Kasia Lech Mindset

Wskazówki dojazdu Strona internetowa

Kasia Lech Mindset Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Kasia Lech Mindset, Dwór Cielętniki, Cieletniki.

🔹 Pionierka wykorzystania Neuronauki w biznesie i codzienności
🔹 20+ lat doświadczenia w transformacjach biznesowych
🔹Trenerka przełamywania wewnętrznych ograniczeń
👉 www.katarzynalech.com

27/09/2026

Coraz częściej słyszę: „Moje dziecko ma ADHD”. Czasem mam wrażenie, że zaczynamy używać tej diagnozy niemal jak określenia kataru — dziecko jest ruchliwe, nie może się skupić, szybko się nudzi, ma trudność z nauką, więc pojawia się podejrzenie ADHD.

Tymczasem ADHD jest konkretnym zaburzeniem neurorozwojowym i wymaga rzetelnej diagnostyki. A część zachowań, które z zewnątrz mogą wyglądać podobnie, może mieć zupełnie inne podłoże.

W swojej pracy z dziećmi bardzo często widzę coś innego: przeciążony układ nerwowy, ogromną liczbę bodźców, zaburzony rytm dobowy, niedobór snu, trudność z wyciszeniem mózgu i organizm, który przez większość dnia funkcjonuje na zbyt wysokim poziomie pobudzenia.

I wtedy zamiast zaczynać od pytania: „Co jest z tym dzieckiem nie tak?”, warto najpierw zapytać: w jakich warunkach jego mózg próbuje dzisiaj funkcjonować?

Na zajęciach z neuroregulacji zaczynamy właśnie od fundamentów. Przyglądamy się rytmowi dobowemu, snu, sposobowi odpoczynku, ilości bodźców, pracy układu nerwowego i uczymy dziecko stopniowo schodzić z nadmiernego pobudzenia. Pracujemy też nad tym, żeby coraz lepiej rozpoznawało sygnały płynące z ciała i uczyło się samoregulacji, zamiast być cały czas regulowane z zewnątrz.

I bardzo często rodzice już po kilku spotkaniach mówią mi: „Mam z powrotem swoje dziecko”. Jest spokojniejsze, łatwiej się koncentruje, lepiej się uczy, szybciej wraca do równowagi po emocjach i zaczyna samo zauważać, czego potrzebuje, żeby się wyregulować.

To oczywiście nie oznacza, że ADHD nie istnieje albo że neuroregulacja zastępuje diagnostykę i leczenie. Oznacza coś innego: nie każda trudność z koncentracją, impulsywność czy nadmierna ruchliwość automatycznie oznacza ADHD.

Zanim przykleimy dziecku etykietę, warto zobaczyć całego człowieka i jego neurobiologię.

Bo czasem problemem nie jest „zepsuty mózg”.

Czasem jest to po prostu mózg, który od zbyt dawna nie miał warunków, żeby naprawdę wrócić do równowagi.

Kasia L**h
Neuromentorka | Executive Business Coach | Ekspertka NeuroLeadership | EFT Terapeutka
www

Moja babcia mówiła: "Twoje potrzeby też są ważne".Pamiętam, jak siedziałam z babcią przy kuchennym stole i kończyłam pra...
26/09/2026

Moja babcia mówiła: "Twoje potrzeby też są ważne".

Pamiętam, jak siedziałam z babcią przy kuchennym stole i kończyłam pracę, którą miałyśmy przygotować wspólnie z koleżankami do szkoły. Każda miała zrobić swoją część, ale jedna nie zdążyła, drugiej coś wypadło, a ja powiedziałam, że jakoś sobie poradzę. Siedziałam więc nad tym od kilku godzin, coraz bardziej zła, bo na to popołudnie miałam zupełnie inne plany.

Babcia słuchała mojego narzekania, aż w końcu zapytała, czy powiedziałam koleżankom, że też mam swoje zajęcia i potrzebuję, żeby zrobiły to, na co się umówiłyśmy. Odpowiedziałam, że przecież nie chciałam robić problemu. Bałam się, że się obrażą, uznają mnie za niekoleżeńską, a następnego dnia będzie niezręcznie spotkać się w szkole.

Wtedy babcia spojrzała na mnie i powiedziała: „Dziecko, twoje potrzeby też są ważne. Tak się martwisz, żeby im nie było przykro, a zobacz, jak sama się teraz czujesz”.

Trochę mnie to zabolało, bo liczyłam, że przyzna mi rację i powie, że koleżanki zachowały się nie w porządku. Dopiero później zrozumiałam, na co próbowała zwrócić moją uwagę. Byłam gotowa poświęcić własne popołudnie, zmęczyć się i zezłościć, żeby uniknąć czyjegoś niezadowolenia, którego przecież nawet nie sprawdziłam. W mojej głowie cała rozmowa już się odbyła, koleżanki się obraziły, a ja zostałam sama, chociaż w rzeczywistości nawet nie powiedziałam im, czego potrzebuję.

Myślę, że wiele z nas zna ten mechanizm również z dorosłego życia. Przyjmujemy kolejne zadanie, choć już pracujemy wieczorami, zgadzamy się na spotkanie, chociaż potrzebujemy odpoczynku, zmieniamy własne plany, bo komuś bardziej pasuje inny termin. A kiedy pada pytanie, czy to na pewno żaden problem, odpowiadamy, że oczywiście, wszystko w porządku.

Tyle że takim zachowaniem uczymy również innych, czego mogą się po nas spodziewać. Pokazujemy, że jesteśmy zawsze dostępne, że nasze plany można przesunąć, a nasze potrzeby mogą poczekać. Jeżeli za każdym razem rezygnuję ze swojego odpoczynku, żeby komuś było wygodniej, moja gotowość do poświęceń z czasem może stać się dla tej osoby czymś oczywistym. Część ludzi po prostu wierzy w nasze „żaden problem”, inni chętnie korzystają z tego, że tak trudno nam odmówić.

W ten sposób możemy znaleźć się w relacjach, w których cudze potrzeby są pilne i ważne, a nasze uwzględnia się dopiero wtedy, kiedy wszystkim innym już jest dobrze.

Mózg utrwala zachowania, które przynoszą ulgę, i właśnie dlatego ten schemat potrafi być tak silny. Pojawia się prośba, przewidujemy, że odmowa może zepsuć relację, więc zgadzamy się i przez chwilę czujemy spokój. Ta ulga wzmacnia skłonność do ponownego ustąpienia, nawet jeśli zagrożenie istniało głównie w naszych przewidywaniach. Za każdym razem, kiedy zgadzamy się ze strachu, tracimy też okazję, żeby sprawdzić, czy ten strach miał w ogóle podstawy.

A przecież druga osoba może zwyczajnie powiedzieć: „Rozumiem, odpocznij”, znaleźć inne rozwiązanie albo przełożyć spotkanie. Może nawet po raz pierwszy dowiedzieć się, że mamy za dużo na głowie, bo dotąd tak skutecznie przekonywałyśmy wszystkich, że świetnie sobie radzimy.

Dlatego warto zacząć mówić o swoich potrzebach, zanim rozżalenie i zmęczenie staną się naszym codziennym towarzystwem. Dać sobie chwilę na odpowiedź, sprawdzić własne możliwości i powiedzieć uczciwie: „Tym razem się tego nie podejmę” albo „Mogę pomóc w tej części, resztę trzeba podzielić”. W ten sposób dajemy ludziom szansę poznać nas naprawdę, razem z naszymi potrzebami i granicami.

Oczywiście ktoś może poczuć rozczarowanie, zwłaszcza jeśli przywykł, że zawsze się zgadzamy. Ważne jest jednak to, co zrobi z naszą odpowiedzią. Jeśli ją uszanuje, w relacji pojawia się więcej miejsca na wzajemność. Jeśli regularnie naciska, wzbudza poczucie winy albo okazuje zainteresowanie tylko wtedy, kiedy czegoś potrzebuje, warto zapytać siebie, na czym właściwie opiera się ta bliskość i czy chcemy dalej płacić za nią taką cenę.

Dzisiaj myślę, że babcia chciała nauczyć mnie czegoś bardzo prostego: moje popołudnie też było ważne. Moje plany zasługiwały na szacunek, a bycie dobrą koleżanką mogło iść w parze z oczekiwaniem, że koleżanki również będą dobre dla mnie.

I właśnie takiej wzajemności życzę nam w dorosłym życiu. Żebyśmy mogły pomagać z serca, mówić otwarcie o swoich potrzebach i doświadczać, że jesteśmy ważne również wtedy, kiedy odpoczywamy, wybieramy własne plany albo prosimy, by tym razem ktoś zadbał o nas.

Kasia L**h
Executive Business Coach | Neuromentorka
EFT Terapeutka | Ekspertka NeuroLeadership
[www.katarzynalech.com](https://www.katarzynalech.com)

25/09/2026

Kupiłam sobie ostatnio piękny zestaw sztućców. Taki, który od razu sprawił mi przyjemność, kiedy na niego patrzyłam.

Pokazuję go przyjaciółce, a ona mówi: „Ale piękne, będzie ślicznie dla gości”.

A ja na to: „Ale one nie są dla gości. One są dla mnie”.

I dokładnie w tym momencie pomyślałam, jak bardzo jesteśmy uwarunkowani do tego, żeby najładniejsze rzeczy, najlepszą zastawę, świece, kwiaty, ręczniki czy nawet własną energię zostawiać na moment, kiedy ktoś przyjdzie. Jakby obecność innych była wystarczającym powodem, żeby stworzyć piękny rytuał, ale nasza własna obecność już niekoniecznie.

A przecież to właśnie z nami spędzamy całe życie.

Dlatego nie kupiłam tych sztućców na specjalne okazje. Chcę nimi jeść codziennie, przy zwykłym śniadaniu, szybkim obiedzie pomiędzy spotkaniami, przy kolacji, kiedy jestem sama. Bo dla mnie świadome napełnianie swojego kubeczka właśnie na tym polega — nie tylko na wielkich wyjazdach, SPA czy prezentach, ale na małych momentach, w których pokazujemy samej sobie: ja też jestem ważna, dla mnie też może być pięknie.

I to nie jest tylko kwestia estetyki.

Nasz mózg cały czas uczy się poprzez powtarzalność. Rejestruje drobne doświadczenia, które kojarzą codzienność z napięciem, pośpiechem i „byle szybciej”, ale może też uczyć się czegoś zupełnie innego — że zwykły posiłek może być chwilą zatrzymania, przyjemności, bezpieczeństwa i bycia naprawdę obecną.

Układ nerwowy nie potrzebuje wyłącznie wielkich zmian. Bardzo często potrzebuje regularnych, małych sygnałów: jest dobrze, można zwolnić, można poczuć przyjemność, można zrobić coś dla siebie bez żadnego dodatkowego powodu.

I chyba właśnie dlatego tak bardzo lubię te moje nowe sztućce.

Bo za każdym razem, kiedy po nie sięgam, przypominają mi, że nie muszę czekać na gości, święta ani wyjątkową okazję, żeby celebrować swoje własne życie.

Może więc warto czasem rozejrzeć się dookoła i zapytać siebie: ile rzeczy odkładam „na specjalną okazję”, zamiast uznać, że ja sama jestem wystarczającym powodem.

Kasia Lec

23/09/2026

Brak decyzji to też decyzja.

I bardzo często jedna z najbardziej kosztownych.

Bo kiedy odkładamy decyzję, wydaje nam się, że jeszcze nic się nie wydarzyło. Że nadal mamy czas. Że skoro nie powiedzieliśmy „tak” ani „nie”, to stoimy gdzieś pośrodku i możemy spokojnie poczekać.

Tylko że życie nie stoi razem z nami.

Każdy dzień bez decyzji również ma swoją cenę.

Jeśli nie odchodzisz z miejsca, które od dawna Cię niszczy, to każdego dnia wybierasz pozostanie w nim. Jeśli nie stawiasz granicy, wybierasz dalsze przekraczanie tej granicy. Jeśli nie zaczynasz działać w kierunku życia, którego chcesz, wybierasz kolejne miesiące życia dokładnie tak, jak żyjesz teraz.

I to jest część, której często nie chcemy zobaczyć.

Bo łatwiej bać się konsekwencji decyzji niż policzyć konsekwencje jej niepodjęcia.

Ludzie potrafią latami analizować, czy odejść, zacząć, zmienić, powiedzieć, zaryzykować. Czekają na moment, w którym poczują stuprocentową pewność.

Tylko że pewność bardzo często przychodzi dopiero po decyzji, nie przed nią.

Oczywiście nie chodzi o działanie impulsywne. Są decyzje, które wymagają czasu, danych, rozmów i przygotowania. Ale jest ogromna różnica między świadomym przygotowaniem się do decyzji a utknięciem w nieskończonym „jeszcze zobaczę”.

Bo „jeszcze zobaczę” też tworzy Twoją przyszłość.

Dlatego przy trudnej decyzji warto zadać sobie nie tylko pytanie:

„Co może się wydarzyć, jeśli to zrobię?”

Ale również:

„Jak będzie wyglądało moje życie za rok, jeśli nadal tego nie zrobię?”

To pytanie potrafi zmienić bardzo wiele.

Bo przed konsekwencjami decyzji można próbować uciekać.

Przed konsekwencjami braku decyzji, się nie da.

Kasia L**h | Neuromentorka | Executive Business Coach | Ekspertka NeuroLeadership | EFT Terapeutka | www.katarzynalech.com

22/09/2026

7000 kroków podczas jednego spaceru może być czymś znacznie więcej niż aktywnością fizyczną. To około godziny ciągłego, rytmicznego ruchu, podczas którego organizm dostaje czas, żeby wyjść z wysokiego pobudzenia, obniżyć napięcie i stopniowo przejść w bardziej regulowany stan.

I właśnie ta ciągłość jest tutaj ważna. Kiedy chodzimy przez dłuższy czas, w stałym rytmie, pracuje całe ciało, oddech zaczyna się naturalnie regulować, spada napięcie mięśniowe, zmienia się aktywność autonomicznego układu nerwowego, a mózg dostaje zupełnie inne warunki niż wtedy, kiedy przez cały dzień funkcjonujemy w pośpiechu, napięciu i ciągłym dopływie bodźców.

Badania nad pojedynczymi sesjami aktywności fizycznej pokazują, że już jeden epizod ruchu może obniżać poziom odczuwanego lęku, a badania dotyczące liczby kroków pokazują również związek regularnego chodzenia z mniejszym nasileniem objawów depresyjnych i niższym ryzykiem depresji.

Dlatego kiedy mówię o 7000 kroków, mam na myśli zrobienie ich podczas jednego spaceru, najlepiej regularnie, nawet codziennie. Wtedy spacer przestaje być tylko sposobem na „nabicie kroków”, a zaczyna być konkretną praktyką neuroregulacji, podczas której przez kilkadziesiąt minut dajemy układowi nerwowemu powtarzalny sygnał: ruch, rytm, oddech, przestrzeń i mniej bodźców.

A jeżeli taki spacer odbywa się dodatkowo w świetle dziennym i na świeżym powietrzu, wspieramy jednocześnie rytm dobowy, sen i kolejne mechanizmy, które mają ogromne znaczenie dla naszego stanu psychicznego.

To jest właśnie coś, co warto robić regularnie. Nie tylko dla kondycji i sylwetki, ale dla mózgu, układu nerwowego i własnej odporności psychicznej.

Kasia L**h | Neuromentorka | Executive Business Coach | Ekspertka NeuroLeadership | EFT Terapeutka | www.katarzynalech.com

21/09/2026

Po trudnym dniu często próbujemy po prostu „wyłączyć głowę”, sięgając po telefon, serial albo kolejną rzecz, która ma nas odciągnąć od tego, co się wydarzyło. Tyle że przeciążony układ nerwowy zwykle potrzebuje czegoś zupełnie innego — domknięcia napięcia i sygnału, że może wrócić do równowagi.

Są trzy bardzo proste rzeczy, które można wtedy zrobić.

Po pierwsze — 20 minut spaceru. Najlepiej bez telefonu i bez kolejnych bodźców. Ruch pomaga organizmowi wykorzystać energię mobilizacji, która mogła zostać po stresującym dniu, a spokojny marsz, rytmiczny oddech i kontakt z otoczeniem wspierają przechodzenie z trybu ciągłej gotowości do większego wyciszenia.

Po drugie — jeśli za nami trudna rozmowa, konflikt albo sytuacja, w której zostało wiele niewypowiedzianych słów, warto wziąć kartkę i napisać wszystko, co chciałoby się tej osobie powiedzieć. Bez wysyłania, poprawiania i zastanawiania się, czy „wypada”. Samo ubranie emocji i myśli w słowa pomaga uporządkować doświadczenie, zamiast dalej prowadzić tę rozmowę w głowie przez kolejne godziny.

I po trzecie — medytacja w rytmie alfa. To właśnie wtedy chcemy stworzyć mózgowi warunki, w których może zmniejszyć poziom pobudzenia, ograniczyć natłok myśli i przejść w stan spokojniejszej, ale nadal świadomej obecności. Dla mnie to jeden z najważniejszych elementów neuroregulacji po intensywnym dniu.

Spacer dla ciała, kartka dla emocji i myśli, alfa dla mózgu.

Czasem naprawdę nie trzeba robić więcej. Trzeba tylko wiedzieć, czego po trudnym dniu potrzebuje nasza fizjologia.

Kasia L**h | Neuromentorka | Executive Business Coach | Ekspertka NeuroLeadership | EFT Terapeutka | www.katarzynalech.com

17/09/2026

Ostatnio słowo „biohacking” zrobiło ogromną karierę. I im częściej je słyszę, tym bardziej mam poczucie, że w wielu przypadkach jest to przede wszystkim atrakcyjna marketingowo nazwa dla procesów, które nasze ciało zna od tysięcy lat.

Bo naszego organizmu nie trzeba hackować.

Nie trzeba hackować snu, układu nerwowego, hormonów, rytmu dobowego ani mózgu. Trzeba natomiast rozumieć, jak działają, czego potrzebują i jakie warunki pozwalają fizjologii funkcjonować w sposób, który wspiera nasze zdrowie, energię i dobre samopoczucie.

Kiedy rano wychodzimy na naturalne światło, regularnie się ruszamy, śpimy zgodnie z rytmem dobowym, oddychamy w sposób wspierający regulację, dbamy o metabolizm, kontakt z naturą i zdolność organizmu do przechodzenia z pobudzenia do regeneracji, nie „hackujemy” biologii. Po prostu żyjemy zgodnie z jej zasadami.

Tak samo patrzę na układ nerwowy. Nie istnieje żaden magiczny „biohacking układu nerwowego”. Istnieje za to coraz większa wiedza o tym, jak układ nerwowy reaguje na stres, poczucie bezpieczeństwa, oddech, ruch, sen, światło, relacje czy nadmiar bodźców, a później pozostaje nauczyć się tę wiedzę wykorzystywać w codziennym życiu.

I właśnie tutaj widzę ogromną różnicę.

Możemy cały czas szukać kolejnego sposobu na „optymalizowanie” człowieka albo zacząć coraz lepiej rozumieć człowieka.

Nasze ciało posiada własne mechanizmy regulacji, regeneracji i adaptacji. Im lepiej rozumiemy fizjologię i neurobiologię, tym łatwiej tworzyć warunki, w których te mechanizmy mogą działać tak, jak powinny.

Dlatego dla mnie przyszłość dbania o zdrowie nie polega na coraz bardziej skomplikowanym hackowaniu organizmu, ale na coraz lepszym rozumieniu jego naturalnych procesów i życiu w sposób, który je wspiera.

Bo ciało nie potrzebuje hackowania.

Potrzebuje warunków, w których może dobrze wykonywać swoją pracę.

Kasia L**h | Neuromentorka | Executive Business Coach | Ekspertka NeuroLeadership | EFT Terapeutka | www.katarzynalech.com

16/09/2026

Kiedy zmieniam strefę czasową, jedną z pierwszych rzeczy, które robię po przylocie, jest wyjście na zewnątrz. Światło słoneczne i, jeśli tylko mam możliwość, kilka chwil boso na trawie albo piasku.

Bo nasz zegar biologiczny nie patrzy na zegarek w telefonie. On potrzebuje sygnałów ze środowiska, żeby zrozumieć, że właśnie zmieniła się pora dnia.

Najsilniejszym z tych sygnałów jest światło. Promienie docierające do siatkówki przekazują informację do jądra nadskrzyżowaniowego w mózgu, czyli naszego centralnego zegara biologicznego, a ten zaczyna dostrajać rytm melatoniny, kortyzolu, temperatury ciała, snu i czuwania do czasu obowiązującego w nowym miejscu. Dlatego przy zmianie strefy czasowej tak dużo może dać wyjście na naturalne światło zamiast spędzenia pierwszego dnia w hotelu, centrum handlowym czy przy sztucznym oświetleniu.

I jest jeszcze coś, co bardzo lubię łączyć z ekspozycją na światło — uziemianie. Zdjąć buty i przez chwilę pochodzić po trawie, ziemi czy mokrym piasku. Badania nad groundingiem są ciągle niewielkie i zdecydowanie młodsze niż nauka o rytmie dobowym, ale już w eksperymentach trwających około 40–60 minut obserwowano zmiany w parametrach fizjologicznych związanych między innymi z układem autonomicznym, krążeniem czy ciśnieniem.

Dlatego po podróży nie zaczynam od skomplikowanych metod. Wychodzę na światło, ruszam ciało, dotykam stopami ziemi i daję organizmowi kilka bardzo prostych informacji: tutaj jest dzień, tutaj teraz żyjemy, do tego rytmu się dostrajamy.

Lubię takie rozwiązania, bo one nie próbują przechytrzyć organizmu. Korzystają z procesów fizjologicznych i neurobiologicznych, które mamy w sobie od zawsze. Czasem wystarczy wrócić do tego, na co nasze ciało reaguje najbardziej naturalnie: światła, ruchu, kontaktu z ziemią i rytmu dnia.

Kasia L**h | Neuromentorka | Executive Business Coach | Ekspertka NeuroLeadership | EFT Terapeutka | www.katarzynalech.com

15/09/2026

W biznesie można zainwestować w świetnie skrojony garnitur, piękną sukienkę, doskonałe zdjęcia, markową teczkę, wybitnie zaprojektowaną wizytówkę i cały wizerunek, który już od pierwszej sekundy komunikuje sukces. I ja absolutnie nie mam nic przeciwko temu, bo sposób, w jaki się prezentujemy, również jest częścią biznesu.

Ale pod tym garniturem muszą jeszcze być kompetencje.

Nagrywam to z Dubaju, bo chyba trudno znaleźć lepsze miejsce do takiej refleksji. To miasto przyciąga ludzi, dla których wizerunek, pozycja, marka i sposób prezentacji mają ogromne znaczenie. Tutaj bardzo łatwo zrobić dobre pierwsze wrażenie. Tyle że biznes zaczyna się tak naprawdę chwilę później, kiedy trzeba usiąść przy stole, podjąć decyzję, poprowadzić trudną rozmowę, negocjować, zarządzić ryzykiem, wziąć odpowiedzialność za ludzi albo poradzić sobie wtedy, kiedy sytuacja przestaje wyglądać dobrze na zdjęciu.

I właśnie wtedy okazuje się, czego nie da się kupić: doświadczenia, umiejętności podejmowania decyzji, rozumienia ludzi i biznesu, odporności na presję, przywództwa, słuchania, negocjowania, budowania relacji i dowożenia tego, co zostało obiecane.

Wizerunek może otworzyć drzwi i jestem przekonana, że warto o niego dbać. Ale kompetencje decydują o tym, czy ktoś zaprosi nas do kolejnej rozmowy, powierzy nam większy biznes i będzie chciał z nami pracować wtedy, kiedy stawka naprawdę rośnie.

Bo można wyglądać jak milion dolarów. Dużo trudniej jest mieć kompetencje, dzięki którym ktoś jest gotowy powierzyć nam miliony.

Kasia L**h | Neuromentorka | Executive Business Coach | Ekspertka NeuroLeadership | EFT Terapeutka | www.katarzynalech.com

15/09/2026

Są takie relacje, których nie trzeba podtrzymywać codziennymi wiadomościami, częstymi spotkaniami ani ciągłym upewnianiem się, że nadal jesteśmy sobie bliskie.

Można nie widzieć się kilka lat, żyć w różnych miejscach, mieć zupełnie inne codzienności, przejść przez tysiące własnych historii, a potem spotkać się i po kilku minutach poczuć dokładnie to samo, co kiedyś. Jakby ostatnia rozmowa była wczoraj, a nie kilka lat temu.

I chyba właśnie po tym poznaje się prawdziwą przyjaźń. Czas jej nie odbiera bliskości, odległość jej nie rozpuszcza, a życie nie musi być nieustannie relacjonowane, żeby nadal było między nami zrozumienie, ciepło i ta wyjątkowa swoboda bycia sobą.

Uwielbiam takie spotkania, po których człowiek przypomina sobie, że niektóre osoby naprawdę zostają z nami na dużo dłużej niż jeden etap życia. ❤️

Kasia L**h | Neuromentorka | Executive Business Coach | Ekspertka NeuroLeadership | EFT Terapeutka | www.katarzynalech.com

Adres

Dwór Cielętniki
Cieletniki
42-265

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Kasia Lech Mindset opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij