06/06/2025
[Edit: Dziękuję wszystkim za słowa wsparcia pod tym postem! ☺️To naprawdę miłe i budujące co piszecie!🖤
Natomiast hejterom chciałam tylko przypomnieć, że mowa nienawiści oraz groźby są w polskim prawie karane. Mój dział prawny już przygotowuje pismo do prokuratury w tej sprawie.]
Dość hejtu. Mój niemiecki nie jest Waszym wrogiem.
Prowadzę kursy niemieckiego od wielu lat. Wkładam w nie serce, wiedzę i energię – bo wierzę, że język to narzędzie, które otwiera drzwi. Nie tylko do pracy czy lepszego życia, ale do pewności siebie.
Kiedyś, jako uczennica niemieckiego, studentka, potem podróżniczka i lektorka, nie przypuszczałam, że kiedykolwiek będę musiała odpierać ataki nie za to jak uczę, ale czego uczę.
Na początku były tylko czerwone buźki złości i emoji „haha” pod postami.
Myślałam: „Może ktoś nie wierzy w naukę online? Może ma gorszy dzień?”
Z czasem jednak zobaczyłam, że to nie chodzi o mnie. Chodzi o język niemiecki.
Za każdym razem, gdy dzielę się sukcesami moich kursantów – ich awansem, lepszą pracą, lepszym życiem za granicą – pojawiają się komentarze pełne nienawiści. Wulgarne, nacjonalistyczne, przesiąknięte pogardą.
„Zdradzacie Polskę”
„Ty ku #, wypier% do Niemców”
„Język wroga”
„Jak możesz uczyć tego ścierwa?”
To nie są słowa konstruktywnej krytyki.
To hejt – czysty, niepohamowany, brutalny. Taki, którego nie życzyłabym nikomu. I który w ostatnich dniach przybrał formę lawiny.
W poniedziałek opublikowałam nowy post – informację o kursach wakacyjnych i historię sukcesu jednej z moich kursantek.
Chwilę później – dziesiątki emoji nienawiści, komentarzy pełnych przemocy.
Usuwam. Blokuję. Ukrywam. Ale dziś już nie milczę.
Bo to, co się dzieje, przekracza granice zwykłego hejtu. To próba zastraszania. Próba odebrania głosu. Próba powiedzenia: „Nie masz prawa uczyć tego języka”.
Więc mówię Wam to jasno i wyraźnie:
👉 Nie przestanę.
👉 Nie zrezygnuję.
👉 Nie pozwolę, by nienawiść przysłoniła wartość nauki, pracy i rozwoju.
Uczę ludzi mówić po niemiecku, by mogli odnaleźć się w krajach, w których żyją. By mogli poczuć się swobodnie w pracy, w urzędzie, w sklepie, u lekarza. Nie uczę ich polityki. Uczę ich życia.
Ten post piszę, by powiedzieć głośno: STOP hejtowi.
STOP nienawiści.
STOP wulgaryzmom.
STOP zawłaszczaniu języka przez ideologię.
I pewnie też dlatego, że… potrzebuję od Was teraz trochę ciepła. Trochę otuchy.
Trochę zwykłego: „Jesteś okej. Rób dalej to, co robisz”. Bo pod tym całym atakiem jestem po prostu człowiekiem. Który chce robić dobrze swoją robotę. Który kocha to, co robi. Który nie zasłużył na to, co czyta i co musi kasować każdego dnia.
A hejterów lojalnie uprzedzam – dalej będę Was pielić jak chwasty w ogródku. Moje miejsce jest tu. Z moimi kursantami. Z ich sukcesami. Z językiem, który – jak każdy inny – zasługuje na szacunek.
Idźcie lepiej na spacer. Odłóżcie telefon. Spójrzcie w niebo. I oddychajcie czymś więcej niż jadem.
Z językowym pozdrowieniem,
Ania z GermAni
(praktyczny niemiecki – dla ludzi, nie dla nienawiści)