20/08/2026
Z Yellowstone mam trochę love-hate relationship.
Z jednej strony – niesamowita przyroda, gejzery, gorące źródła, kolorowe baseny termalne i dzikie zwierzęta, które można obserwować w ich naturalnym środowisku. To miejsce jest absolutnie wyjątkowe i bardzo się cieszę, że mogliśmy zobaczyć je na własne oczy.
Z drugiej strony… przez sporą część pobytu byłam po prostu w stresie. Yellowstone to ich dom, a zwierzęta są naprawdę wszędzie.
Oficjalne zalecenia mówią, żeby zachować co najmniej 25 jardów, czyli ok. 23 metry, od bizonów i innych dużych zwierząt oraz 100 jardów, czyli ok. 91 metrów, od niedźwiedzi i wilków.
Tylko że czasami teoria teorią, a rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Bizon potrafi nagle pojawić się na drewnianej kładce, stanąć na ścieżce albo wyjść zza zakrętu. I wtedy nie ty zbliżasz się do bizona – to bizon pojawia się obok ciebie. W takiej sytuacji trzeba się wycofać i zrobić mu miejsce.
I właśnie to było dla mnie najbardziej stresujące. Nigdy nie wiedziałam, co spotkamy za kolejnym zakrętem.
Bardzo się cieszę, że zobaczyłam Yellowstone, ale na ten moment nie planuję tam wracać. Spacerowanie po parku kosztowało mnie zdecydowanie za dużo nerwów 😂
Za to Hugo stwierdził, że Yellowstone podobał mu się najbardziej ze wszystkich parków, które do tej pory odwiedziliśmy. Także zdania w naszej rodzinie są podzielone.
Yellowstone jest ogromny, ale dla mnie trzy noce były wystarczające. Gdybym mogła coś zmienić, zaplanowałabym każdą noc na innym kempingu, żeby nie pokonywać codziennie wielu kilometrów tylko po to, żeby wrócić na nocleg. Jak już wiecie z relacji, nie mieliśmy jednak wyboru – pozostałe kempingi były pełne.
A jak Wam podobały się moje relacje z Yellowstone? Zachęciłam Was do odwiedzenia tego parku czy wręcz przeciwnie – skutecznie przestraszyłam?