18/03/2023
W nocy ostatniego Wtorku karnawałowego, około 1wszéj, pojazd, pełniący służbę pocztową w Lavour do Saint Sulpice (we Francyi), został na gościńcu niedaleko miasta zatrzymany przez nowego rodzaju napastnika. W powozie znajdowało się tylko trzech mężczyzn, oprócz konduktora. Nagle konie stają; ni wołanie, ni bicz konduktora nie mogą ich skłonić do ruszenia z miejsca, kiedy nagle odkryto powód przestrachu. Ogromny drab, uzbrojony strasznym kijem, stoi w groźnéj postawie na środku drogi. Niewymowna trwoga ogarnęła podróżnych, którym zdawało się, że już słyszą złowrogie wyrazy zbójcy: „La bourse ou la vie!” Jednakże ten ani się ruszył. Nareszcie konduktor zebrawszy jako tako odwagę, krzyknął: „Kto tam?” Żadnéj odpowiedzi. „Ten człowiek musi być głuchy, ślepy, albo pijany, jeżeli nie jest złodziejem, rzekł jeden z podróżnych; bo i na cóżby czekał? Śmiało naprzód!” – „Baczność!” zawołał konduktor, uciekaj, albo cię moje konie roztratują.” Nasz jegomość jeszcze był nieruchomy. Tymczasem odwaga powróciła do podróżnych; konduktor zsiadł z kozła, zbliżył się do zbójcy, i spostrzegł na palu słomiannego człowieka, który służył trzpiotom okolicznym do zabawy karnawałowéj, i którego w jak najstraszniejszéj postaci ustawili na saméj drodze.
„Gazeta Warszawska” 1837, nr 75 (18 marca)
----------------
Ilustracja: Rozbójnicy, aut. Henryk Pillati, po 1850 (olej na płótnie 29,4×26,2 cm)
Artykuł z tego numeru w całości dostępny jest w bibliotece cyfrowej Polona. Znajdziecie go pod tym linkiem: https://bit.ly/3FUDljF
#1837
17/03/2023
Pies psem.
(Bajka.)
Ogień strzela, płomień skacze,
Sosy skwirczą, pieczeń płacze,
A u progu tłusta kasza
Psa chudego wejść zaprasza.
Psisko wchodzi, kaszę wita,
I o zdrowie madame pyta?
„Zdrowam mon chére wyśmienicie,
Przybliżże się moje życie!”
Pies się zbliża, kłania, łasi,
Kasza mili się i krasi,
Już ją psisko czule ściska, –
W tem ze stołka spada miska…
Na ten łoskot kucharz wpada,
Kostur w ręku – i nie lada,
Spojrzy na psa, drzwi zatrzaśnie,
I dopiero z góry wrzaśnie:
„Ha kudłaty – weźmiesz baty!”
– Ach, ach – panie mój bogaty,
Słuchaj monsieur! mówię szczerze:
Chciałem pomyć ci talerze! –
Lecz nie w ciemię kucharz bity,
Strzepał psiska wedle kity!
A pies gdy po ciężkim trudzie
Już odetchnął wolno w budzie,
Postanowił – wskróś skruszony:
Jutro – wyjeść makarony!…
Jaś Welichowski, „Opiekun Polskich Dzieci” 1868, nr 11 (17 marca)
----------------
Ilustracja: Pies siedzący, aut. Michał Płoński, 1802 (akwaforta na miedzi 6,2×8 cm)
Artykuł z tego numeru w całości dostępny jest w Jagiellońskiej Bibliotece Cyfrowej. Znajdziecie go pod tym linkiem: https://bit.ly/3Lxq2ch
#1868
16/03/2023
Dzienniki wspominają o manifeście polskim, ogłoszonym w języku francuskim, który podpisało 129,213 Polaków w Królestwie, na Litwie i Ukrainie. Pismo to wzywa Europę o spółczucie dla nieszczęśliwéj Polski i podaje następujące przerażające liczby: Od roku 1863 skazano na Sybir 18,682 osób, między temi 164 niewiast i 114 duchownych; wywieziono w głąb Moskwy 12,556 osób, między nimi 218 niewiast i 163 duchownych; na Uralskie stepy zasłano 33,780 osób; do wojska wzięto za karę 2416 osób; trzymano w więzieniu a potém na dożywotne wygnanie do Syberji skazano 31,500 osób; na pobojowiskach pogrzebano wedle spisób rosyjskich 33,800 osób; powieszono i rozstrzelano 1468 osób; za granicę schroniło się 7060 osób. Liczba ofiar tych od r. 1863 wynosi 141,832 osób.
„Gwiazdka Cieszyńska” 1867, nr 11 (16 marca)
----------------
Ilustracja: Pochód na Sybir, aut. ArturGrottger, po 1878 (27,9×35,5 cm)
Artykuł z tego numeru w całości dostępny jest w bibliotece cyfrowej Polona. Znajdziecie go pod tym linkiem: https://bit.ly/3ZOcVb6
#1867
15/03/2023
Może nie wszystkim wiadomo, że wielki nasz powieściopisarz Henryk Sienkiewicz należy do zwolenników naszego sportu i podczas pobytu swego w Paryżu nauczył się w z. r. jazdy na kole. Z tytułu koleżeństwa sportowego pozwoliliśmy sobie przesłać mu w upominku nasz kalendarzyk sportowy, a zawiadamiając go równocześnie o zamierzonem wydawnictwie pisma „Koło” prosiliśmy, aby nam kiedyś gdyby mu na to czas pozwolił, zechciał podać jakie szczegóły ze swego życia sportowego.
Znakomity nasz rodak zaszczycił nas następującą odpowiedzią: „Warszawa 28 lut. 1895. Szanowny panie! Rozbiłem sobie wprawdzie z roweru głowę, ale zacząłem jeździć tak niedawno, tak mało dotąd umiem i tak mi brak doświadczenia, że głosu w sprawach tego sportu żadną miarą zabierać nie mogę.
Nie wiem jak będzie w przyszłości, ale obecnie, prócz powyższych względów, przeszkadza mi jeszcze istotny nawał zajęć i długa robota nad którą siedzę. – W każdym razie dziękuję szanownemu Panu najuprzejmiej za nadesłany mi kalendarzyk i uznając w pełni pożyteczność tak samego sportu, jak i pańskiej pracy piszę się z poważaniem
Henryk Sienkiewicz.”
„Koło” 1895, nr 2 (15 marca)
----------------
Ilustracja: „Cyklista” 1896, nr 24, s. 5
Artykuł z tego numeru w całości dostępny jest w bibliotece cyfrowej Polona. Znajdziecie go pod tym linkiem: https://bit.ly/3yBue2W
#1895 #
14/03/2023
Otrzymaliśmy wezwanie od „Ziemianki płockiéj” abyśmy przypomnieli „złote pióro” dla Kraszewskiego. Spełniamy jéj życzenie tylko w jednéj części, bo przypominając piękny projekt, o szczegóły odsyłamy do redakcyi Korespondenta płockiego, któa ma zwyczaj kończyć to co zaczyna – a więc i „pióro złote” pod jéj protekcyą wyrośnie na dzień jubileuszu, jeśli okoliczności wzrostowi sprzyjać będą.
A komuż jak nie temu ofiarować złote pióro, który w ciągu 50-cio letniéj publicznéj służby zdarł piór przeszło sto tysięcy. Liczbę piór zużytych przez czcigodnego Jubilata obliczył jeden z amatorów mikroskopijnych poszukiwań; oparł ją na liczbie zapisanych kartek i na prawdopodobnéj wytrzymałości pisarskiego narzędzia. Przy tych stu tysiącach były jeszcze setki i jedności, aleśmy je opuścili dla zaokrąglenia cyfry, która może być tylko prawdopodobną ale nigdy rzeczywistą. Bo któż obliczy pióra zużyte na pisanie listów prywatnych, któremi Kraszewski obdarza nawet kilkunastoletnie dzieciny.
Pokazywano nam temi dniami list Kraszewskiego, przesłany dziesięcioletniéj córeczce państwa M. C., która zaniosła listowną prośbę o wskazanie najlepszéj komedyjki do zagrania na imieniny ojca. I czy uwierzycie temu, że Kraszewski odpisał dziecku – odpisał po ojcowsku, nie żałując słów ciepłych i pouczających. Nie potrzebuję mówić, że list Jubilata jest pamiątką, relikwią dla rodziny – cieszą się nim i szczycą jako darem od mistrza polskiéj myśli.
„Biesiada Literacka” 1879, nr 167 (14 marca)
----------------
Ilustracja: Portret Józefa Ignacego Kraszewskiego, aut. Karol Beyer, 1860 (fotografia 8,9×5,7 cm)
Artykuł z tego numeru w całości dostępny jest w bibliotece cyfrowej Polona. Znajdziecie go pod tym linkiem: https://bit.ly/3ZKXWOZ
#1879
13/03/2023
Z Newyorku donoszą o solennym obchodzie urodzin Waszyngtona, fundatora rzeczypospolitej stanów zjednoczonych; przypadają one na dzień 23. Lutego. Już kilkadziesiąt lat temu jak umarł Waszyngton ów Kościuszko amerykański, ale dla tego uwielbienie dla niego bunajmniej u ziomków jego się nie zmniejszyło.
„Nadwiślanin” 1852, nr 5 (13 marca)
----------------
Ilustracja: The tomb of George Washington, aut. Pavel Svinyin, 1812 (akwarela na papierze)
Artykuł z tego numeru w całości dostępny jest w bibliotece cyfrowej Polona. Znajdziecie go pod tym linkiem: https://bit.ly/3ZRHOLf
#1852
12/03/2023
Rośliny odurzające. Według ostatniego wydania chemii Johnstona 800 milionów ludzi zużywa rocznie tytoniu 4.480 mil. funtów. Czterysta milionów Chińczyków pali o***m; 200 mil. ludów hindostańskich upaja się haszyszem (wyciąg z konopi indyjskich); nakoniec 10 mil. mieszkańców wysp zundzkich używa orzechów betelowych. Wartość wymienionych roślin odurzających wynosi przeszło 300 mil. dolarów; chociaż używanie ich szkodę tylko a nie pożytek zdrowiu ludzkiemu przynosi.
„Przewodnik Ekonomiczny” 1871, nr 11 (12 marca)
----------------
Ilustracja: Опиумоеды (ros. Opiumiści), aut. Vasily Vereshchagin, 1868
Artykuł z tego numeru w całości dostępny jest w bibliotece cyfrowej Polona. Znajdziecie go pod tym linkiem: https://bit.ly/3EYkWSe
#1871 ***miści ***m
11/03/2023
Pogadanka.
Teatr Wielki zeszłéj niedzieli miał gości nie lada na swojéj scenie, – gości, do których każde serce od pół wieku prawie uśmiechało się i rwało z piersi z miłością i tęsknotą. Starzy a ukochani znajomi z Soplicowa i Dobrzynia, Podkomorzy i Wojski, Hrabia i Rejent, Gerwazy i Protazy, z Tadeuszem pomiędzy uroczą Zosią i zalotną Telimeną, nawiedzili Warszawę; tylko ks. Robaka brakło; zresztą cała drużyna stawiła się w komplecie. Hrabia nawet wystąpił na koniu, a Zosia zaprezentowała całe swe gospodarstwo, gołębie, pawie, indyki i szurpate kurki i kokoszki czubate. Zamiast Jankla cymbalisty, Szopen i Moniuszko przygrywali na przemian na tym postnym kuligu, którego szczęśliwy pomysł przyszedł p. Robaczewskiéj, gorliwéj opiekunce „Przytuliska” a cały układ wzięli na siebie pp. Gerson i Alchimowicz.
[…]
Zdawało się, że ile tylko par oczu w Warszawie, wszystkie zapragną poić się widokiem tych postaci z największego poematu całéj słowiańszczyzny, wszystkie zbiorą się, by chociaż raz, choć w ułudnym obrazie zobaczyć tych Tadeuszów, Podkomorzych, Wojskich i Kluczników, których im rzeczywistość już nie pokaże za dni naszych. Zdawało się!… tylko się zdawało, bo teatr w połowie świecił pustkami, a w sali wiał chłód, od którego Mickiewicz z całym orszakiem Pana Tadeusza mógł był dostać dreszczów aż do szpiku kości.
[…]
Nie entuzyazmujemy się więcéj, nie unosimy ani nad poezyą, ale i nie nad prozą, jesteśmy chłodni i z równą obojętnością patrzymy na Pana Tadeusza, jak na nowy motor parowy, jednako zaczynamy słuchać piosenek Zosi, jak turkotu turbiny – zmoderowaliśmy się prawie do znieczulenia. Czy na prawdę taka zmiana w nas zaszła?… […]
Quis, „Tygodnik Powszechny” 1883, nr 10 (11 marca)
---------------
Ilustracja: Zajazd na Soplicowo, aut. Maksymilian Gierymski, 1868 (akwarela, gwasz 29,5×47 cm)
Artykuł: https://bit.ly/3IOZNLE
#1883
10/03/2023
Filip Girard.
Nazwisko miasteczka Żyradowa, gdzie powstała pierwsza przędzalnia lnu w kraju naszym, znane jest powszechnie; niewszyscy jednak wiedzą, że to nazwisko pochodzi od pierwszego wynalazcy téj pożytecznéj machiny, który znaczną część życia strawił w Polsce.
Filip Girard urodził się w roku 1755 w Lourmarin, nad brzegiem Duranji. Obdarzony z natury wielką zdolnością, […]. Umysł jego rozwijał się wszechstronnie: lubił poezję, malarstwo i muzykę, a obok tego zajmował się z zapałem mechaniką i naukami ścisłemi. Głównym przedmiotem jego pracy była chemja, któréj dokładny kurs odbył w uniwersytecie marsylijskim.
Już się był odznaczył kilku ważnemi wynalazkami na tém polu, otrzymał nawet złoty medal; kiedy raz przy śniadaniu ojciec podał mu Monitora z 12 maja 1810 roku.
– Patrz Filipie, – rzekł, – znajdziesz tam coś ważnego dla siebie!
Filip wziął gazetę i odczytał postanowienie Cesarza Napoleona, zawarte w tych słowach:
„Naznaczamy w nagrodę 1,000,000 franków wynalazcy najlepszéj machiny do przędzenia lnu, bez względu jakiéjkolwiek będzie narodowości.”
Nigdy dotąd Filip Girard nie zwracał uwagi na len; mimo to, bez chwili wahania wyszedł z pokoju i przechadzając się po ogrodzie, począł rozmyślać głęboko. Najprzód postanowił zbadać to wszystko, cokolwiek dotąd odkryto w tym przedmiocie. Niebawem jednak odrzucił tę myśl, uważając słusznie, że skoro ofiarowano miljon wynalazcy, znać że wszelkie dawne próby nie zasługiwały na uwagę. Zrozumiał więc, że należało wysnuć nowy pomysł z siebie samego, nie oglądając się na drugich. Ułożywszy stosowny plan, zamknął się w pokoju i patrząc na len przez lupę, skręcał go i rozkręcał w rozmaitych kierunkach. […]
-------
„Magazyn Mód i Nowości Dotyczących Gospodarstwa Domowego” 1861, nr 10 (10 marca)
Ilustracja: Fabryka wyrobów lnianych w Żyradowie, „Tygodnik Illustrowany” 1872, nr 212, s. 32
Artykuł: https://bit.ly/41Iyj2R
#1861
09/03/2023
Wiosna.
Świat się budzi – słonko wstaje –
Jasny promień nas ogrzeje –
Zazielenią nam się gaje,
I wiosenny dzień zadnieje!
I wesoła – i zielona
I cudownie znów odziana –
Nasza ziemia wyzwolona –
Nasza ziemia wyzwolona –
Nasza ziemia ukochana –
W cudów idzie czas!
Wiosna – wiosna – łan nasz budzi, –
Ale tylko nasze łany! –
Nie ogrzeją serca ludzi –
Nie ukoi – ród znękany –
Bo tu wieczna zima grozi, –
Serca trzyma nam w okowie,
Lodowatym wichrem mrozi –
I nic wiosny nie zapowie –
Nie wyzwoli nas!
Coraz zimniéj na tym świecie –
Zastygają serca w łonie –
Same wichry i zamiecie,
W téj rodzinnéj naszéj stronie –
W téj zimowéj naszéj doli –
Duch zastygnąć u nas może –
Może zmrozić nas w niewoli –
Zniszczyć nasze dary Boże –
Polski zniszczyć łan!
Pokąd słońce wiary – ludzi
Czystą cnotą nie ogrzeje –
I do pracy nie rozbudzi –
Nasza wiosna – nie zadnieje!
Lecz gdy wiara się ustali –
A do pracy lud się rzuci –
Wiosna – wiosna – się zapali
I zimowe więzy zrzuci –
Wyzwoli nas Pan!
Wawrzyniec Engeström, „L**h” 1878, nr 10 (9 marca)
----------------
Ilustracja: Pejzaż z kwitnącymi jabłoniami, aut. Carl Ernst Morgenstern, XIX/XX wiek (olej na tekturze 35,7×45,7 cm)
Artykuł z tego numeru w całości dostępny jest w bibliotece cyfrowej Polona. Znajdziecie go pod tym linkiem: https://bit.ly/3kLvu0m
**h #1878
08/03/2023
Filozofowie, politycy, historycy wywodzą nasze stosunki społeczne z przyczyn odwiecznych: pierwsi rozwijają przed nami ideję bóstwa i świata razem, lub oddzielnie, drudzy prawią nam o indywidualności narodów, o ich egoistycznych zaborach, o pielęgnowaniu wszystkiego, co upewnia niepodległość, a kraje drugie wprawia w zawiłość; nakoniec trzeci, to jest historycy ukazują, jak wiek następny był zawsze synem poprzedniego z bardzo małemi tylko zmianami, jak te zmiany dopiero po długim czasie zrodziły pewną różnicę; że postęp wiecznie się rozwija, a zachodzą wypadki, które zajść musiały i rodzaj ludzki nieobiera sobie drogi, lecz idzie tą, na którą zostanie wpędzany przez konieczność, albo wyższą wolą, bo to jest jedno.
Dziś atoli w pośród te wielkie pomysły, zasady i systemata wchodzą Kartofle! Na pierwszy rzut oka zdaje się to śmiesznością. Niniejsza nawet uwaga może wywoła przeciw nam zarzut, że chcemy dowcipkować. Nie do żartów usposobiony rok dzisiajszy, bo ludzie mrą w Irlandyi od głodu, wielki niedostatek we Francyi, Włoszech, Niemczech, a nawet w Poznaniu, który stoi w śród obszernych pól, co rodzą żyta, a w większéj odległości pszenicę: po jałmużnę na obchód pogrzebowy zgłosiło się przeszło 2970 osób, azatém dziesięć razy więcéj jak zwykle; ulice zapełnione żebrzącemi matkami z dziećmi i z wdzięcznością groszowe wsparcie przyjmują ludzie zdrowi i czerstwi, z których powierzchowności widać, że przywykli do pracy i porządku, a nie pracują jedynie dla tego, że niemają nad czém pracować.
„Dziennik Domowy” 1847, nr 5 (8 marca)
----------------
Ilustracja: Przy kopaniu kartofli, aut. rysunku Józef Eismond, aut. drzeworytu Franciszek Szymański, 1883 (drzeworyt sztorcowy 23,4×18,9 cm)
Artykuł z tego numeru w całości dostępny jest w bibliotece cyfrowej Polona. Znajdziecie go pod tym linkiem: https://bit.ly/3ENwoQI
#1847
07/03/2023
Łąki warte naszej opieki.
W zeszłym numerze Gospodarza wykazałem, jak mało u nas niesłusznie cenią łąki; nie dzieje się to jednak w gospodarstwie, gdzie poznano dokładnie wartość łąki; tam szczodrą im dogadzają ręką.
Rzadkie bardzo tylko będą wypadkie w którychby się łąki polepszyć nie dały. Potrzeba tylko postanowienia silnego, a niejedna trudność da się łatwo usunąć? Łąki nasze przeważnie są mokre. Z tego też powodu uważam za najpierwszą i konieczną rzecz – osuszyć taką łąkę.
Po dokonaniu tej roboty, przystąpić dopiero możemy do dalszych ulepszeń. Będziemy teraz w możności łąkę osuszoną dobrze ubronować i w ten sposób nietylko ją urównać, lecz i oczyścić z mchu i chwastów. Bron najlepiej się używa ku wiosnie, a to wtedy, skoro łąka na 3–4 cali rozmarzła. Robota wtenczas idzie najsporzej, powierchnia jest mięka i broną ją dobrze przerobić może, a pomimo to koniom łatwo chodzić. Gdzieby na łąkach były kępy lub doły, tam trzeba kępy poprzednio powycinać a doły porównać.
Z bronowaniem wstrzymywać się nie trzeba, bo czas łatwo minie, a w wtedy trudno zmudę dopędzić.
Równocześnie z tą robotą trzeba rozsiać na łąki mieszankę z traw i koniczyn – w braku zaś tego użyć okruchów siana czyli pruszyn. Posiewanie takie jest koniecznie potrzebne, bo zkądże by się trawy znaleźć miały gdzie poprzednio sterczały kępy, a mech, sitowie, rzeżucha i koszczka się były rozpanowały.
Robota ta nie wielka sowicie nam się wypłaci, – lecz nie na tem poprzestać powinniśmy. – Są to tylko pierwsze początki, któremi gospodarz zachęcony do dalszych zabierze się ulepszeń.
S.M., „Gospodarz” 1878, nr 10 (7 marca)
----------------
Ilustracja: Widok łąki ze stawem, aut. Arthur Blaschnik, przed 1880 (szkic olejny na papierze 11,8×17,6 cm)
Artykuł z tego numeru w całości dostępny jest w bibliotece cyfrowej Polona. Znajdziecie go pod tym linkiem: https://bit.ly/3Yc6AVj
#1878