22/06/2026
Piecza zastępcza to nie jest instagramowa miłość, tylko codzienna walka o to, by nie zgasić w sobie człowieka, kiedy dziecko robi wszystko, żeby nas od siebie odepchnąć.
Miłość w pieczy zastępczej nie wygląda jak w bajkach. Czasem tej miłości w ogóle nie ma.
Ktoś zaraz się oburzy „no jak to, przyjmujecie dzieci i ich nie kochacie!?”
No zdarza się…
Miłość w pieczy, to często też miłość jednostronna, na początku wręcz niemożliwa. Nie każde dziecko jesteśmy w stanie pokochać od razu. Nie każde da się przytulić. Nie każde chce być blisko.
I ta jednostronność może być po każdej stronie.
Są dzieci, które wchodzą do domu i od pierwszego dnia robią wszystko, by nas sprawdzić, zranić, odepchnąć. Dzieci, które krzyczą:
„Nienawidzę cię”, „Jesteś najgorszy”, „Nie jesteś moją rodziną”, „Chcę, żebyś umarł”.
Są dzieci, które plują, biją, kopią, niszczą rzeczy, prowokują konflikty, ranią inne dzieci. Nie dlatego, że są złe. Dlatego, że ktoś kiedyś nauczył je, że bliskość boli.
A my ?
My dorośli, mamy wtedy zrobić coś trudnego.
Mamy nie odwzajemniać. Mamy nie poczuć niechęci. Mamy nie pokazać zmęczenia. Mamy być bezpieczną bazą, nawet gdy wszystko w nas krzyczy: „To za dużo”.
To jest niekiedy zadanie ponad siły. To jest zadanie, które potrafi złamać dorosłego człowieka. To jest zadanie, które wymaga samoregulacji na poziomie olimpijskim.
Samoregulacja, czyli fundament, bez którego się tonie.
Bo jak nie weźmiesz na siebie tych słów, to dziecko ma szansę. A jak weźmiesz, to toniesz razem z nim.
Samoregulacja to:
- nie branie do siebie wyzwisk, które są krzykiem bólu, nie nienawiści,
- nie reagowanie impulsem,
- nie odpowiadanie emocją na emocję,
- trzymanie granic, ale z czułością,
- bycie dostępnością, nawet gdy dziecko robi wszystko, by cię od siebie odepchnąć.
To jest heroizm, o którym nikt nie mówi.
I teraz najważniejsze❤️
Czy mimo tych zachowań potrafimy dać dziecku miłość? Czy potrafimy być jego bezpieczną bazą, nawet gdy ono robi wszystko, by nas zniszczyć? Czy potrafimy pozwolić mu przyjść, przytulić się, kiedy w końcu pęknie? Czy potrafimy być tym dorosłym, którego ono nigdy wcześniej nie miało?
I tu pytanie do was, rodziców zastępczych:
Jak wy radzicie sobie z tymi momentami? Jak odbieracie te zachowania? Co one w was zmieniają?Czy jesteście już na etapie, że potraficie wziąć ten ciężar na siebie i się wyregulować, czy nadal to dla was walka? Czy mimo tych trudnych zachowań potraficie kochać i być bezpieczną bazą?
Podzielcie się swoimi doświadczeniami, bo wasze historie są ważne. Możecie napisać o:
- samoregulacji w pieczy
- radzeniu sobie z agresją dziecka
- budowaniu więzi mimo traumy
Wasze słowa mogą komuś uratować dziś siły❤️