Fundacja ECPU Polska: ŁOWCY PDF-ów

Fundacja ECPU Polska: ŁOWCY PDF-ów

Udostępnij

CHRONIĆ TYCH, KTÓRZY SAMI NIE MOGĄ SIĘ OBRONIĆ! Działamy od stycznia 2021 roku Fundacja ECPU Polska
ul.

Kapitana Pilota Franciszka Żwirki 1C/4D
90-448 ŁÓDŹ

KRS: 0000941422

NIP: 725-231-81-13

18/06/2026

‼️ 𝗭𝗔𝗧𝗥𝗭𝗬𝗠𝗔𝗡𝗬 ‼️

Wczoraj wraz z publikacją informacji o poszukiwaniach Mariusza Paca rozpoczęliśmy naszą pracę aby wesprzeć działania krakowskich policjantów, którzy formalnie prowadzili od 30 maja 2026 poszukiwania za tym mężczyzną.

Jeszcze wczoraj udało nam się ustalić, że poszukiwany znajduje się (mieszka i pracuje w prywatnej firmie) na terenie Wrocławia. To właśnie w tym mieście zatrzymywaliśmy go po raz pierwszy 9 sierpnia 2022 roku po czym uciekł do Skawiny gdzie miało miejsce drugie zatrzymanie, a teraz ponownie wrócił do Wrocławia.

Niestety z uwagi na obowiązki zawodowe i rodzinne nie mogliśmy sami w dniu wczorajszym wyruszyć natychmiast do Wrocławia by osobiście doprowadzić do kolejnego zatrzymania Mariusza Paca. Niemniej jednak z radością informujemy, że jeszcze wczoraj w godzinach wieczornych czynności tej dokonali funkcjonariusze policji z Wrocławia, którzy zastali poszukiwanego w wytypowanym miejscu.

Dziś możemy nieco uchylić rąbka tajemnicy związanych z poszukiwaniami. Zostały one zasądzone w związku z tym, że Mariusz Pac zaniechał realizacji obowiązków jakie ciążyły na nim w związku z objęciem go dozorem policyjnym po naszych działaniach w Skawinie w 2024 roku. Powodem tego był fakt, że w ostatnim czasie odbyła sie jego rozprawa skazująca dotycząca naszego zatrzymania go w 2022. W czasie tej rozprawy Sąd wymierzył mu karę BEZWZGLĘDNEGO POZBAWIENIA WOLNOŚCI bez możliwości zawieszenia na czas próby. Tym samym Mariusz Pac po wczorajszym zatrzymaniu został dziś przetransportowany do Zakładu Karnego, gdzie rozpoczął odbywanie zasądzonej kary więzienia.

Informacyjnie dodamy, że przez Mariuszem Pacem jeszcze jedna rozprawa związana z naszym zatrzymaniem go 21 maja 2024 nad ranem w Skawinie. Jeśli sędzia orzekający w tej sprawie będzie miał podobny punkt widzenia, jak jego kolega z Wrocławia to Mariusza czeka dłuższy pobyt za kratami.

Zdjęcie wykonano 9 sierpnia 2022 we Wrocławiu w czasie pierwszego zatrzymania Mariusza Paca.

18/06/2026

ZAWONIA/WROCŁAW: 68-letni pedofil recydywista Marek L. mający na sumieniu mnóstwo dzieci. kolejne dwadzieścia lat życia spędzi za kratami.

To była jedna z najbardziej wstrząsających spraw karnych, dotycząca znanej osoby z powiatu trzebnickiego. Sąd Okręgowy we Wrocławiu wydał nieprawomocny wyrok wobec Marka L. (znanego bardziej jako Janusz L. - przyp. red.), mieszkańca gminy Zawonia, który przez lata kreował się na społecznika, filantropa, prawnika i dziennikarza. Sąd uznał go za winnego niemal wszystkich zarzucanych mu seksualnych czynów wobec dzieci i skazał na 20 lat pozbawienia wolności.

- Dostał 20 lat. Sąd uznał go za winnego wszystkich czynów oprócz jednego, dotyczącego pełnoletniej już kobiety. Nie znalazł żadnych okoliczności łagodzących - powiedziała w rozmowie z „Nową Gazetą Trzebnicką” prokurator Monika Rakus z Prokuratury Rejonowej w Strzelinie, która prowadziła śledztwo.

Sąd nie miał wątpliwości. W ustnym uzasadnieniu podkreślono, że oskarżony przez lata krzywdził dzieci, niszcząc ich poczucie bezpieczeństwa i pozostawiając ślady, z którymi część pokrzywdzonych zmaga się do dziś.

Historia, która zakończyła się wyrokiem, zaczęła się we wrześniu 2024 roku. Wtedy policjanci zatrzymali Marka L. we Wrocławiu. Mężczyzna był dobrze znany mieszkańcom gminy Zawonia. Regularnie pojawiał się na sesjach rady gminy, przedstawiał się jako prawnik, a także jako dziennikarz, który na Facebooku prowadzi stronę "Echo Zawoni". Często zabierał głos w sprawach publicznych.

Niewiele osób wiedziało jednak, że prokuratura prowadzi wobec niego postępowanie dotyczące wykorzystywania seksualnego dzieci, choć o jego ciemnej stronie, zaczęły krążyć pewne informacje.[

Początkowo śledztwo dotyczyło trojga małoletnich z okolic Sobótki i Zawoni. Już wtedy materiał dowodowy był na tyle mocny, że sąd zdecydował o zastosowaniu tymczasowego aresztu.

- Zeznania dzieci były bardzo szczegółowe, spójne i zostały zweryfikowane przez psychologów. Nie było wątpliwości, że mówią prawdę - wspomina prokurator Rakus.

Marek L. od początku twierdził, że jest niewinny. Utrzymywał, że pomagał rodzinom, kupował dzieciom prezenty, organizował wyjazdy i wspierał finansowo osoby znajdujące się w trudnej sytuacji życiowej. Według jego wersji wydarzeń miał paść ofiarą pomówień. Śledczy szybko zweryfikowali te tłumaczenia.

W trakcie przeszukiwania komputerów i telefonów zabezpieczonych u podejrzanego śledczy natrafili na zdjęcia dzieci wykonane wiele lat wcześniej. Nie było przy nich nazwisk ani danych pozwalających ustalić, kim są osoby widoczne na fotografiach.

Właśnie wtedy rozpoczęła się prawdziwie detektywistyczna praca.

- Wiedzieliśmy, że gdzieś na Mazurach była wielodzietna rodzina, której pomagał. W dokumentach znaleźliśmy jedną uchwałę fundacji. Było tam nazwisko rodziny. Sprawdzaliśmy kolejne osoby, wykonywaliśmy dziesiątki telefonów i w końcu trafiliśmy -opowiada prokurator.

Śledczy dotarli do rodziny mieszkającej w okolicach Suwałk. Matka potwierdziła, że wiele lat wcześniej Marek L. rzeczywiście pojawił się w ich życiu. Twierdził, że chce pomagać dzieciom po obejrzeniu reportażu telewizyjnego.

To, co wydarzyło się później, przez kilkanaście lat pozostawało tajemnicą. Dorosłe już dziś ofiary dopiero podczas rozmów ze śledczymi opowiedziały, co przeżyły jako dzieci.

- Matka nie miała pojęcia, że oddając dzieci pod jego opiekę, oddaje je człowiekowi, który je skrzywdzi - mówi prokurator. Dzięki tym ustaleniom lista pokrzywdzonych znacząco się wydłużyła.

Podczas śledztwa wyszło na jaw jeszcze coś. Prokurator Rakus dotarła do zatartego wyroku sprzed ponad dwóch dekad. W 2001 roku Marek L., występujący wówczas pod innym nazwiskiem, został skazany za czyny pedofilskie wobec pięciu dziewczynek. Dostał wtedy wyrok 4 lat więzienia.

- Sąd zwrócił uwagę, że po opuszczeniu zakładu karnego zmienił nazwisko, ale nie zmienił swojego zachowania - relacjonuje prokurator. Zdaniem śledczych był to jeden z elementów pokazujących, że przestępczy proceder mógł trwać przez wiele lat.

Najbardziej poruszające okazały się jednak zeznania pokrzywdzonych.

Podczas procesu przed Sądem Okręgowym we Wrocławiu zeznawały osoby, które jako dzieci miały paść ofiarą Marka L. Ich relacje były spójne, szczegółowe i wzajemnie się uzupełniały.

W toku postępowania przygotowawczego Marek (Janusz) L. nie przyznawał się do zarzutów. Podczas pierwszej rozprawy, która odbyła się na początku października 2025 r. nieco zmienił zdanie. Twierdził, że nie obcował płciowo i nie całował dzieci, jedynie ich dotykał. Podkreślał, że nie było to wielokrotnie, może 2 - 3 razy i to względem jednego dziecka. W dalszych wyjaśnieniach mówił, że tylko raz.

Podczas procesu przesłuchano wielu świadków, choć jego najbliżsi czyli żona i syn, którzy mogli coś widzieć, odmówili zeznań. Tymczasem osoby z rodziny, które Marek L. zabierał na wyjazdy, wówczas dzieci, opowiadały, że podczas wyjazdów Marek L. codziennie wieczorem miał je ważyć. Dzieci musiały być wówczas nago, a ważenie miało rzekomo udowodnić rodzicom, że dzieci podczas pobytu przybierają na wadze. Marek L. miał również wchodzić do łazienki, podczas kiedy dzieci się kąpały, a pomimo ich protestów wychodził stamtąd bardzo niechętnie. Oskarżony zabraniał również ubierania bielizny pod piżamę. Mówił, że wie, że pomimo zakazu mają bieliznę. Obowiązkowy był również "dziubek", czyli pocałunek w usta na dobranoc.

Na kolejnej rozprawie zeznawały dwie, obecnie dorosłe już kobiety, w stosunku do których oskarżony miał dopuścić się czynów seksualnych w czasie, gdy były jeszcze dziećmi. To dziewczęta, których rodzice i babcia zasiadają obok Marka L. na ławie oskarżonych.

Starsza kobieta poznała Marka L., kiedy jechała z babcią do Wrocławia. Oskarżony je podwiózł, przedstawił się jako prawnik i zaproponował babci, że pomoże jej w pewnej sprawie dotyczącej odzyskania pieniędzy "za posiadłość". Niedługo później pojawił się w domu rodziny, kreując się na filantropa. Odwiedzał ich i pomagał materialnie, zabierał dzieci na wycieczki, zapraszał do siebie do domu.

Bardzo szybko okazało się, o co naprawdę chodzi mężczyźnie. Pewnego dnia zabrał siostry "na pizzę i zakupy", starsza z nich miała wówczas 14 lat, młodsza 12. Jednak najpierw Marek L. zawiózł dziewczynki do swojej kancelarii we Wrocławiu. I tam się do nich "dobrał".

Obie pokrzywdzone mówią o szeregu krzywd, których miały doznać od oskarżonego. Miało to być dotykanie, całowanie, obcowanie płciowe, wkładanie palców do pochwy i odbytu, stosunki oralne i analne. Masturbował się, kazał dotykać swoich narządów płciowych, ściskać i doprowadzać się do orgazmu.

Schemat zawsze był podobny, droga "na pizzę" wiodła przez kancelarię. Tam ofiary były molestowane i gwałcone. Jeżeli na coś nie chciały się zgodzić, Marek L. używał różnych argumentów, prosił, przekonywał, obiecywał, że "będzie fajnie", potrafił podnosić głos. Straszył, że zrobi coś gorszego, że pobije i nie pomoże rodzicom. Starsza pamiętała, że była zamykana w pomieszczeniu określanym przez nią mianem "strychu". Po tych zeznaniach, na kolejnej rozprawie obrońca próbował udowadniać, że to nieprawda. Pokazał zdjęcia strychu, który był posprzątany.

- Powiedziałam, że nie obchodzą mnie zdjęcia strychu, który teraz żona posprzątała, przestronnego z oknem dachowym. My musimy popatrzeć na to, jak wyglądało to pomieszczenie wtedy, kiedy to się działo. I jak zostało zapamiętane przez tą dziewczynkę - opowiada nam prokurator.

Do czynów seksualnych w stosunku do sióstr dochodziło również w domu oskarżonego, gdzie mężczyzna zabierał dzieci, aby, jak mówił, mogły zobaczyć jak funkcjonuje prawidłowa rodzina. Kobiety zeznawały, że tam również mężczyzna przychodził do pokoju, w którym je ulokowano i spełniał swoje fantazje. Co charakterystyczne, w czasie, kiedy dziewczynki były molestowane, w domu przebywali żona i syn oskarżonego, ale nie wchodzili do pokoju. Siostry opowiadały, że próbowały hałasować, zrzucały jakieś przedmioty, w nadziei, że żona Marka L. wejdzie, żeby sprawdzić co się dzieje. Jednak nigdy nie przyszła.

Jeszcze bardziej wstrząsające były informacje dotyczące reakcji najbliższych.

Na ławie oskarżonych obok Marka L. zasiedli rodzice i babcia trojga dzieci z okolic Sobótki. Prokuratura zarzuciła im, że wiedzieli o krzywdzie dzieci, a mimo to nie zawiadomili organów ścigania. Ojciec miał dodatkowo zniszczyć telefon oraz kartę SIM zawierające nagrania mogące stanowić dowód w sprawie.

- Sąd podsumował ich zachowanie jednym słowem: koszmar. Powiedział, że mieć takich rodziców i taką babcię, którzy chcą przehandlować dobro dzieci za własne korzyści, to po prostu koszmar - relacjonuje Monika Rakus.

Prokurator nie ukrywa, że sprawa była dla niej wyjątkowo trudna.

- Jedna z dziewczyn płakała i opowiadała mi, że siedem razy próbowała odebrać sobie życie. Wymieniała kolejne sposoby. To pokazuje skalę krzywdy, z którą te dzieci zostały same - mówi.

Jak podkreśla, dzieci przez długi czas nie mogły liczyć nawet na wsparcie najbliższych.

- Same próbowały zbierać dowody. Nagrywały różne rzeczy. Zderzały się jednak ze ścianą. Nikt nie chciał ich słuchać.

W pamięci prokurator szczególnie zapisało się jedno przesłuchanie.

- To była jedna z niewielu spraw, gdy podczas odsłuchiwania zeznań dziecka płakali wszyscy. Sędzia, psycholog i prokurator. Wszyscy zdawali sobie sprawę, jak ogromna była krzywda tego chłopca - wspomina.

Podczas jednej z rozpraw, sąd odtworzył nagranie chłopca. Marek L. miał się dopuścić czynów pedofilskich w stosunku do chłopca w czasie, kiedy ten miał zaledwie 8 - 9 lat. Wszystko działo się w jego wrocławskiej kancelarii. Dziecko było molestowane i gwałcone. Po wszystkim chłopiec dostał od oskarżonego 20 zł. Podczas przesłuchania chłopak nie mógł powstrzymać płaczu, opowiadając czego wówczas doznał.

Mimo to Marek L. do końca nie przyznał się do najpoważniejszych zarzutów.

Przed sądem próbował umniejszać swoją odpowiedzialność. Ostatecznie przyznał jedynie, że dotykał dzieci, do końca zaprzeczając gwałtom i innym czynom seksualnym.

- Chciał zmniejszyć swoją rolę i liczył, że sąd złagodzi karę. Sąd jednak nie dał wiary tym wyjaśnieniom - ocenia prokurator.

Sąd wymierzył Markowi L. karę łączną 20 lat pozbawienia wolności. Dodatkowo zasądził nawiązki dla pokrzywdzonych dzieci z okolic Sobótki w wysokości po 100 tys. zł. Dwie dorosłe dziś kobiety otrzymały po 10 tys. zł.

Orzeczono również zakazy kontaktowania się z pokrzywdzonymi, zakazy zbliżania się do nich, zakaz przebywania z małoletnimi oraz zakazy wykonywania pracy związanej z dziećmi. Część środków karnych obowiązuje dożywotnio.

Ojciec pokrzywdzonych dzieci został skazany na 2 lata bezwzględnego więzienia. Matka usłyszała 1 rok pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania kary na 3 lata. Babcia została skazana na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 3 lata. Wszyscy maja też pokryć koszty sadowe. Sam Marek L. ma zapłacić około 13 tys. zł. Wyrok jest nieprawomocny.

- Jestem zadowolona z tego rozstrzygnięcia i nie zamierzam składać apelacji. To wyrok bardzo zbliżony do tego, o co wnosiliśmy - podkreśla prokurator Monika Rakus, która dodała, że w mowie końcowej, zwracała sądowi uwagę przede wszystkim na to, aby popatrzył na tą sprawę z perspektywy dziecka. To on były ofiarami i co ważne, nie otrzymały żadnej pomocy od najbliższych, a gdy same próbowały zbierać dowody, to zniszczono im telefon.

Czy sprawa zakończy się na tym etapie? Najprawdopodobniej nie. Wszystko wskazuje na to, że obrona będzie walczyć o zmianę wyroku przed sądem apelacyjnym. Dla pokrzywdzonych najważniejsze jest jednak to, że po latach milczenia i cierpienia usłyszeli wreszcie słowa, na które czekali od dawna: sąd uwierzył w ich zeznania.

źródło: DANIEL DŁUGOSZ (Nowa Gazeta)

17/06/2026

𝗭𝗮𝘁𝗿𝘇𝘆𝗺𝘆𝘄𝗮𝗹𝗶𝘀́𝗺𝘆 𝗴𝗼 𝗱𝘄𝗮 𝗿𝗮𝘇𝘆, a teraz jest za nim 𝗟𝗜𝗦𝗧 𝗚𝗢𝗡́𝗖𝗭𝗬

𝗣𝗥𝗢𝗦𝗜𝗠𝗬 𝗢 𝗝𝗔𝗞 𝗡𝗔𝗝𝗪𝗜𝗘̨𝗞𝗦𝗭𝗔̨ 𝗟𝗜𝗖𝗭𝗕𝗘̨ 𝗨𝗗𝗢𝗦𝗧𝗘̨𝗣𝗡𝗜𝗘𝗡́!

Mariusz PAC (podajemy pełne nazwisko z uwagi na oficjalny list gończy za nim datowany na 30 maj 2026) był przez nas oddawany dwukrotnie w ręce policjantów.

Za pierwszym razem było to 9 sierpnia 2022 we Wrocławiu - nagranie z tego zatrzymania znajdziesz poniżej w jednym z komentarzy

Drugi raz spotkaliśmy się niemal dwa lata później i w innej części kraju. Dokładnie było to o 5 nad ranem 21 maja 2024 w Skawinie - nagranie z tego zatrzymania znajdziesz poniżej w jednym z komentarzy.

W obu przypadkach wobec Mariusza Paca decyzją prokuratorów zastosowano wolnościowe środki zapobiegawcze w postaci dozorów policyjnych.

Obecnie w dniu 30.05.26 za mężczyzną wystosowano LIST GOŃCZY, którego treść w całości publikujemy poniżej;

👤 DANE OSOBOWE POSZUKIWANEGO

• Nazwisko i imię: PAC MARIUSZ JÓZEF
• Data urodzenia: 17.07.1995 r.
• Syn: Krzysztofa i Bernadetty
• Ostatni znany adres: SKAWINA, ul Ogrody

⚖️ POWÓD POSZUKIWAŃ – ZARZUTY

Mężczyzna jest poszukiwany na podstawie:

𝐀𝐫𝐭. 𝟐𝟎𝟎 § 𝟑 Prezentowanie małoletniemu poniżej lat 15 treści pornograficznych lub udostępnianie mu przedmiotów mających taki charakter albo rozpowszechnianie treści pornograficznych w sposób umożliwiający takiemu małoletniemu zapoznanie się z nimi

📞 KONTAKT I ZGŁOSZENIA

Jeśli widziałeś tego mężczyznę lub znasz miejsce jego przebywania niezwłocznie skontaktuj się z KK KWP Kraków

• Adres: 31-263 Kraków, ul. Władysława Łokietka 205
• Telefon: 47 83 57 600
• Fax: 47 83 57 602
• E-mail: [email protected]
• Numer alarmowy: 112

⚠️ UWAGA: Ukrywanie poszukiwanego lub pomaganie mu w ucieczce jest przestępstwem zagrożonym karą pozbawienia wolności. Policja gwarantuje pełną anonimowość osobom zgłaszającym.

17/06/2026

LEGNICA: Wyrok wobec sprawcy molestowania seksualnego w rodzinie zastępczej z okolic Głogowa

Wracamy do sprawy, która po raz pierwszy na naszych łamach pojawiła się kilkanaście miesięcy temu bowiem 15 czerwca 2026r. przed Sądem Okręgowym III Wydziałem Karnym w Legnicy zapadł wyrok skazujący wobec 47-letniego Mariusza Dz., oskarżonego przez Prokuraturę Rejonową w Głogowie o wielokrotne seksualne wykorzystanie 2 małoletnich (poniżej lat 15) z równoczesnym wykorzystaniem stosunku zależności, wynikającego ze sprawowania wobec małoletnich dzieci funkcji rodziny zastępczej.

Sąd uznał oskarżonego za winnego czynu określonego w art. 197 § 1 i § 4 kk, art. 200 § 1, § 3 i § 6 kk i art. 199 § 1, § 2 i § 3 kk i wymierzył mu karę 15 lat pozbawienia wolności oraz środek zabezpieczający w postaci terapii. Ponadto orzekł wobec sprawcy środki karne w postaci zakazu zbliżania się do pokrzywdzonych na odległość mniejszą niż 100 metrów oraz zakaz kontaktowania się z nimi – na okres 15 lat oraz kwoty 15.000 zł oraz 25.000 zł tytułem zadośćuczynienia na rzecz pokrzywdzonych.

Zgodnie z art. 43 § 2a kk okres, na który orzeczono zakazy, nie biegnie w czasie odbywania kary pozbawienia wolności (…).

Ponadto Sąd zakazał oskarżonemu zajmowania wszelkich stanowisk, wykonywania wszelkich zawodów, związanych z wychowywaniem, edukacją, leczeniem lub opieką nad dziećmi – na okres 15 lat.

Sąd uniewinnił oskarżonego Mariusza Dz. oraz jego żonę Martę Dz. od zarzutu znęcania się nad 2 małoletnimi, pozostającymi pod opieką w ramach rodziny zastępczej.

Prokurator Rejonowy w Głogowie zapowiedział złożenie wniosku o sporządzenie pisemnego uzasadnienia wyroku, celem jego oceny pod kątem wywiedzenia apelacji.

16/06/2026

🟢𝗗𝗢𝗭𝗢́𝗥 𝗣𝗢𝗟𝗜𝗖𝗬𝗝𝗡𝗬🟢

Sympatyk "włażenia" na dziewczynki w wiadomych celach 32-letni Daniel T. ku swojemu wielkiemu zaskoczeniu został zatrzymany za naszym udziałem w minioną niedzielę w okolicach południa.

Kiedy pojawiliśmy się w Spalinach Wielkich (woj. warmińsko-mazurskie) mężczyzna był akurat ... połączony z jakimś dzieckiem (nie było to żadne z dzieci co do których mieliśmy zabezpieczony materiał dowodowy). Zmuszeni byliśmy przerwać mu tę rozrywkę by porozmawiał tym razem z nami i to na żywo o swojej aktywności w sieci wymierzonej w stronę dzieci.

W czasie rozmowy przyjął postawę "niczego nie pamiętam" i tak bardzo wczuł się w swoją rolę, że już po zatrzymaniu kiedy policjanci Wydziału Kryminalnego z KPP Szczytno prowadzili z nim swoje czynności nie pamiętał gdzie ma dowód osobisty, w jakiej miejscowości pracuje w dni powszednie i wielu innych banalnych rzeczy. Jak się okazało "nie pamiętał" także, że ma więcej niż jeden telefon, ale czynność przeszukania przez policjantów jego miejsca zamieszkania skutkowała odnalezieniem w sumie kilkunastu telefonów.

Daniela T. po zatrzymaniu trafił do PDoZ gdzie przebywał ponad dobę po czym został przetransportowany do lokalnej prokuratury.

Prokurator nadzorujący postępowanie po zapoznaniu się z treścią zabezpieczonych przez nas dowodów na kontakty Daniela z dwoma 13-latkami (zapisy rozmów audio i video oraz screeeny rozmów) POSTAWIŁ ZARZUTY popełniania przestępstw z artykułów 200 §3 kk oraz 200a §2. Jednocześnie decyzją prokuratora zastosowano wolnościowe środki zapobiegawcze w postaci dozoru policyjnego z obowiązkiem stawiania się trzy razy w tygodniu w wyznaczonej komendzie policji. Środek zapobiegawczy będzie obowiązywał aż do dnia właściwej rozprawy skazujące Daniela T.

Sprawa mężczyzny jest jednak rozwojowa i niewykluczone jest postawienie mu kolejnych zarzutów, a także zmiana środka zapobiegawczego. Związane jest to z tym, że w jego urządzeniach znaleziono dowody na kontakty z ogromną ilością dzieci. Obecnie rozmowy te będą analizowane przez biegłych i od ich wyników zależą dalsze losy mężczyzny.

KOCHANI! Nasza 372 skuteczna interwencja mająca na celu obronę Waszych dzieci wygenerowała nam 𝗸𝗼𝘀𝘇𝘁𝘆 𝗻𝗮 𝗽𝗼𝘇𝗶𝗼𝗺𝗶𝗲 𝟭𝟯𝟬𝟬 𝘇ł (składa się na to zabezpieczenie i archiwizacja materiałów dowodowych ,koszty paliwa oraz bramek autostradowych, skromny posiłek i kawa dla łowców będących w drodze)

Jeśli zechcecie pomóc nam je zrefundować to możecie uczynić to wysyłając dowolną kwotę w formie 𝗕𝗟𝗜𝗞 𝗻𝗮 𝗻𝘂𝗺𝗲𝗿 𝘁𝗲𝗹𝗲𝗳𝗼𝗻𝘂 𝟱𝟯𝟳 𝟰𝟱𝟭 𝟭𝟵𝟮 ❤️

Jeśli nie macie technicznej opcji wysłania "blika" inne formy finansowego wsparcia, jak zawsze znajdziecie w komentarzach do tego posta. Dzięki temu wsparciu możemy sprawniej chronić Wasze dzieci.

𝗪𝗘 𝗛𝗔𝗩𝗘 𝗬𝗢𝗨𝗥 𝗕𝗔𝗖𝗞! 💪👊

16/06/2026

TORUŃ: Po 4 latach jest wyrok w sprawie gwałtu, jednak wymiary kary dla sprawców dyplomatycznie mówiąc "bulwersująco zaskakują" swą łagodnością.

Na nocnej imprezie urodzinowej w apartamencie przy ul. Szewskiej w Toruniu młodzi mężczyźni seksualnie wykorzystali dwie nastolatki. Jedna z dziewczynek miała mniej niż15 lat. Druga, nieco starsza, była odurzona środkami psychotropowymi. Po długim procesie Sąd Okręgowy w Toruniu ogłosił wyrok dla sprawców. Kary nie są surowe.

Ta impreza miała miejsce w nocy, z 19 na 20 lutego 2021 roku, w mieszkaniu wynajmowanym na doby przy ul. Szewskiej, na toruńskiej starówce. Oskarżonymi o seksualne wykorzystanie dziewcząt byli: Damian W., zdeklarowany kibic Elany, Jakub Z. i Filip M. Mieli wtedy 18-21 lat, dziś są starsi. Od początku nie przyznawali się do winy.

Według ustaleń "Nowości" alkohol na tej urodzinowej zabawie pili nie tylko mężczyźni, ale także przynajmniej niektóre dziewczęta. Cała impreza wymknęła się ewidentnie spod kontroli; wejść na nią mógł podobno prawie każdy "z miasta", interweniowała policja w sprawie hałasów i dewastacji.

Proces w tej sprawie toczył się przed Sądem Okręgowym w Toruniu prawie 4 lata! Rozpoczął się jesienią 2022 roku. Jawność w nim została wyłączona, więc sekretów sali sądowej zdradzać nam zatem nie wolno. Ale ostateczne ustalenia sądu i wyrok dla sprawców są jawne. Ogłoszony został w miniony czwartek.

Mający dziś 24 lata (a krytycznej nocy lat 19) Jakub Z. został uznanym za winnego seksualnego wykorzystania dziewczynki mającej mniej niż 15 lat. To przestępstwo opisane w art. 200 par. 1 Kodeksu karnego, za które grozi do 15 lat więzienia. Wobec innej nastolatki miał się natomiast dopuścić "naruszenia nietykalności cielesnej".

Sędzia Bartosz Sitkiewicz skazał go za to na 4 miesiące bezwzględnego więzienia w systemie terapeutycznym. Po wyjściu zza krat młody mężczyzna ma jeszcze odbyć dodatkową karę - przez 1 rok i 8 miesięcy ma pracować społecznie.

Na mocy wyroku Jakub Z. ma także zakaz zbliżania się i kontaktowania ze skrzywdzoną seksualnie nastolatką przez okres 6 lat. Obciążony został też opłatami sądowymi i wydatkami postepowania karnego. Nałożony też został na niego obowiązek poddania się terapii - przekazuje Jarosław Szymczak, asystent rzecznika sądu.

Damian W. w krytycznym czasie miał 18 lat (dziś to 23-letni mężczyzna). Prokuratura Rejonowa Toruń Centrum Zachód w zarzucała mu, że najpierw odurzył dziewczynę mającą 15 lat - podał jej w napoju substancję psychotropową. Następnie zaś "doprowadził ją do stanu bezbronności, a następnie przytrzymując za nadgarstki i głowę oraz nie reagując na artykułowany brak zgody na czynności seksualne, doprowadził pokrzywdzoną do obcowania płciowego" - jak głosił akt oskarżenia. To przestępstwo zgwałcenia (art. 197 par. 1 kk), za które grozi kara od 2 do 12 lat więzienia.

Sąd inaczej jednak zakwalifikował prawnie przestępstwo, którego się dopuścił, choć potwierdził w procesie seksualne wykorzystanie odurzonej nastolatki. Uznał go za winnego czynu opisanego w art. 198 kk. To "seksualne wykorzystanie bezradności lub organicznej poczytalności ofiary". Grozi za nie do 8 lat więzienia.

Tak surowej kary jednak sędzia Bartosz Sitkiewicz nie wymierzył. Skazał Damiana W. na 1 rok i 4 miesiące prac społecznych. Przez okres 6 lat sprawca ma też zakaz zbliżania się i kontaktowania ze swoją ofiarą.

-Na mocy wyroku Damian W. ma także zapłacić pokrzywdzonej 15 tysięcy złotych nawiązki - dodaje Jarosław Szymczak z Sądu Okręgowego w Toruniu.

Mający obecnie 26 lat (a wtedy lat 21) Filip M. oskarżony był przez prokuraturę o to, że krytycznej nocy "dopuścił się wobec małoletniej poniżej 15 lat innej czynności seksualnej, polegającej na dotykaniu małoletniej po wewnętrznej, górnej części ud".

Sąd uznał go jednak za winnego "naruszenia nietykalności cielesnej" nastolatki, czyli przestępstwa opisanego w art. 217 par. 1 kk. Skazany został za to na 2 miesiące prac społecznych. Ma też pokryć opłaty sądowe oraz - częściowo - wydatki całego postepowania karnego.

Ogłoszony 11 czerwca wyrok jest nieprawomocny. Czy będą apelacje? Na razie wszystkie strony procesowe, a więc prokuratura i oskarżeni, mają jeszcze czas na wnioskowanie do sądu o wydanie na piśmie uzasadnienia wyroku. Jak dotąd wniosek taki złożył tylko adwokat Mateusz Kondracki, obrońca skazanego na więzienie Jakuba Z.

Żaden z oskarżonych młodych mężczyzn na etapie śledztwa nie przyznawał się do zarzucanych mu czynów. Ich obrońcy w rozmowach z "Nowościami" podkreślali, że w trakcie procesu będą bronić ich dobrego imienia; że nie wydarzyło się żadne przestępstwo, a jeśli doszło do kontaktów fizycznych, to za obopólna zgodą. Podobno też nie było żadnego odurzania dziewcząt czy jednej z nich.

Jakuba Z. bronił adwokat Mateusz Kondracki, Damiana W. - adwokat Weronika Król -Dybowska, a obrońcą Filipa M. był adwokat Daniel Kieliszek.

Wszyscy oskarżeni odpowiadali przed sądem z wolnej stopy. Tymczasowo aresztowany w związku z tą sprawą był tylko jeden z nich, na samym początku sprawy. Damian W. spędziła za kratami miesiąc - prokurator sam jednak uchylił mu areszt w marcu 2021 roku. Zamienił izolację na dozór policji, zakaz zbliżania się i kontaktu z pokrzywdzoną nastolatką oraz zakaz opuszczania kraju.

źródło: MAŁGORZATA OBERLAN (Nowości)

15/06/2026

kiedy startowaliśmy na interwencję do Szczytna nasza społeczność liczyła niespełna 560 tys ... dziś w dobę później jest Was tutaj dokładnie 𝟱𝟲𝟭 𝟮𝟱𝟰 🤯

To dla nas ogromne zobowiązanie, ale na pewno nie zawiedziemy Waszego zaufania jakim obdarzacie nas w naszej codziennej walce o bezpieczeństwo Waszych dzieci, a jak widzicie skala problemu jest coraz większa.

DZIĘKUJEMY ŻE JESEŚCIE Z NAMI, KOCHAMY WAS ZA TO!

𝑬𝙇𝑰𝙏𝑬 𝑪𝙔𝑩𝙀𝑹𝙎𝑬𝘾𝑼𝙍𝑰𝙏𝒀 𝑷𝘼𝑻𝙍𝑶𝙇 𝙐𝑵𝙄𝑻 𝑷𝙊𝑳𝘼𝑵𝘿 𝙩𝒆𝙖𝒎

14/06/2026

Alex on the road, czyli na powrocie z okolic Szczytna gdzie miała miejsce 372 skuteczna realizacja naszej Fundacji

14/06/2026

Alex zjechał na pauza z odpoczynkiem i posiłkiem przed drugą połową trasy w Bieszczady. Kiedy nabierze sił chętnie połączy się z Wami na żywo w ramach "Alex on the road" czyli podsumowaniu dnia i co najważniejsze podzieli się szczegółami związanymi z dzisiejszą 372 realizacją, która miała miejsce w południe w okolicach Szczytna.

Zainteresowani? To zapraszamy na wirtualną podróż na żywo ŁoBusem 1 około 18.20 🫶

14/06/2026

SZCZYTO DZIĘKUJEMY za dzisiaj!

Alex właśnie zakończył wszystkie czynności związane z 372 skuteczną interwencją naszej Fundacji. Do domu w górach ma jedyne 640 km 🫣

ŁoBus 2 na pokładzie którego są łowcy znad morza i z Kujaw już blisko 2 godziny mknie w stronę ich domów.

Kawał dobrej wolontariackiej roboty za nami 💪

PIĘKNEJ NIEDZIELI ŻYCZYMY WAM WSZYSTKIM 💖

Chcesz aby twoja szkoła była na górze listy Szkoła w Łódź?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Kategoria

Strona Internetowa

Adres


Kapitana Pilota Piotra Żwirki 1C/4D
Łódź
90-448