiej, czy kwieciściej używać słów, tylko tego jak stać przy sobie, nawet wtedy, gdy nie jest to wygodne.

Bo właśnie w tej niewygodzie, w tym napięciu, które nie musi być wcale od razu rozwiązane, kształtuje się i utrwala Twoje nowe doświadczenie, w którym dobra dla Ciebie granica staje się naturalną częścią Twojego życia.

🍀Napisz do mnie DM, jeśli temat stawiania granic jest dla Ciebie ważny.

Katarzyna Wróblewska

20/04/2026

Znam wiele kobiet, które patrząc na nie z zewnątrz wydają się mieć super poukładane życie.

Dobrą pracę albo własną firmę, świetne zarobki, mega wakacje, super relacje.

Z pozoru ptasiego mleka im tylko brakuje.

Mimo, że ich codzienność wygląda modelowo, czują permanentne napięcie, zmęczenie i krążą im po głowie natrętne pytania :

„Jak ja chcę naprawdę żyć?”,
"Czy to życie jest moje?" ,
"Co ze mną jest nie tak?",
"Co mnie dławi?"

Jesteś pełna pomysłów i inspiracji, czujesz kierunek w którym chcesz iść i doskonale wiesz, że możesz żyć inaczej - w zgodzie ze sobą, po swojemu, z wdzięcznością, z radością.

Byłaś na wielu warsztatach, odsłuchałaś setki podcastów, przeczytałaś miliony książek, być może korzystałaś z psychoterapii.

Bardzo dużo wiesz, jesteś osobą świadomą, jednocześnie czujesz się lekko zagubiona, bo ogrom wiedzy i informacji trochę Ci się plącze, bo aby uzyskać rezultat trzeba to wszystko krok po kroku uporządkować.

Potrzebujesz:

👉 jasności, od czego zacząć, aby dojść do swojego celu
👉 konkretnego procesu, który Cię tą drogą poprowadzi
👉 sposobu, który pomoże Ci przełożyć to, co czujesz, na realne działania
👉 wsparcia w momentach, kiedy pojawia się lęk i wątpliwość
👉 utrzymania rezultatu, bo efekt Twojego zaangażowania ma być trwały, a nie chwilowy

Tworzę przestrzeń dla kobiet, które są gotowe wrócić do siebie.

W tym procesie:

🪷 odzyskasz kontakt ze sobą i swoim ciałem
🪷 nauczysz się odrózniać to co jest Twoje, od tego co było Ci narzucone
🪷 nauczysz się stawiać zdrowe granice
🪷 zaczniesz podejmować decyzje w zgodzie ze sobą
🪷 przełożysz wewnętrzną zmianę na konkretne zmiany w życiu

Już niedługo pokażę Ci dokładnie, jak przejść ten proces krok po kroku.

Tak, żebyś przestała się kręcić w kółko i zaczęła żyć swoim życiem .

Czujesz, że to o Tobie?

👉Zaobserwuj profil Katarzyna Wróblewska - Dyplomowany Terapeuta Systemowy , ponieważ właśnie tutaj będą pojawiać się kolejne informacje na ten temat.

To będzie początek zmiany, którą naprawdę poczujesz.

Jeżeli masz pytania - napisz do mnie wiadomość prywatną 🙂

Katarzyna Wróblewska
Dyplomowany Terapeuta Systemowy

16/04/2026

Najczęściej zdarzająca się historia wygląda tak,

że długo nic nie mówisz, chociaż Twoje ciało wysyła rozpaczliwe sygnały, coś się w Tobie zaciska, coraz trudniej jest Ci swobodnie oddychać w relacji, w której znowu i znowu zgadzasz się na coś,
na co tak naprawdę nie masz ochoty, ale jeszcze próbujesz to sobie wytłumaczyć, jeszcze liczysz na to, że „jakoś to będzie”.

Potem przychodzi moment, w którym napięcie przekracza próg, którego już nie da się wytrzymać i zamiast spokojnej granicy pojawia się wybuch.

Słowa wypowiedziane szybciej niż pojawiła się myśl, ton, który rani i cisza po wszystkim, w której zostajesz z poczuciem winy i myślą, że „znowu przesadziłaś”.

Albo idziesz w drugą stronę, w której zamiast powiedzieć „nie”, zaczynasz się tłumaczyć, rozbudowywać zdania, dokładać kolejne uzasadnienia, jakby każde słowo miało zwiększyć szansę, że druga osoba przyjmie Twoją decyzję bez oporu, więc zamiast granicy wprowadzana jest negocjacja, podczas której oddajesz kolejną część siebie, żeby tylko zostać dobrze odebraną.

Czasem mówisz „nie”, ale chwilę później je wycofujesz, bo napięcie w ciele staje się zbyt intensywne, więc wracasz do „dobra, zrobię to”, próbując przywrócić równowagę, która jest pozorna, bo odbywa się kosztem Ciebie, a nie w zgodzie z Tobą.

Zdarza się też, że Twoje „nie” jest ostre, chłodne albo zamknięte, bo chronisz się przed tym, co czujesz, więc granica staje się murem.

W każdej z tych sytuacji wspólny jest jeden element: granica pojawia się za późno albo w formie, która nie jest już wyborem, tylko reakcją na przeciążenie, dlatego zamiast przynosić ulgę, zostawia Cię z jeszcze większym napięciem.

Granice nie zaczynają się w punkcie, w którym już nie wytrzymujesz, tylko dużo wcześniej, w cichym zauważeniu siebie, które nie potrzebuje ani wybuchu, ani tłumaczenia się ponad miarę.

I dopiero kiedy nauczysz się je stawiać we właściwym miejscu i czasie, zanim wszystko w Tobie przekroczy próg wytrzymałości, zaczynasz doświadczać, że możesz chronić siebie bez niszczenia relacji i bez gubienia siebie po drodze.

🍀 Jeśli masz potrzebę zadania pytania, zależy Ci na rozwinięciu wybranego aspektu w obszarze granic, to zrób to w komentarzu lub napisz wiadomość What's 602 658 149

Katarzyna Wróblewska
Dyplomowany Terapeuta Systemowy

14/04/2026

Kiedy zaczynasz stawiać granice, bardzo rzadko pierwszą reakcją świata jest spokój.

W Tobie pojawia się ulga, a w relacjach zostaje poruszone coś, co przez lata było ustawione pod Twoje „tak”, pod Twoją dostępność, pod Twoją gotowość do brania na siebie więcej, niż mogłaś unieść.

System w którym funkcjonujesz, czy to rodzina, czy związek, czy praca nauczył się, że można na Tobie polegać w określony sposób, że jesteś tą, która nie odmawia, która rozumie, która się dopasowuje.

Gdy pojawia się Twoje „nie”, nawet jeśli jest spokojne, nawet jeśli wyważone, nawet jeśli wypowiedziane bez agresji, to dla innych nie jest to tylko jedno słowo.

To zmiana zasad, na których dotąd opierała się relacja.

Wówczas mogą się pojawić reakcje, które będą próbowały Cię zatrzymać.

Ktoś się obrazi, ktoś spróbuje negocjować, ktoś powie, że przesadzasz albo że „kiedyś byłaś inna - lepsza”, a Ty stojąc w tym nowym dla siebie miejscu, czujesz jednocześnie siłę i wątpliwość, bo stara część Ciebie chce wrócić do znanego, żeby odzyskać spokój.

Tylko że ten spokój był pozorny, bo był zbudowany na Twoim przekraczaniu siebie.

Ludzie nie reagują na granice.

Ludzie reagują na to, że przestają mieć dostęp do tej wersji Ciebie, która była dla nich wygodna, więc ich emocje takie jak złość, rozczarowanie, nacisk są sygnałem, że system się reorganizuje i próbuje wrócić do starego układu.

W tym miejscu najłatwiej się wycofać, bo konflikt jest niewygodny, napięcie w ciele mocno doskwiera, pojawia się pokusa, żeby „dla świętego spokoju” odpuścić, tylko że wtedy wracasz dokładnie tam, skąd próbowałaś wyjść.

Dlatego tak ważne jest, żeby zobaczyć, że konflikt nie jest błędem w relacji, tylko naturalnym etapem zmiany, który pojawia się zawsze wtedy, gdy przestajesz funkcjonować według starych zasad, a zaczynasz budować nowe, zgodne z Tobą.

I może nie będzie od razu łatwo, może nie będzie od razu lekko, ale będzie prawdziwie💜

A to, że ktoś się złości, nie znaczy, że robisz coś złego.

Katarzyna Wróblewska

12/04/2026

Byłaś „miłą dziewczynką”?

Taką, która wiedziała, kiedy się odezwać, a kiedy lepiej zamilknąć, która wyczuwała nastroje i dostosowywała się tak, żeby było spokojnie, żeby nikt się nie zdenerwował, żeby wszystko zostało „pod kontrolą”, bo nauczyłaś się, że bycie grzeczną daje bezpieczeństwo, bycie wygodną dla innych chroni przed odrzuceniem, a bycie cichą pozwala przetrwać to, co było za trudne, żeby powiedzieć na głos?

I to działało.

Naprawdę działało, bo dzięki temu byłaś akceptowana, potrzebna, może nawet podziwiana za to, że ze wszystkim dajesz sobie radę, że „z Tobą można konie kraść”, tylko że po drodze zaczęłaś gubić coś, czego wtedy nie umiałaś jeszcze nazwać, bo trudno zauważyć brak siebie, kiedy całe życie uczysz się być dla innych.

Dorosła kobieta nie rodzi się w momencie, w którym kończy określony wiek, tylko w chwili, w której zaczyna widzieć, że to, co kiedyś było strategią przetrwania, dziś stało się źródłem zmęczenia, napięcia i cichej frustracji, która nie znika mimo kolejnych prób „ogarnięcia” wszystkiego jeszcze lepiej, jeszcze spokojniej, jeszcze bardziej dla wszystkich.

Dorosła kobieta wie, że bezpieczeństwo nie polega na tym, aby wszyscy byli zadowoleni, tylko na tym, że ona nie opuszcza samej siebie, nawet jeśli oznacza to czyjeś niezadowolenie, czyjeś zdziwienie, a czasem nawet czyjąś złość, która kiedyś była nie do udźwignięcia, a dziś może zostać zobaczona jako emocja drugiego człowieka.

W tym miejscu pojawiają się granice, które są naturalnym ruchem dojrzałości, w którym przestajesz się kurczyć, żeby zmieścić się w czyichś oczekiwaniach, a zaczynasz rozszerzać się do rozmiaru własnego życia, nawet jeśli na początku jest to niewygodne, obce i pełne napięcia.

Źródła „grzecznej dziewczynki” rzadko zaczynają się w niej samej, bo zanim ona sama nauczy się nazywać siebie, świat ją wcześniej uczył, że spokój jest ważniejszy niż prawda, że relacja jest ważniejsza niż granica, że miłość przychodzi wtedy, kiedy się dopasujesz, a nie wtedy, kiedy jesteś sobą.

W systemie rodzinnym, w którym emocje były zbyt ciężkie, żeby je unieść, dziecko bardzo szybko staje się czujnikiem napięcia, który rejestruje każdy ton głosu, każde spojrzenie i każdą zmianę energii, ucząc się, że jego rolą nie jest wyrażanie siebie, lecz regulowanie przestrzeni, bo kiedy jest cicho, spokojnie i „bezproblemowo”, dorośli funkcjonują lepiej, a to daje iluzję bezpieczeństwa.

Czasem jest to dom, w którym trzeba było dorosnąć za szybko, przejąć odpowiedzialność za emocje matki albo stać się niewidzialną, żeby nie dokładać ciężaru, który i tak był już nie do uniesienia, więc bycie grzeczną nie było wyborem, tylko koniecznością, strategią, która pozwalała przetrwać bez utraty więzi.

Czasem to lojalność wobec kobiet w rodzie, które przez pokolenia uczyły się, że ich wartość mierzy się tym, ile są w stanie znieść, ile przemilczeć i jak bardzo potrafią być dla innych, więc dziewczynka, nawet nieświadomie, przejmuje ten kod i niesie go dalej, wierząc, że inaczej nie wolno, że inaczej nie wypada, że inaczej nie będzie kochana.

Do tego dochodzi świat zewnętrzny, który nagradza dziewczynki za bycie miłymi, pomocnymi i niewymagającymi, podczas gdy złość, sprzeciw czy wyraźne „nie” są odbierane jako coś niepożądanego, więc bardzo szybko uczysz się, że pewne części Ciebie są mile widziane, a inne trzeba schować głęboko, najlepiej tak, żebyś sama przestała je czuć.

I tak powstaje wewnętrzny schemat, w którym bezpieczeństwo jest ściśle powiązane z dopasowaniem, a zagrożenie z autentycznością, więc dorosła kobieta, nawet jeśli rozumie już więcej, wciąż reaguje jak tamta dziewczynka, która wiedziała, że żeby zostać w relacji, musi się zmniejszyć.

Wyjście z tego wzorca nie polega na nauczeniu się kilku komunikatów, tylko na powolnym rozplątywaniu lojalności, które kiedyś były konieczne, a dziś są ograniczeniem, oraz na budowaniu nowego doświadczenia, w którym możesz być sobą i jednocześnie nie tracić więzi, choć na początku każda próba wyjścia z roli „grzecznej” będzie budzić napięcie, jakbyś robiła coś niewłaściwego.

A jednak to nie jest błąd, tylko pierwszy krok w stronę życia, które w końcu zaczyna być Twoje.

Przejście z roli „miłej dziewczynki” do roli dorosłej kobiety nie polega na tym, że stajesz się twarda albo obojętna, tylko na tym, że uczysz się być wrażliwa i jednocześnie zdecydowana, obecna i jednocześnie wierna sobie, a to oznacza, że czasem powiesz „nie”, stojąc przy sobie.

Katarzyna Wróblewska
Dyplomowany Terapeuta Ustawień Systemowych

09/04/2026

Przez lata uczyłaś się, że stawianie granic wiąże się z ryzykiem utraty relacji, uczuciem napięcia albo poczuciem odrzucenia, więc Twój układ nerwowy automatycznie wybiera dostosowanie jako strategię przetrwania.

To głęboko zapisany schemat, w którym bycie „tą dobrą”, „tą ogarniającą” i „tą, na której zawsze można polegać” dawało Ci poczucie bezpieczeństwa, uznania lub względnego spokoju, zatem dziś nawet jeśli wiesz, że to Cię wiele kosztuje, Twoje ciało wciąż reaguje tak, jakby powiedzenie słowa „nie” było zagrożeniem.

Możliwe, że masz w sobie lojalność wobec systemu, z którego pochodzisz, i nawet jeśli na poziomie świadomym chcesz żyć inaczej, to Twoja podświadomość nadal podtrzymuje w Tobie przekonanie, że nie wolno Ci być „trudną”, „egoistyczną” albo „za bardzo”, więc wybierasz milczenie albo zgodę, które są jedną z form unikania konfliktu.

Możliwe, że mylisz granice z odrzuceniem innych ludzi, bo nikt nie nauczył Cię, że można jednocześnie być w relacji i nie przekraczać siebie, więc za każdym razem, gdy pojawia się potrzeba postawienia granicy, uruchamia się w Tobie napięcie, które każe Ci wrócić do starego schematu, nawet jeśli on już dawno przestał Ci służyć.

Postawienie granicy to nie jest decyzja podejmowana w głowie.

To złożony, wielopoziomowy proces, bo kiedy próbujesz powiedzieć „nie”, pojawia się dyskomfort w ciele, poczucie winy, ścisk w brzuchu albo napięcie, które interpretujesz jako sygnał, że robisz coś nie tak, podczas gdy w rzeczywistości jest to tylko reakcja Twojego układu nerwowego na zmianę znanego schematu.

Nie stawiasz granic dlatego, że na głębokim poziomie boisz się utraty relacji, chcesz akceptacji, boisz się odrzucenia.

MOŻESZ NAUCZYĆ swój układ nerwowy, że zdrowe granice to obszar bezpieczny.

Katarzyna Wróblewska
Dyplomowany Terapeuta Ustawień Systemowych

04/04/2026

W czasie gdy natura odradza się w swoim własnym rytmie, nie pytając o zgodę, podążając za impulsem życia,

Wielkanoc przypomina, że każdy koniec, nawet ten który boli, który wydaje się stratą, jest jednocześnie przejściem, w którym coś starego może zostać pożegnane, a coś nowego ma szansę się narodzić.

Tak jak ziemia przyjmuje to co obumarłe, nie odrzucając lecz przemieniając, tak i my możemy spojrzeć na to co już nie wspiera, co było ciężarem niesionym przez lata, czasem nie tylko swoim i oddać to z szacunkiem, bez walki, bez potrzeby zatrzymywania, uznając, że to miało swoje miejsce i swój czas.

W tej zgodzie na zakończenie zaczyna pojawiać się przestrzeń, która nie jest jeszcze wypełniona, a jednak jest pełna możliwości.

Właśnie tam, w tej ciszy, serce zaczyna mówić, a ciało daje subtelne sygnały kierunku który jest prawdziwy, nawet jeśli nie jest logiczny dla umysłu.

Życie nie odnawia się przez analizę, lecz przez ruch, który płynie z głębi.

Z miejsca w którym serce wie, a ciało potwierdza i gdzie decyzje przestają być wyborem „powinno się”, a stają się naturalnym podążaniem za tym, co daje spokój, miękkość i poczucie bycia na swoim miejscu.

Niech więc ten wielkanocny czas będzie nie tylko symbolem odrodzenia, lecz także Twoją zgodą na to, by zakończyć to, co domaga się domknięcia, i przyjąć to, co chce przyjść.

Nie przez wysiłek, lecz przez gotowość, nie przez kontrolę, lecz przez zaufanie do tego, co czujesz.

I niech prowadzi Cię nie głowa, która zna przeszłość i boi się przyszłości, lecz serce i ciało, które zawsze są w prawdzie tego, co żywe i które wiedzą, dokąd naprawdę chcesz iść.

Katarzyna Wróblewska
Dyplomowany Terapeuta Ustawień Systemowych

01/04/2026

Na początku nie był „tym Hellingerem”.
Był człowiekiem, który słuchał.

Ludzie przychodzili do niego ze swoimi historiami.

Bert Hellinger zauważył coś, co nie mieściło się w klasycznej analizie.

To, co ludzie mu mówili o sobie, było tylko cieniem. Prawdziwe historie działy się gdzie indziej.

Kobieta opowiadała o lęku, mężczyzna o porażkach, ktoś o samotności, która „nie wiadomo skąd”.

A on widział coś jeszcze.
Powtarzalność.

Jakby każdy z tych ludzi niósł nie tylko swoje życie, ale też czyjeś niedokończone sprawy, jakby w ich słowach brzmiał jeszcze czyjś głos.

Na początku Bert Hellinger pracował jako analityk .

Zadawał pytania, rozkładał ludzkie historie na części pierwsze, szukał przyczyn dzisiejszych problemów w dzieciństwie, w relacjach, w doświadczeniach, ale czegoś jeszcze mu w tym brakowało.

Do pojęcia rozumem były dostępne wszystkie dane. Mimo tej wiedzy nic lub bardzo niewiele w życiu człowieka, który potrzebował wsparcia się zmieniało.

Wtedy zaczął robić coś, co nie miało nazwy.

Prosił ludzi, żeby wstawali, ustawiali innych w przestrzeni, żeby „pokazali” swoją rodzinę.

I wtedy wydarzało się coś, czego nie dało się wyjaśnić logiką.

Ktoś czuł ciężar lub ból w ciele, który nie należał do niego. Ktoś inny odwracał wzrok, choć nie wiedział dlaczego. Ktoś płakał, mimo że „to nie jego historia”.

Hellinger patrzył.
Nie ingerował.
Nie interpretował.
Czuł.
Czekał.

Zrozumiał, że system; rodzina, ród, to co było przed nami ma swoją własną inteligencję. I że ona ujawnia się nie przez słowa, ale przez ruch, napięcie, milczenie.

Z czasem przestał być tylko analitykiem.

Stał się obserwatorem porządku, który sam się odsłania. Zamiast pytać „dlaczego”, zaczął widzieć „co jest naprawdę”.

Zamiast analizować, pozwalał prawdzie, aby się pokazywała.

Ta prawda bywała niewygodna.

Opowiadała o tym, że ktoś niesie los wykluczonego z rodziny dziadka, że ktoś płaci za historię, której nie znał, że miłość i lojalność w rodzinie potrafią wiązać bardziej niż cokolwiek innego.

Nie była to już praca z jednostką.

To była praca z całym systemem, który przez nią przemawiał.

I może właśnie dlatego jego metoda budzi tyle emocji.

Bo nie daje prostych odpowiedzi.
Nie wprowadza do życia kontroli, zaprasza do zgody na to co jest.
Nie zatrzymuje się na poziomie umysłu. Dotyka miejsc, gdzie nie ma pola do analizy, tu jest prawdziwe ludzkie doświadczenie.

A on siedział w kręgu, spokojny, skupiony, niemal surowy w swojej obecności i patrzył, jak historie zamrożone przez pokolenia, zaczynają się poruszać.

Katarzyna Wróblewska
Dyplomowany Terapeuta Ustawień Systemowych

31/03/2026

Wyobraź sobie, że w Twoim ciele zamieszkuje ktoś bardzo czujny.

Nie śpi, nie odpoczywa, stale nasłuchuje.

To Twój układ nerwowy.

Jest jak strażnik i kronikarz jednocześnie. Pilnuje, żebyś była bezpieczna i zapisuje każdą historię, którą przeżyłaś.

On decyduje o biciu Twojego serca, rytmie oddechu, decyduje też o tym jak reagujesz, kiedy ktoś podnosi głos albo kiedy ktoś Cię przytula.

To on wybiera, czy się rozluźniasz, czy napinasz, czy zaufasz, czy się wycofasz.

Nie pyta o zdanie Twojej głowy, działa dużo szybciej niż rozum.
Tak szybko, że nie wyłapujesz tej chwili, kiedy Twoje ciało staje w gotowości do obrony w oczekiwaniu na atak.

Jego najważniejszym zadaniem jest utrzymanie Cię przy życiu, przetrwanie.

Dlatego jeśli kiedyś nauczyłaś się, że świat bywa trudny, że trzeba uważać, że miłość nie zawsze jest pewna, to Twój układ nerwowy będzie Cię chronił dokładnie tak, jak się nauczył na bazie przeszłych doświadczeń.

Układ nerwowy, który przez lata był w napięciu, nie zna spokoju. Spokój jest dla niego czymś obcym, podejrzanym, czasem niebezpiecznym.

Zadbanie o stan układu nerwowego z czułością wobec siebie, wprowadzenie równowagi to moment, w którym ten wewnętrzny strażnik może na chwilę odłożyć zbroję.

Może zobaczyć, że może być inaczej, że nie wszystko trzeba kontrolować, nie każdą ciszę trzeba wypełniać napięciem, że nie każda relacja jest zagrożeniem.

I kiedy zaczynasz tego doświadczać, on się powoli uczy, że możesz odpuścić, możesz oddychać spokojniej, żyć inaczej.

Twoje ciało przestaje walczyć ze światem, rozluźnia się i zaczyna w nim po prostu być. Wówczas pojawia się energia i sprawczość. Siła i radość realizowania planów i marzeń. Z lekkością, miękkością i wdzięcznością.

Katarzyna Wróblewska

30/03/2026

Zatrzymaj się na chwilę.

Twoje ciało czuje i wie już to, co Ty jeszcze próbujesz zagłuszać.

Ścisk w brzuchu, napięte barki, zmęczenie, którego „nie powinnaś czuć”, irytacja, która pojawia się nie wiadomo skąd. Znasz to?

To sygnał, że ktoś właśnie przekracza Twoje granice.
Albo… Ty sama je przekraczasz.

Głowa powie że przesadzasz, bo przecież inni mają gorzej.

Ciało powie: „to dla mnie za dużo”.

Twój układ nerwowy reaguje szybciej niż Twoja świadomość.
Nie analizuje, nie negocjuje.

Rejestruje przeciążenie i wysyła Ci sygnał.

Problem leży w tym, że przez lata nauczyłaś się tych sygnałów nie słuchać.

Bo trzeba być silną, bo nie ma miejsca na „nie”, bo ważniejsze jest to, aby reszta świata była zadowolona.

Tak się do tego przyzwyczaiłaś, że ignorujesz napięcie które zamienia się w zmęczenie, potem we frustrację, a potem w odcięcie się od siebie.

Granice zaczynają się w ciele.

Jeśli nie nauczysz się go słuchać, zawsze będziesz o krok za sobą.

Zrób dziś jedną rzecz dla siebie:
zatrzymaj się 3 razy w ciągu dnia i zapytaj siebie:

„o czym teraz mi opowiada moje ciało?”
"co mam zobaczyć?"
"na co mam zwrócić uwagę?"

Na dobry początek🙂

Katarzyna Wróblewska

25/03/2026

To nie wynika z braku czasu.
To jest brak granic.

Nie masz za dużo na głowie.
Po prostu nie stawiasz granic.

To nie Twój kalendarz nawala.
Mówisz „tak”, kiedy wolałabyś powiedzieć „nie”.

Pomagasz, ogarniasz, dowozisz?
Czy ktoś widzi, że robisz to kosztem siebie?

Nauczyłaś się, że tak trzeba?
Że tak jest bezpiecznie?
Że o Twojej wartości świadczy to ile uniesiesz?

Twoje ciało jeszcze chce z Tobą współpracować?

A może zmęczenie i irytacja osiągnęły już apogeum?

Granice to nie jest „umiejętność komunikacji”.
Granice to zasilenie Twojej energii życiowej.

Dopóki ich nie postawisz, będziesz się powoli wyczerpywać.

Nie zmienisz życia jednym pstryknięciem.

Dziś zrób jedną rzecz:

Zauważ, w którym momencie powiedziałaś „tak”, choć miałaś ochotę powiedzieć „nie”.

Na dobry początek🙂

Katarzyna Wróblewska

Chcesz aby twoja szkoła była na górze listy Szkoła w Gdansk?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Kategoria

Strona Internetowa

Adres


Gdansk

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 09:00 - 20:00
Wtorek 09:00 - 20:00
Środa 09:00 - 20:00
Czwartek 09:00 - 20:00
Piątek 09:00 - 20:00