16/05/2026
Forum Tłumaczy w Karpaczu już za mną — i muszę przyznać, że to było jedno z tych wydarzeń, po których wraca się z głową pełną pomysłów.
Miałem ogromną przyjemność wziąć udział w panelu dyskusyjnym poświęconym obsłudze klienta w pracy tłumacza przysięgłego. Temat z pozoru „miękki”, a w praktyce — fundamentalny. Bo nawet najlepiej wykonane tłumaczenie nie obroni się samo, jeśli zawiedzie komunikacja, terminowość czy zwykła ludzka uważność na potrzeby klienta.
Rozmowa z koleżankami i kolegami po fachu pokazała mi, jak różnie podchodzimy do tych samych wyzwań — i jak wiele możemy się od siebie nauczyć. Wymiana doświadczeń bezcenna.
Serdecznie dziękuję Związkowi Zawodowemu Tłumaczy Przysięgłych w Polsce (ZZTP) za zaproszenie i zaufanie.
10/05/2026
Mam świeży powód do radości – właśnie zdałem egzamin na Audytora Wewnętrznego Systemu Zarządzania Sztuczną Inteligencją wg ISO/IEC 42001, organizowany przez SGS.
To dla mnie ważny krok, bo łączy trzy światy, w których się poruszam: prawo, języki i technologię.
Jako tłumacz przysięgły od lat pracuję na styku języka i prawa – tłumaczę dokumenty, w których każde słowo ma znaczenie i konsekwencje. AI zmienia ten zawód bardzo szybko, a jednocześnie sama staje się przedmiotem regulacji – AI Act, ISO/IEC 42001, wytyczne, standardy. Trudno dziś być świadomym prawnikiem czy tłumaczem prawniczym i nie rozumieć, jak działają systemy, które coraz częściej wspierają (albo zastępują) naszą pracę.
Dlatego zapisałem się na studia prawo sztucznej inteligencji na Akademii Leona Koźmińskiego, a certyfikat SGS był naturalnym uzupełnieniem tej drogi. Potwierdza on m.in. znajomość normy ISO/IEC 42001:2023, rozumienie zarządzania ryzykiem AI i oceny jej wpływu, a także umiejętność wdrażania odpowiednich zabezpieczeń i dokumentacji.
Co dalej? Chcę wykorzystać tę wiedzę tam, gdzie czuję się najlepiej – na pograniczu prawa, języka i nowych technologii. Bo odpowiedzialne AI to nie tylko kwestia algorytmów, ale też precyzyjnych pojęć, dobrze napisanych procedur i jasnej komunikacji.
Dziękuję wykładowcom uczelni oraz zespołowi SGS – zajęcia i egzamin na naprawdę wysokim poziomie.
09/05/2026
🤖 Sztuczna inteligencja tłumaczy rozporządzenie UE. Co może pójść nie tak?
Właśnie skończyłem post-edycję rozporządzenia Komisji Europejskiej dotyczącego substancji chemicznych CMR. Tekst wyszedł z eTranslation płynny, pewny siebie i… miejscami zadziwiająco kreatywny.
Kilka perełek, które czekały na mnie w środku:
🪣 Fishing sinkers (obciążniki wędkarskie) zostały przetłumaczone jako zlewozmywaki. Przez cały dokument. Konsekwentnie. Z pełnym przekonaniem. Unijne rozporządzenie o zakazie sprzedaży zlewozmywaków ogółowi społeczeństwa brzmi groźnie, ale raczej nie o to chodziło prawodawcy.
📅 Numer CAS pewnej substancji chemicznej — suchy ciąg cyfr — zamienił się w tekście w „4 kwietnia 7632 r.” Nie wiem, co będzie się działo w roku 7632, ale mam nadzieję, że chemia organiczna będzie wtedy bardziej rozwinięta.
⚗️ Podtlenek azotu (dinitrogen oxide) bywał „podtlenkiem”, bywał „tlenkiem” — zależnie od kaprysu algorytmu i, jak się zdaje, fazy księżyca.
📋 Do tytułu rozporządzenia z 2017 r. dotyczącego substancji CMR podstawiono tytuł zupełnie innego rozporządzenia — o mikroplastikach. Szczegół, który zmieniałby znaczenie przepisu tylko nieznacznie, czyli diametralnie.
💡 Moral of the story: narzędzia MT są dziś naprawdę dobre. Szybkie, wydajne, często zaskakująco trafne. Ale tekst prawny to nie jest przestrzeń na eksperymenty. Jedno słowo — „zlewozmywaki” zamiast „obciążniki wędkarskie” — decyduje o tym, czy przepis obejmuje hydraulików, czy wędkarzy.
Post-edytor nie sprawdza tylko stylu. Sprawdza, czy prawo ma sens.
A to — na razie — wciąż jest robota dla człowieka. 🧑⚖️
24/04/2026
Mówi się, że AI zabiera tłumaczom pracę. Moje doświadczenie jest inne — AI mnie uczy.
Niedawno pracowałem nad tekstem, w którym pojawił się termin „inflatable boat”. Narzędzie podpowiedziało: „łódź pneumatyczna”.
Pierwsza reakcja? Absurd. Pneumatyczna? Przecież to ma być zwykły ponton. Już miałem poprawiać, ale coś mnie tknęło, żeby sprawdzić.
Okazało się, że „łódź pneumatyczna” to w pełni poprawny, oficjalny termin — używany m.in. w przepisach żeglugowych, dokumentacji ratowniczej i literaturze branżowej. Moje „oczywiste” tłumaczenie byłoby poprawne, ale wersja AI była precyzyjniejsza i bardziej fachowa.
Ta sytuacja dobrze pokazuje, w czym naprawdę tkwi wartość AI w pracy tłumacza:
→ Nie w tym, że wyręcza — ale w tym, że konfrontuje z językiem.
→ Nie w tym, że zastępuje wiedzę — ale w tym, że odsłania luki, których sami byśmy nie zauważyli.
→ Nie w tym, że zabija zawód tłumacza — ale w tym, że podnosi poprzeczkę.
Dobre tłumaczenie nigdy nie polegało wyłącznie na znajomości języka. Polegało na pokorze wobec terminologii i gotowości do weryfikowania własnych odruchów. AI tego nie zmieniło — raczej mi o tym przypomniało.
Moja zasada po tej lekcji: jeśli sugestia AI wydaje mi się niedorzeczna, najpierw sprawdzam, a dopiero potem poprawiam. Czasem to ja się mylę.
m.in
21/04/2026
Kolejna pułapka z Legal English – z gatunku tych, które wyglądają niewinnie, a potrafią wywrócić tłumaczenie.
Polski tekst: „Różnicy można dochodzić na zasadach ogólnych po zakończeniu postępowania upadłościowego".
Pierwszy odruch tłumacza? „On general principles”.
Brzmi sensownie. Wygląda jak dosłowny odpowiednik. I jest błędem.
👉 Dlaczego? Bo „on general principles” w angielskim nie jest terminem prawnym. To zwrot potoczny, który znaczy mniej więcej „z zasady”, „kierując się ogólnymi przekonaniami”. Native speaker przeczyta zdanie „The creditor may pursue the claim on general principles” i pomyśli: „Okej… ale na jakich konkretnie?” Zwrot brzmi mgliście, niekonkretnie, wręcz filozoficznie.
Tymczasem polskie „na zasadach ogólnych” to termin techniczny o ostrym znaczeniu: zgodnie ze standardowym, zwykłym trybem postępowania – w opozycji do trybu szczególnego (tu: upadłościowego). Mówiąc prościej: wierzyciel wraca do „normalnej” drogi sądowej – pozew cywilny, egzekucja komornicza, wszystko tak jak zawsze, bez odrębności wynikających z upadłości.
👉 Jak to oddać poprawnie? Trzy sprawdzone warianty:
– under the general rules – najkrótsze, utrwalone w tłumaczeniach polskich kodeksów
– in accordance with the general rules of civil procedure – wprost nazywa reżim, dobre dla odbiorcy nieznającego polskiego systemu
– by ordinary legal means – opisowe, czytelne dla prawnika common-law
Każdy z tych wariantów jednoznacznie komunikuje to, co polski oryginał: „wracamy do zwykłego trybu procesowego”.
To klasyczny fałszywy przyjaciel – nie na poziomie pojedynczego słowa, ale na poziomie całej frazy. Polska fraza i jej dosłowne angielskie tłumaczenie mają te same wyrazy składowe, ale różne znaczenia w języku prawniczym.
Słownik poda Wam tłumaczenie każdego słowa z osobna. Ale to nie wystarczy. Terminy prawnicze to często całe frazy, które trzeba znać.
Dlatego, żeby dobrze tłumaczyć prawo, nie wystarczy znać angielski. Trzeba znać angielski prawniczy – ze swoimi utrwalonymi zwrotami, swoją gramatyką i swoimi pułapkami na tych, którzy tłumaczą słowo po słowie.
20/04/2026
Tłumaczyłem niedawno tekst o polskim prawie upadłościowym i trafiłem na zdanie, które ładnie ilustruje jedną z najbardziej podstępnych pułapek Legal English.
Zdanie brzmiało mniej więcej tak:
„The bankrupt remains liable to discharge it, since maintenance obligations are not subject to discharge”.
Na pierwszy rzut oka – sprzeczność. Dłużnik jest zobowiązany do discharge, ale zobowiązania alimentacyjne nie podlegają discharge. O co chodzi?
O to, że „discharge” w prawie angielskim ma co najmniej dwa zupełnie różne
znaczenia – i rozróżnienie ich to jedna z tych rzeczy, które odróżniają
tłumaczenie prawnicze od tłumaczenia „słownikowego”.
👉 Znaczenie pierwsze: to discharge an obligation/a debt – spełnić, wykonać, spłacić zobowiązanie. Perspektywa dłużnika, który robi to, co do niego należy. W tym sensie można discharge a contract, discharge a duty, discharge a debt.
👉 Znaczenie drugie: discharge in bankruptcy – techniczny termin prawa upadłościowego, oznaczający umorzenie (zwolnienie dłużnika z pozostałych zobowiązań po zakończeniu postępowania upadłościowego). To odpowiednik polskiego „umorzenia zobowiązań” w upadłości konsumenckiej.
W jednym zdaniu – dwa znaczenia. I oba poprawne.
Dla anglojęzycznego prawnika to nie problem – kontekst rozstrzyga. Ale dla tłumacza to sygnał ostrzegawczy: takie zestawienie, choć technicznie prawidłowe, jest stylistycznie niezręczne i warto je rozpleść.
W praktyce zamieniłbym pierwsze discharge na satisfy albo pay, a drugie
doprecyzował jako discharge in bankruptcy lub statutory discharge. Dzięki temu tekst staje się krystalicznie czysty nawet dla czytelnika, który nie zna tych niuansów:
„The bankrupt remains bound to satisfy it, since maintenance obligations are not subject to discharge in bankruptcy”.
To samo znaczenie. Zero dwuznaczności.
Morał dla wchodzących w Legal English: słownik pokaże Wam, że discharge to „spełnić” albo „umorzyć”. Ale dopiero świadomość, że to ten sam wyraz używany w dwóch różnych reżimach pojęciowych, pozwala świadomie nim operować – i wiedzieć, kiedy warto go zastąpić czymś jednoznacznym.
Legal English nie jest językiem precyzyjnym sam z siebie. Precyzyjni musimy być my.
19/03/2026
Otrzymałem właśnie oficjalne podziękowania od Wydziału Neofilologii Uniwersytetu Wrocławskiego za udział w opiniowaniu i projektowaniu nowego kierunku studiów.
Praca tłumacza przysięgłego to dla mnie znacznie więcej niż codzienne tłumaczenie i uwierzytelnianie dokumentów i praca z tekstem. To także śledzenie rynkowych trendów, ciągły rozwój i... dzielenie się praktycznym doświadczeniem z instytucjami, które kształcą przyszłych specjalistów.
Dlaczego angażuję się w takie inicjatywy i jak to przekłada się na moją codzienną pracę z klientami?
Zrozumienie rynku: doradzając uczelniom, analizuję najbardziej aktualne i realne wymogi branży, co pozwala mi świadczyć usługi idealnie dopasowane do dzisiejszych realiów biznesowych i prawnych.
Gwarancja jakości: zaufanie tak prestiżowej instytucji jak Uniwersytet Wrocławski to najlepszy dowód na profesjonalizm, precyzję i rzetelność, które wkładam w każde zlecenie tłumaczeniowe.
Szeroka perspektywa: akademickie podejście połączone z praktyką pozwala mi sprawniej nawigować przez najbardziej skomplikowane i wymagające projekty.
Ogromnie się cieszę, że moje doświadczenie może realnie wzbogacić edukację na poziomie wyższym.
Jeśli szukasz wsparcia rzetelnego tłumacza przysięgłego, którego kompetencje doceniają również eksperci ze świata nauki – zapraszam do kontaktu.
13/03/2026
Nawet najlepsi agenci wpadają przez darmowe narzędzia. Historia, która brzmi jak scenariusz filmu szpiegowskiego, to potężna lekcja cyberbezpieczeństwa dla całej branży tłumaczeniowej i biznesu.
Z najnowszego śledztwa The Insider dowiadujemy się o spektakularnej wpadce rosyjskiego oficera wywiadu. Denis Alimov, działający w ramach ściśle tajnego Centrum 795, zwerbował do operacji w Europie Serba o nazwisku Darko Durovic. Pojawił się jednak problem – bariera językowa. Panowie komunikowali się przez bezpieczny komunikator, ale tekst tłumaczyli na bieżąco w darmowym Google Translate.
Efekt? FBI uzyskało nakaz sądowy, uzyskało dostęp do serwerów Google, przeczytało zarchiwizowaną korespondencję tłumaczeń i zatrzymało agenta w Kolumbii.
Choć ten kontekst jest skrajny, ujawnia mechanizm, który stanowi codzienność w wielu korporacjach. Pracownicy, a czasem także nieświadomi początkujący tłumacze, kopiują poufne umowy, raporty finansowe czy dane medyczne i wklejają je w ogólnodostępne translatory, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji.
Czego uczy nas ta sytuacja w kontekście profesjonalnych tłumaczeń?
• Poufność ma swoją cenę: Darmowe narzędzia MT (Machine Translation) często zachowują wprowadzane teksty na swoich serwerach, by trenować algorytmy. Wrzucając tam tekst, tracisz nad nim kontrolę.
• Złudne bezpieczeństwo: Szyfrowany komunikator (End-to-End) czy bezpieczna skrzynka mailowa nie ochronią danych, jeśli treść przed wysłaniem „przechodzi” przez publiczny silnik tłumaczeniowy. Łańcuch bezpieczeństwa jest tak silny, jak jego najsłabsze ogniwo.
• Wartość profesjonalisty: Profesjonalne usługi językowe to nie tylko bezbłędny przekład. To przede wszystkim rygorystyczne procedury ochrony informacji, praca na płatnych, zamkniętych środowiskach CAT/MT (gdzie dane dostawców są chronione umowami) oraz ścisłe przestrzeganie NDA.
Zlecanie tłumaczeń profesjonalistom to inwestycja nie tylko w wizerunek firmy, ale przede wszystkim w ochronę jej najbardziej wrażliwych danych. Jakie procedury weryfikacji narzędzi do tłumaczenia stosujecie w Waszych organizacjach?
24/02/2026
🚩 Uwaga na „fałszywych przyjaciół” w tłumaczeniach prawniczych: Privity to NIE Privacy!
Podczas ostatniej weryfikacji umowy natknąłem się na błąd krytyczny, który jest doskonałą lekcją dla każdego, kto pracuje z umowami w języku angielskim.
Kwestionowany fragment:
„(...) nie przysługuje wówczas prawo sprzeciwu z powodu braku zachowania poufności lub prawo do podobnych roszczeń.”
Co tu się stało?
Tłumacz ewidentnie uległ podobieństwu brzmieniowemu. Angielskie słowo „privity” pomylił z „privacy” (prywatność) lub „confidentiality” (poufność). W efekcie powstało zdanie, które w kontekście relacji między stronami umowy nie ma sensu ani prawnego, ani faktycznego.
Czym właściwie jest „Privity of Contract”?
To jedna z fundamentalnych doktryn angielskiego common law, która ma swój odpowiednik w naszej cywilistycznej zasadzie względności stosunku zobowiązaniowego.
Zgodnie z rzymską maksymą alteri stipulari nemo potest:
Umowa wiąże tylko jej strony (inter partes).
Osoba trzecia, co do zasady, nie może nabywać praw ani obowiązków z umowy, której nie podpisała.
W omawianym przypadku chodziło o to, że strona umowy nie może bronić się zarzutem „lack of privity” – czyli faktem, że nie łączy go bezpośrednia umowa (węzeł obligacyjny) z głównym podmiotem. Tłumaczenie tego jako „brak poufności” sprawia, że klauzula staje się bez sensu.
Sugerowana poprawka:
„(...) bez możliwości wnoszenia sprzeciwu opartego na braku bezpośredniego stosunku umownego (węzła obligacyjnego) lub zgłaszania podobnych zarzutów.”
Wniosek?
W prawie jedno słowo zmienia wszystko. Privity to relacja, a nie tajemnica. Brak zrozumienia doktryny przy tłumaczeniu to nie tylko błąd językowy – to błąd w „kodzie źródłowym” bezpieczeństwa prawnego klienta.
Czy spotkaliście się kiedyś z podobnymi „pułapkami” w tłumaczeniach prawniczych? Dajcie znać w komentarzach! 👇
21/02/2026
🚨 Błąd w polskim tłumaczeniu AI Act: Gdzie zniknął "ład danych"?
Wczytując się w przepisy unijnego rozporządzenia o sztucznej inteligencji (AI Act), można natrafić na niepokojący błąd w polskiej wersji językowej. Dotyczy on kluczowego fragmentu regulującego systemy AI wysokiego ryzyka.
Spójrzmy na zestawienie obu wersji:
🇬🇧 Oryginał (EN):
2. Training, validation and testing data sets shall be subject to data governance and management practices appropriate for the intended purpose of the high-risk AI system.
🇵🇱 Polskie tłumaczenie:
2. Zbiory danych treningowych, walidacyjnych i testowych podlegają praktykom w zakresie zarządzania danymi stosownym do przeznaczenia danego systemu AI wysokiego ryzyka.
Widzicie, czego brakuje? Z tekstu całkowicie wyparowało pojęcie "data governance" (ład danych). Przetłumaczenie "governance and management" jako po prostu "zarządzanie" to ogromne spłycenie tematu, zwłaszcza w tak krytycznym kontekście prawnym. Choć pojęcia te są ze sobą powiązane i w języku polskim często (i błędnie!) używane zamiennie, oznaczają dwa zupełnie różne poziomy pracy z danymi.
Dlaczego to nie są synonimy?
Definicje mówią jasno:
Ład danych (data governance) to sposób sprawowania zwierzchnictwa oraz kontroli (planowania, implementacji, monitoringu, wykonywania) nad zarządzaniem zasobami informacyjnymi.
Zarządzanie danymi (data management) to rozwój, wykonywanie, nadzór planów, polityk, programów i praktyk dostarczających, kontrolujących, chroniących oraz zwiększających wartość zasobów.
Jak to wygląda w praktyce?
Brak rozróżnienia tych pojęć w AI Act to nie tylko problem semantyczny. To problem operacyjny dla organizacji wdrażających AI.
W dobrze poukładanej organizacji ten podział ról jest jasny i opiera się na współpracy:
Ład danych (strategia i nadzór): scentralizowany zespół patrzący z perspektywy "big picture". Ustanawia zasady, monitoruje metryki i dba o zgodność operacji na danym – co przy AI wysokiego ryzyka jest absolutnym fundamentem.
Zarządzanie danymi (operacyjność i wykonanie): Rozproszone zespoły pracujące z danymi na co dzień. Realizują projekty i dostarczają wartość z danych, ale zawsze w ramach wizji i rekomendacji wyznaczonych przez ład danych.
Niezależnie od wielkości firmy (i ewentualnych uproszczeń struktury), te dwie funkcje zawsze powinny pozostać rozdzielne.
Wniosek
Pominięcie "data governance" w polskim tłumaczeniu AI Act to niebezpieczny sygnał. Systemy sztucznej inteligencji wysokiego ryzyka nie potrzebują wyłącznie sprawnego zarządzania danymi (żeby algorytm działał szybko). One desperacko potrzebują ładu danych – odpowiednich polityk, audytowalności, odpowiedzialności i nadzoru.
Zgadzając się na sprowadzenie wszystkiego do "zarządzania", ryzykujemy, że polskie firmy skupią się wyłącznie na aspektach inżynieryjnych, zapominając o strategicznej odpowiedzialności.