03/30/2017
Zapraszamy na kolejne pogaduchy! Tym razem na Politechnice Gdańskiej (Auditorium Novum, najbliższa sobota - 1.04 o godzinie 13:00).
Kto ma ochotę na naukę tańca: "W rytmie Pow-Wow - badania Indian Ojibwe"
Uczyć nas będzie EtnoKanada! :D
Cel podróży:badania etnograficzne
Magda, Kamil i Kuba to trójka studentów Etnologii na Uniwersytecie Gdańskim, którzy w ramach uczelnianego projektu badawczego spędzili półtora miesiąca w Kanadzie, wśród Indian południowego Ontario. Przebywali przede wszystkim u ludu Ojibwe, poznając ich tryb życia, spojrzenie na świat, a także problemy trapiące społeczność. Odwiedzali zarówno rezerwaty, jak i miasta, w których żyją rdzenni mieszkańcy Ameryki. Starali się doświadczyć kultury indiańskiej ‘na własnej skórze’ - brali udział w tradycyjnych obrzędach, uczyli się indiańskiego rzemiosła, a nawet tańczyli przed publicznością podczas festiwalu Pow-Wow. Z Kanady przywieźli wiele wrażeń i przemyśleń, o których teraz z chęcią opowiedzą.
03/14/2017
Przypominamy! To już za chwilę! ; )
W środę widzimy się na wykładzie o sweat lodge, a już jutro o 18:05 mała rozgrzewka w Radiu Gdańsk. Magda i Kamil, jako goście audycji "Kawałek świata i herbata", opowiedzą o przeprowadzonych badaniach.
03/13/2017
W środę widzimy się na wykładzie o sweat lodge, a już jutro o 18:05 mała rozgrzewka w Radiu Gdańsk. Magda i Kamil, jako goście audycji "Kawałek świata i herbata", opowiedzą o przeprowadzonych badaniach.
08/19/2016
Jak wygląda indiańska Msza Święta?
Jeszcze zanim weszliśmy do kościoła, stojący przed nim totem przedstawiający Świętą Trójcę świadczył o tym, że z pewnością będzie ciekawie. Wnętrze potwierdziło nasze przypuszczenia: figury świętych w indiańskich strojach, trzymający orle pióro Jezus, obrazy Papieża Jana Pawła II wplecionego w symbolikę gór i przyrody czy Duch Święty w postaci Wielkiego Orła wybitnie świadczyły o tym, że da się pogodzić lokalne zwyczaje z nową religią.
Okadzanie wiernych świętymi ziołami za pomocą pióra rozpoczęło ceremonię. W czasie konsekracji zamiast gongu rozbrzmiewały uderzenia tradycyjnego bębna. Wszyscy serdecznie uściskali się na znak pokoju, a po Mszy roześmiany ksiądz, podrygujący do granej przez indiański zespół muzyki country, zagadywał ludzi i zapraszał na naleśniki.
Były bardzo smaczne.
08/12/2016
Obserwacja uczestnicząca w toku. Jak Indianie pływali w canoe? Na pewno nie tak...
08/10/2016
Kilka dni temu byliśmy gośćmi The Indian Friendship Center w Sault Ste. Marie. Jest to instytucja pomocowa, która kieruje swe działania do wszystkich potrzebujących. Prowadzi szereg programów terapii i wsparcia obejmujących wszystkie cztery tradycyjne aspekty człowieka: ciało, emocje, umysł i ducha. Można tutaj uzyskać pomoc w walce z cukrzycą (choroba bardzo powszechna wśród rdzennych społeczeństw), uzależnieniami, problemami rodzinnymi i innymi, ale także zostawić małe dzieci pod opiekę, a tym starszym zorganizować kolonie czy nauki o rodzimej tradycji. Dużą wagę przykłada się do tego, aby nikt z odwiedzających (w tym my) nie wyszedł z Centrum głodny.
Ludzie pracujący w ośrodku są bardzo otwarci i pogodni, a przy tym niezwykle silni wewnętrznie, świadomi swojej życiowej roli i gotowi, by mimo wszelkich problemów wypełniać ją z najwyższym zaangażowaniem. Nie są obce im również problemy globalne Indian, walczą ze szkodliwymi decyzjami rządów Kanady i USA, wspierają ruchy na rzecz solidarności i zjednoczenia rdzennych populacji Ameryki.
Wizyta we "Friendship Center" była dla nas cenną lekcją rzeczywistości współczesnych Indian - ich licznych problemów wynikłych z rozpadu tradycyjnego modelu życia, ale także godności, z którą podejmują tę codzienną walkę o normalność.
08/09/2016
Hurra! Wczoraj ukończyliśmy naszą fajkę, o której pisaliśmy w jednym z poprzednich postów. Głównym projektantem i wykonawcą był Kuba, chociaż wszyscy dzielnie przy niej pracowaliśmy. Efekt... zaskoczył nawet samych Indian. :D Sami zobaczcie!
08/06/2016
Jesteśmy z powrotem! Po intensywnym weekendzie oraz kilku dniach podróży znów mamy chwilę na złapanie oddechu i podzielenie się z Wami ostatnimi przeżyciami.
Od piątku do poniedziałku byliśmy na Pow-Wow, festiwalu tańca indiańskiego. Całość odbywała sie w Wikwemikong na Manitoulin Island – wyspie zamieszkanej głównie przez Indian, gdzie mieści się aż 7 rezerwatów.
Pow-Wow pierwotnie miał charakter międzyplemiennego zebrania, na którym spotykano się z dawno niewidzianymi znajomymi, wymieniano się informacjami, opowieściami, a także podarkami dla zasłużonych osób. Spotkaniom towarzyszyły ceremonie i tańce, które z czasem stały się gwoździem programu. Obecnie na arenie występują tancerze z różnych grup etnicznych, próbując swych sił w licznych konkurencjach –„ fancy”, „grass”, „smoke”, „jingle”, „traditional”, „ironman”... Z kolei w przerwach pomiędzy rejestrowanymi konkurencjami prowadzono tzw. „intertribal”, czyli taniec otwarty dla wszystkich, którzy mieli na to ochotę. W imię obserwacji uczestniczącej nie omieszkaliśmy się dołączyć – i od razu poczuliśmy Rytm Pow-Wow!
W odróżnieniu od mniejszych, bardziej tradycyjnych festiwali, ten odwiedzony przez nas przybrał formę konkursu z nagrodami w każdej konkurencji. Z założenia miał to być sposób rządowego wsparcia tradycji, skutek jednak był nieco inny: obok najważniejszego dotychczas wymiaru duchowego (Indianie wierzą, że każdy taniec jest modlitwą), w grę zaczął wchodzić także aspekt materialny.
Nagrody pieniężne są na tyle wysokie, że istnieją grupy, które utrzymują się jedynie z tańczenia na festiwalach. Mimo to sporo naszych rozmówców twierdziło, że skakanie dla pieniędzy to nie jest to, czego oczekują. Chwalili sobie mniejsze Pow-Wow, gdzie wciąż najważniejsze są tradycyjne wartości niesione przez taniec. Zamierzamy pojawić się i na takim.
07/30/2016
Wyjeżdżamy na kilka dni na indiańską wyspę Manitoulin Island, żeby wziąć udział w święcie Pow-Wow. Jako że w namiocie nie ma prądu, wieści stamtąd ukażą dopiero, jak wrócimy. Do usłyszenia! :D
07/29/2016
Teraz coś dla tych, których interesuje namacalna część indiańskiej kultury.
Po południu Elder Leo zaczął nas wprowadzać w tajniki tworzenia fajek. Proces ich kreowania można podzielić na kilka punktów, których kolejność wynika zarówno z ergonomii pracy, jak i mitycznego ładu świata.
Pierwsze, o czym należy zdecydować, to płeć fajki. Od tego uwarunkowany jest jej kształt. Pramatkę reprezentuje litera L, zaś praojca litera T (od słów w języku ojibwe). Jako twardo stąpający po ziemi Europejczycy postawiliśmy na T - jeśli coś popsujemy, to zawsze można przerobić na L. ;)
Następnie należało wybrać totemicznego patrona fajki. Padły dwa typy - orzeł, jako symbol Polski, oraz żółw, który jest wizytówką naszej ekspedycji. Leo, widząc nasze niezdecydowanie, żartobliwie zasugerował, że możemy umieścić na fajce oba te elementy. Ku jego przerażeniu podchwyciliśmy ten ambitny pomysł.
Nadszedł czas na żmudną obróbkę materiału. Z kawałka kamienia musieliśmy wydobyć naszą fajkę. Zaczęliśmy od wycięcia konturu przy pomocy brzeszczotu, potem w ruch poszły wiertła różnorakich kalibrów. W ten sposób powstały otwory na tytoń i cybuch. Kolejny etap polegał na mozolnej, kilkugodzinnej pracy tarnikami i pilnikami, aż fajka zaczęła nabierać docelowych kształtów. W międzyczasie z kawałka drewna zaczęliśmy strugać cybuch.
W ten sposób spędziliśmy w warsztacie niemal cały dzień, a wciąż jeszcze sporo zostało do zrobienia. Leo pożyczył nam trochę pilników, aby podłubać sobie w wolnych chwilach, a na kolejną, finalną już sesję umówieni jesteśmy w przyszłym tygodniu.
Jak skończymy, to wrzucimy zdjęcia naszego dzieła i opiszemy ceremonialne znaczenie fajki.
07/29/2016
Słuchamy opowieści Leo, siedząc na szczycie Trap Rock. Święta Góra Indian Ojibwe pełna jest duchów natury - podobno czasem można je dostrzec pod postacią tzw. little people. Świadectwem wiary w ich istnienie jest zwyczaj rozsypywania im w ofierze tytoniu, a także rozmaite, kolorowe lub błyszczące podarki, jakie pielgrzymi zostawiają tutaj w szczelinach skalnych. Nie należy ich dotykać, bo niekiedy kryją się w nich choroby, jakie opuściły ludzi wskutek błogosławieństwa little people.
Oprócz tego na Trap Rock przychodzi się, aby pościć przez kilka dni, w poszukiwaniu snów lub odpowiedzi na swoje pytania. Odkryliśmy kilka śladów po ogniskach rozpalanych przez zatrzymujących się tu "pustelników", a wracając... natknęliśmy się na odchody misia.
Jeszcze świeże.
07/28/2016
Dziś trochę materialki - spróbujemy naszych sił w indiańskim rzemiośle. W planie są fajki i bębny, a co wyjdzie - zobaczymy :)
Po południu zaś Elder Leo zabierze nas na górę Trap Rock, która dla Ojibwe ma szczególne znaczenie. Nie jest to nasze pierwsze spotkanie z Leo - o poprzednim napiszemy trochę później.