11/05/2026
Ty czy ja jesteśmy od organizowania świata, którego dziecko jeszcze neurologicznie nie potrafi udźwignąć. Na każdym etapie życia jest taki czas.
„Co chcesz teraz robić?” To pytanie wielu rodzicom wydaje się wspierające. Dające wolność. Dające wybór. A ja w zoo zobaczyłam małego chłopca, może 4-letniego, który po tym pytaniu po prostu się zawiesił. Tłum ludzi. Hałas. Słońce. Setki bodźców. Jego układ nerwowy był już prawdopodobnie przeciążony, tylko on jeszcze nie potrafił tego nazwać.
Ja potrafię, bo jestem dorosła. Kilka minut wcześniej sama powiedziałam córce: „Moje baterie się wyczerpały. Potrzebuję ciszy.” Usiadłam z kawą na 30 minut i wróciłam do równowagi.
Ale małe dziecko tego nie umie. Nie powie: „Mój układ nerwowy ma dość. ”Ono zacznie marudzić, płakać, złościć się albo chaotycznie biegać. I właśnie dlatego małym dzieciom nie dajemy nieskończonej ilości wyborów. Dajemy dwa: „Chcesz odpocząć czy zobaczyć rekina?” „Napijemy się czy zjemy loda?”
Dwa wybory to nie kontrola.
To regulacja.