Z książką w sercu

Z książką w sercu Dzieci, przedszkole, książki, pasja, praca, dobry gest. Jeśli ciekawią Cię chociaż dwa wymienione słowa, to znajdziesz tu coś dla siebie. Zapraszam.

Czytanie ma moc❤️
25/05/2022

Czytanie ma moc❤️

Kochani... mniej mnie tu. Ale myślami jestem tutaj każdego dnia. Każdy kto jest mamą i nauczycielem wychowania przedszko...
25/05/2022

Kochani... mniej mnie tu. Ale myślami jestem tutaj każdego dnia. Każdy kto jest mamą i nauczycielem wychowania przedszkolnego, wie ile czasu i sił poświęca się dzieciom

18/05/2022

Dawno mnie tu nie było... Nie oznacza to, że przestałam korzystać z wartościowych publikacji dla nauczycieli. O nie! Każdego miesiąca przybywają do mnie znamienite materiały, które wzbogacają moje zajęcia dla dzieci, sprawiają, że czuję się nauczycielem, który sumiennie się rozwija w zaciszu domowym. Płyty, książki, PRENUMERATA ze sklepu BLIŻEJ PRZEDSZKOLA - wychowanie i edukacja to perełki dla każdego nauczyciela wychowania przedszkolnego, ale także i rodzica. Świat byłby piękniejszy jakby każdy przeczytał, przesłuchał, wprowadził w życie to, co oferuje nam to wydawnictwo. Marzenie! Świadomy rodzic, stale doskonalący się nauczyciel, współpraca, relacje, szacunek, dobre słowo, szczerość, wspólne dobro dziecka...

Kochani.Pragnę się podzielić z Wami kolejną bajką, którą napisałam. Niepokój pani Zającowej jest mi bardzo bliski. Bardz...
18/02/2022

Kochani.

Pragnę się podzielić z Wami kolejną bajką, którą napisałam. Niepokój pani Zającowej jest mi bardzo bliski. Bardzo podobnie czułam się mniej więcej dwa lata temu. Mój mąż doskonale wie o co mi chodzi. Ale pamiętajmy, że po gorszych chwilach, z pragnieniem dobra i wsparciem bliskich będzie pięknie.

Zapraszam do czytania i dzielenia się opiniami.

Pragnę serdecznie podziękować Izabela Ciułek Izabela NaRysuje za przepiękną ilustrację do mojej bajki. Jest wspaniała!

NIEPOKÓJ PANI ZAJĄCOWEJ
Agnieszka Czeszewska

W marcowy rześki poranek, na łące obok świerkowego lasu nastało zamieszanie. Każdy dzień rozpoczynał się perlistym, świergocącym trelem Pana Skowronka. Jegomość wstawał bardzo wcześnie i leciał ku niebu, by uraczyć wszystkich mieszkańców łąki swym wyjątkowym głosem. Szaro - brązowy szczupły ptaszek nie wyróżniał się wyglądem, lecz właśnie swym śpiewem. Zwierzęta zamieszkujące łąkę budziły się ze snu z przyjemnością słysząc ten piękny świergot.
- Oho, Pan Skowronek już roztacza swą melodię. Czas wstawać kochanie – powiedział Pan Zając do swojej żony i wstał z porośniętej trawą kotlinki, w której spali. Następnie przeciągnął się, ziewnął tak mocno, aż było mu widać dolne siekacze i pokicał w poszukiwaniu soczystej koniczyny, która była idealna na pierwsze śniadanie. Pani Zającowa nadal drzemała w kotlince. Ciężko było jej się poruszać i była ciągle zmęczona, ponieważ lada dzień miała zostać mamą małych zajączków. Cieszyła się, że zostanie mamą, a jednocześnie bała się o swoje maleństwa. Leżąc w swej kotlince zauważyła gramolącą się Panią Ropuchową.
- Witaj Ropusiu. Co u ciebie słychać? - zagadnęła Pani Zającowa.
- A dzień dobry. Właśnie wracam do swej norki. Zmęczyłam się okropnie – powiedział chropowaty płaz. - Złożyłam w nocy kilka tysięcy jaj. Teraz czas przekąsić kilka dżdżownic oraz pająków i spać aż do wieczora – rzekła ropucha. - A jak się pani czuje? - zagadnęła ropucha przymykając ze zmęczenia swe ślepka.
- A dziękuję. Czekam na nadejście moich zajączków – odpowiedziała szczerze Pani Zającowa.
- Niech to czekanie nie będzie zbyt męczące – powiedziała ropucha. - Tylko bądźcie z mężem ostrożni. Tej nocy widziałam lisa przemykającego przez naszą łąkę – rzekła Ropuchowa z troską.
Serce Pani Zającowej załomotało boleśnie ze strachu. Kiwnęła głową w podziękowaniu i wtuliła się w swoją kotlinkę zamykając oczy, jakby miało ją to uchronić przed rudym drapieżnikiem.
Pani Zającowa usnęła pełna trwogi. Spała niespokojnie nękana przez koszmary. Nagle zerwała się ze snu wystraszona tak bardzo, że drżało jej całe ciałko, od długich uszu po puchaty ogonek. To piskliwe trii-trii przepiórki wyrwało ją ze snu. Ptak z głośnym krzykiem wzbił się w powietrze i odleciał. Zającowa oniemiała ze strachu, bo przepiórki zazwyczaj uciekają piechotą przed niebezpieczeństwem, a nie odlatują. Musiało stać się coś okropnego!
Nagle Zającowa usłyszała szelest traw. - Psssst! Jesteś tu? - rzekł chrapliwy głos. Właściciel głosu zbliżał się coraz bardziej do kryjówki pani Zającowej. Nie wiedziała co ma robić! Uciekać ile sił w nogach? Czy pozostać na miejscu? - Pssst, kochanie to ja twój Zając. Pani Zającowa poczuła ulgę jakby kamień spadł jej z serca. Myślała, że to skradający się lis, na szczęście był to jej mąż.
- Moja droga, musisz się przenieść z bezpieczniejsze miejsce, bo w okolicy grasuje lis – rzekł poważnie Pan Zając. - Wiem, wiem, Ropuchowa mnie uprzedziła – odpowiedziała zmartwiona przyszła mama. - Nie bój się. Dziś zmienimy kryjówkę. Znajdę ci bezpieczne miejsce, w którym spokojnie będziesz mogła urodzić nasze dzieci – powiedział zając i z czułością skubnął siekaczami żonę w długie ucho.
Dzień mijał pani Zającowej w żółwim tempie. Jej mąż kicał skubiąc pyszne zielone kąski i szukając odpowiedniej kryjówki, a ona leżała zmęczona czując buszujące w brzuchu zajączki. Wiedziała, że wkrótce je zobaczy. Wierzyła, że do tego czasu przeniesie się w bezpieczne miejsce.
Nadszedł wieczór, a wraz z nim wzrósł niepokój zajęczej pary, bo to czas polowania lisów. W ciągu dnia nie udało się zającom zmienić kryjówki, ponieważ po łące spacerowali ludzie z dziećmi i psami. Zającowa nie chciała się wystawiać na szczekanie psów i ich zaczepki.
- Choć za mną. Poprowadzę cię do nowej kryjówki. Jest tam bezpiecznie i bardzo przyjemnie – rzekł zając do wybranki. Zającowa wstała i niezdarnie pokicała przed siebie, bo jej wielki brzuch pełen zajączków kołysał się niczym balon na wietrze, uniemożliwiając jej zachowanie równowagi. Droga do kryjówki wydawała się jej bardzo daleka i ciężka do przebycia. Starała się jak mogła by nadążyć za swym ukochanym, ale raz po raz musiała przystawać by zaczerpnąć tchu. Nagle usłyszała szelest. Pomyślała, że to Pan Zając więc bardzo się ucieszyła, że wrócił by dotrzymać jej kroku. Jednak to nie był on! Zającowa poczuła obcy zapach i usłyszała niepokojące dźwięki, coś jakby skomlenie, szczeknięcie… Hmmm, pies? Nie… O rany! To z pewnością lis! Zastygła przerażona w bezruchu mając nadzieję, że drapieżnik nie wyczuje jej obecności i nie pożre jej oraz nienarodzonych zajączków na kolację.
- Wyczuwam twój zapach. Wiem, że tu jesteś – powiedział lis. Przyszła mama niemal zemdlała ze strachu. - Nie bój się, nic ci nie zrobię – kontynuował drapieżnik. Zającowa nie wiedziała co robić. Nie miała szansy na ucieczkę, a ratunek był tak samo niemożliwy. Skuliła się bezradnie na ziemi, zamknęła oczy i czekała na najgorsze. Po chwili wszystko ucichło. Pomyślała, że ten szept się jej przyśnił. Powoli zaczęła otwierać oczy. Nagle… zobaczyła przed sobą wąski rudy pysk z chytrymi ślepiami i sterczącymi uszami. To koniec! Zginę razem z moimi dziećmi – pomyślała.
- Mówię nie bój się. Nie zjem cię – rzekł lis. Zającowa nie wiedziała o co chodzi. Jak to lis mnie nie zje? Przecież lisy polują na zające – myślała gorączkowo. - Spotkałam twojego męża – powiedział lis. Zającowa już opadła z sił i wszystko zaczęło ją boleć. - Pomógł mi – kontynuował lis. - Jak to? Mój mąż pomógł lisowi? - zapytała zatrwożona Zającowa. - Tak. Szukał kryjówki dla ciebie i natknął się na moją rodzinę. Przy naszej norze pojawiły się psy. Było już ciemno. Stałam w krzakach jeżyn i widziałam jak psy rozdrapują moją norę, mój dom, w którym czekały na mnie moje dzieci. Właściciele psów nie mogli ich odciągnąć. Nie wiedziałam co robić. Mój mąż kilka tygodni temu zginął w paszczy psa, a ja zostałam sama z małymi lisiętami – opowiadała lisica. - Dziś bałam się, że i moje dzieci zginą – kontynuowała ruda matka. - Wtedy twój mąż przebiegł obok psów. Raz, drugi, trzeci, aż te bestie straciły zainteresowanie moją norą i pobiegły za twym mężem. Na szczęście, zając jest bardzo szybki, więc uciekł przed rozszczekanymi psami. Właściciele pobiegli za nimi i w końcu zaczepili je na smycz. Żaden człowiek nie powinien chodzić po łące z psem, który atakuje dla zabawy inne zwierzęta.
Pani Zajacowa słuchała wypowiedzi lisicy z żalem i strachem. Jednocześnie czuła, że moment porodu nadchodzi. Lisica widząc co się dzieje chwyciła zębami Zającową za kark i pobiegła z nią w stronę swojej nory. Zaniosła ją do nowej nory, którą dziś wykopała specjalnie dla zajęczej rodziny w podziękowaniu za ratunek. Pan Zając już czekał w środku, wymościł norę gałązkami i liśćmi by jego małżonce oraz dzieciom było wygodnie.
- Dziękuję – rzekła lisica. - Mam nadzieję, że będzie wam tu dobrze. Nic wam tu nie grozi. Wiem jak ciężko być matką dla gromadki dzieci – powiedziała i wyszła z nietypowej nory zajęczej machając rudą kitą.
To był wieczór pełen wrażeń, zapowiadający początek zaskakujących sytuacji, które wydarzyły się w nocy…
Słońce wspinało się leniwie po niebie. Pan Skowronek znów oczarowywał mieszkańców swym świergotem. Mgła otulająca łąkę zaczęła opadać. W zajęczej norze zdarzył się cud. Na świat przyszło pięć maleńkich, szarych zajączków. Zwierzątka były niezdarne i za wszelką cenę wtulały się w ciepłe futro dumnej mamy.
- Opowiedz mi, jak to się stało, że uciekając przed lisem trafiliśmy do kryjówki, którą specjalnie dla nas wykopał? - zapytała zdziwiona, ale szczęśliwa mama.
- Prowadziłem cię do nowej kotlinki w okolicy nory lisicy. Nora była tak ukryta, że jej nie spostrzegłem. Nagle usłyszałem szczekające psy, które drapały ziemię i lisicę w krzakach, która nerwowo dreptała. Domyśliłem się, że to matka bojąca się o swoje dzieci. Takie spojrzenie kochanie miałaś dziś rano, gdy usłyszałaś, że w okolicy jest lis. Resztę historii już znasz. Zrobiłem tak jak podpowiedziało mi serce.
Zającowa uśmiechnęła się. Odetchnęła z wielką ulgą ciesząc się, że ma gromadkę puchatych dzieciaczków, kochającego męża, bezpieczne mieszkanie i wyjątkową przyjaciółkę, która mimo różnic okazała się bratnią duszą pomocną w potrzebie.

Zimowe urokiŚnieżek z nieba prószy,ostry mróz szczypie w uszy,a Michał po obiedziena sankach z górki jedzie.Mkną sanki p...
18/01/2022

Zimowe uroki

Śnieżek z nieba prószy,
ostry mróz szczypie w uszy,
a Michał po obiedzie
na sankach z górki jedzie.

Mkną sanki przez biały puch,
wokół dzieci śmiech i ruch.
Każdy bawi się wesoło
i krzyczy z radości wkoło.

- Zima, zima kochana.
Ulepmy dziś bałwana.

- Zróbmy aniołka na śniegu,
skaczmy w zaspy z rozbiegu.

- Zbudujmy domek śniegowy,
na pewno będzie wyjątkowy.

- Pobawmy się w tropicieli,
którzy ślady zwierząt widzieli.

- Zjedźmy na nartach z górki,
popatrzymy na śnieżne chmurki.

Dzieci śmiały się i dokazywały,
zimowe zabawy wymyślały.
Aż zaszło na niebie słońce,
chowając promyki błyszczące.

A zima tej nocy,
nabrała wielkiej mocy.
I rankiem cieszyła,
rysunkami na szybach,
lodowymi soplami
i pięknymi pejzażami.

Autor: Agnieszka Czeszewska

Do rozpoczęcia zimy jeszcze trochę czasu, chociaż pogoda już zaszczyca nas szczypaniem w nos i ręce. Z tej okazji chciał...
22/11/2021

Do rozpoczęcia zimy jeszcze trochę czasu, chociaż pogoda już zaszczyca nas szczypaniem w nos i ręce. Z tej okazji chciałabym się podzielić z Wami opowiadaniem w zimowej scenerii, które napisałam jakiś czas temu.

Co natchnęło mnie do tego opowiadania? Życie przedszkolne. Emocje dzieci.

Dajcie znać czy historia Stasia jest Wam bliska. A może nie mieliście takiej sytuacji?

Proszę o komentarz zwrotny. Ocenę, krytykę. Pisanie krótkich opowiadań sprawia mi przyjemność. Chciałabym wiedzieć czy to co piszę ma sens nie tylko dla mnie.

Pozdrawiam serdecznie.

Historia nieśmiałego Stasia

W grudniowy mroźny poranek mały Staś leżąc w swym łóżku wyściubił nos spod kołdry. Zerknął za okno i przekręcając się na drugi bok opatulił z powrotem w ciepłą kołdrę. Chłopiec nie lubił zimna. A jeszcze bardziej nie lubił wychodzić na zaśnieżone podwórko, na którym bawiły się roześmiane dzieci. Staś był przedszkolakiem. Jednak uczęszczanie do przedszkolnych ,,Mróweczek” napawało go strachem równie mocno co zabawy na śniegu.
Staś czuł jak sen otula go na nowo. Jednak to uczucie minęło, bo ktoś zapukał do drzwi pokoju chłopca.
- Kochanie, czas wstać – powiedziała mama i zaczęła wkładać do szafy czyste ubrania synka.
- Nie chcę. Wolę tu zostać – mruknął chłopiec.
- Synku, jest sobota. Zjesz śniadanie i wyjdziesz z tatą na sanki – zachęcała mama.
- Nie chcę. Zjem śniadanko. Zrobisz mi mamo racuszki? I poukładam puzzle – grymasił Staś.
- Zrobię, zrobię. Ale nie możesz ciągle siedzieć w domu. Trzeba korzystać z pięknej pogody – zachęcała mama Stasia.
- A po co mam wychodzić na dwór? By wszyscy się na mnie patrzyli, śmiali i pokazywali palcami? Tak jak w przedszkolu? - wyrzucił z siebie zasmucony chłopiec i zakrył się kołdrą by ukryć przed mamą swe gorzkie łzy.
Kobieta odłożyła na fotel stertę ubrań, usiadła na brzegu łóżka i zsunęła kołdrę z głowy chłopca. Następnie pocałowała go w przymrużone oczko oraz opuszczony kącik ust.
- Kochanie, to nie twoja wina. Taki się urodziłeś – rzekła mama. Chciała brzmieć dzielnie, jednak głos jej zadrżał, bo bardzo kochała synka i ciężko było jej patrzeć na jego smutek.
Chłopiec urodził się z częściowym paraliżem twarzy. Prawa powieka i policzek były drętwe przez co chłopiec wyglądał inaczej niż pozostałe dzieci. Staś nie lubił być wśród dzieci. Wstydził się swojej buzi. Bał się, że ktoś będzie mu dokuczał lub się śmiał z tego powodu, że ma inną twarz.
- Synu, wstawaj. Przygotowałem sanki – powiedział tata, który zajrzał do pokoju.
- Nieeee – załkał chłopiec.
- Marysiu, idź proszę zrób śniadanie, a ja porozmawiam ze Stasiem – rzekł mężczyzna do żony.
Mama Stasia poszła do kuchni, a po chwili było czuć woń racuchów z jabłkiem i cynamonem.
- Synku co się dzieje? - zapytał zatroskany tata.
- Nie chcę iść na dwór. Dzieci nie chcą się ze mną bawić. Dziwnie na mnie patrzą. Nie lubię tego – mówił zasmucony chłopiec. Po chwili przytulił się do taty i głośno zapłakał. Mężczyzna pogładził chłopca po twarzy i powiedział: - Stasiu, jest wiele osób, które wyglądają inaczej niż większość ludzi. Są także takie osoby, które z zewnątrz wyglądają normalnie, ale mają takie dolegliwości, których nie widać, a które bardzo utrudniają życie.
- Co na przykład? - zapytał poruszony chłopiec.
- Ty masz troszkę inną buzię, ale możesz robić wszystko. Bawić się, chodzić, biegać, skakać, oglądać książeczki, rysować, słuchać muzyki. Twoja buzia jest wyjątkowa. Pamiętaj o tym. Ale są takie osoby, dzieci, które nie mogą robić tego co ty, mimo że mają zwykłą twarz. Córeczka pana Grzesia, mojego kolegi z pracy wygląda zwyczajnie, jednak bardzo słabo słyszy. Musi nosić aparat słuchowy by słyszeć cokolwiek – opowiadał tata.
-Jak babcia Jadzia? - zdziwił się chłopiec.
-Tak. Właśnie tak. A wnuczka pana Marka - Lusia - ma cukrzycę. Nie może jeść tego na co ma ochotę. Mama Lusi musi jej układać specjalne menu, ważyć jedzenie i podawać odpowiednią dawkę insuliny, by dziewczynka mogła żyć. A wygląda tak jak inne dziewczynki.
- Znam Lusię. Nie wiedziałem. Miła z niej dziewczynka – powiedział zaskoczony Staś.
- Widzisz? Czasami choroby nie widać, a jednak jest i bardzo przeszkadza w życiu. Mimo to pamiętaj, że każdy człowiek jest wyjątkowy. Jak płatek śniegu. Każdy inny, a na swój sposób piękny - kontynuował tata.
- Mnie moja twarz aż tak bardzo nie dokucza – powiedział Staś. - Jak jest zimno wydaje mi się, że nie dam rady w ogóle otworzyć buzi i oka. Ale w przedszkolu czuję się podobnie. Dlaczego? Przecież w sali jest ciepło - zapytał.
- Myślę, że się boisz tego co powiedzą inni na twój temat. Ale pamiętaj. To nie wygląd jest najważniejszy – mówił tata Stasia.
- A co jest ważniejsze od ładnej buzi? Ubrania? - pytał chłopiec.
- Nie, skądże. Nie uroda, nie ubrania są najważniejsze, a to jakie masz serduszko. Najważniejsze jest to, by być dobrym, życzliwym, szczerym człowiekiem. Wtedy będziesz przyciągać do siebie tak samo wspaniałych ludzi – rzekł mężczyzna.
- Ale ja jestem dobry. Chyba… - zastanowił się Staś.
- Oczywiście, że jesteś dobrym człowiekiem! Jesteś wspaniałym chłopcem. Jednak by inne dzieci mogły to dostrzec, to musisz się im pokazać. Wyjść do nich, porozmawiać z nimi, bawić się z nimi. A nie ukrywać w domu. Jeśli będziesz wychodził na podwórko i bawił się z dziećmi to poznają twoje mocne strony. Tak samo w przedszkolu. Zaproponuj wspólne układanie puzzli. Przecież jesteś mistrzem układanek – zachęcał tata. - Sam mówiłeś, że Lucia jest miła. Ona się nie wstydzi swojej choroby.
Staś myślał nad tym co powiedział mu tata. Może miał rację? Może warto spróbować wyjść do dzieci i poszukać przyjaciela? Chłopiec rozmyślając o tej rozmowie zaczął się ubierać i szykować na śniadanie. Tata dał chłopcu buziaka w czubek głowy i wyszedł.
Po chwili Staś siedział z rodzicami w kuchni przy stole i jadł racuszki popijając je kakao. Rodzice bacznie obserwowali chłopca, który w skupieniu jadł już szóstego placuszka.
- Tato…? - zapytał.
- Tak, synku? - zachęcił go tata.
- Czy sanki są przygotowane? - dalej pytał chłopiec.
- Tak, czekają na nas na ganku – odrzekł ojciec.
- Chciałbym iść na sanki – rzekł odważnie Staś. - Ale sam. Do dzieci – dodał.
Mama i tata spojrzeli na siebie z radością.
- Oczywiście! Umyj ręce, ubierz się ciepło i idź na podwórko do dzieci – rzekła zadowolona mama. Tata z uśmiechem na twarzy popijał gorące kakao.
- A mogę wziąć kilka racuszków? - zapytał nieśmiało Staś.
- Idź się szykuj, a ja zapakuję ci kilka sztuk do pudełeczka - powiedziała mama chłopca.
Po chwili chłopiec ciągnął po podwórku sanki. W kieszeni miał pudełeczko z racuszkami. Gdy wszedł na górkę chwilę się wahał, ale zjechał z niej na sankach i znów zaczął się wspinać pod górę. Rodzice bacznie obserwowali chłopca. Kilka minut później do Stasia podszedł chłopiec. Chciał pojeździć na sankach, ale ma chore serce i musi je oszczędzać przed nadmiernym wysiłkiem. Chłopcy zaczęli rozmawiać ze sobą. Po chwili dołączyła do nich zziajana Lusia. Musiała odpocząć. Po pewnym czasie cała trójka dzieci usiadła na sankach Stasia. Chłopiec wyjął racuszki i poczęstował swoich nowych przyjaciół, Romka chłopca ze zwężoną zastawką w sercu i Lusię dziewczynkę z cukrzycą. Chłopcy zjedli ze smakiem racuszki, a Lusia schowała je do woreczka, by zjeść je później w domu, gdy mama na to pozwoli.
Staś, Romek i Lusia siedzieli na sankach uśmiechnięci od ucha do ucha. Czuli się szczęśliwi. Mimo tego, że każdemu z nich coś dolegało, to czuli się dobrze w swoim towarzystwie. Każdy z nich miał przyjaciela. Dzieci czuły się swobodnie w swoim towarzystwie i nie musiały się smucić, ani wstydzić tego co im doskwiera.
Stasiu już nie skupiał się na swojej buzi, a na tym kiedy będzie mógł spotykać się z Romkiem i Lusią. Zastanawiał się czy w przedszkolu także znajdzie prawdziwych kolegów. Był dobrej myśli. Czuł jak rozpiera go od środka radość. - To moje serce – pomyślał. - Urosło ze szczęścia i dobra. Już nie mieszka w nim strach i smutek. Jestem dobry, wyjątkowy, jak płatek śniegu. Tak jak inne dzieci. Chore dzieci też mogą być szczęśliwe. I mogą mieć przyjaciół – rozmyślał.

Autor: Agnieszka Czeszewska

Baletnice. Mała buntowniczka Elizabeth Barfety Wydawnictwo ZnakPublikacja ukazuje czytelnikowi losy grupy uczniów pierws...
22/10/2021

Baletnice. Mała buntowniczka Elizabeth Barfety Wydawnictwo Znak

Publikacja ukazuje czytelnikowi losy grupy uczniów pierwszego roku szkoły baletowej w Paryżu. Każda z osób różni się od pozostałych, jednak wszystkich łączy miłość do tańca i przyjaźń. Żywiołowa Zoya, opiekuńcza Maya, sumienna Constance, odważny Brunon, tajemniczy Colin i nieśmiała Sofia uwielbiają swoje towarzystwo. Dzieci spędzają poranki ucząc się w szkole, a popołudnia chodząc na próby tańca. Nabór do baletu Paquita nadaje kolejnych rumieńców ich życiu. Kto zostanie wybrany? Jak będą przebiegać próby? Czy napięta sytuacja poróżni przyjaciół? Czy herszt bandy panuje nad swoimi emocjami? Jak puszka coli może zrujnować karierę tancerza? Jakie emocje towarzyszą młodym baletnicom i solistom baletu? Czy udział w balecie jest ważniejszy od przyjaźni? Czy w elitarnej szkole baletu ma się tylko jedną szansę na sukces?

Książka ma subtelną szatę graficzną. Okładka nie jest krzykliwa, lecz przyciąga wzrok młodego czytelnika. Wyraźna czcionka, ciepły kolor stron oraz lekkość publikacji uprzyjemniają miłośnikowi książek lekturę. Losy bohaterów poznaje się z wielkim zainteresowaniem. Nie ma tu nudy, zbędnych wątków. Czytelnik znajdzie tu masę emocji, które drzemią w młodych, pełnych pasji ludziach. Czytając kolejne strony wczuwamy się w życie tancerzy baletu, zastanawiamy się co tak naprawdę jest ważne w życiu młodego człowieka.

Lektura idealna dla małych dziewczynek… i nie tylko dla nich.

Gorąco polecam.

JEŻLeśną dróżką stąpa jeż.Każdy wie, co to za zwierz.Mały owadożerny ssak,Który ma ostre kolce wszak.Jeż poszukuje śniad...
22/10/2021

JEŻ

Leśną dróżką stąpa jeż.
Każdy wie, co to za zwierz.

Mały owadożerny ssak,
Który ma ostre kolce wszak.

Jeż poszukuje śniadania
Czyli kąsków do schrupania.

Idealne będą ślimaki,
Chrząszcze, węże, szarańczaki.

Smakołykiem jest dżdżownica,
Tłusta, pulchna i soczysta.

Jeż niebawem w sen zapadnie,
Lecz teraz człapie bezradnie.

Chciał w kulkę zwinąć się przy dębie,
Ale przeraziły go dwa gołębie.

Więc szedł dalej w las głęboko,
Zmęczony przymykał jedno oko.

Aż znalazł stertę liści suchych,
I poczuł wiatru trzy podmuchy.

Już zapadł w sen zimowy,
Wiosną obudzi się jak nowy.

Autor: Agnieszka Czeszewska

KLON I SARNYKlon się mienił kolorami.Zapachniało tu czarami.Żółć, pomarańcz, czerwień i brąz,Pozazdrościł mu nawet wiąz....
14/10/2021

KLON I SARNY

Klon się mienił kolorami.
Zapachniało tu czarami.

Żółć, pomarańcz, czerwień i brąz,
Pozazdrościł mu nawet wiąz.

Klon stał dumny na polanie.
Podziwiały go dwie łanie.

-Jaki piękny, kolorowy!
Nie trudno o zawrót głowy!

-Moja droga, toż to drewno.
Lepiej spójrz teraz w niebo.
Leci teraz klucz żurawi.
Dlaczego to ciebie nie bawi?

-Ja tam wolę liście piękne.
Jeszcze chwile na nie zerknę.
Ucieszę serce widokiem,
Pójdę dalej wzdłuż potokiem.
Myśleć będę o tym klonie,
Moje serce teraz płonie.
Z miłości do jesieni,
I barw, którymi się mieni.

Autor: Agnieszka Czeszewska

Sposoby na nudę. Lato. Dorota KluskaFiligranowa Dorotka o wielkim pisarskim talencie tak mnie zachwyciła swoją osobą, że...
09/10/2021

Sposoby na nudę. Lato. Dorota Kluska

Filigranowa Dorotka o wielkim pisarskim talencie tak mnie zachwyciła swoją osobą, że moja córka właśnie po tej pani dostała swoje imię

GRZYBOBRANIEMama woła: Chodź na spacer,Weź kalosze, no i sweter.Synek na to: Gdzie idziemy?Czy bawić się będziemy?-Tak, ...
09/10/2021

GRZYBOBRANIE

Mama woła: Chodź na spacer,
Weź kalosze, no i sweter.

Synek na to: Gdzie idziemy?
Czy bawić się będziemy?

-Tak, bawić w grzybobranie.
W lesie grzybów zbieranie.

-Jakie zbierać mamy grzybki?

-Kurki, krawce i podgrzybki.

-A jakich tknąć nie wolno nam?

-Muchomorów. Wiesz przecież sam...

-Tych kapeluszy czerwonych,
W małe kropki bielonych.
Co dumnie stoją na nodze.
Z dala je zawsze obchodzę.

-Koszyk grzybów nazbieramy,
Obierzemy, ususzymy.
Zupę grzybową zrobimy
Oraz pierogi ulepimy.

-Do bigosu też wrzucimy
I z rodziną podzielimy.

Grzybobranie to zabawa,
Nawet gdy jesień szarawa.

Autor: Agnieszka Czeszewska

Adres

Białogard

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Z książką w sercu umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Szkoła

Wyślij wiadomość do Z książką w sercu:

Skróty

Udostępnij