Sens,czy bez sensu.

Sens,czy bez sensu.

Udostępnij

Pytania o sens, ludzi i to, co naprawdę ważne.

13/04/2026

„Nie szukać szczęścia.”

To zdanie nie daje mi spokoju.

W świecie, w którym wszyscy mówią:

bądź szczęśliwa

szukaj szczęścia

pracuj nad sobą

to brzmi prawie jak błąd.

A może właśnie nie.

Może to ciągłe szukanie szczęścia

jest tym, co najbardziej nas męczy.

Bo zawsze można bardziej.

Lepiej.

Więcej.

I nigdy nie jest dość.

A może życie nie polega na tym, żeby być szczęśliwym.

Tylko na tym, żeby żyć w sposób, który ma dla nas sens.

A szczęście…

czasem pojawia się obok.

Zastanawiam się, czy Wy też macie momenty,

w których macie dość tego „szukania szczęścia”.

31/03/2026

Może największym zmęczeniem nie jest życie.
Tylko ciągłe próbowanie bycia lepszym.

Z każdej strony słyszę:
rób więcej
rozwijaj się
pracuj nad sobą
nie zatrzymuj się

I zaczynam się zastanawiać…

czy naprawdę całe życie ma polegać na tym, żeby się poprawiać?

Bo im więcej tego słyszę,
tym częściej czuję zmęczenie.

Jakby to, kim jestem teraz,
ciągle było niewystarczające.

Jakby życie było projektem, który trzeba bez końca ulepszać.

A przecież są momenty, w których nie chcę być „lepsza”.

Chcę po prostu być.

Nie szybciej.
Nie więcej.
Nie bardziej.

Tylko wystarczająco.

Może problem nie polega na tym, że za mało się rozwijamy.

Może polega na tym, że zapomnieliśmy,
jak to jest nie musieć się cały czas zmieniać.

Zastanawiam się, czy Wy też macie czasem dość tego ciągłego „więcej”?

29/03/2026

Im bardziej próbuję być szczęśliwa, tym mniej to działa.

Z każdej strony słyszymy:
szukaj szczęścia
dbaj o siebie
bądź szczęśliwa

I zaczynamy wierzyć, że to jest cel.

Tylko że im bardziej próbujemy je „złapać”,
tym częściej gdzieś nam ucieka.

Viktor Frankl pisał, że człowiek nie powinien bezpośrednio szukać szczęścia.

Powinien szukać sensu.

Bo szczęście nie jest czymś, co można sobie zaplanować.

Ono pojawia się…
trochę obok.

Czasem wtedy, kiedy robimy coś ważnego.
Czasem wtedy, kiedy jesteśmy dla kogoś.
Czasem wtedy, kiedy coś naprawdę ma znaczenie.

Może więc problem nie polega na tym, że nie jesteśmy wystarczająco szczęśliwi.

Może polega na tym, że próbujemy być szczęśliwi
zamiast żyć w sposób, który ma dla nas sens.

A jak to jest u Was?

Czy szczęście pojawia się wtedy, kiedy go szukacie…
czy raczej wtedy, kiedy robicie coś, co ma dla Was znaczenie?

27/03/2026

Czytałam ostatnio dwie książki, które mocno mnie zatrzymały. Najbardziej uderzyło mnie w tych książkach jedno zdanie:

że nawet w najtrudniejszych warunkach człowiek ma wybór.

Nie wybór tego, co go spotyka.
Ale wybór tego, jak na to odpowie.

I pomyślałam, że to jest jednocześnie bardzo uwalniające…
i bardzo niewygodne.

Bo łatwo powiedzieć:
„takie jest życie”
„nie mam wpływu”
„muszę przez to przejść”

Trudniej zatrzymać się i zapytać:

jak ja właściwie chcę na to odpowiedzieć?

Nie tylko w wielkich momentach.

Ale w tych codziennych:
w pracy
w relacjach
w zmęczeniu
w tym, co powtarza się każdego dnia

Może wolność nie polega na tym, że wszystko możemy zmienić.

Może polega na tym, że zawsze mamy jakiś wybór.

Nawet jeśli jest bardzo mały.

Zastanawiam się, czy macie takie momenty,
w których czujecie, że jednak możecie wybrać inaczej, nawet jeśli nie mamy wpływu na to co nas spotyka?

25/03/2026

Może problem nie polega na tym, że nie wiemy, jaki jest sens życia.

Może problem polega na tym, że ciągle zadajemy to pytanie w niewłaściwy sposób.

Czekamy, aż pojawi się odpowiedź.
Aż coś się wydarzy.
Aż „poczujemy”, że to jest to.

A tymczasem…

Viktor Frankl napisał:

„To nie my pytamy o sens życia.
To życie pyta nas.”

I to jest trudne.

Bo to znaczy, że sens nie jest czymś, co się znajduje.
Tylko czymś, na co się odpowiada.

Każdego dnia.

Zastanawiam się, czy to nie zmienia wszystkiego.

24/03/2026

„Najtrudniejsze w tym wszystkim jest to, że nikt nie mówi, co zrobić dalej.”

Kiedy pojawia się moment, w którym przestajesz czekać na „później”
i zaczynasz widzieć, że to „teraz” jest Twoim życiem…

to nie zawsze przychodzi ulga.

Czasem przychodzi cisza.

Bo nagle nie ma już:
kolejnego etapu do odhaczenia
planu, który „prowadzi dalej”
oczywistego kierunku

Jest tylko pytanie:

co ja właściwie chcę zrobić z tym życiem, które już trwa?

I to jest trudniejsze niż wszystko wcześniej.

Bo wcześniej zawsze było „coś po”.

A tu już nie ma „po”.

Jest tylko wybór.

Zastanawiam się, czy ktoś z Was też miał taki moment,
w którym nagle przestaje działać „autopilot”
i trzeba samemu zdecydować, co dalej

20/03/2026

Może największym błędem w życiu jest to, że ciągle czekamy, aż się zacznie.

Najpierw była szkoła.
Pamiętam dokładnie to uczucie:
„jeszcze tylko to skończę i wtedy zacznie się prawdziwe życie”

Potem przyszła praca.
Wciągnęłam się. Było intensywnie, szybko, konkretnie.

Później dzieci.

I dziś jestem w miejscu, które kiedyś wydawało się „tym momentem”.
Życie jest poukładane.
Rodzina, praca, codzienność.

A jednak czasem wraca coś bardzo znajomego.

To samo uczucie co kiedyś.

„chciałabym, żeby to się już skończyło”

I to jest moment, który zatrzymuje.

Bo zaraz pojawia się druga myśl:

to nie jest etap przejściowy
to nie jest coś, co trzeba „przetrwać”

to jest moje życie

I ono nie zacznie się „za chwilę”.

Ono już trwa.
I kiedyś się skończy naprawdę.

I wtedy pojawia się pytanie, które jest trudniejsze niż wszystkie wcześniejsze:

jeśli to jest moje życie… to po co ono jest?

Zastanawiam się, czy ktoś z Was też miał moment,
w którym przestał czekać na „później”
i zaczął się zastanawiać, czy to „teraz” ma sens.

19/03/2026

Nikt nie mówi o tym, że po „poukładaniu życia” może przyjść pustka.

Najpierw jest wysiłek.
Budowanie. Osiąganie.

A potem w końcu przychodzi moment, w którym wszystko zaczyna działać.

I wtedy…
zamiast ulgi pojawia się coś dziwnego.

Cisza.
Pytanie.
Czasem brak sensu.

Jakby kolejny krok nie był już taki oczywisty.

Może to nie jest problem.
Może to jest moment, w którym zaczyna się coś ważniejszego.

Czy ktoś z Was tego doświadczył?

ps. zdjęcie to idealna rodzina polska według ChatGPT

17/03/2026

Kilka dni temu wróciłam do bardzo prostego gestu, o którym mówi Mel Robbins – przybijania sobie „piątki” w lustrze.

Brzmi banalnie.
A jednak coś w tym jest.

Codziennie rano stajesz przed lustrem.
Zwykle patrzysz szybko, zadaniowo.
Co trzeba zrobić, poprawić, ogarnąć.

A co by było, gdyby na chwilę się zatrzymać?
Spojrzeć na siebie trochę inaczej.

Nie oceniać.
Nie poprawiać.
Nie krytykować.

Tylko zauważyć.

Ten prosty gest – podniesienie ręki i symboliczne „przybicie piątki” samej sobie – działa trochę jak zatrzymanie w biegu.

Jak moment, w którym mówisz sobie bez słów:
widzę Cię
jestem po Twojej stronie

I może nie chodzi o sam gest.

Może chodzi o coś głębszego – o regularne zwracanie uwagi na siebie.
Nie tylko wtedy, gdy coś się sypie.
Ale właśnie wtedy, gdy wszystko „po prostu się dzieje”.

Bo relacja z samą sobą nie buduje się w wielkich momentach.
Tylko w tych małych, powtarzalnych.

Zastanawiam się, czy to nie jest jeden z prostszych sposobów, żeby codziennie choć na chwilę wrócić do siebie.

Czy macie jakieś swoje małe rytuały, które pomagają Wam być bliżej siebie?

Chcesz aby twoja szkoła była na górze listy Szkoła w Warszawa?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Strona Internetowa

Adres

Warszawa