12/10/2025
20 września miałem być w Polsce. Tym razem nie jako instruktor, ale jako uczestnik kursu First Care Provider – medycyny pola walki, na Strzelnica długodystansowa Drugnia . Plan był prosty. Droga – długa, ale wykonalna.
A potem zaczęło się. Zepsuty samochód, Awaryjne rozwiązania, Subaru od przyjaciela. Już na starcie życie przetestowało, czy naprawdę chcę tam dotrzeć.
Prom. Myślę, że wreszcie złapię oddech. A wtedy telefon – od człowieka, któremu kiedyś pomogliśmy całym sercem, a on odpłacił zdradą i brakiem wdzięczności. Groźby, podszywanie się pod prokuraturę, nawet siekiera w słowach. I nagle czuję, jak we mnie wrze. Nie o siebie się boję – ale o rodzinę, którą zostawiłem dwa tysiące kilometrów dalej. Wtedy uruchamiam to, co mam najcenniejsze – czuwających przyjaciół i ruszam dalej.
28 godzin jazdy bez snu. Nie mogłem się zatrzymać. Gniew i poczucie odpowiedzialności nie pozwalały mi zamknąć oczu. W końcu docieram. Kurs, dyplom. Spotkanie z klientem. I rozmowa z księdzem – moim przyjacielem, który ustawił moje myśli na właściwy tor.
Ale to tylko część historii. Bo w tym samym czasie wydarzyło się coś, co naprawdę nie miało prawa się wydarzyć.
Od dawna marzyłem o psie. A w zasadzie o dwóch owczarkach belgijskich – "Ciszy" i "Spokoju". Albo jednym molosie o imieniu "Abaddon". Takim symbolicznym, ciężkim, które nosi w sobie cień Bułhakowa i pytanie o granice światła i mroku. Opowiedziałem kiedyś tę historię koledze. A kilka tygodni później dzwoni i mówi: „Stary, jest pies dla ciebie. Jedziemy”.
W hodowli pięć potężnych psów. Wypuszczają je, a ja mówię: „Niech pies wybierze mnie”a nie ja jego, I wybiera. Jeden, wielki, silny, podchodzi spokojnie, kładzie mi głowę na ramieniu. Nie wiedziałem o nim nic, ale już wiedziałem, że jest mój.
Opowiadam właścicielce całą historię z imionami.A ona patrzy na mnie i mówi: „Robisz sobie żarty. Ten pies ma na imię...... Abaddon”.
To był moment, kiedy poczułem, że coś większego pisze ten scenariusz. Że to nie przypadek. Że w momencie, gdy ktoś straszy mnie siekierą i grozi mojej rodzinie, ja spotykam psa, który nosi imię demona.
Później rozmawiam o tym z księdzem. A on odpowiada:
„ Archanioł Michał pokonał diabła. Ty nie boisz się, tylko bierzesz tego demona pod kontrolę. I on będzie ci służył, jeśli będziesz umiał nim kierować. To nie przypadek, że się spotkaliście. To znak”.
I tak, jadąc do Polski na kurs medycyny pola walki, wśród gróźb, zmęczenia i wątpliwości, spotkałem Abaddona.
Nie przypadek.
Nie zwykły pies.
Symbol.
🔥 Dziś minęło trzy tygodnie od tych wydarzeń Szkolenie się skończyło, ale moja podróż wciąż trwa.
I wiem jedno – gdyby nie ludzie, którzy stali obok, nie wiem, czy bym tu dotarł.
Dlatego z całego serca dziękuję:
Jan Kowalski, Marta Banasik, Milena Błasiak Presa Canario, księdzu Marcinowi,
Dariusz Kundera, Dominik Szeremet, Łukasz Filutowski , Tomasz Szynwelski "Juniorowi", "Bacy" i Krystkowi
Oraz wszystkim tym o których wspomnieć nie mogę a którzy "cicho i skutecznie" pomogli i dbali o bezpieczeństwo mojej rodziny pod moją nieobecność
Dziękuję Wam za wsparcie, za ochronę, za pomoc.
W internecie nic nie ginie – niech te słowa będą moim podpisem i kontraktem lojalności wobec Was.
Ja o tym, k***a, nigdy nie zapomnę. 🙏🔥