19/05/2026
Aleksandra Stocka Gacquiere
„Szkoła, która była drugim domem”
Z dużym sentymentem wspominam czasy szkoły podstawowej, która przez osiem lat była dla nas wszystkich drugim domem. Może sama nauka nie była wtedy dla nas priorytetem, ale tutaj mogliśmy się cieszyć sobą i wspólnym czasem. Korytarze szkolne były miejscem beztroskiej radości, śmiechu, wygłupów, a czasem sprzeczek i płaczu. W “Jedynce” kształtowały się nasze charaktery, rozwijały początkowe talenty i miały miejsce pierwsze porażki. Pozbawieni takich możliwości, jakie mają obec-nie dzieci, każde szkolne wyjście do kina, muzeum lub na spektakl czy oczywiście słynne dyskoteki były niesamowitą atrakcją, na którą się niecierpliwie czekało. Nie wspominając już o wycieczkach: Łańcut, Leżajsk, Kazimierz Dolny, a nawet Zakopane i Wrocław, to był dla nas wielki świat, który odkrywaliśmy u boku naszej cudownej wychowawczyni, pani Ewy Studzińskiej.
Mieliśmy w tej kwestii dużo szczęścia, gdyż młoda nauczycielka muzyki, która dostała nas pod swoje skrzydła, była niezwykle sympatyczna i bardzo ją lubiliśmy. Co więcej, nie musieliśmy na godzinie wychowawczej nadrabiać programu, jak zdarzało się w innych klasach, których wychowawczyni uczyła np. historii czy polskiego! Często uczestniczyliśmy za to w przygotowaniach apeli, za których organizację zawsze była odpowiedzialna nasza wychowawczyni.
Lubiliśmy i czuliśmy duży szacunek do całej kadry pedagogicznej. Pamiętam, jaki autorytet wzbudzała Pani Elżbieta Ćwikła, nasza nauczycielka geografii. Nieco luźniej było, gdy szliśmy na historię do Pani Jadwigi Flis (Marszaluk). Jak wszyscy, uwielbiałam technikę z panem Juliuszem Mulakiem, gdzie uczyliśmy się szyć, gotować i majsterkować. U Pani Ani Seth, na plastyce, mogliśmy radośnie przerzucić na kartki nasze bezgraniczne natchnienie. Pani Mariola Kosmowska była bardzo lubiana, chociaż z językiem polskim bywało już różnie. Z panią Małgosią Angel trzymaliśmy białe myszki w sali biologicznej i potem, na okres wakacji, braliśmy je pod opiekę do domu (ku wielkiej radości naszych rodziców). W starszych klasach cierpliwa i uśmiechnięta Pani Grażyna Cetera potrafiła nas przekonać do trudnej fizyki. O lekcjach niemieckiego wolę nie wspominać, strach nachodził na samą myśl. Bezpiecznym miejscem była natomiast sala sportowa, gdzie p. Monika Sikora, p. Jarosław Wojewódzki i p. Marek Olszamowski mieli swoje królestwo. Uwielbialiśmy “dwa ognie” i chętnie uczestniczyliśmy w zajęciach organizowanych przez nich w ferie zimowe, byśmy nie wywracali domu do góry nogami, podczas gdy nasi rodzice pracowali. Szkoła przekazywała nie tylko wiedzę merytoryczną, ale uczyła również aktywności, sumienności, współpracy i radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. Była centrum naszego młodego życia, gdyż niewiele poza szkołą się działo. To były inne czasy i choć zdaję sobie sprawę, że wrócić do nich byłoby nam dziś już trudno, to w sercu każdego z nas, kto dorastał w latach 90, pozostaje tęsknota za tamtym światem.
110-lecie JEDYNKA Chełm
19/05/2026
16/05/2026
15/05/2026
13/05/2026
12/05/2026
10/05/2026
10/05/2026