15/05/2026
Tak właśnie!
Emocje po polskim już opadły. Mamy czwartek, ten egzaminacyjny maraton wreszcie się skończył, ale ja wciąż nie mogę przestać myśleć o tym potężnym dysonansie, którego jako nauczyciel nie potrafię po prostu zignorować.
Na co dzień pracuję z młodzieżą z dysleksją rozwojową. Widzę, ile ich kosztuje każde zdanie, jak kombinują, żeby przeskoczyć własne ograniczenia, jaką mają w sobie determinację. Znam ich opinie z poradni: wolne tempo czytania, trudności z długimi wyrazami, konieczność dzielenia tekstu, problemy z abstrakcją i śledzeniem dialogów. To są ich realne bariery.
I co robi system? Daje takiemu uczniowi tekst Lema. Lem jest genialny, ale to tekst o charakterze pułapki: neologizmy, dygresje, zdania, które ciągną się przez pół strony i te dialogi, gdzie po trzeciej linijce nie wiadomo, kto do kogo mówi. Dla dyslektyka to jest językowy torprzeszkód, a nie sprawdzian wiedzy.Wmawia się nam, że wydłużony czas rozwiązuje sprawę. No nie, nie rozwiązuje.Dodatkowe pół godziny nie uprości słownictwa. Nie skróci zdań i nie zdejmie z tego dziecka potwornego obciążenia poznawczego. Czas nie uporządkuje dialogów i nie sprawi, że abstrakcyjne obrazy nagle staną się konkretne. To wsparcie jest potrzebne, jasne, ale ono nie wyrównuje szans, gdy samo narzędzie - tekst - jest nieadekwatne do możliwości ucznia.
(Spójrzmy na konkrety z tegorocznego arkusza Tekst Lema. Już sam tytułowy 'elektroprzyjaciel' czy 'miniaturyzator' to dla dziecka z trudnościami w dekodowaniu wyzwanie. A potem mamy zdania długie jak tasiemce, naszpikowane dygresjami i abstrakcją o ,,koncentratach myślenia".
Gdy poradnia pisze o ,,potrzebie prostszego słownictwa", a system rzuca ucznia na głęboką wodę filozoficznej prozy, to dodatkowe 30 minut jest tylko plastrem na złamaną nogę. To nie brak czasu jest problemem, ale język, który wyklucza.)
Szkoła ma obowiązek dostosowywać wymagania, poradnie dają jasne wytyczne, a egzamin... no cóż, egzamin idzie swoją drogą. Nie wierzę, że to zła wola. To po prostu system, który kompletnie nie nadąża za tym, co już dawno wiemy o funkcjonowaniu mózgu dyslektyka.A przecież te dyslektycy są błyskotliwi, myślą nieszablonowo, są niesamowicie wrażliwi. Dyslektycy nie potrzebują taryfy ulgowej tylko tekstu, który nie wykluczy ich już na starcie. Bo równe szanse to nie to samo, co identyczne warunki dla każdego.
Ehh...