30/12/2024
13. w piątek? Bez obaw! Nawet jak wstaliście lewą nogą, czarny kot przebiegł wam drogę, a przy śniadaniu sól się rozsypała, nic nie szkodzi! Wystarczy znaleźć kominiarza, złapać go za guzik (tak, tak, kominiarski, a nie własny) i szczęście zapewnione! Co prawda obecnie niełatwo o specjalistę od kominów, do tego w czarnym stroju, ubrudzonego sadzą, ale jedynie taki gwarantuje powodzenie. Tak dzieje się nie od dziś! Już w XVI wieku, kiedy kominiarze zaczęli zrzeszać się w cechach, przedstawicieli tej profesji postrzegano pozytywnie, ponieważ ich praca gwarantowała bezpieczeństwo domostw, chroniąc przed zagrożeniem pożarowym. Pojawienie się ich na ulicy odbierano jako dobry znak, zwłaszcza w trakcie świąt, m.in. rodzinnych (ślub) i powszechnych (Nowy Rok), więc starano się napotkanych chociaż dotknąć albo chwycić za guzik. Nie przypadkiem sylwetki kominiarzy pojawiały się na licznych życzeniowych kartkach noworocznych i ślubnych. Wierzono, że zapewniają szczęście! A ponieważ 13. w piątek uchodzi za pechowy, a według Aleksandra Brücknera pech z niemieckiego oznacza piekło, z łacińskiego pix, czyli smoła, więc kominiarz jako czyściciel kominów - przestrzeni mediacyjnych, bliskich piekielnym zaświatom, z pewnością w pokonaniu pecha się przyda. Ale warto uważać, gdyż czasami i kominiarz może mieć diabła za uszami…😉
W jednej fabryce pracowały dziewki. Wyciągały wielkie p**i ze ziemi na wyższe piętro. A wyciągały to za powróz przez jedną dziurę, nie wiedząc, co jest na powrozie. Kiedy ciągnęły jeden ciężki pakunek, gadały se tak między sobą: „Je czy diabła ciągniemy, czy co, kiedy takie ciężkie?”. I doprawdy. Bo jeden kominiarz chciał zrobić figla i siadł se na te p**i, które dziewki ciągnęły. Kiedy dziewki widziały kominiarza, ze strachu zawołały: „Tu jest diabeł!” - i puściły szybko, a uciekły. Kominiarz się strasznie potłukł i tak zapłacił za figla. (P. Borowy, Dziewki z kominiarzem…, „Ziemia” 1920, nr 4, s. 128 - pisownia uproszczona).
Fot. redakcji