13/06/2026
Gdy „Outlander” ożywa na naszych oczach - fani serialu wiedzą, o czym mowa.⚔️ ❤️🏰
Tym razem polecieliśmy z przyjaciółmi do Szkocji. Dla wszystkich poza mną był to pierwszy kontakt zarówno z Edynburgiem, jak i samą Szkocją, dlatego z przyjemnością wcieliłam się w rolę przewodnika po miejscach, które sama zdążyłam już polubić podczas wcześniejszych wizyt.
„Pierwsze chwile w szkockim słońcu”
Pierwszego dnia spacerowaliśmy po plaży w Portobello, korzystając z pięknej pogody, która przez cały pobyt wyjątkowo nam dopisywała. Jak na Wielką Brytanię było wręcz zaskakująco słonecznie.
„Gdy «Outlander» staje się rzeczywistością”
Sobota należała do „Outlandera”. I muszę przyznać, że właśnie ten dzień dostarczył nam chyba najwięcej emocji.
Już jesienią kupując bilety lotnicze do Edynburga, wiedzieliśmy, że odwiedzimy Midhope Castle, czyli serialowe Lallybroch - rodzinny dom Jamiego Frasera. To właśnie tutaj rozgrywało się wiele ważnych scen związanych z rodziną Fraserów. Dla fanów serialu, a my od pierwszego do setnego odcinka do nich należymy, jest jednym z najbardziej symbolicznych miejsc, dlatego możliwość zobaczenia go na własne oczy była dla nas czymś wyjątkowym. Koniecznie trzeba było kupić stamtąd magnesik (ostatnia, 68. fotka).
Następnie pojechaliśmy do Blackness Castle. Zamek (mówi się o nim, że to statek, który nigdy nie wypłynął, bo z pewnej perspektywy ma kształt wsuniętego w wodę okrętu, co widać na fotce) posłużył w serialu jako Fort William, miejsce związane z jednymi z najbardziej dramatycznych wydarzeń w życiu Jamiego. To miejsce, w którym Jamie był więziony i torturowany przez kapitana Jonathana Randalla. Stojąc na dziedzińcu fortu, trudno było nie wracać myślami do tych scen.
Odwiedziliśmy również Culross, które w serialu stało się Cranesmuir. To tutaj mieszkała czarownica Geillis Duncan, tutaj Claire została oskarżona o magię i tutaj rozgrywały się jedne z najbardziej pamiętnych wydarzeń pierwszego sezonu.
Ogromne znaczenie miało dla nas zobaczenie tych miejsc na własne oczy. Co ciekawe, większość z nich zachowała swój autentyczny charakter i klimat. Spacerując po tych miejscach, naprawdę można było odnieść wrażenie, że za chwilę zza rogu wyjdzie Claire albo Jamie. Atmosfera tych miejsc doskonale oddaje to, co znamy z ekranu. Nie zabrakło więc zachwytów i masy zdjęć.
„Culross - miasteczko z innej epoki”
Szczególnie urzekło nas samo Culross. To niewielkie, niezwykle klimatyczne miasteczko, którego historia sięga kilkuset lat wstecz. Spacerowaliśmy jego brukowanymi uliczkami, a następnie mało uczęszczanym szlakiem dotarliśmy na stary cmentarz położony na wzgórzu w bliskiej odległości średniowiecznego opactwa. Cisza, spokój, piękne widoki i słońce sprawiły, że był to jeden z tych momentów, które zostają w pamięci na długo.
„Gdy legenda nabiera rozmiaru”
Tego dnia odwiedziliśmy również Kelpies - monumentalne, trzydziestometrowe głowy koni inspirowane szkockimi legendami o wodnych duchach. Widzieliśmy je po raz pierwszy i muszę przyznać, że robią ogromne wrażenie. Dopiero stojąc tuż obok nich, można uświadomić sobie ich rzeczywiste rozmiary.
„Wieczór nad zatoką”
Wracając do Edynburga, zatrzymaliśmy się jeszcze w South Queensferry. Kolacja z widokiem na słynny czerwony most kolejowy Forth Bridge otwarty w 1890 roku, uznawany za jedno z największych osiągnięć XIX-wiecznej inżynierii i jeden z symboli Szkocji, oraz kolorowe domki nad zatoką była idealnym zwieńczeniem dnia. To miejsce ma niezwykły klimat i bardzo się ucieszyłam, że mogłam odwiedzić je po latach ponownie.
„Widoki, dla których warto się wspinać”
Niedzielę spędziliśmy aktywnie. Weszliśmy na Wzgórze Artura, a po drodze okazało się, że właśnie tego dnia w Edynburgu odbywa się największe biegowe wydarzenie. Maraton, półmaraton i liczne biegi towarzyszące sprawiły, że wiele ulic zostało zamkniętych, a my zrobiliśmy zdecydowanie więcej kilometrów, niż planowaliśmy.
Był też czas na spacer po centrum miasta. Przeszliśmy Princes Street, zajrzeliśmy na Victoria Street i oczywiście weszliśmy na Calton Hill, skąd rozpościera się jeden z najpiękniejszych widoków na cały Edynburg.
„Smaki, rozmowy i wspomnienia”
Nie zabrakło również dobrego jedzenia, szkockiego piwa, długich rozmów, śmiechu i wieczornych partyjek w tysiąca. To właśnie takie chwile sprawiają, że nawet najbardziej intensywny wyjazd wspomina się później z największym uśmiechem.
„Edynburg, który wciąż zachwyca… i trochę zaskakuje”
Edynburg niezmiennie zachwyca swoją architekturą. Budynki wzniesione z piaskowca pod wpływem czasu, deszczu, wiatru i szkockiej pogody przybierają najróżniejsze odcienie. Od ciepłego miodowego i piaskowego, przez beże, aż po szarości i przygaszone brązy. Dzięki temu całe miasto ma niepowtarzalny, nieco nostalgiczny charakter.
Przy okazji planowaliśmy zajrzeć na dziedziniec zamku górującego nad miastem, jednego z najbardziej rozpoznawalnych symboli Edynburga. Okazało się jednak, że od mojej ostatniej wizyty sporo się zmieniło. Kiedyś można było wejść tam bezpłatnie, dziś nawet dostęp do samego dziedzińca wymaga zakupu biletu.
„Polski akcent na szkockiej ziemi”
Przed samym powrotem do kraju odwiedziliśmy jeszcze pomnik niedźwiedzia Wojtka. To polski żołnierz na czterech łapach, który podczas II wojny światowej towarzyszył żołnierzom 2. Korpusu Polskiego generała Andersa. Wojtek nie tylko podróżował z armią przez Bliski Wschód i Europę, ale podczas bitwy o Monte Cassino pomagał przenosić skrzynie z amunicją, stając się jedną z najbardziej niezwykłych postaci w historii polskiego wojska. To był bardzo miły polski akcent na zakończenie szkockiej przygody.
„Edynburg po ośmiu latach”
Muszę jednak przyznać, że po ośmiu latach przerwy widzę Edynburg trochę inaczej. Mam wrażenie, że jest bardziej zaniedbany niż dawniej i nie rozwija się tak, jak można by oczekiwać. To oczywiście tylko moje osobiste odczucia, ale różnicę zauważyłam niemal od razu.
Piszę to jako dumna ze swojego kraju Polka, która z satysfakcją obserwuje rozwój Polski. W ciągu ostatnich lat nasz kraj zmienił się ogromnie, a pod wieloma względami standard infrastruktury, estetyka przestrzeni publicznej czy codzienny komfort życia nie tylko dorównują rozwiązaniom spotykanym w innych krajach europejskich, ale coraz częściej nawet je przewyższają. Być może właśnie dlatego pewne rzeczy, które kiedyś nie zwracały mojej uwagi, dziś dostrzegam znacznie wyraźniej.
„Z niedosytem i planami na kolejną podróż”
Mimo wszystko był to fantastyczny wyjazd. Nie zabrakło śmiechu, wspólnego odkrywania nowych miejsc i kolejnych powodów, by zakochać się w Szkocji na nowo. Cieszę się, że mogłam pokazać ją bliskim mi osobom, które odwiedziły ten kraj po raz pierwszy. Muszę przyznać, że pogoda rozpieszczała nas od pierwszego do ostatniego dnia. Trudno było uwierzyć, że jesteśmy w Szkocji, bo przez cały pobyt towarzyszyło nam słońce i prawie cały czas bezchmurne niebo. Dzięki temu zarówno Edynburg, jak i odwiedzane przez nas miejsca prezentowały się wyjątkowo pięknie. Mieliśmy też szczęście, że nie był to jeszcze sezon na tłumne zwiedzanie. Zarówno w Edynburgu, jak i podczas wyjazdów poza miasto spotkaliśmy naprawdę niewielu turystów, dzięki czemu mogliśmy spacerować niemal pustymi uliczkami i w pełni chłonąć atmosferę odwiedzanych miejsc.
Cztery dni w Edynburgu minęły zdecydowanie za szybko, więc już planujemy następną podróż.
Zapraszam do fotorelacji. Jak zawsze wracam z setkami zdjęć, bo są miejsca, które po prostu zasługują na to, by zatrzymać je na dłużej. 📸❤️