17/07/2026
JAKOŚĆ by (bye?) BREMBO… czyli jak zostałem bez pompy hamulcowej na dwa sezony+. Huehue.
(Czas czytania: jedna kawa)
10 stycznia 2025 zakupiłem sobie nową Brembo RCS 17, dedykowaną pod zaciski Brembo M50.
No i fajnie, no bo YOLO, ale… na pierwszym torowaniu, a konkretnie podczas mocnego hamowania okazało się, że “Houston, mamy problem…” - wszak ta nowiućka p***a działa gorzej, niż 20-to letni Nissin w Suzuki - bo o ile owy Nissin od początku daje się we znaki, że “coś nie bangla”, o tyle moja nowa, lśniąca Brembo była twarda jak… konar… ale tylko na chwilę. Bowiem klamka raczyła wpaść do samej manetki, zostawiając mnie w sytuacji… hmmm… mocno podbramkowej. Ale co tam - może źle odpowietrzona? Poprawka i wyjeżdżam jeszcze raz… no i znów k***a to samo - mięknie momentalnie jak wspomniany konar, widzący ciumkającą się publicznie parę, w której oba osobniki mają siusiaki. No cóż… może coś musi się dotrzeć…? Regulacja klamki w lewą dłoń, no i kręcimy… 1 obrót, dwa obroty, kur…cze, trzy obroty… jedno hamowanie i znów pawulon… Został niesmak, niepewność sytuacji na hamowaniach i zakładanie pożyczonej, byle jakiej pompy, gdyż mój zapas okazał się nie grać z przewodami. Ale spokojnie - na szczęście poszło gładko - zbroja ani razu nie została zafajdana. Za to pewność siebie na hamowaniach poszła się j…
A więc komórka w dłoń i piszę do Pana, od którego tę piękną, lśniącą pompę kupiłem (nie będę na razie wymieniał firmy z nazwy, gdyż liczę na jakąś jej autorefleksję po przeczytaniu tej opowieści, ale zaznaczę, że nie jest to ta “słynna” ostatnimi czasy Firma na “L” z Krakowa, a stosunkowo świeża w środowisku torowym i zbierająca dobre opinie firma od której kupuję rzeczy już od jakiegoś czasu (Ty pewnie też) i do tej pory nie było żadnego problemu. (może dlatego, że dopiero sytuacje takie jak ta weryfikują naprawdę dobrego, ogarniętego sprzedawcę…?)
W każdym razie, wszystko dograne - odsyłamy pompkę na reklamację.
Do tej pory powiedzielibyśmy “no cóż - nawet NAJLEPSZYM się zdarza” (również do tej pory uśmiecham się jak widzę posty na grupach pod tytułem “nie kupuj chińskiej pompy, bo to ryzyko” - BO ŻADNA CHIŃSKA P***A NIGDY MNIE NIE ZAWIODŁA… NIGDY, BREMBO).
Sęk w tym wszystkim taki, że był to już środek sezonu torowego (tak, pompę używałem pierwszy raz dopiero 18.08.2025). Natomiast szanowne Brembo “trzymało” pompę u siebie na reklamacji aż do 4.03.2026(!!!) - pomimo wielu prób nacisku, że “Panowie, ale to już trochę trwa…”
No, ale jak to w życiu bywa… włosi mają czas… bo urlopy… bo okres wakacyjny, bo kury nie niosą… bo… nie wiem co jeszcze było tłumaczone. Straciłem rachubę… i nadzieję… aaale w końcu wróciła! Finalnie pompę otrzymałem z powrotem… 13.03.2026.
W każdym razie, pompę założyłem i na kolejną “próbę” udałem się dopiero 11.07.2026. I niestety… po raz kolejny… na Slovakiaring… na zx10r… lecąc sobie na pełnej fajce po prostej… na jej końcu okazuje się, że “to to” ZNÓW nie hamuje.
Piszę więc troszkę podirytowany do Pana Sprzedawcy, że “Panie, p***a nie bangla… znowu!”
Opisuję skrupulatnie całą sytuację: że odpowietrzona, że wszystko “si”, a p***a “NI!”.
Na to dostaję… brak odzewu przez kilka kolejnych dni.
Aż w końcu piszę raz jeszcze, że “Wiem, że sprzedaż jest ciekawsza niż kwestia reklamacji, ale je też trzeba ogarnąć.” - Na co Pan Sprzedawca odpowiada mi, że “Reklamacje też ogarniam. P***a od marca była u ciebie i teraz w lipcu nie działa ja nie wiem co się z nią działo kto co w niej między czasie może grzebał. Oczywiście mogę ją wysłać na reklamację”
No i tak sobie myślę, tym razem już nie jest tak miło, bo druga strona nie rozumie, że na trackday nie jeździ się specjalnie “dzień po dostaniu paczki”, aby sprawdzić czy ABY TYM RAZEM HAMUJE?! Notabene, przy pierwszym razie nie było problemu, że o “pomoc” napisałem również pół roku po kupnie - no tak - niestety nie zawsze jeździ się na TD co tydzień. Nie te czasy… Natomiast pytanie co dalej? Mam zostać bez pompy na kolejny rok, aby dowiedzieć się, że nic się nie zmieniło?
Do tej pory wybierałem “pewnych kontrahentów”, odrzucając przez to ostatnimi czasy Pana z firmy “L”, aby nie szargać sobie dostatecznie już zszarganych torowymi tudzież innymi hecami nerwów. Okazuje się natomiast, że w takiej sytuacji jak ta, człowiek zostaje zdany na pastwę losu. Ciekawe, że gdy inny człowiek prowadzi biznes w innej branży i pomyli się w czymkolwiek (lub nawet gdy pomyli się sam klient), to portale sprzedażowe i prawo wymuszają NA SPRZEDAJĄCYM pewne procedury, aby klient nie czuł się wydymany… “jak ja, jak ja[...]”. “Ale zanim powiem sobie dość”, wrzucam te moje wypociny w eter, co byś miał drogi czytelniku (tudzież czytelniczko) z czego się pośmiać (bo z czyjejś krzywdy ponoć łatwiej :-)). Natomiast tak serio: Chciałbym, aby ta wiadomość została przeczytana po pierwsze przez mojego Pana Sprzedawcę, który do tej pory wydawał się rzetelny - wywołując u niego może nawet jakieś racjonalne podejście (ja czekałem grzecznie na pierwszą reklamację 7 miesięcy - drugi raz nie będę…) lub może przeczytasz to Ty, główny przedstawicielu Brembo (o ile tacy są?) i pomożesz rozwiązać tę patową sytuację, gdyż nie mam już nerwów wk*****ć się o takie rzeczy…
P.S. Zaciski też są ch***we, fabrycznie spier****ne. Ale to już ogarnąłem sam. Na własny koszt. Pompy “nie ogarnę” za producenta.
Z pozdrowieniami i wzajemnym nieposzanowaniem,
wk*****ny ja.