18/11/2025
Moja historia porodowa 💙🥹
Dzień jak, co dzień. Nic nie zwiastowało rozpoczynającego się porodu.
37+6 - Poniedziałek - wieczór… Po intensywnym dniu położyliśmy się z mężem do łóżka by obejrzeć komedię. Pięć minut później nie było nam już do śmiechu 😅 Poczułam silny skurcz, położyłam rękę Mateusza na brzuchu by poczuł jak bardzo zrobił się twardy i nagle pękł mi pęcherz płodowy. Spojrzałam na zegarek - 21:05
Wzięłam prysznic, wysuszyłam włosy, spakowaliśmy do końca torbę, spacerowałam… Wody płodowe lały się jak z kranu a skurczy jak nie było tak nie było.
W drodze do szpitala poczułam kilka niebolesnych napięć macicy. Pojechaliśmy oczywiście do szpitala, w którym pracuje.
Dotarłam na Izbę Przyjęć około północy.
Zbadano mnie - 2cm.
Podjęto decyzję o przekazaniu mnie na blok porodowy. W głowie miałam jedno…
Cholera jasna, zaczęło się od dupy strony.
Po dotarciu na blok porodowy podłączono mi zapis KTG oraz pobrano badania laboratoryjne. Z Położną Weroniką omówiłam na czym zależy mi najbardziej w porodzie, jednak nic nie wskazywało, że urodzę na nocnej zmianie.
Na moje szczęście skurcze zaczęły pojawiać się coraz częściej - były nieregularne i o różnej intensywności.
Postanowiłam położyć się spać, by naładować baterie na resztę porodu.
Z tym spaniem wyszło średnio, bo skurcze nękały a zmęczenie z godziny na godzinę narastało coraz bardziej.
Godz 7:00 przejęła mnie pod opiekę zmiana dzienna. O TAK! Moim oczom ukazała się Położna Ewelina, poczułam totalny spokój 💙 Pomimo iż znamy się z Eweliną również prywatnie, nie tylko zawodowo to obie wiedziałyśmy, że jestem PACJENTKĄ, nie koleżanką 😊 Wspólnie omówiłyśmy moje potrzeby i zgodziłam się, aby Ewelina zbadała mnie i oceniła sytuację położniczą - niestety bez zmian nadal 2cm.
Skurcze w odczuciu były dla mnie coraz częstsze i intensywniejsze, korzystałam chętnie z prysznica by przynieść sobie ulgę.
Godzina 10:00 Ewelina zbadaj mnie..
No i niestety mamy nadal 2cm, szyja gruba, niepodatna a ból potęgowało zmęczenie.
Zaczął się strach, nękały myśli… 🤯
~ Rodzę w szpitalu, tu liczy się czas… Chcę w końcu postępu porodu.
Na zlecenie lekarza oczywiście za moją zgodą podłączono mi oxytocynę w pompie oraz ciągły zapis KTG.
Po kilku minutach zaczęłam nagle odczuwać intensywne skurcze i mocno napierającą główkę. Pierwsza myśl - no w końcu mocniejsze skurcze, niech boli - syn jest coraz bliżej - ale ból był na tyle nieznośny, że natychmiast musiałam sobie ulżyć i pójść pod prysznic. Mateusz polewał mi wodą podbrzusze a ja skupiłam się na oddechu.
Napierająca głowa przynosiła coraz większy dyskomfort a ja naprzemiennie korzystałam z piłki, prysznica, materaca i udogodnień w postaci męża.
Mamy 11:50 czuję parcie, czuję rozpierający ból, nie jestem w stanie wysiedzieć na piłce a stojąc ból zgina mnie w pół..
Położna Ewelina bada mnie i widzę jej wzrok, widzę przerażenie w oczach.
Pierwsze moje słowa „Jak nie ma postępu to nic mi nie mów.”
Skończyła badać i mówi.. „Główka Felusia bardzo mocno napiera na szyjkę.”
Więc pytam, no a jakie rozwarcie?
I moje uszy usłyszały to czego najbardziej się obawiały - rozwarcie bez zmian, tak jak było.
Do Eweliny dołączyła położna Natalia.
Zaczęłyśmy korzystać z technik spinning Babies. Rozpoczęłyśmy od Forward-Leaning Inversion i Shake The Apple Tree - O tak, poczułam ulgę, w końcu nie czuję tak intensywnego parcia. W między czasie dodatkowo dostałam leki rozkurczowe oraz Entonox, który spowodował ogrom radości i śmiechu na sali. 😅 Jednak mistrzowskie były kontruciski, które wykonywała Ewelina - przynosiły ogromną ulgę🙏
Przyznam szczerze, że to był jeden z najlepszych momentów porodu. Oczyściłam głowę. Robiłam wszystko na 110%, byłam w pełni zmotywowana. Nie było chwili zwątpienia. Przywoływałam same dobre myśli.
Wciąż powtarzałam:
- Jestem silna i zdolna do urodzenia mojego dziecka
- Każdy skurcz przybliża mnie do spotkania z moim synem
- Synu wkrótce sie poznamy
13:30 i znowu odczuwam intensywne parcie.
No w końcu! Słowa, na które tak bardzo czekam - Mamy pełne rozwarcie, rób co czujesz.
Stękałam, jęczałam, krzyczałam, ale też dzielnie współpracowałam przyjmując proponowane mi pozycje. Wsparcie męża dawało mi ogromny spokój a ciepłe okłady na kroczu niesamowitą ulgę.
Trzymając rękę na kroczu, byłam w pełnej gotowości by poczuć rodzącą się główkę. I tak milimetr po milimetrze pod moją dłonią rodził się Felicjan.
44 minuty później moje dłonie chwyciły nasz różowy, krzyczący CUD. To co poczułam w tamtym momencie nie da się opisać. Moje ciało zostało zalane endorfinami.
Tak bardzo dziękuję położnej Ewelinie, że bezpiecznie sprowadziła naszego syna na świat w pełni chroniąc moje krocze.
Tak ogromnie jestem Wdzięczna położnej Natalii i Agnieszce za wszelkie działania i nieocenione wsparcie. Mati - mężu Ty wiesz 💗
Pomimo tykającego zegara i medykalizacji to był najpiękniejszy dzień 🫶🏻