27/03/2026
Ważny temat. Jak wiecie robię ostatnio serię o różnych zjawiskach zarabiania na autyzmie i to się poniekąd wpisuje. Kolejny mój wpis z tej serii będzie ma podobny temat czyli o zarabianiu na terapiach (mam trzy ksiazki do przebrniecia by go napisać więc trochę mi zajmie). Mam już kilka poszczególnych wpisów na ten temat np o scamie jakim są terapie dźwiękiem typu Tomatis.
Chcę też zauważyć jedną rzecz: te "lęki" co to " mogą chwilowo wzrosnąć " to mogą również wzrosnąć nie chwilowo. Jatrogenia - czyli negatywne skutki uboczne terapii to prawdziwe zjawisko i niekoniecznie chwilowe. Najczęstszym skutkiem jatrogennym terapii jest tzw ruminating czyli nadmierne rozmyślanie. Może się ono pojawić nawet przy dobrze przeprowadzonej terapii. Dlatego zawsze szokuje mnie, że terapeuci nie mówią na początku rozpoczęcia leczenia o tym pacjentom. Nie owijając w bawełnę: uważa to za nieuczciwe. W przypadku leków w ulotce firmy farmako mają obowiązek wypisać możliwe negatywne skutki uboczne. Terapeuci stosujący terapię - nie.
Będzie o tym konkretnie w połączeniu z autyzmem w następnych wpisach u mnie.
Trigger warning: przemoc terapeutyczna.
O tym chcę dziś napisać, bo widzę coraz więcej treści dotyczących krytykowania np. różnych nurtów terapeutycznych jako przemocowych, spotykam też pacjentów, których ta przemoc spotkała i mega im współczuję. Myślę, że w procesach również i ja dopuściłam się przemocowych zachowań wobec moich pacjentów. Temat jest złożony i trudny, więc pomyślałam, że dobrze byłoby go "rozparcelować".
Czym według "teorii" jest przemoc terapeutyczna?
W literaturze mówi się głównie o zachowaniach terapeuty, w których używa on swojego autorytetu w taki sposób, że narusza granice, godność lub bezpieczeństwo pacjenta zamiast leczyć. Taką przemocą może być zarówno coś grubego, na przykład przekroczenie granic w sferze seksualnej, jak i coś subtelnego w ocenie osoby trzeciej, ale dla pacjenta raniącego, choćby upokarzające w ocenie pacjenta wypowiedzi terapeuty, oceny, forsowanie technik "zaklętych" w nurcie pomimo nieufności czy sprzeciwu pacjenta. Taką przemocą mogą być nadinterpretacje, sztywność terapeuty, wciskanie pacjenta w model, który nie pasuje albo do niego, albo do jego trudności, ignorowanie jego preferencji (np. do ciemniejszego otoczenia), kultury, z której pochodzi (dla nas choćby neuroatypowość jest osadzona w kontekście kulturowym). Pacjent najczęściej deklaruje wtedy poczucie bycia "upupionym", uciszonym, zdeprecjonowanym albo pozbawionym sprawczości. Pamiętajmy jednak, że to nie nurt sam w sobie jest przemocowy, ale myślę, że może kreować pole do takiej przemocy - w każdym nurcie może dziać się coś innego, W psychodynamicznym możemy się spotkać z narzucaniem interpretacji, ukrytych motywów. W CBT może to być sztywność, redukowanie mocnego cierpienia do "zniekształceń poznawczych", zbyt szybkie wejście w przedłużoną ekspozycję. W humanistycznych i doświadczeniowych może być to "wpychanie" do mocnego przeżywania zanim pacjent będzie umiał się sam stabilizować, w systemowej "stawanie po stronie", sugestie bez wystarczających podstaw, patologizowanie lojalności. W EMDR może być to zbyt wczesne "wydobywanie" wspomnień traumatycznych, sugestywne pytania. Ale jak widzicie - wszystko to musi zrobić terapeuta, nie dzieje się samo. Wszystko to wykracza ponad podstawową zasadę KAŻDEGO nurtu: przede wszystkim nie szkodzić. I ponad zasadę KAŻDEGO nurtu: uwzględniać autonomię i komfort pacjenta. I my, terapeuci, robimy takie błędy. W każdym nurcie.
Przemoc warto odróżnić od skutków ubocznych terapii, bo one mogą się pojawić, w sumie jak przy każdym leczeniu. Może być tak, że w trakcie terapii chwilowo wzrośnie lęk czy spadnie nastrój, pojawi się złość, refleksja, chwilowe wypalenie czy przeciążenie, ale jeśli pacjent powie STOP, to terapeuta powinien za nim pójść zamiast przekonywać, żeby iść w to, bo tam mamy źródełko jego trudności i wystarczy to "poobracać", żeby poczuł się lepiej. Dlatego z pozycji terapeuty warto już na samym początku sprawdzać, czy pacjent potrafi ochronić swoje granice, wie, gdzie one są a jeśli to jest niepewne, to zacząć pracę właśnie od granic, jeśli pacjent jest z tym ok.
Mamy różne badania na temat tego, jak często przemoc ze strony terapeuty pojawia się w procesach i liczby są od siebie bardzo oddalone, dlatego nie będę ich przytaczać. Wiemy jednak z tych badań, że zjawisko jest prawdziwe, szkodliwe, ale wiemy też, że większość badań skupiona jest na badaniu skuteczności metod danego nurtu terapeutycznego, znacznie rzadziej na systematyczne wykrywanie szkód. Najczęściej pojawiające się źródła szkód nie są osadzone w nurcie, tylko kombinacji kilku spraw, takich jak przede wszystkim... indywidualne cechy terapeuty, niedopasowanie nurtu do potrzeb pacjenta, błędy w relacji terapeutycznej albo brak uwzględnienia kontekstu kulturowego. Pamiętając, że sam terapeuta ma duży wpływ na wynik leczenia. Mamy takie badanko, które wykazało, że lepsze wyniki osiągane są przy terapeucie wspierającym, kierowanym ciekawością niż przy terapeucie konfrontującym. Wiemy też, że wieli z nas - psychologów i terapeutów wybierając ten zawód ma swoje tematy do ogarnięcia, a sama praca polegająca na byciu przy cierpieniu jest mega wymagająca. Terapeuta, który nie odbył terapii własnej lub odbył ją ale jako element konieczny do uzyskania certyfikatu (niektóre szkoły psychoterapii właśnie tak rozwiązują temat - przymusem) i na drodze tej terapii nie odkrył w tym własnego celu - prawdopodobnie wiele z tej terapii nie skorzystał, bo brak autonomii, zewnętrzna presja zwykle pogarszają zaangażowanie, autentyczność i ograniczają potencjał do zmiany. A nasze wątki ostro w relacjach z pacjentami pracują, trust me.
Co może być "red flagiem"? Poczucie bycia pomniejszanym, uciszanym, przymuszanym, "łamanym", bezsilnym wobec procesu. Poczucie, że "musi boleć". Poczucie, że "terapeuta wie lepiej", albo że Twoje granice są interpretowane jako "opór" i nie respektowane. regularne wychodzenie z sesji terapeutycznej w "rozbiciu" i bez narzędzi do autoregulacji i stabilizacji. Poczucie przymusu lojalności wobec terapeuty albo lęk przed mówieniem, że jakieś wątki w Waszej relacji nie są dla Ciebie ok. Nabycie w procesie poczucia, że jesteś tak zj*banx, że nic Ci nie pomoże.
A o co możesz pytać terapeutę, żeby poznać jego skille w unikaniu przemocy? O kontrakt. O to, co zrobi, gdy terapia pogorszy Twój stan, jak monitoruje nie tylko postępy, ale i szkody, jak rozpozna, że w Waszej relacji coś się dzieje, jak przygotuje Cię do wejścia w intensywne doświadczanie, jak przerwać to doświadczanie. O to, czy terapeuta zamierza dać sobie prawo do definiowania jedynej słusznej rzeczywistości i jak masz stawiać granicę, kiedy tak poczujesz. Jak zareaguje, kiedy poczuje się przez Ciebie atakowany, gdy Ty poczujesz złość. No i czy jest sztywniakiem nurtu, czy się superwizuje i czy jego superwizor jest sztywniakiem nurtu :) .
A jak Ty, terapeuto możesz rozpoznać, że coś się dzieje po Twojej stronie? Tu już moje doświadczenia kliniczne, bo owszem, robię takie błędy i zap*erdalam z tym na superwizję :) . Więc superwizuj się człowieku, to naprawdę wiele daje. Obserwuj, czy Twój pacjent nie traci w relacji z Tobą podmiotowości - pytaj, jak się czuje w tej relacji. Zaglądaj w siebie i zadaj sobie pytanie, czy czujesz, że "wiesz lepiej", co dobre dla pacjenta. Czy interpretujesz jego granice jak opór, który masz ochotę "łamać", bo za tym oporem jest coś ważnego. Czy czujesz, że cierpienie pacjenta to tylko etap, który musi przejść. Czy jesteś zniecierpliwionx procesem, chcesz to przyspieszać albo czujesz na sobie presję, że musisz być bardziej skutecznx. Czy utrzymujesz ciekawość na historii pacjenta, czy zadajesz pytania zamiast gadać swoje interpretacje. Czy namawiasz, kiedy pacjent mówi "nie", czy próbujesz tłumaczyć, że cierpienie lub dany zabieg jest potrzebny, żeby iść dalej. Albo czy tak Ci zależy, żeby nie rozczarować pacjenta, że zaczynasz świrować. Czy usprawiedliwiasz cierpienie pacjenta techniką nurtu - że tak w tej technice bywa, albo czy jesteś w tym nurcie sztywny - wg. mnie nie ma jednego, słusznego nurtu i żaden samodzielnie nie jest jakoś bardzo skuteczny :) , a elastyczność jest potrzebna (i tu zwróć uwagę na superwizora - ja ortodoksji unikam jak ognia...). Przemoc terapeutyczna zaczyna się tam, gdzie terapeuta przestaje być w relacji, a zaczyna "performance" na pacjencie.
Dobrzy terapeuci też potrafią skrzywdzić, jednak potrafią to zobaczyć, przeprosić i naprawić. Nie chodzi o bycie ideałem, bo tak nie ma. Chodzi o zauważanie, zatrzymanie się, uznanie swojego wpływu na pacjenta, zwracanie pacjentowi podmiotowości zawsze tam, gdzie zostanie chwilowo odebrana. Czyli o "naprawę relacji", po której pacjent poczuje się sprawczy, uważniony i odzyska godność.
Trzymajcie się wszyscy - pacjenci i terapeuci. Życzę Wam jedynie dobrych doświadczeń lub takich, które można zamienić na dobre :) .