27/05/2023
- Mamo, chcę to auto! – woła mój 3,5-letni syn, przechodząc wzdłuż alejki pełnych kolorowych samochodów w supermarkecie.
- O, wyścigówka. Co ci się w niej podoba?
- Że szybko jeździ i jest czerwona. Kup mi ją! Proszę, proszę.
- Wiem, że chciałbyś ją mieć, ale nie mogę jej kupić. Budżet na zabawki się skończył.
- O nie! – krzyczy synek i zaczyna się denerwować.
- Mam pomysł. Możemy wpisać to auto na listę życzeń i kupić np. na twoje urodziny. Chcesz?
- Nieee! Chcę teraz, teraz! – maluch zaczyna płakać i tupać.
- Wiem, chcesz teraz, a ja się nie zgadzam i cię to złości? – mówię spokojnym tonem.
- Taaaak! Łeeee! – syn płacze coraz głośniej i głośniej. Siada na podłodze i uderza w nią nogami. Kucam obok malucha. Biorę kilka spokojnych oddechów i mówię:
- Jestem przy tobie. Możesz płakać.
Syn niczym mantrę powtarza: Kup mi, proszę! Kup! Odpowiadam, że to niemożliwe i że dostanie auto na urodziny. Chcę przytulić malucha, ale nie jest gotowy.
Płacz O. trwa dość długo. Obok nas przechodzą rodzice z dziećmi. Ktoś kręci głową, ktoś inny spogląda z politowaniem. Zastanawiam się, czy inni naprawdę nie nie doświadczają złości swoich pociech? A może na nią nie pozwalają… Wracam do chwili obecnej, czuję, że powoli uchodzi ze mnie energia, więc biorę łyka chłodnej wody i powtarzam sobie: “To minie. Spokojnie”, “Nie gonią nas wilki. Nic złego się nie dzieje”. Wdech, wydech. Wdech, wydech. Jest mi nieco lepiej.
- Na ręce! – woła nagle mój syn. Przytulam go i wstaję. Robimy kilka kroków w stronę głównej alejki. Płacz O. łagodnieje.
- Kocham cię, synku. Bardzo cię kocham. – powtarzam w międzyczasie.
- Jak wrócimy, to poszukamy auta w Internecie i zapiszemy link na później. – rzuca nagle O.
- Tak, kochanie. Tak, jak obiecałam. – potwierdzam.
Syn się we mnie wtula i nuci jakąś melodię. Dołączam do niego, żeby zrzucić z siebie resztki napięcia. Później O. wskakuje do wózka i pomaga mi wybierać artykuły spożywcze. Rozpędzamy się między alejkami, niczym pojazdy wyścigowe. Rozmawiamy i się śmiejemy.
Wieczorem przypominam sobie tę sytuację z wdzięcznością za to, że pozwoliłam dziecku uwolnić złość, niezadowolenie, rozczarowanie i ich NIE zablokowałam, choć chwilami włączało mi się automatyczne: “No już wystarczy” albo” Masz tyle aut w domu. Nie przesadzaj!”
Dziękuję sobie za to, że nie poddałam się myślom w stylu: “Co on wyprawia”, “Co za okropne i roszczeniowe dziecko! lub też “Wszyscy się na nas gapią. Wygląda, jakbym sobie nie radziła. / Pewnie myślą, że O. jest rozpieszczony i źle wychowany”. Cieszę się, że puściłam te myśli i zastąpiłam je (na tyle, ile mogłam) kojącym mnie: “To minie. Spokojnie.”.
W końcu świętuję, że zostałam przy swoich granicach, bo ileż można kupować! I komu miałoby to tak naprawdę służyć…? Chyba producentom zabawek, bo my ich więcej nie potrzebujemy.
Potrzebujemy siebie i bliskości w radości i trudzie. Czucia, że każde z nas jest ważne i może wyrażać siebie; swoje emocje i uczucia. Zaspokajać potrzeby. Komunikować granice.
Każdy zasługuje na czułość, uwagę i szacunek. Miłość i akceptację siebie; tego, co przeżywa. Dałam je wtedy nam obojgu. I choć nie zawsze mi się to udaje, chcę dzielić się tym, że można.🫂
Niech wiara w ten fakt i jej moc Was nie opuszczają!❤️❤️❤️
💯A jeśli chcecie ćwiczyć wspieranie dziecka w złości i dbanie przy tym o siebie, mam dla Was coś specjalnego. Plakaty “o złości”, które możecie powiesić na lodówce, drzwiach pokoju dziecka, czy ścianie i codziennie ćwiczyć wspierające strategię na “poradzenie” sobie ze złością dziecka i swoim trudem, gdy emocje biorą górę. Plakaty docierają do kolejnych domów, przedszkoli, szkół i przychodni. Jeżeli chcecie złapać je także dla siebie i to w obniżonej cenie!, link jest w komentarzu! ⬇️😘