06/03/2019
Historia z życia trenera podróżnika…
Kilka dni temu nocowałam w hotelu i niechcący zostałam świadkiem rozmowy, o której nie mogę zapomnieć do dzisiaj. W południe wymeldowałam się z hotelu, ale zależało mi, aby jeszcze na kilka godzin zostawić samochód na hotelowym parkingu. Miła Recepcjonistka zaproponowała, abym wróciła do niej jak będę wyjeżdżać, a wtedy da mi nowy bilet parkingowy umożliwiający wyjazd. I tak też zrobiłam.
Zastałam Recepcjonistkę rozmawiającą z nową Klientką, która, mówiąc bardzo oględnie, była z czegoś bardzo niezadowolona. Początkowo nie słuchałam rozmowy, ale sposób wypowiedzi Klientki przykuł moją uwagę. Zrozumiałam z rozmowy (choć nazywanie rozmową tej wymiany zdań jest dużym nadużyciem), że Klientka zabookowała i opłaciła pokój, ale omyłkowo na poprzednią noc i teraz musiała opłacić noc po raz drugi. Recepcjonistka próbowała się odezwać i wyjaśnić, że nie może nic w tej sprawie zrobić (przenieść opłaty z wczoraj na dzisiaj), Klientka natomiast bardzo podniesionym głosem krzyczała, wymachiwała komórką, w której co jakiś czas szukała czegoś bardzo szybkimi i zamaszystymi ruchami i mówiąc bardzo BARDZO szybko i głośno odpowiadała na pytania równoważnikami zdań. Zapytana o numer telefonu wystrzeliła cyfry jak z karabinu, nie wiem, czy Recepcjonistka była w stanie zapisać wszystkie, a ja na jej miejscu bałabym się zapytać ponownie. Zapytana o to, czy życzy sobie pokój ze śniadaniem, odkrzyczała „jak mówiłam”.
Ale scena główna odbyła się w momencie, kiedy Recepcjonistka wyszła na chwilę na zaplecze, a Klientka zadzwoniła „do przyjaciela”. Jej słowa i sposób w jaki mówiła nie wychodzą mi z głowy do dziś, dlatego też zacytuję je prawie w całości. Brzmiało to tak:
„Piz.. jeb… mówi, że muszę jeszcze raz zapłacić za pokój, szmata jedna! Co ona sobie kur… myśli! I do tego muszę zapłacić więcej bo jest weekend i płacę na miejscu. Pierd… na dz**ka mówi, że… ” itd.
Klientka była ok 30 letnią dziewczyną o blond włosach i schludnym wręcz sympatycznym wyglądzie. Jej strój i walizka mogły wskazywać na wysoki status społeczny, choć trudno to ocenić bo widziałam ją chwilę i w sumie to bałam się na nią spojrzeć. Dawno jednak nie widziałam tak przemocowej rozmowy! Podziwiałam Recepcjonistkę za jej względny spokój, choć czułam podskórnie, że wewnętrznie cała się trzęsie i cały czas zastanawiałam się jak mam ją wesprzeć w tej sytuacji. Agresja, którą emanowała Klientka była porażająca!
Pomimo, że obserwowałam tę sytuację z dystansu ja również, rykoszetem, otrzymałam dawkę negatywnych emocji. Agresja Klientki rozlała się po pomieszczeniu jak lawa a ja potrzebowałam dłuższej chwili, aby się uspokoić. Mogłam to zrobić, gdyż przez następne 3h prowadziłam samochód i miałam czas na spokojne posłuchanie muzyki i refleksję. A Recepcjonistka? Czy ona zdołała wyciszyć emocje przed kolejnym Klientem? Czy kolejna osoba nie wzmocniła tego efektu i nie dorzuciła Jej swoich problemów? Czy Recepcjonistka wiedziała co się z Nią dzieje? Że takie emocje nie ulatniają się samoistnie i trzeba zadbać o to, aby się ich pozbyć?
Dawno nie uczestniczyłam w takiej sytuacji, w której jeden człowiek daje sobie prawo do okazania takiej agresji w stosunku do drugiego człowieka. Naocznie widziałam jak po pomieszczeniu rozlewają się złe emocje. I pomyślałam sobie, że takie sceny mogą się dziać na co dzień – w wielu hotelach, sklepach, urzędach, przychodniach… domach. Zmęczeni, niezadowoleni z obsługi, sfrustrowani nie spełnieniem naszych oczekiwań, wyżywamy się na innych, nie zdając sobie sprawy jaki wpływ ma to na świat wokół. (Liczę, naprawdę w to wierzę, że Recepcjonistka potrafiła szybko otrząsnąć się po tym wydarzeniu. A co jeśli nie? Jeśli taka naładowana jechała samochodem, wróciła do domu, do małych dzieci… )
Uczę komunikacji i rozmawiam o emocjach od wielu lat. Mam wrażenie, że mamy, jako Polacy, duże zaległości w tego rodzaju edukacji. Mało osób uczy się w dzieciństwie, że komunikacją z innymi, sposobem mówienia, językiem, którego używamy na codzień - oddziałujemy na innych. Słowa leczą, słowa kaleczą. Agresja i przemoc słowna jest olbrzymią bronią obosieczną, która roznosi się jak zaraza i czyni na świecie wiele złego.
Nie wiem dokładnie jakie niezaspokojone potrzeby stały za agresją Klientki w hotelu, ale mogę się domyślać, że była zmęczona (po podróży), że podwójna opłata za hotel stanowiła dla niej problem, że nie lubiła kiedy coś działo się nie po jej myśli. Wszystkie swoje frustracje przelała jednak na pierwszą napotkaną osobę, a przecież łatwo jest wyżyć się na kimś, kto nie może się - lub nie umie - bronić . Dużo trudniej zgłębić istotę złości i dotrzeć do jej korzeni. I przyznać się przed sobą, że to my mamy problem.
I co Wy na to? Znacie podobne historie z autopsji?
15/01/2019
31/12/2018
05/07/2018
18/02/2018
27/01/2018
05/01/2018
24/12/2017