Euro-Oriental

Euro-Oriental Wszystko o biznesie w Azji, bezpieczeństwie produktów i nie tylko.

Komisja Europejska zbiera uwagi dotyczące przyszłych krajowych rejestrów producentów opakowań w ramach PPWR.Termin zgłas...
04/09/2026

Komisja Europejska zbiera uwagi dotyczące przyszłych krajowych rejestrów producentów opakowań w ramach PPWR.
Termin zgłaszania opinii upływa 10 września 2026 r.

Zanim prześlecie własne stanowisko, warto przeczytać komentarze już opublikowane na stronie konsultacji. Pokazują one problem znacznie szerszy niż konstrukcja kolejnego formularza sprawozdawczego.

Projekt rozporządzenia wykonawczego ma ujednolicić format rejestracji i raportowania w całej UE. To dobry kierunek, ale jednakowe formularze nie oznaczają jeszcze jednolitego rynku.
Przedsiębiorcy prowadzący sprzedaż transgraniczną nadal mogą
być zmuszeni do obsługi:
• oddzielnych rejestrów krajowych;
• różnych procedur administracyjnych;
• lokalnych systemów EPR i kontroli ze strony platform;
• upoważnionych przedstawicieli w poszczególnych państwach;
• powtarzających się opłat rejestracyjnych i kosztów raportowania.

W praktyce mikroprzedsiębiorca wysyłający kilka paczek do innego państwa członkowskiego może zostać obciążony podobnymi obowiązkami administracyjnymi jak międzynarodowa firma wprowadzająca na rynek tysiące ton opakowań.

Cel środowiskowy PPWR jest słuszny. Przedsiębiorcy powinni uczestniczyć w kosztach zagospodarowania odpadów opakowaniowych.

Proporcjonalność nie oznacza jednak deregulacji.

Można chronić środowisko bez doprowadzania do sytuacji, w której sprzedaż transgraniczna przestaje być opłacalna dla małych firm wykorzystujących niewielkie ilości opakowań.

Komisja Europejska powinna rozważyć:
• jeden rzeczywisty punkt rejestracji dla całej UE zamiast 27 odrębnych systemów;
• uproszczoną rejestrację i sprawozdawczość dla mikroprzedsiębiorców;
• proporcjonalne progi zależne od ilości wprowadzanych opakowań;
• wzajemne uznawanie rejestracji producentów;
• ograniczenie stałych kosztów przy sprzedaży transgranicznej na małą skalę;
• wymagania odróżniające małego sprzedawcę internetowego od dużego producenta.
Bez takich zabezpieczeń krajowe rejestry producentów mogą jeszcze bardziej rozdrobnić jednolity rynek zamiast wspierać jego funkcjonowanie.

Na stronie konsultacji pojawiły się już tysiące komentarzy. Przeczytajcie je i zobaczcie, jakie problemy wskazują mali producenci, sprzedawcy internetowi oraz firmy prowadzące działalność transgraniczną. Następnie opiszcie własne doświadczenia.

Uwagi można zgłaszać na oficjalnej stronie Komisji Europejskiej:
https://ec.europa.eu/info/law/better-regulation/have-your-say/initiatives/15352-Packaging-and-packaging-waste-rules-on-national-registers-of-producers_en

Jeżeli prowadzisz firmę, która importuje, produkuje, pakuje albo sprzedaje towary w różnych państwach UE - teraz jest czas, aby opisać Komisji, jak te przepisy będą działać w praktyce.

Jeżeli jesteś konsumentem i zależy Ci na ochronie środowiska, ale jednocześnie nie chcesz, aby koszty nieproporcjonalnej biurokracji zostały przerzucone na ceny produktów i ograniczyły wybór - również możesz zabrać głos.

Zapraszam do zabierania głosu i komentowania. Niech EU nas usłyszy.

31/08/2026
Zazwyczaj gdy myślimy o najpopularniejszych używkach świata, przychodzą nam do głowy cztery - kawa, herbata, alkohol i p...
31/08/2026

Zazwyczaj gdy myślimy o najpopularniejszych używkach świata, przychodzą nam do głowy cztery - kawa, herbata, alkohol i papierosy. No i właśnie, a co dalej?

Istnieje używka, z której korzystają setki milionów ludzi, a o której spora część Europejczyków prawdopodobnie nigdy nie słyszała.

Orzech arekowy - 槟榔 (bīngláng), kojarzony u nas najczęściej z nazwą „betel”.

Widziałem go wcześniej wiele razy, będąc dawno temu na wycieczce na Tajwanie. Ludzie żujący coś godzinami, czerwone ślady po wypluwanej ślinie. Wiedziałem mniej więcej, co to jest, ale nigdy nie miałem okazji przyjrzeć się temu bliżej.

Aż wieczorem przechodziłem obok zwykłego małego osiedlowego sklepu w Guangdong.

Przy kasie stały chipsy, napoje, papierosy, słodycze i lizaki. A praktycznie obok lizaków dla dzieci leżały całe koszyki tego właśnie betelu.

Trochę absurdalny widok, bo zgodnie z lokalnymi zasadami tego produktu nie powinno się sprzedawać nieletnim.

Kupiłem najmniejszą paczkę.

5 RMB - jakieś 2,5 zł.

Sprzedawca nie wyciągnął jej spod lady. Nie było żadnej specjalnej gabloty. Po prostu wziąłem jedną z koszyka stojącego przy kasie.

Na opakowaniu wielkimi literami:

长期过量咀嚼 有害口腔健康

„Długotrwałe i nadmierne żucie szkodzi zdrowiu jamy ustnej”.

Otwieram.

W środku kilka ciemnych, wysuszonych kawałków czegoś przypominającego trochę korę albo łupinę.

Pierwsze, co zwraca uwagę, to zapach.

Słodki, ciężki, trochę przypominający mi melasę używaną do shishy.

Tego się jednak nie pali.

To się żuje.

I tutaj kończy się egzotyczna ciekawostka, a zaczyna dość poważna historia.

Najważniejszą substancją psychoaktywną zawartą w orzechu arekowym jest arekolina. Oddziałuje ona na receptory cholinergiczne i działa pobudzająco. Użytkownicy opisują większą czujność, pobudzenie oraz charakterystyczne uczucie ciepła. Pewne aspekty jej działania bywają porównywane do nikotyny.

Jest też jeden efekt, którego trudno nie zauważyć.

Podczas żucia ślina przybiera intensywnie czerwony kolor.

Dlatego w miejscach, gdzie żucie areki jest popularne, można zobaczyć ludzi wypluwających na ziemię coś, co na pierwszy rzut oka wygląda jak krew.

Przy regularnym żuciu przebarwiają się również zęby i mogą pojawiać się poważniejsze zmiany w jamie ustnej.

A nie mówimy o niszowej używce.

Według szacunków orzecha arekowego używa około 600 milionów ludzi na świecie.

To mniej więcej populacja całej Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii razem wziętych - i jeszcze sporo zostaje.

Jest tylko jeden problem.

IARC, czyli Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem działająca przy WHO, klasyfikuje orzech arekowy jako rakotwórczy dla ludzi - grupa 1.

I nie chodzi wyłącznie o tytoń, który w niektórych krajach dodaje się do betelu. Sam orzech arekowy jest rakotwórczy.

Regularne żucie wiąże się m.in. z włóknieniem błony śluzowej jamy ustnej oraz zwiększonym ryzykiem raka jamy ustnej.

Według badań IARC ponad 120 tysięcy przypadków raka jamy ustnej na świecie w 2022 roku można było przypisać łącznie używaniu bezdymnego tytoniu i orzecha arekowego.

To około jednej trzeciej wszystkich przypadków raka jamy ustnej na świecie.

I chyba właśnie ten kontrast jest w tym wszystkim najciekawszy.

Używka, z której korzysta około 600 milionów ludzi na świecie, a której na Zachodzie praktycznie się nie spotyka i o której większość ludzi nawet nie słyszała.

A tutaj?

Dostępna w co drugim osiedlowym sklepie.

Za 5 yuanów.

Z koszyka stojącego obok lizaków.

Chińskie danie, którego raczej nie znajdziemy w przeciętnym „Chińczyku” w Polsce.To zongzi (粽子) jedno z tych dań, które ...
30/08/2026

Chińskie danie, którego raczej nie znajdziemy w przeciętnym „Chińczyku” w Polsce.

To zongzi (粽子) jedno z tych dań, które znacznie lepiej pokazują, co Chińczycy rzeczywiście przygotowują w domach, niż większość potraw znanych z kart menu Chińśkich restauracji.

Podstawa jest bardzo prosta: kleisty ryż zawijany w liście bambusa lub trzciny. Cała zabawa zaczyna się jednak w środku.

W zależności od regionu i rodziny do zongzi trafiają najróżniejsze rzeczy: wieprzowina, solone żółtko kaczego jaja, fasola mung, grzyby, kasztany, jujube albo pasta z czerwonej fasoli.

Samo przygotowanie jest dość pracochłonne. Liście najpierw trzeba namoczyć i oczyścić, przygotować ryż oraz nadzienie, a następnie odpowiednio wszystko zawinąć. Z liścia robi się coś w rodzaju lejka, do środka trafia ryż i dodatki, po czym całość trzeba bardzo ciasno zamknąć i związać sznurkiem.

I właśnie zawijanie jest najtrudniejsze. Źle zrobione zongzi może się po prostu rozpaść podczas gotowania.

Później zawinięte paszuszki długo się gotuje. Ryż staje się bardzo miękki i lepki, przechodzi smakiem nadzienia oraz charakterystycznym aromatem liści.

Co ciekawe zongzi je się praktycznie w całych Chinach, ale istnieje tutaj klasyczny kulinarny pomiędzy północą, a południem.

Na północy tradycyjnie popularniejsze są 甜粽 (tiánzòng), czyli zongzi na słodko – np. z jujube, pastą z czerwonej fasoli albo nawet samym ryżem jedzonym z cukrem.

Południe częściej wybiera 咸粽 (xiánzòng) – wersję wytrawną, z wieprzowiną, solonym żółtkiem, fasolą mung, grzybami czy innymi dodatkami.

I jak to zwykle bywa z regionalnym jedzeniem, obie strony potrafią być święcie przekonane, że to właśnie ich wersja jest tą „normalną”.
W Guangdong jesteśmy oczywiście South Side.

Ale po co właściwie robić sobie z tym wszystkim tyle roboty?

Zongzi są tradycyjnie związane ze Świętem Smoczych Łodzi – Duanwu (端午节). Najbardziej znana historia łączy je z poetą i urzędnikiem Qu Yuanem (屈原), który ponad 2000 lat temu miał rzucić się do rzeki Miluo. Według legendy ludzie wrzucali do rzeki ryż, aby ryby zjadły go zamiast ciała Qu Yuana. Z czasem zwyczaj ten zaczęto wiązać z przygotowywaniem zongzi.

Dzisiaj oczywiście nie trzeba czekać na święto. Gotowe zongzi można bez problemu kupić w chińskich supermarketach, ale domowe zongzi to nadal zupełnie inna kategoria. Ich przygotowanie może być wspólną rodzinną czynnością, a poszczególne rodziny mają własne sposoby zawijania i ulubione nadzienia.

Ciągłe odkrywanie nowych potraw jest tym co jest właśnie interesujące w chińskiej kuchni. . To, co znamy z restauracji, stanowi tylko niewielki jej wycinek. Ogromna część chińskiej kultury jedzenia nadal siedzi w domach, lokalnych tradycjach i potrawach przygotowywanych przy konkretnych okazjach.

A zongzi jest tego bardzo dobrym przykładem.

Młodzi ludzie, szczególnie Gen Z na Zachodzie, lubią gromadzić charakterystyczne elementy z danego okresu, dorabiać do n...
29/08/2026

Młodzi ludzie, szczególnie Gen Z na Zachodzie, lubią gromadzić charakterystyczne elementy z danego okresu, dorabiać do nich całą filozofię i nazywać to po angielsku „aesthetic”.

Stąd mamy Y2K, Frutiger Aero, Vaporwave i dziesiątki innych estetyk, które często powstają z rzeczy, które jeszcze kilkanaście lat temu były po prostu zwyczajnym elementem codzienności.

Ja wam zaprezentuję dzisiaj rodzaj takiej estetyki z Chin kontynentalnych. Możemy ją nazwać Mainlandcore.

Bo chiński mainland również ma swoją bardzo charakterystyczną estetykę, którą trudno pomylić z czymkolwiek innym. Najlepszym przykładem jest ta puszka, która w Chinach jest otoczona swoitym kultem i reprezentuje wszystko o czym mówie.

Na czym więc polega Mainlandcore i czym jest ta puszka? Zasady są proste.

Mnóstwo napisów. Najlepiej tak, żeby nie został ani centymetr pustego miejsca. Krzykliwe kolory - Czerwony, żółty, niebieski i czarny jednocześnie. Często jeszcze zielony i niebieski. Pięć różnych wielkości fontu. Tekst poziomo i pionowo. Każdą zaletę produktu trzeba napisać na opakowaniu, najlepiej kilka razy. Im więcej tym lepiej.

A jeżeli mimo wszystko zostało trochę miejsca?

Dajemy seksowną babę albo jakiegoś znanego aktora.

Idealnym przykładem jest właśnie napój, który trzymam na zdjęciu: 椰树牌椰汁 (Yēshù pái yēzhī), czyli napój kokosowy marki Coconut Palm z Hainanu.

I najlepsze jest to, że nie jest to jakiś zapomniany produkt z lat 90. To jedna z najbardziej rozpoznawalnych chińskich marek napojów kokosowych i nadal można normalnie kupić ją w takim opakowaniu.
Historia firmy sięga państwowej fabryki w Haikou na tropikalnej wyspie Hainan założonej w 1956 roku. W latach 80. zakład znalazł się w poważnych problemach finansowych, a jednym z produktów, które pomogły mu się z nich wydostać, był właśnie napój ze świeżego miąższu kokosowego.

I potem ktoś najwyraźniej odkrył najważniejszą zasadę chińskiego marketingu:

Puste miejsce na opakowaniu to zmarnowane miejsce reklamowe.
Na mojej puszce znajdziemy więc wielkie „38 lat”, informację o świeżych kokosach z Hainanu, zapewnienie o braku aromatów, ogromny napis „świeży kokos”, kolejne slogany dookoła puszki, kilka ramek, cztery dominujące kolory i oczywiście modelkę.
Marka przez lata zasłynęła również z reklam wykorzystujących atrakcyjne kobiety i dość dwuznaczne slogany. Jeden z najbardziej znanych brzmiał:

我从小喝到大 – „Piję od małego aż do dorosłości”.

W zestawieniu z odpowiednio dobranym zdjęciem modelki slogan nabierał oczywiście trochę innego znaczenia, co zresztą wielokrotnie wywoływało w Chinach kontrowersje.
I właśnie takie rzeczy mam na myśli, mówiąc o Mainland China Aesthetic.
Bo Mainlandcore nie trzeba szukać w muzeum designu ani na Pintereście. Znajdziemy go praktycznie wszędzie w Chinach - od największych metropolii po najmniejszą wieś.

To czerwono-żółte szyldy sklepów, reklamy zaklejające całe witryny, wielkie numery telefonów dla 30 piętrowych blokach. banery z dziesięcioma różnymi fontami, plastikowe tablice, jaskrawe opakowania, migające LED-y, plastikowe krzesła, przypadkowe gradienty.

Co ciekawe, podczas gdy nowe chińskie marki coraz częściej kopiują globalny minimalizm, Mainlandcore nadal żyje własnym życiem. Wystarczy wyjechać z nowego centrum Shenzhen czy Szanghaju, wejść na lokalny bazar, do małego supermarketu albo przejechać się przez chińską wieś.

Tam nadal obowiązuje podstawowa zasada:

jeżeli zostało trochę wolnego miejsca, można tam jeszcze coś napisać.

Nazwę możemy zarezerwować już teraz:
Mainlandcore.

All rights reserved.

Dlaczego w Chinach ktoś owinął cały samochód folią spożywczą? 🤔Podpowiedź: nie chodzi o zabezpieczenie lakieru ani przyg...
25/08/2026

Dlaczego w Chinach ktoś owinął cały samochód folią spożywczą? 🤔

Podpowiedź: nie chodzi o zabezpieczenie lakieru ani przygotowanie auta do transportu.

Kto wie, po co się to robi?

Tak jak pisaliśmy w poprzednim tygodniu, do tej pory ogromna część chińskiego e-commerce opierała się na bezpośrednim tr...
24/08/2026

Tak jak pisaliśmy w poprzednim tygodniu, do tej pory ogromna część chińskiego e-commerce opierała się na bezpośrednim transporcie lotniczym milionów małych przesyłek do Europy. Po zmianach obowiązujących od 1 lipca ten model stał się mniej atrakcyjny.
Efektem jest spadek części ruchu lotniczego z Chin do największych zachodnioeuropejskich hubów.
I tutaj pojawia się Polska.

Według WNP polskie lotniska radzą sobie w tej sytuacji znacznie lepiej niż część zachodnioeuropejskiej konkurencji, a Polska aktywnie walczy o przejęcie większej części chińskiego cargo.
To nie zaczęło się zresztą wczoraj.

Już wcześniej Katowice-Pyrzowice stały się istotnym punktem wejścia chińskiego e-commerce do UE. Jeszcze przed zmianą przepisów trafiało tam około 450 ton przesyłek z Chin tygodniowo. Od 2025 roku kilka razy w tygodniu latają tam również frachtowce z Chengdu obsługujące towary chińskich platform e-commerce.
Teraz stawka robi się jeszcze większa.

Jeżeli część chińskiego handlu przestawi się z modelu pojedynczej paczki wysyłanej z Chin na większe transporty kierowane do europejskich magazynów, Polska ma bardzo dobre warunki, żeby przejąć część tego biznesu.

Mamy położenie pomiędzy Europą Zachodnią i Wschodnią, bardzo rozwinięty rynek magazynowy, dużą branżę kurierską i transportową, terminale kolejowe, porty oraz lotniska, które nadal mają przestrzeń do rozwoju cargo.

W praktyce oznacza to potencjalnie więcej samolotów cargo z Chin, więcej magazynów i centrów fulfillmentowych, więcej odpraw celnych, więcej pracy dla przewoźników, kurierów i agencji celnych oraz nowe inwestycje chińskich operatorów logistycznych.
I jest jeszcze jeden ważny element.

Jeżeli towar zostanie sprowadzony hurtowo do magazynu w Polsce, wcale nie musi być przeznaczony dla polskiego konsumenta. Z Polski można następnie obsługiwać Czechy, Słowację, Niemcy, kraje bałtyckie, Węgry czy inne rynki UE.

Polska może więc zarabiać nie tylko jako rynek docelowy, ale jako europejski hub przeładunkowy i dystrybucyjny.

Jeżeli ty natomiast chcesz coś przysłać samolotem i masz problemu z dokumentami, to napisz na [email protected]

Od kilku tygodni indywidualni klienci i polskie firmy zarabiające na chińskim e-commerce funkcjonują w zupełnie nowej, droższej rzeczywistości. Unia Europejska na początku lipca zniosła wieloletnie zwolnienie z cła dla przesyłek z państw tr

Na Zachodzie istnieją Chinatown, Little Italy czy dzielnice koreańskie - miejsca, w których migranci skupiają się wokół ...
23/08/2026

Na Zachodzie istnieją Chinatown, Little Italy czy dzielnice koreańskie - miejsca, w których migranci skupiają się wokół własnych restauracji, sklepów, języka i społeczności.

W Chinach można znaleźć ciekawy przykład procesu działającego trochę w przeciwną stronę. Shekou (蛇口) w Shenzhen od dziesięcioleci jest jednym z największych skupisk zachodnich ekspatów w południowych Chinach. Można je z pewnym przymrużeniem oka nazwać „białą enklawą” Shenzhen.

I co ciekawe, nie jest to produkt ostatnich kilku lat. Historia zagranicznego Shekou zaczyna się właściwie zanim powstało współczesne Shenzhen.

Jeszcze pod koniec lat 70. Shenzhen nie było metropolią liczącą kilkanaście milionów mieszkańców. W 1979 roku właśnie w Shekou powstała Shekou Industrial Zone, rozwijana przez China Merchants. Był to jeden z pierwszych chińskich eksperymentów z bardziej rynkowym modelem gospodarczym i zagranicznym kapitałem - jeszcze przed formalnym utworzeniem Shenzhen Special Economic Zone w 1980 roku.

Jednymi z pierwszych większych grup ludzi z Zachodu, którzy tutaj zamieszkali, byli pracownicy związani z poszukiwaniem i wydobyciem ropy na Morzu Południowochińskim. Zagraniczni inżynierowie, specjaliści offshore i ich rodziny potrzebowali mieszkań, restauracji, barów oraz miejsc, w których mogli spędzać wolny czas.

W ten sposób zaczęło powstawać zupełnie inne Shekou.

Symbolem całej tej historii został Minghua (明华轮) – prawdziwy statek pasażerski, który do dziś stoi w samym centrum dzielnicy.

Statek został zbudowany we Francji w 1962 roku jako Ancerville i przez lata pływał między Europą a Afryką. W latach 70. został kupiony przez Chiny i przemianowany na Minghua. W 1983 roku zacumowano go w Shekou i przekształcono w kompleks hotelowo-rozrywkowy.

Wokół niego powstało Sea World – 海上世界.

Najbardziej surrealistyczne jest to, że dzisiaj Minghua wygląda, jakby ogromny statek został przypadkiem postawiony pomiędzy restauracjami i centrami handlowymi. Dawna linia brzegowa została zmieniona przez kolejne projekty rekultywacji terenu i statek, który kiedyś znajdował się przy wodzie, został z czasem otoczony lądem.

To właśnie wokół Sea World przez kolejne dekady rozwijało się ekspackie centrum Shenzhen.

Dzisiaj Shekou pozostaje jednym z najbardziej międzynarodowych i modnych miejsc miasta. Są tutaj międzynarodowe szkoły, zachodnie restauracje, puby, piekarnie, kawiarnie, zagraniczne supermarkety, mariny i apartamentowce. W dzień i wieczorami w okolicach Sea World można czasami odnieść wrażenie, że proporcja obcokrajowców jest zupełnie inna niż w większości chińskich dzielnic.

Zamiast chińskich znaków, dim sum i sklepów z produktami z Azji pośrodku zachodniej metropolii, mamy puby, steki, pizzę, zachodnie piekarnie i międzynarodowe szkoły pośrodku jednej z największych metropolii Chin.

Oczywiście Shekou nie jest dosłownie „białą dzielnicą” i zdecydowaną większość mieszkańców stanowią Chińczycy. Shekou jest przede wszystkim międzynarodową dzielnicą, w której przez specyficzną historię miasta wyjątkowo wcześnie powstała duża społeczność zachodnich ekspatów.

I chyba właśnie historia jest w tym wszystkim najciekawsza.

Shekou nie stało się międzynarodowe dlatego, że Shenzhen zostało globalnym miastem. Shekou było międzynarodowe, zanim Shenzhen zdążyło stać się globalnym miastem.

Najpierw byli tutaj pracownicy offshore, port, przemysł i zagraniczni specjaliści. Potem przyszły reformy gospodarcze, fabryki i miliony migrantów z pozostałych części Chin. A na końcu wokół dawnego statku wyrosła metropolia technologiczna, którą znamy dzisiaj.

Na zdjęciu: Sea World w Shekou - a za napisem widać Minghua, jeden z najbardziej nietypowych zabytków współczesnej historii Shenzhen. 🇨🇳🚢

🇵🇱Czy wiecie kto jest najbardziej rozpoznawalnym Polakiem w Chinach? Świątek? Lewandowski? Okazuje się, że to może być k...
23/08/2026

🇵🇱Czy wiecie kto jest najbardziej rozpoznawalnym Polakiem w Chinach? Świątek? Lewandowski?

Okazuje się, że to może być ktoś zupełnie inny. Jeżeli byliście kiedyś w Chinach, jest nawet spora szansa, że widzieliście jej twarz. Nawet jeśli nie mieliście pojęcia, że patrzycie na Polkę.

Agnieszka Rojewska to jedna z najbardziej utytułowanych baristek na świecie. W 2018 roku wygrała World Barista Championship, zostając pierwszą kobietą w historii, która zdobyła tytuł mistrzyni świata baristów. W 2022 roku zwyciężyła również w World Coffee in Good Spirits Championship.

I tutaj zaczyna się chińska część tej historii.

Rojewska została jedną z Master Baristas Luckin Coffee (瑞幸咖啡) - chińskiego giganta kawowego, który w ciągu kilku lat wyrósł na jedną z największych sieci kawiarni na świecie.

Luckin powstał dopiero w 2017 roku. Jego rozwój od początku wyglądał zupełnie inaczej niż w przypadku tradycyjnych kawiarni. Firma postawiła na aplikację, płatności mobilne, odbiór zamówień, dostawy, stosunkowo niewielkie lokale i niezwykle agresywną ekspansję.

Skala jest trudna do wyobrażenia z europejskiej perspektywy.

Jeszcze w lutym 2026 roku Luckin świętował otwarcie swojego 30-tysięcznego lokalu, w Shenzhen. Dla porównania Starbucks - jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek kawowych świata – miał pod koniec czerwca 2026 roku około 41,3 tys. lokali na całym świecie.

Jeszcze ciekawiej wygląda porównanie samych Chin.

Starbucks miał tam około 8 tys. kawiarni, podczas gdy Luckin posiadał już ponad 36 tys. lokali łącznie, z czego zdecydowana większość znajdowała się w Chinach.

Czyli Luckin ma dziś w Chinach ponad cztery razy więcej punktów niż Starbucks.

A wszystko to osiągnął w mniej niż dekadę.

Luckin Coffee powstał dopiero w 2017 roku. Starbucks wszedł do Chin już w 1999 roku, otwierając swoją pierwszą kawiarnię w Pekinie. Starbucks buduje więc swoją obecność na chińskim rynku od ponad 27 lat, podczas gdy Luckin potrzebował mniej niż 10 lat, żeby stworzyć sieć kilkukrotnie większą pod względem liczby punktów.

I właśnie z tą marką związana jest Polka.

Agnieszka Rojewska jest jedną z twarzy kawowej jakości Luckin Coffee. Marka przedstawia ją jako Luckin Coffee Master Barista, a jej nazwisko, tytuły i wizerunek pojawiają się w materiałach promocyjnych sieci.

Co ciekawe, jej wizerunek można zobaczyć w lokalach Luckin Coffee w całych Chinach – dokładnie tak jak na zdjęciu.

Przy skali liczonej w dziesiątkach tysięcy kawiarni oznacza to poziom ekspozycji, o jakim większość polskich celebrytów mogłaby tylko pomarzyć.

Dlatego trochę pół żartem, pół serio można powiedzieć, że Agnieszka Rojewska może być dziś jedną z najsłynniejszych Polek w Chinach – tylko większość Chińczyków prawdopodobnie nie zdaje sobie sprawy, że jest Polką.

Spacerując po wioskach rybackich we wschodnim Guangdong, co jakiś czas można natknąć się na niewielkie, bogato zdobione ...
22/08/2026

Spacerując po wioskach rybackich we wschodnim Guangdong, co jakiś czas można natknąć się na niewielkie, bogato zdobione świątynie. Ta nosi nazwę 天后宫 – Tiānhòu Gōng, czyli Pałac Niebiańskiej Cesarzowej.

Niebiańską Cesarzową jest Mazu (妈祖) – jedno z najważniejszych bóstw południowych Chin. Uważana jest za opiekunkę żeglarzy, rybaków i wszystkich osób podróżujących drogą morską. Jej kult narodził się w nadmorskiej prowincji Fujian, a następnie rozprzestrzenił się na Guangdong, Hongkong, Makau, Tajwan i kraje Azji Południowo-Wschodniej. W społecznościach rybackich od wieków proszono ją o spokojne morze, ochronę przed tajfunami i bezpieczny powrót do domu.

Wewnątrz świątyni uwagę zwróciła jednak także figura 三山国王 – Sānshān Guówáng, czyli Królów Trzech Gór. To lokalne bóstwa opiekuńcze pochodzące właśnie ze wschodniego Guangdong. Trzy góry – Jīnshān, Míngshān i Dúshān – znajdują się w rejonie dzisiejszego Jiexi, niedaleko Jieyang.

Na obrazie za figurą wewnątrz świątyni znajduje się napis 松鹤延年 – sōng hè yán nián: „sosna i żuraw przedłużają życie”. Oba te symbole tradycyjnie oznaczają w kulturze chińskiej długowieczność.

Kult Królów Trzech Gór jest szczególnie silnie związany z mieszkańcami regionu Chaoshan oraz z Hakka (客家). Hakka nie są odrębną narodowością, lecz jedną z grup kulturowo-językowych Chińczyków Han. Ich nazwa oznacza dosłownie „rodziny gości” i nawiązuje do kolejnych migracji z północnych oraz centralnych Chin na południe kraju. Osiedlali się często na górskich terenach Guangdong, Fujianu i Jiangxi, zachowując własny język, kuchnię, architekturę i zwyczaje.

Wraz z migracjami Hakka kult Królów Trzech Gór dotarł później do Hongkongu, Tajwanu i Azji Południowo-Wschodniej. Takie niewielkie świątynie są więc czymś więcej niż miejscami modlitwy. Opowiadają historię rybaków, wędrowców i całych społeczności, które przenosiły swoich bogów, tradycje i pamięć o rodzinnych stronach wszędzie tam, gdzie zakładały nowy dom.

Address

Baoan

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Euro-Oriental posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Contact The School

Send a message to Euro-Oriental:

Shortcuts

Share