18/07/2026
Zafundowałem mojemu 13 latkowi dwa tygodnie dyskomfortu.
Najlepsze pieniądze, jakie wydałem w tym roku...
Kolonie. Dziesięć dni, kilkaset kilometrów od domu, zero telefonu i rodziców.
I powiem wam, że to było dla niego trudne doświadczenie. Jak dla każdego młodego człowieka. Tym bardziej, że nie wysyłam go na obóz "formatowany". Ale nie dlatego, że musiał nauczyć się prać skarpetki i ogarniać się sam. To akurat najprostsza część.
To, co naprawdę trudne to wyjście ze swojej bańki.
Nie tylko fizycznie, głównie psychicznie.
Zastanówcie się nad tym...
Każdy z nas żyje w bańce- najbliższa rodzina, sprawdzone relacje, znajome nawyki, własny dom, szkoła, osiedle, miasto. Wszystko znajome, oswojone, wszystko pod kontrolą.
A kolonie? Kolonie to zbiorowisko dzieciaków z całej Polski. Z różnych miast, z różnych domów, z różnych klas społecznych. Syn dyrektora z penthouse w Warszawie śpi na pryczy obok syna rolnika ze wsi pod Zamościem. I nikt nikogo nie pyta, kim jest tata.
I w takim miejscu dzieciak musi się nauczyć rzeczy, których nie nauczy go żadna szkoła. Dogadać się z ludźmi, których nie wybrał. Postawić na swoim, kiedy trzeba. Odpuścić, kiedy nie warto. I dać w mordę kiedy należy.
Grupa dzieciaków szybko sprawdza, kto sobie pozwoli wejść na głowę i jeszcze szybciej wśród nich tworzą się grupki, koterie i kasty.
Kto nie wie o co chodzi niech poczyta "Władcę Much" Goldinga.
My, rodzice, robimy dziś wszystko, żeby dzieciom było wygodnie. Wozimy pod samą szkołę, rozwiązujemy konflikty za nie, dzwonimy do wychowawczyni po każdej scysji. Budujemy im bańkę i jeszcze ją uszczelniamy.
A potem się dziwimy, że dwudziestoparolatek nie umie zadzwonić w urzędowej sprawie, bo się stresuje.
Dziecko nie potrzebuje, żeby było mu łatwo. Dziecko potrzebuje dowodów, że da sobie radę, kiedy nie jest łatwo. A takich dowodów nie zbiera się w domu. Zbiera się je tam, gdzie bańka pęka.
Więc jeśli wahacie się, czy wysłać dzieciaka na kolonie, obóz, do dziadków na wieś bo stresujecie się że "mu się nie spodoba"- wyślijcie.
Będzie płakał w słuchawkę drugiego dnia.
A wróci o dwa lata starszy i silniejszy.