23/05/2026
Przez długi czas dotyk kojarzył mi się z czujnością. Z tym lękiem, który sprawia, że ciało automatycznie się spina, a mięśnie kulą w oczekiwaniu na cios – ten fizyczny lub ten słowny. Myślałam, że tak już musi być. Że bliskość zawsze niesie ze sobą jakiś koszt.
I teraz uczę się, czym jest dotyk, którego nie trzeba się bać.
Dotyk, który nie żąda, nie kontroluje i nie osacza. Czułe dłonie, które nie sprawiają, że masz ochotę uciekać, ale wręcz przeciwnie – pozwalają Ci w końcu puścić cały ten nagromadzony stres. Taki dotyk koi, leczy i zdejmuje z barków ciężar całego świata. Jest jak bezpieczny koc, pod którym możesz wreszcie zamknąć oczy i głęboko odetchnąć, wiedząc, że nic Ci nie grozi.
Moje ciało powoli zapomina stary lęk. Uczy się nowej, bezpiecznej opowieści o bliskości. Opartej na szacunku, na pytaniu o zgodę, na czystej intencji.
❤️🏳️🌈🫂