Michał Berbeka - prawnik i tłumacz przysięgły języka angielskiego

Michał Berbeka - prawnik i tłumacz przysięgły języka angielskiego Professional sworn translator services - accurate legal translations with confidentiality guarantee

I offer legal and business translation services from English into Polish and from Polish into English. My focus is on the highest quality, with warm customer service and a passion for the craft. I am happy to take care of all aspects of your language project.

Dziś mija pięć lat od ślubowania przed Ministrem Sprawiedliwości i wpisu na listę tłumaczy przysięgłych języka angielski...
02/09/2026

Dziś mija pięć lat od ślubowania przed Ministrem Sprawiedliwości i wpisu na listę tłumaczy przysięgłych języka angielskiego. Tłumaczyłem już kilka lat wcześniej, ale ślubowanie i pieczęć zmieniają w tej pracy więcej, niż widać z zewnątrz.

Zaprzysiężenie wypadło nieco ponad rok przed premierą ChatGPT. Od tamtej pory o rychłym końcu tego zawodu czytam mniej więcej co tydzień, a pracy nie ubyło. Zmieniło się natomiast to, jak ona wygląda: sporą jej część stanowi dziś weryfikacja i postedycja tekstów wygenerowanych maszynowo – poprawnych składniowo, gładkich w lekturze i mylących się dokładnie tam, gdzie błąd ma najpoważniejsze skutki. W nazwie organu, w dacie, w kwocie, w tym, czy „powinien” oznacza obowiązek, czy zalecenie.

Istoty tego zawodu algorytm jednak nie przejmie, bo nie jest ona czynnością językową. Pod formułą poświadczającą podpisuje się człowiek, który odpowiada za skutki swojego tłumaczenia – przed sądem, przed urzędem i przed klientem.

To zawód zaufania publicznego i przez te pięć lat przekonałem się, że słowo „zaufanie” nie jest w tej nazwie ozdobnikiem. Dziękuję wszystkim, którzy mi go udzielili – sądom, kancelariom, biurom i osobom prywatnym, które przychodziły ze sprawami ważnymi dla siebie.

22/08/2026

„Raport o narodowej marce napisała AI” – taki nagłówek obiega dziś internet.
Dla mnie ważniejsze pytanie brzmi: gdzie był człowiek?
Raport „Polaków portret własny. Raport z badań DNA Marki Polska” zawierał wadliwe przypisy, kuriozalne anglicyzmy i umieszczał Katowice w „północnym centrum” kraju.
Autorka przyznała, że korzystano z AI, ale zastrzegła, że narzędzia służyły do transkrypcji, podsumowania i redakcji, a nie do tworzenia wniosków. Dokument określiła jako roboczy, który nie powinien zostać opublikowany. Po burzy złożyła dymisję, a prokuratura rozpoczęła czynności sprawdzające dotyczące finansowania projektu.
Te rozbieżności trzeba uczciwie odnotować. Nie zmieniają jednak najważniejszej lekcji z perspektywy AI governance.
Human in the loop nie oznacza, że człowiek „gdzieś był” w procesie.
Oznacza, że konkretna, kompetentna osoba:
– zweryfikowała fakty, źródła, metodologię i język,
– miała możliwość zatrzymania publikacji,
– zatwierdziła jej ostateczną wersję,
– ponosi odpowiedzialność za rezultat.
Jako prawnik zajmujący się prawem AI i tłumacz przysięgły widzę tu bardzo wyraźną analogię do tłumaczeń.
AI potrafi stworzyć przekład, który brzmi płynnie i profesjonalnie, a jednocześnie zawiera trudne do zauważenia błędy. Może pominąć przeczenie, zamienić uprawnienie w obowiązek, niekonsekwentnie przetłumaczyć kluczowy termin albo zmienić nazwę, datę czy liczbę.
W tłumaczeniu prawnym nie są to drobne niedoskonałości stylistyczne. Taki błąd może zmienić zakres praw i obowiązków.
Dlatego w tłumaczeniu poświadczonym człowiek nie może jedynie „zaakceptować” tekstu wygenerowanego przez narzędzie. Musi porównać przekład z dokumentem źródłowym, rozumieć jego skutki prawne, zweryfikować terminologię i dane oraz wziąć osobistą odpowiedzialność za końcowy rezultat.
Od 2 sierpnia 2026 r. art. 50 ust. 4 AI Act przewiduje obowiązek ujawniania, że tekst dotyczący spraw interesu publicznego został wygenerowany lub zmanipulowany przez AI. Wyjątek dotyczy treści poddanych kontroli człowieka lub kontroli redakcyjnej, za które odpowiedzialność ponosi konkretna osoba fizyczna albo prawna.
Raport opublikowano wcześniej, więc nie przesądzam o naruszeniu tego przepisu. Warto jednak dostrzec standard, który za nim stoi: kontrola człowieka ma być realna, a nie ceremonialna.
AI przyspiesza pracę. Gdy proces jest dobry – przyspiesza jakość. Gdy procesu brakuje – przyspiesza popełnianie błędów.
Najbardziej niebezpieczny „human in the loop” to człowiek, który istnieje wyłącznie w dokumentacji.
Jak w Państwa organizacjach wygląda weryfikacja treści i tłumaczeń przygotowanych z użyciem AI?

19/08/2026

„Prawo pierwszeństwa” to „right of priority”?

Taką propozycję otrzymałem ostatnio od AI w tłumaczeniu dotyczącym art. 258 Kodeksu spółek handlowych.

Na poziomie słownikowym wszystko może wydawać się poprawne. W tłumaczeniu prawniczym nie przekładamy jednak samych słów – przekładamy instytucje prawne.

Art. 258 KSH przyznaje dotychczasowym wspólnikom spółki z o.o. pierwszeństwo objęcia nowych udziałów w podwyższonym kapitale zakładowym, proporcjonalnie do ich dotychczasowych udziałów. Mechanizm ten chroni wspólników przede wszystkim przed rozwodnieniem ich udziału w spółce.

W angielskiej terminologii prawa spółek właściwym odpowiednikiem jest: „pre-emption right” lub „right of pre-emption”.

Nie jest to jedynie kwestia preferowanego stylu tłumaczenia. Taką terminologią posługuje się brytyjska Companies Act 2006. Nagłówek section 561 brzmi: “Existing shareholders’ right of pre-emption”.

Całe wyrażenie w kontekście art. 258 KSH można zatem przetłumaczyć jako: „the existing shareholders’ pre-emption right to take up new shares”.

„Right of priority” jest przekładem dosłownym i ogólnym. Nie wskazuje jednak wystarczająco precyzyjnie na konkretną instytucję prawa spółek.

Nie należy też automatycznie używać „right of first refusal”. Termin ten odnosi się zasadniczo do pierwszeństwa nabycia istniejących udziałów oferowanych do sprzedaży, a nie do obejmowania udziałów nowo utworzonych.

To drobna różnica językowa, ale istotna różnica prawna.

AI może szybko zaproponować tłumaczenie. Nadal jednak to tłumacz musi ustalić, co właściwie jest przedmiotem przekładu: słowo czy instytucja prawna.

Sześć lat temu wrzuciłem na Facebooka zrzut ekranu, który do dziś mnie bawi. Na pytanie „Jesteś rannym ptaszkiem czy noc...
23/07/2026

Sześć lat temu wrzuciłem na Facebooka zrzut ekranu, który do dziś mnie bawi. Na pytanie „Jesteś rannym ptaszkiem czy nocnym markiem?” DeepL odpowiedział: „Are you an injured bird or a nightmare?”. Ptaszek odniósł obrażenia, a Marek stał się koszmarem.
Dzisiaj Facebook przypomniał mi ten post. Z ciekawości wpisałem to samo zdanie do ChatGPT.
Odpowiedź? „Are you an early bird or a night owl?” Bez zawahania. Tak, jak przetłumaczyłby to człowiek.
To dobrze pokazuje, jak ogromną drogę przeszło tłumaczenie maszynowe. Od dopasowywania fraz, przez sieci neuronowe, po duże modele językowe, które nie przekładają słów jeden do jednego, lecz odtwarzają sens i sposób, w jaki powiedziałby to rodzimy użytkownik języka. Idiomy, rejestr czy składnia przestały być problemem, który rzuca się w oczy.
Od kilku lat post-edytuję tłumaczenia maszynowe i różnica między materiałem, który dostawałem sześć lat temu, a tym, z którym pracuję dziś, jest ogromna.
Paradoksalnie jednak tamten „ranny ptaszek” był dość bezpieczny. Taki błąd sam się zdradza. Każdy go zauważy, każdy się uśmiechnie, klient go wychwyci.
Dzisiejsze błędy wyglądają zupełnie inaczej. Są płynne, naturalne i brzmią przekonująco. Potrafią ukryć się w jednym słowie, które zmienia znaczenie całego przepisu albo umowy: w przeoczonym przeczeniu, w „powinien”, które staje się obowiązkiem zamiast zalecenia, albo w terminie prawnym, który w polskim i angielskim systemie oznacza dwie różne instytucje.
Czy to oznacza ryzyko dla tłumaczy? Oczywiście. Proste i powtarzalne teksty w dużej mierze już do nas nie wrócą. Ale jednocześnie zmieniło się to, za co klient naprawdę płaci.
Nie za samo napisanie poprawnych zdań.
Płaci za odpowiedzialność. Za to, że ktoś bierze na siebie ocenę, czy tłumaczenie jest właściwe. Za podpis pod tłumaczeniem poświadczonym. Za doświadczenie, dzięki któremu wiadomo, że w konkretnym kontekście shall wcale nie oznacza „będzie”.
Maszyna nie ponosi odpowiedzialności za swoje błędy. Tłumacz – tak.
Dlatego nie tęsknię za czasami „rannego ptaszka”. Śmieszne błędy praktycznie zniknęły. Zostały te znacznie groźniejsze, bo niemal niewidoczne.
I właśnie dlatego rola tłumacza nie zniknęła. Po prostu przesunęła się z tworzenia tekstu na jego ocenę i wzięcie za niego odpowiedzialności.

Forum Tłumaczy w Karpaczu już za mną — i muszę przyznać, że to było jedno z tych wydarzeń, po których wraca się z głową ...
16/05/2026

Forum Tłumaczy w Karpaczu już za mną — i muszę przyznać, że to było jedno z tych wydarzeń, po których wraca się z głową pełną pomysłów.
Miałem ogromną przyjemność wziąć udział w panelu dyskusyjnym poświęconym obsłudze klienta w pracy tłumacza przysięgłego. Temat z pozoru „miękki”, a w praktyce — fundamentalny. Bo nawet najlepiej wykonane tłumaczenie nie obroni się samo, jeśli zawiedzie komunikacja, terminowość czy zwykła ludzka uważność na potrzeby klienta.
Rozmowa z koleżankami i kolegami po fachu pokazała mi, jak różnie podchodzimy do tych samych wyzwań — i jak wiele możemy się od siebie nauczyć. Wymiana doświadczeń bezcenna.
Serdecznie dziękuję Związkowi Zawodowemu Tłumaczy Przysięgłych w Polsce (ZZTP) za zaproszenie i zaufanie.

10/05/2026

Mam świeży powód do radości – właśnie zdałem egzamin na Audytora Wewnętrznego Systemu Zarządzania Sztuczną Inteligencją wg ISO/IEC 42001, organizowany przez SGS.

To dla mnie ważny krok, bo łączy trzy światy, w których się poruszam: prawo, języki i technologię.

Jako tłumacz przysięgły od lat pracuję na styku języka i prawa – tłumaczę dokumenty, w których każde słowo ma znaczenie i konsekwencje. AI zmienia ten zawód bardzo szybko, a jednocześnie sama staje się przedmiotem regulacji – AI Act, ISO/IEC 42001, wytyczne, standardy. Trudno dziś być świadomym prawnikiem czy tłumaczem prawniczym i nie rozumieć, jak działają systemy, które coraz częściej wspierają (albo zastępują) naszą pracę.

Dlatego zapisałem się na studia prawo sztucznej inteligencji na Akademii Leona Koźmińskiego, a certyfikat SGS był naturalnym uzupełnieniem tej drogi. Potwierdza on m.in. znajomość normy ISO/IEC 42001:2023, rozumienie zarządzania ryzykiem AI i oceny jej wpływu, a także umiejętność wdrażania odpowiednich zabezpieczeń i dokumentacji.

Co dalej? Chcę wykorzystać tę wiedzę tam, gdzie czuję się najlepiej – na pograniczu prawa, języka i nowych technologii. Bo odpowiedzialne AI to nie tylko kwestia algorytmów, ale też precyzyjnych pojęć, dobrze napisanych procedur i jasnej komunikacji.

Dziękuję wykładowcom uczelni oraz zespołowi SGS – zajęcia i egzamin na naprawdę wysokim poziomie.

09/05/2026

🤖 Sztuczna inteligencja tłumaczy rozporządzenie UE. Co może pójść nie tak?
Właśnie skończyłem post-edycję rozporządzenia Komisji Europejskiej dotyczącego substancji chemicznych CMR. Tekst wyszedł z eTranslation płynny, pewny siebie i… miejscami zadziwiająco kreatywny.
Kilka perełek, które czekały na mnie w środku:
🪣 Fishing sinkers (obciążniki wędkarskie) zostały przetłumaczone jako zlewozmywaki. Przez cały dokument. Konsekwentnie. Z pełnym przekonaniem. Unijne rozporządzenie o zakazie sprzedaży zlewozmywaków ogółowi społeczeństwa brzmi groźnie, ale raczej nie o to chodziło prawodawcy.
📅 Numer CAS pewnej substancji chemicznej — suchy ciąg cyfr — zamienił się w tekście w „4 kwietnia 7632 r.” Nie wiem, co będzie się działo w roku 7632, ale mam nadzieję, że chemia organiczna będzie wtedy bardziej rozwinięta.
⚗️ Podtlenek azotu (dinitrogen oxide) bywał „podtlenkiem”, bywał „tlenkiem” — zależnie od kaprysu algorytmu i, jak się zdaje, fazy księżyca.
📋 Do tytułu rozporządzenia z 2017 r. dotyczącego substancji CMR podstawiono tytuł zupełnie innego rozporządzenia — o mikroplastikach. Szczegół, który zmieniałby znaczenie przepisu tylko nieznacznie, czyli diametralnie.
💡 Moral of the story: narzędzia MT są dziś naprawdę dobre. Szybkie, wydajne, często zaskakująco trafne. Ale tekst prawny to nie jest przestrzeń na eksperymenty. Jedno słowo — „zlewozmywaki” zamiast „obciążniki wędkarskie” — decyduje o tym, czy przepis obejmuje hydraulików, czy wędkarzy.
Post-edytor nie sprawdza tylko stylu. Sprawdza, czy prawo ma sens.
A to — na razie — wciąż jest robota dla człowieka. 🧑‍⚖️

24/04/2026

Mówi się, że AI zabiera tłumaczom pracę. Moje doświadczenie jest inne — AI mnie uczy.
Niedawno pracowałem nad tekstem, w którym pojawił się termin „inflatable boat”. Narzędzie podpowiedziało: „łódź pneumatyczna”.
Pierwsza reakcja? Absurd. Pneumatyczna? Przecież to ma być zwykły ponton. Już miałem poprawiać, ale coś mnie tknęło, żeby sprawdzić.
Okazało się, że „łódź pneumatyczna” to w pełni poprawny, oficjalny termin — używany m.in. w przepisach żeglugowych, dokumentacji ratowniczej i literaturze branżowej. Moje „oczywiste” tłumaczenie byłoby poprawne, ale wersja AI była precyzyjniejsza i bardziej fachowa.
Ta sytuacja dobrze pokazuje, w czym naprawdę tkwi wartość AI w pracy tłumacza:
→ Nie w tym, że wyręcza — ale w tym, że konfrontuje z językiem.
→ Nie w tym, że zastępuje wiedzę — ale w tym, że odsłania luki, których sami byśmy nie zauważyli.
→ Nie w tym, że zabija zawód tłumacza — ale w tym, że podnosi poprzeczkę.
Dobre tłumaczenie nigdy nie polegało wyłącznie na znajomości języka. Polegało na pokorze wobec terminologii i gotowości do weryfikowania własnych odruchów. AI tego nie zmieniło — raczej mi o tym przypomniało.
Moja zasada po tej lekcji: jeśli sugestia AI wydaje mi się niedorzeczna, najpierw sprawdzam, a dopiero potem poprawiam. Czasem to ja się mylę.

21/04/2026

Kolejna pułapka z Legal English – z gatunku tych, które wyglądają niewinnie, a potrafią wywrócić tłumaczenie.
Polski tekst: „Różnicy można dochodzić na zasadach ogólnych po zakończeniu postępowania upadłościowego".
Pierwszy odruch tłumacza? „On general principles”.
Brzmi sensownie. Wygląda jak dosłowny odpowiednik. I jest błędem.
👉 Dlaczego? Bo „on general principles” w angielskim nie jest terminem prawnym. To zwrot potoczny, który znaczy mniej więcej „z zasady”, „kierując się ogólnymi przekonaniami”. Native speaker przeczyta zdanie „The creditor may pursue the claim on general principles” i pomyśli: „Okej… ale na jakich konkretnie?” Zwrot brzmi mgliście, niekonkretnie, wręcz filozoficznie.
Tymczasem polskie „na zasadach ogólnych” to termin techniczny o ostrym znaczeniu: zgodnie ze standardowym, zwykłym trybem postępowania – w opozycji do trybu szczególnego (tu: upadłościowego). Mówiąc prościej: wierzyciel wraca do „normalnej” drogi sądowej – pozew cywilny, egzekucja komornicza, wszystko tak jak zawsze, bez odrębności wynikających z upadłości.
👉 Jak to oddać poprawnie? Trzy sprawdzone warianty:
– under the general rules – najkrótsze, utrwalone w tłumaczeniach polskich kodeksów
– in accordance with the general rules of civil procedure – wprost nazywa reżim, dobre dla odbiorcy nieznającego polskiego systemu
– by ordinary legal means – opisowe, czytelne dla prawnika common-law
Każdy z tych wariantów jednoznacznie komunikuje to, co polski oryginał: „wracamy do zwykłego trybu procesowego”.
To klasyczny fałszywy przyjaciel – nie na poziomie pojedynczego słowa, ale na poziomie całej frazy. Polska fraza i jej dosłowne angielskie tłumaczenie mają te same wyrazy składowe, ale różne znaczenia w języku prawniczym.
Słownik poda Wam tłumaczenie każdego słowa z osobna. Ale to nie wystarczy. Terminy prawnicze to często całe frazy, które trzeba znać.
Dlatego, żeby dobrze tłumaczyć prawo, nie wystarczy znać angielski. Trzeba znać angielski prawniczy – ze swoimi utrwalonymi zwrotami, swoją gramatyką i swoimi pułapkami na tych, którzy tłumaczą słowo po słowie.

20/04/2026

Tłumaczyłem niedawno tekst o polskim prawie upadłościowym i trafiłem na zdanie, które ładnie ilustruje jedną z najbardziej podstępnych pułapek Legal English.
Zdanie brzmiało mniej więcej tak:
„The bankrupt remains liable to discharge it, since maintenance obligations are not subject to discharge”.
Na pierwszy rzut oka – sprzeczność. Dłużnik jest zobowiązany do discharge, ale zobowiązania alimentacyjne nie podlegają discharge. O co chodzi?
O to, że „discharge” w prawie angielskim ma co najmniej dwa zupełnie różne
znaczenia – i rozróżnienie ich to jedna z tych rzeczy, które odróżniają
tłumaczenie prawnicze od tłumaczenia „słownikowego”.
👉 Znaczenie pierwsze: to discharge an obligation/a debt – spełnić, wykonać, spłacić zobowiązanie. Perspektywa dłużnika, który robi to, co do niego należy. W tym sensie można discharge a contract, discharge a duty, discharge a debt.
👉 Znaczenie drugie: discharge in bankruptcy – techniczny termin prawa upadłościowego, oznaczający umorzenie (zwolnienie dłużnika z pozostałych zobowiązań po zakończeniu postępowania upadłościowego). To odpowiednik polskiego „umorzenia zobowiązań” w upadłości konsumenckiej.
W jednym zdaniu – dwa znaczenia. I oba poprawne.
Dla anglojęzycznego prawnika to nie problem – kontekst rozstrzyga. Ale dla tłumacza to sygnał ostrzegawczy: takie zestawienie, choć technicznie prawidłowe, jest stylistycznie niezręczne i warto je rozpleść.
W praktyce zamieniłbym pierwsze discharge na satisfy albo pay, a drugie
doprecyzował jako discharge in bankruptcy lub statutory discharge. Dzięki temu tekst staje się krystalicznie czysty nawet dla czytelnika, który nie zna tych niuansów:
„The bankrupt remains bound to satisfy it, since maintenance obligations are not subject to discharge in bankruptcy”.
To samo znaczenie. Zero dwuznaczności.
Morał dla wchodzących w Legal English: słownik pokaże Wam, że discharge to „spełnić” albo „umorzyć”. Ale dopiero świadomość, że to ten sam wyraz używany w dwóch różnych reżimach pojęciowych, pozwala świadomie nim operować – i wiedzieć, kiedy warto go zastąpić czymś jednoznacznym.
Legal English nie jest językiem precyzyjnym sam z siebie. Precyzyjni musimy być my.



Adres

Stanisława Drabika
Wroclaw

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Michał Berbeka - prawnik i tłumacz przysięgły języka angielskiego umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij