19/07/2026
Ten wpis dał mi do myślenia.
Niezależnie od tego, czy zgadzamy się ze wszystkimi tezami autora, jedno wydaje mi się szczególnie ważne – dzieci nie potrzebują jedynie wiedzy. Potrzebują przede wszystkim nauczyć się myśleć, zadawać pytania, analizować informacje i wyciągać własne wnioski.
W świecie pełnym krótkich filmów, nagłówków i gotowych odpowiedzi umiejętność KRYTYCZNEGO myślenia staje się jedną z najważniejszych kompetencji przyszłości.
Dlatego w Punktum Montessori od początku stawiamy na jakość, a nie bylejakość. Nie chodzi o to, by dziecko jak najszybciej zapamiętało jak najwięcej faktów. Chodzi o to, by rozumiało otaczający świat, potrafiło obserwować, szukać zależności i nie bało się powiedzieć: „Sprawdzę”, zamiast bezrefleksyjnie przyjąć pierwszą usłyszaną odpowiedź.
To właśnie dlatego tak dużo czasu poświęcamy samodzielnemu doświadczaniu, rozmowie, czytaniu, eksperymentowaniu i odkrywaniu. Wierzymy, że edukacja to nie tylko przekazywanie informacji. To przede wszystkim rozwijanie ciekawości i umiejętności samodzielnego myślenia.
Jestem ciekawa, jakie są Wasze przemyślenia po przeczytaniu udostępnionego wpisu.
39% Polaków to funkcjonalni analfabeci.
A w ciągu dekady ta liczba urosła o 20 punktów procentowych.
Wyniki Międzynarodowej Oceny Kompetencji Osób Dorosłych PIAAC 2023 — największego tego typu badania prowadzonego przez Organisation for Economic Co-operation and Development (OECD) — wskazują, że 39% dorosłych Polaków osiągnęło niski poziom kompetencji w zakresie rozumienia tekstu (lvl 1 lub niższy, gdzie najwyższy stopień to 5)
Co to oznacza w praktyce?
Nie, że tyle procent w Polsce nie umie czytać — w znaczeniu składać literek w słowa i słów w zdania — ale, że mają problem z podstawową analizą dłuższych tekstów i wyciąganiem wniosków, a także oceną wiarygodności tekstu.
Przyswajanie informacji opiera się więc wyłącznie w oparciu o przeczytane nagłówki, ewentualnie lead i bulletpoint tekstu. Jeżeli dołożyć do tego emocje i na przykład światopoglądowe preferencje, możemy spokojnie założyć, że 38% społeczeństwa przyjmie w zasadzie bezrefleksyjnie dowolny przekaz preferowanej przez siebie opcji, na przykład politycznej.
Ale ja dzisiaj nie o polityce chciałem.
A o czytelnictwie.
Wśród czytelników panuje bowiem zupełnie nieuzasadnione przekonanie, że fakt czytania książek wyłącza nas z tej 39% grupy. Tymczasem nic na to nie wskazuje.
Co więcej, wyraźny spadek jakości i sensowności czytanych fabuł wskazuje na coś zgoła innego.
Pamiętacie jak niedawno Matt Damon żalił się na to, że Netflix oczekuje od twórców, że będą przy pisaniu i kręceniu filmów brali pod uwagę, że odbiorca nie jest skupiony i większość czasu scrolluje? Przez to kluczowe fakty dla fabuły trzeba podawać w prosty sposób kilkakrotnie. Tak, by wytrąconemu z uwagi, rozproszonemu widzowi łatwo się było szybko odnaleźć.
To nie jest nic nowego, bo taki mechanizm działa już od lat, zarówno w filmach jak i książkach. I nie sprowadza się do samego streszczenia wydarzeń, ale też często do ich szybkiego wyjaśnienia. Na przykład czytamy o czymś lub widzimy coś i jest to ciekawe, dynamiczne, ale wydaje się pozbawione sensu. I zaraz dostajemy wyjaśnienie co się wydarzyło. Czy to wyjaśnienie musi mieć sens?
Z punktu widzenia elementarnej pisarskiej przyzwoitości oczywiście tak, bo to nasz obowiązek — napisać dobrą spójną historię.
Ale z punktu widzenia psychologii społecznej już niekoniecznie. To tak zwana iluzja powodu - zwana też efektem kserokopiarki od eksperymentu przeprowadzonego przez badaczkę Ellen Langer — która wyraźnie mówi nam, że przy określonym stopniu zaangażowania, dla większości ludzi nie ma znaczenia jak brzmi wyjaśnienie, pod warunkiem, że w ogóle jest. Przyjmujemy, że już sam fakt, że gotów jest nam to wyjaśnienie podać, wskazuje na to, że na pewno jest ono w zaistniałej sytuacji wystarczającym uzasadnieniem.
Sytuacja, w której się zatem obecnie znaleźliśmy jako czytelnicy wygląda następująco:
1. Spora część z nas, czytelników, nie radzi sobie z analizowaniem czytanych tekstów. Co więcej, nie chce tego zmieniać, bo nie widzi problemu.
2. Coraz łatwiej, skuszeni marketingiem łapiemy się na mechanizm — skoro autor w ogóle coś wyjaśnia, to znaczy, że robi to właściwie i wie co robi(nie będę analizował/a czy to ma w ogóle sens). To sprawia, że autorki i autorzy albo przestają analizować co piszą, albo cynicznie idą w to, że nie muszą i dzięki temu oszczędzają czas.
3. Skoro nie ma potrzeby budowania przyczynowo-skutkowości i logicznych łuków postaci (a nie ma, bo wszystko można zbyć szybkim wyjaśnieniem z offu. Patrz p. 2) to dla największej ekonomicznej skuteczności można budować książki na trzech filarach:
a) szybkie dopaminowe strzały w postaci gwałtownych, zaskakujących (i często bezsensownych) zwrotów akcji.
b) emocjonalne, triggerujące chochoły (na przykład krzywda wyrządzana dzieciom, mocne szokujące przemocą obrazy)
c) długofalowe (w ramach wielotomowych serii) przywiązanie czytelnika do postaci pozbawionych głębi i opartych na jednej, dwóch w zasadzie niezmiennych cechach.
I oczywiście w większej skali nic z tym wszystkim nie zrobimy. Także dlatego, że większości ludzi to zwyczajnie nie przeszkadza, a skoro tak, to nie jest to problem dla rynku.
Ale zawsze zachęcam tych, którzy jednak mają problem z takim stanem rzeczy, do tego, by pomagali budować tę alternatywną przestrzeń. Nie tylko portfelami, ale także, a raczej przede wszystkim przykładaniem się do analizy przyswajanej treści i komentowania jej, również krytycznie, gdy trzeba.
Książki są przecież doskonałym narzędziem do nauki przyswajania i rozumienia tekstu, do rozwijania krytycznego myślenia i wyobraźni. Ale podobnie jak młotek nie zrobi za nas całej roboty, tak i my musimy się przyłożyć. W alternatywie jest oddanie wszystkiego do pełnego zautomatyzowania.
I jeszcze jedno na koniec. To co napisałem nie jest zachętą do, zbyt powszechnego niestety, literackiego snobizmu. Mam wrażenie, że najlepszym podejściem pozostają mądre słowa, które wielu (w tym Ted Lasso) błędnie przypisują Whitmanowi, a mianowicie "be curious, not judgemental".
Warto się tego trzymać, nie tylko w kontekście książek.