Personalny Trening Kolarski

Personalny Trening Kolarski 🧑‍🎓Popularyzuje wiedzę o treningu kolarskim
✅️Indywidualna opieka amatorów
✅️Zgrupowania kolarskie
(2)

❗️❗️Bałtyk-Bieszczady poniżej 40 godzin. Tym razem chodziło o to, żeby dobrze rozłożyć siły  :)))Bałtyk-Bieszczady to je...
29/08/2026

❗️❗️Bałtyk-Bieszczady poniżej 40 godzin. Tym razem chodziło o to, żeby dobrze rozłożyć siły :)))

Bałtyk-Bieszczady to jeden z tych wyścigów, po których można długo siedzieć nad danymi i za każdym razem znaleźć coś ciekawego. Szczególnie kiedy zawodnik jedzie tę imprezę kolejny raz i mamy materiał nie tylko z jednego startu, ale możemy porównać rok do roku to, co robiliśmy w treningu, jaką przyjęliśmy taktykę i co z tego finalnie wyszło.

W przypadku Wojtka Mleczko tegoroczny start był już piątym Bałtyk-Bieszczady. Skończył go w czasie 39 godzin i 29 minut brutto, przy czasie jazdy 34 godziny i 58 minut, zajmując 8. miejsce OPEN. To jego najlepszy wynik w tej imprezie i pierwszy raz, kiedy udało się zejść poniżej 40 godzin. Sam wynik oczywiście bardzo cieszy, natomiast z punktu widzenia trenera dużo ciekawsze jest to, w jaki sposób do niego doszliśmy. Bo w tym roku nie chodziło o to, żeby Wojtek był mocniejszy na początku. Chodziło przede wszystkim o to, żeby miał z czego jechać na końcu :)

Przygotowując się do tegorocznego Bałtyk-Bieszczady, bardzo mocno wróciłem do poprzedniego startu. Mamy dane, mamy historię kilku lat współpracy, znam Wojtka i wiem, jak reaguje na konkretne obciążenia, więc byłoby trochę bez sensu przygotowywać kolejny start tak, jakbyśmy zaczynali wszystko od zera. Zeszły rok dał nam naprawdę dużo informacji.

Wtedy założenie było takie, żeby możliwie długo utrzymać się z pierwszą grupą. Wojtek to zrobił, natomiast koszt tej jazdy był duży. Pierwsze 200-300 kilometrów wyszło bardzo mocno, a IF na początku potrafił przekraczać 0,80–0,85. Pojawiało się dużo wysokiej intensywności, jazdy w okolicy FTP/FRC, dochodziły kolejne skoki mocy wynikające z tempa grupy. Oczywiście jazda w grupie daje ogromną korzyść aerodynamiczną i w takim wyścigu trzeba z niej korzystać, ale tylko do momentu, w którym koszt utrzymania tej grupy nie zaczyna być większy niż korzyść, którą z niej mamy.

I właśnie to było jednym z głównych wniosków po poprzednim starcie. Na początku byliśmy bardzo wysoko, natomiast później, wraz z narastającym zmęczeniem, coraz większa część jazdy zaczęła wpadać w Recovery. Problem w tym, że Bałtyk-Bieszczady ma jeszcze jedną specyfikę - góry czekają na końcu. Czyli dokładnie wtedy, kiedy zawodnik ma już za sobą kilkaset kilometrów i kilkadziesiąt godzin wysiłku. Jeżeli za dużo energii zostawimy na początku, później nie ma już z czego jej odzyskać.

Dlatego w tym roku założenie było inne. Chciałem, żeby Wojtek jak największą część wyścigu przejechał tlenowo. Nie interesowało mnie udowadnianie na pierwszych kilometrach, jaką moc może wygenerować. Interesowało mnie to, jaką moc będzie w stanie generować po 700, 800 czy 900 kilometrach. Chcieliśmy dużo jazdy w Endurance i Tempo, spokojnego, płynnego wysiłku i możliwie mało niepotrzebnego wchodzenia w wysokie zakresy. FTP/FRC czy FRC miały pojawiać się wtedy, kiedy rzeczywiście były potrzebne, a nie dlatego, że grupa akurat przez kilka minut jedzie za mocno.

Kiedy później porównałem dane z obu startów, dokładnie to zobaczyłem. W 2026 roku w iLevels Wojtek spędził 35,3% czasu w Endurance i 8,5% w Tempo. Rok wcześniej było to odpowiednio 18,7% i 3,6%. I dla mnie jest to dużo ważniejsza informacja niż pojedyncza średnia moc z całego wyścigu. W tym roku zdecydowanie więcej pracy wykonaliśmy w zakresie, w którym od początku chcieliśmy jechać.

Podobnie wygląda to, kiedy spojrzymy na klasyczne strefy treningowe. W tegorocznym starcie mamy więcej czasu w Endurance i Tempo, mniej w VO2max, natomiast czas w okolicy Threshold jest zbliżony. Czyli nie zrezygnowaliśmy z mocnej jazdy. Zmieniliśmy przede wszystkim moment, w którym z tej mocnej jazdy korzystaliśmy.

To jest dla mnie klucz do zrozumienia różnicy pomiędzy tymi dwoma startami. Rok wcześniej sporo wysokiej intensywności pojawiło się bardzo wcześnie. W tym roku staraliśmy się ją zachować na później. Na początku IF przez pierwsze około 200 kilometrów nie przekraczał nam mniej więcej 0,74, później wraz z trwaniem wysiłku naturalnie schodziliśmy niżej. Nie próbowałem utrzymywać Wojtka na siłę na jednej wartości, bo przy trzydziestu kilku godzinach jazdy takie podejście nie miałoby większego sensu. Zmęczenie narasta, zmienia się koszt generowania tej samej mocy i coś, co po dwóch godzinach jest bardzo komfortowe, po trzydziestu może być już konkretnym wysiłkiem.

W ultra trzeba o tym pamiętać. Możemy patrzeć na waty, kilodżule, IF czy czas w strefach, ale organizm nie wie, że w Excelu 200 W na początku i 200 W po trzydziestu godzinach wygląda tak samo. Dla zawodnika to nie jest ten sam wysiłek. Mamy zmęczenie mięśniowe i centralne, coraz trudniejsze uzupełnianie energii, brak snu, obciążenie przewodu pokarmowego, temperaturę, pozycję na rowerze i w końcu zwykłe zmęczenie psychiczne. Dlatego przy ultra nie interesuje mnie tylko to, jaką moc zawodnik może wygenerować. Dużo ważniejsze jest to, jaki jest koszt wygenerowania tej mocy i jak długo możemy ten koszt ponosić.

Tegoroczny start był pod tym względem znacznie bardziej płynny. Nie mieliśmy tak dużego rozstrzału pomiędzy mocnym początkiem a późniejszym spadkiem. Wojtek przez większą część wyścigu jechał w zakresie, który chcieliśmy utrzymywać, a kiedy dojechał do końcowej części trasy i zaczęły się góry, nadal mógł podnieść intensywność. Właśnie tam pojawiło się to, czego świadomie staraliśmy się nie zużywać wcześniej. Zamiast korzystać z FTP/FRC na początku, wykorzystaliśmy tę możliwość wtedy, kiedy mogła realnie wpłynąć na wynik.

I tutaj chyba najlepiej widać, czym różni się „jechać mocno” od „dobrze zarządzać mocą”. Nie chodziło o to, żeby przez 1000 kilometrów jechać lekko. Chodziło o to, żeby mocniej jechać w odpowiednim momencie. Jeżeli na początku wystarczało 250 czy 280 W, nie było sensu generować 350 W tylko po to, żeby za wszelką cenę utrzymać koło. Każde takie przyspieszenie ma swój koszt i na dystansie kilku godzin można go czasami zaakceptować. Przy wysiłku trwającym prawie 40 godzin tych kosztów zbiera się jednak bardzo dużo.

Co ważne, inna taktyka samego wyścigu była też konsekwencją trochę innego podejścia do przygotowań. W tym sezonie mocniej postawiłem na świeżość Wojtka. Uważnie obserwowałem parametry regeneracyjne i reagowałem na bieżąco, zamiast za wszelką cenę realizować każdą zaplanowaną godzinę treningu. Jeżeli widziałem, że potrzebujemy więcej regeneracji, to ją robiliśmy. Jeżeli można było wykonać mocniejszą jednostkę, robiliśmy mocniejszą jednostkę. Plan treningowy nie może być ważniejszy od odpowiedzi organizmu na ten plan.

Przy zawodniku 50+ ma to dla mnie jeszcze większe znaczenie. Wojtek od kilku lat utrzymuje bardzo dobry i przede wszystkim stabilny poziom sportowy. W takim przypadku progres nie musi już polegać na dokładaniu kolejnych godzin i kolejnych obciążeń. Czasami większy efekt daje lepsze zarządzanie tym, co już mamy. Odpowiednia regeneracja, świeżość przed kluczowym startem, dobrze dobrane bodźce i świadomość tego, kiedy odpuścić, są częścią treningu dokładnie tak samo jak interwały czy długie jazdy.

Podobnie było już podczas samego Bałtyk-Bieszczady. Byliśmy z Wojtkiem w kontakcie telefonicznym i dla mnie te rozmowy były bardzo ważnym elementem prowadzenia go podczas wyścigu. Nie dzwoniłem po to, żeby powiedzieć mu, że ma dołożyć 10 watów. Priorytetem było dla mnie to, że chciałem usłyszeć, jak mówi, jak odpowiada na pytania, jak ocenia nogi, jedzenie i swoje samopoczucie. Po kilkunastu czy kilkudziesięciu godzinach wysiłku taka rozmowa potrafi dać trenerowi informacje, których nie pokaże żaden wykres.

Był oczywiście moment kryzysowy. Przy takim dystansie trudno oczekiwać, że przez prawie 40 godzin wszystko będzie szło idealnie. W takim momencie nie zawsze trzeba jednak wymyślać nowy plan. Czasami trzeba zawodnikowi przypomnieć, jaki był plan od początku i dlaczego właśnie tak jedziemy. Wrócić do celu, uspokoić sytuację i nie pozwolić, żeby chwilowo gorsze samopoczucie spowodowało decyzję, za którą za dwie czy trzy godziny przyjdzie kolejny rachunek. W ultra głowa jest częścią fizjologii tego wysiłku i trzeba brać ją pod uwagę dokładnie tak samo jak moc czy tętno.

Finalnie Wojtek dojechał do mety w 39 godzin i 29 minut brutto, z czasem jazdy 34:58, zajmując 8. miejsce OPEN. Piąty start w Bałtyk–Bieszczady okazał się jego najlepszym. Natomiast dla mnie najważniejsze jest to, że ten wynik nie powstał dzięki temu, że pojechaliśmy mocniej pierwsze 200 kilometrów. Pojechaliśmy szybciej całość, bo potrafiliśmy lepiej zarządzić intensywnością przez cały dystans - to jest bardzo trudne do osiągnięcia, aby zachować "chłodną" głowę od startu.

I właśnie to jest chyba największa lekcja z porównania tych dwóch startów. Rok wcześniej chcieliśmy jak najdłużej zostać z pierwszą grupą. W tym roku chcieliśmy jak najlepiej przejechać całe Bałtyk–Bieszczady. Więcej czasu w tlenie, więcej Endurance i Tempo, mniej niepotrzebnego korzystania z wysokiej intensywności na początku, a kiedy przyszły góry - możliwość wykorzystania tego, co wcześniej udało się zachować.

Dla mnie na tym właśnie polega dobra taktyka w ultra. Nie na szukaniu odpowiedzi na pytanie, jak mocno zawodnik może pojechać teraz, tylko na zastanowieniu się, jak mocno może pojechać teraz, żeby za kilkaset kilometrów nadal był zawodnikiem, który może się ścigać, a nie tylko zawodnikiem, który próbuje dotrzeć do mety.

Po pięciu startach znamy Wojtka dużo lepiej niż przed pierwszym. Mamy jego historię, dane z treningów i zawodów, wiemy, gdzie wcześniej popełnialiśmy błędy i co działało dobrze. I właśnie po to zbieramy te wszystkie informacje. Nie po to, żeby po zawodach zrobić ładny wykres, tylko żeby przy kolejnym starcie podjąć lepsze decyzje.

W tym roku kilka takich decyzji podjęliśmy inaczej. 39:29 i 8. miejsce OPEN są ich konsekwencją. Natomiast jako trener widzę przestrzeń do tego, aby jeszcze lepiej zarządzić procesem Wojtka i za dwa lata... zmierzyć się z podobnym dystansem i pobić ten wynik?:) dlaczego nie :) .

Są takie liczby, które cieszą bardziej niż inne. Nie dlatego, że dobrze wyglądają na screenie, ale dlatego, że przypomin...
19/08/2026

Są takie liczby, które cieszą bardziej niż inne. Nie dlatego, że dobrze wyglądają na screenie, ale dlatego, że przypominają, ile pracy i czasu za nimi stoi.

Jestem po kolejnych testach i wyszło coś, co daje mi naprawdę dużo satysfakcji - najlepsze wyniki mocy w moim życiu. I to w momencie, kiedy powoli wchodzę już w kategorię czterdziestolatków. 😉

Kilka lat temu uparłem się na jedną rzecz. Powiedziałem sobie, że chcę zrobić 5 W/kg przez 20 minut. Nie „kiedyś może”. Po prostu chciałem sprawdzić, czy przy dobrze prowadzonej pracy jestem w stanie do tego dojść.

No i jest. 318 W przy 63 kg daje 5,05 W/kg. Cel odhaczony✅

Tylko że paradoksalnie sama liczba nie cieszy mnie tutaj najbardziej. Najbardziej cieszy mnie proces.

Bo z roku na rok dokładam sobie poprzeczkę. Trochę więcej wymagam od organizmu, trochę więcej „bólu” jestem w stanie zaakceptować 😉, ale jednocześnie mam coraz większą świadomość tego, kiedy trzeba docisnąć, a kiedy… właśnie odpuścić.

I chyba to jest jedna z najważniejszych rzeczy, których nauczyły mnie lata treningu. Progres nie bierze się z ciągłego trenowania mocniej. Bierze się z odpowiedniego bodźca, regeneracji i systematyczności.

Pod koniec czerwca na Mistrzostwach Polski Masters, 10 km przed metą, jadąc w czołowej grupie, złapałem gumę. Sport. Tak bywa.

Później zrobiłem praktycznie dwa tygodnie przerwy. Pierwsze tygodnie lipca potraktowałem bardzo spokojnie. Dałem odpocząć ciału, ale przede wszystkim głowie. I niczego nie próbowałem na siłę „odrabiać”.

Potem przyszła kolejna dobra praca treningowa i zgrupowanie. Organizm dostał bodziec, dostał czas na adaptację i… odbił. To jest właśnie fizjologia, nauka. Trening nie czyni nas lepszymi w momencie jego wykonywania. Trening jest bodźcem. Lepsi stajemy się wtedy, kiedy organizm ma możliwość się do niego zaadaptować.

I dlatego te wyniki są dla mnie kolejnym potwierdzeniem, że cały ten proces ma sens.

Oczywiście nie robię tego sam. Ogromną cegiełkę dokłada praca na siłowni z Jakub Maciejewski - Trener Personalny / Przygotowania Motorycznego, gdzie przygotowanie motoryczne od dawna jest dla mnie integralną częścią kolarstwa.

Do tego Marcin i Kolarstwo od kuchni i robota „od kuchni” - bo można mieć najlepszy plan treningowy świata, ale jeśli nie dostarczymy organizmowi paliwa i warunków do regeneracji, daleko na tym nie zajedziemy. Waga też nam idealnie współpracuje 😀, ale to tak przy okazji.

Trening. Siła. Jedzenie. Sen. Regeneracja. Głowa.

To wszystko musi ze sobą współgrać. I jest jeszcze jedna rzecz, którą chcę mocno podkreślić. Jestem amatorem i to zawsze powtarzam swoim Podopiecznym - jeździmy dla zabawy 😀

Mam pracę. Mam obowiązki. Mam życie poza rowerem. Nie podporządkowuję całego świata pod trening i nie uważam, że trzeba rezygnować ze wszystkich przyjemności, żeby być coraz lepszym.

Wręcz przeciwnie. Po tylu latach nadal mam ogromną ochotę wsiadać na rower. Nadal sprawia mi to frajdę. Nadal potrafię zrobić mocny trening, ale potrafię też odpuścić jednostkę, kiedy wiem, że organizm tego potrzebuje. Kompletnie nie traktuję tego jako obowiązek, nie zmuszam się. Nigdy się nie zmuszałem…. Pisałem, że jestem uparty ?:)

I chyba właśnie dlatego nadal mogę się rozwijać.

Testuję się od około 10 lat, trenuję jeszcze dłużej i przez ten czas nie miałem żadnej poważnej kontuzji związanej z treningiem. Dla mnie to jest równie ważny „rekord” jak te 5w/kg.

Bo sztuką nie jest zrobić świetny sezon. Sztuką jest trenować przez lata, pozostawać zdrowym, mieć z tego frajdę i nadal przesuwać swój własny sufit.

Czy te waty przełożą się teraz na wyniki na wyścigach?

Każdy trenuje. Każdy chce być mocny. Na starcie nikt nie dostaje dodatkowych sekund za dobry test. 😉 W sumie … to JA jestem lepszym zawodnikiem niż byłem rok temu. O to w tym chodzi. A jeżeli chodzi o wyścigi, to mimo mojej bardziej „piórkowejl” wagi, lubię też ścignąć się na płaskim, mimo iż sprinterem nie jestem - boli tak samo jak górski wyścig 🤣

I jako trener właśnie to chcę również pokazywać swoim zawodnikom. Zaangażowanie, wyjście z komfortu, wystawienie się nawet na ocenę „peletonu” 🤣😃 Trening to nie jest kopiowanie planu z internetu. Nie ślepe wykonywanie każdej jednostki. Nie trenowanie za wszelką cenę

Tylko indywidualny, dobrze zaplanowany proces, dopasowany do człowieka, jego fizjologii, możliwości, pracy, życia i aktualnej dyspozycji.

Teraz pozostaje wykorzystać formę, trochę się pościgać i do końca października przede wszystkim czerpać z kolarstwa jak najwięcej radości. 🚴

Bo ostatecznie właśnie po to się w to bawimy.

Skąd kolarz bierze energię? Sprint na finiszu, 30-sekundowy atak, seria mocnych przyspieszeń czy kilkunastominutowy podj...
14/08/2026

Skąd kolarz bierze energię?

Sprint na finiszu, 30-sekundowy atak, seria mocnych przyspieszeń czy kilkunastominutowy podjazd - każdy z tych wysiłków stawia przed organizmem inne wymagania.

Nie oznacza to jednak, że podczas każdego z nich uruchamiamy zupełnie inny „system”.

ATP-PCr, glikoliza i metabolizm tlenowy pracują równocześnie. Zmienia się przede wszystkim ich względny udział - zależnie od intensywności, czasu trwania wysiłku oraz tego, ile razy musimy go powtórzyć.

I właśnie dlatego:

- 6 sekund maksymalnego sprintu to nie to samo co 30 sekund na maksa,
- jeden atak to nie to samo co dziesiąty atak podczas wyścigu,
- wysoka wydolność tlenowa ma znaczenie również przy powtarzaniu krótkich, intensywnych wysiłków,
- a wysokie VO2max samo w sobie nie gwarantuje jeszcze wysokiego poziomu sportowego.

Kolarstwo nie wymaga jednego „dobrego systemu energetycznego”. Wymaga organizmu, który potrafi produkować dużą moc, utrzymywać ją, odzyskiwać zdolność do kolejnych wysiłków i efektywnie pracować przez długi czas.

Dlatego planując trening, warto przestać patrzeć wyłącznie na pojedyncze liczby.

Nie chodzi tylko o wyższe VO2max, FTP czy moc maksymalną.

Najważniejsze pytanie brzmi:

Co rzeczywiście ogranicza Twoją jazdę - i czy Twój trening rozwija właśnie tę cechę?

W karuzeli pokazuję, jak zmienia się udział poszczególnych systemów energetycznych od krótkiego sprintu aż po długi podjazd.

Tak było w kwietniu na Szutrach Śląskich…. tzn.  po wyścigu 🤣Uśmiech był wtedy i - co najważniejsze - jest również teraz...
13/08/2026

Tak było w kwietniu na Szutrach Śląskich…. tzn. po wyścigu 🤣Uśmiech był wtedy i - co najważniejsze - jest również teraz. 😎

Po krótkiej przerwie naprawdę dobrze jest wrócić do ścigania. Przed nami kilka startów i druga część sezonu, która najprawdopodobniej potrwa aż do końca października. Czekam na nią z dużą niecierpliwością, ale jednocześnie bez nerwowego przyspieszania czegokolwiek. Sezon trwa cały rok, a forma ma być efektem procesu, nie przypadku.

I właśnie ten proces cieszy mnie obecnie najbardziej.

Zdrowie dopisuje - bez kontuzji, bez chorób, organizm dobrze odpowiada na kolejne bodźce. Waga, którą przygotowuję z myślą o Mistrzostwach Europy, systematycznie zmierza w odpowiednim kierunku, a przy tym udaje się zachować siłę. To dla mnie bardzo ważny sygnał, bo redukcja masy sama w sobie nigdy nie jest celem. Chodzi o uzyskanie możliwie najlepszego stosunku mocy do masy, bez utraty jakości treningu, regeneracji i zdolności do generowania wysokiej intensywności.

Coraz bardziej przekonuję się też, jak ogromne znaczenie ma właściwe zarządzanie obciążeniem treningowym. Intensywność, objętość, regeneracja i odpowiednie rozmieszczenie mocnych jednostek muszą tworzyć całość. Nie chodzi o to, żeby trenować jak najwięcej. Chodzi o to, żeby wiedzieć po co, kiedy i jak mocno wykonać daną pracę.

Tę samą filozofię stosuję u swoich zawodników. I chyba właśnie ich progres daje mi obecnie równie dużo satysfakcji jak moja własna forma. Widzę, jak osoby, które pracują systematycznie miesiącami i latami, przesuwają swoje granice, lepiej poznają własny organizm i zaczynają rozumieć, że największe rezultaty bardzo rzadko są efektem jednego świetnego treningu. Są konsekwencją setek dobrze wykonanych, czasami zupełnie niepozornych dni.

Trzymam za nich wszystkich bardzo mocno kciuki. Ta praca wymaga ode mnie ogromnego zaangażowania i nieraz zdarza się, że czas przeznaczony na własny trening czy życie prywatne oddaję właśnie swoim podopiecznym. Ale kiedy widzę ich progres, dobre samopoczucie i kolejne osiągane cele, wiem, że ma to sens.

Teraz czas na drugą część sezonu. Będzie ściganie, będą kolejne cele i zapewne niejeden trudniejszy dzień. Fundament jest jednak tam, gdzie powinien być.

Zdrowie jest. Forma wchodzi. Waga idzie w dobrą stronę. Siła została. A uśmiech? Jak widać - też jest. 😁

Do końca października jeszcze sporo czasu. Robimy swoje💪

31/07/2026

Personalny Trening Kolarski - tak to u Nas właśnie jest 🤩💙

30/07/2026

Nie każdy zasługuje na to, żeby mieć wpływ na Twoje decyzje.

Jeśli ktoś nie jest tam, gdzie Ty chcesz być, nie pozwól, by jego opinia wyznaczała Ci kierunek.

Trenuj. Rozwijaj się. Rób swoje.

Za kilka lat efekty będą mówiły za Ciebie.

Dzień dobry ! 😃👌Kolejne dni naszego zgrupowania mijają zdecydowanie za szybko, ale właśnie tak jest, kiedy każdy dzień j...
29/07/2026

Dzień dobry ! 😃👌

Kolejne dni naszego zgrupowania mijają zdecydowanie za szybko, ale właśnie tak jest, kiedy każdy dzień jest dobrze zaplanowany i wypełniony wartościową pracą.

Nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem. Pogoda potrafi pokrzyżować plany, ale dobry trening to przede wszystkim umiejętność adaptacji. Wykorzystaliśmy więc możliwości, jakie daje Livigno, i część dnia spędziliśmy w olimpijskim centrum treningowym, wykonując trening siłowy o charakterze aktywacyjnym. To był świetny moment, aby popracować wspólnie nad jakością ruchu, stabilizacją i przygotowaniem układu nerwowego do kolejnych obciążeń.

Następnego dnia przyszedł czas na Stelvio. Ponad 3000 metrów przewyższenia to już solidny bodziec wytrzymałościowy, ale na tym nie zakończyliśmy pracy. Dopiero po wykonaniu całego podjazdu wprowadziliśmy ćwiczenia, dokładając organizmowi kolejny, świadomie zaplanowany bodziec treningowy. Dlaczego właśnie wtedy? Ponieważ następnego dnia mieliśmy zaplanowaną regenerację. W treningu wytrzymałościowym nie liczy się tylko objętość, ale przede wszystkim odpowiednie rozmieszczenie bodźców i stworzenie warunków do adaptacji.

Dzisiejszy dzień poświęciliśmy pracy nad torque, wykorzystując piękną pętlę w Szwajcarii. Interwały były zaplanowane w sposób narastający - każde kolejne powtórzenie wymagało większego obciążenia i większego zaangażowania. Dodatkowym wyzwaniem był upał, który znacząco zwiększa koszt fizjologiczny wysiłku. Takie warunki uczą nie tylko organizm efektywnie pracować, ale również budują odporność mentalną.

To właśnie na takich zgrupowaniach zależy mi najbardziej - żeby trenować, a nie tylko jeździć.

Sama jazda, nawet bardzo długa, po pewnym czasie staje się dla organizmu przewidywalna. Adaptacja zachodzi szybko i rozwój zaczyna wyhamowywać. Dopiero świadomie zaplanowane bodźce - interwały, ćwiczenia siłowe, elementy techniczne czy praca nad kadencją i torque - zmuszają układ nerwowy oraz cały organizm do dalszych adaptacji. To właśnie one pozwalają wejść na wyższy poziom.

Ogromnie cieszy mnie obserwowanie postępów moich Podopiecznych. Jeszcze jakiś czas temu wielu z nich nie wyobrażało sobie wykonywania interwałów w trakcie długiej jazdy. Dziś realizują założenia treningowe z dużą świadomością, potrafią utrzymać jakość pracy mimo zmęczenia, a po zakończeniu treningu czują ogromną satysfakcję. A ja później mogę wszystko przeanalizować w danych i dokładnie zobaczyć, jak każdy z nich pracował. To najlepszy dowód na to, że konsekwencja naprawdę przynosi efekty.

Nie można też zapominać o wartości jazdy w grupie. Jest nas tutaj 17 osób i to daje możliwości, których nie zapewni żaden trening solo. Uczymy się od siebie nawzajem, doskonalimy technikę na zjazdach, jedziemy na kole, reagujemy na tempo grupy i wzajemnie się motywujemy. Takie środowisko naturalnie podnosi poziom każdego zawodnika.

Jazda rekreacyjna i trening to dwa zupełnie różne światy. Można przejechać wiele kilometrów, ale dopiero odpowiednio zaplanowany trening rozwija wydolność, siłę, ekonomię jazdy i odporność na zmęczenie.

I właśnie dlatego zgrupowania są tak wartościowe. To nie tylko wspólnie spędzony czas i piękne trasy. To przede wszystkim miejsce, gdzie uczymy organizm być lepszym z dnia na dzień.

A przed nami kolejne kilometry i kolejne wyzwania. Jutro też będą konkrety 😀👏

29/07/2026

Dziś piękna Szwajcaria 🇨🇭

Livigno - zaczynamy zgrupowanie! 🇮🇹Pierwszy dzień za nami. Bazą naszego zgrupowania jest Trepalle, gdzie mieszkamy na wy...
25/07/2026

Livigno - zaczynamy zgrupowanie! 🇮🇹

Pierwszy dzień za nami. Bazą naszego zgrupowania jest Trepalle, gdzie mieszkamy na wysokości około 2000 m n.p.m. Już sam pobyt na tej wysokości stanowi bodziec dla organizmu, dlatego pierwszy trening miał jasno określony cel - bezpieczna adaptacja do warunków wysokogórskich.

Dzisiaj najważniejsze było rozruszanie organizmu i stopniowe wejście na odpowiednie obroty. Cała grupa bardzo rozsądnie podeszła do założeń treningowych - dominowała jazda w II strefie intensywności, z krótkimi fragmentami w III strefie, bez niepotrzebnego forsowania tempa. W górach cierpliwość na początku zgrupowania zawsze procentuje w kolejnych dniach.

Na otwarcie zrobiliśmy 110 km i ponad 2000 m przewyższenia. Jak na pierwszy dzień - naprawdę solidna robota. Co najważniejsze, wszyscy dobrze się czują, a grupa od pierwszych kilometrów pokazała dużą dojrzałość i odpowiedzialność. Jestem z tego bardzo zadowolony.

Na zgrupowanie przyjechało 17 zawodników. To czas przygotowań do drugiej części sezonu i jestem przekonany, że wykonamy tutaj kawał świetnej pracy. Przed nami wymagające treningi, legendarne podjazdy oraz trasy prowadzące przez Włochy i Szwajcarię. Będzie intensywnie, ale również pięknie.

Takie wyjazdy po raz kolejny pokazują mi, że praca trenera to znacznie więcej niż układanie treningów w TrainingPeaks. To codzienne przebywanie z zawodnikami, obserwowanie ich reakcji na wysiłek, sposobu poruszania się w grupie, podejmowania decyzji, radzenia sobie z narastającym zmęczeniem i stresem. To rozmowy przed treningiem, w jego trakcie i po zakończeniu. To poznawanie charakterów, mocnych stron i ograniczeń każdego z nich.

Dopiero będąc razem przez kilkanaście dni można naprawdę zobaczyć, jak organizm reaguje na kolejne jednostki treningowe, jak zmienia się regeneracja, motywacja i zdolność do podejmowania wysiłku. Właśnie wtedy ogromnego znaczenia nabierają umiejętności komunikacyjne trenera - odpowiedni moment na motywację, korektę, wsparcie czy zwykłą rozmowę. To elementy, których nie da się zastąpić żadną platformą treningową ani wykresem.

Zaczęliśmy mądrze. Teraz czas konsekwentnie realizować plan i każdego dnia dokładać kolejną cegiełkę do formy na drugą część sezonu. 💪🚴

Adres

Zory

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Personalny Trening Kolarski umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Szkoła

Wyślij wiadomość do Personalny Trening Kolarski:

Skróty

Udostępnij

Kategoria