Kocia behawiorystyka Ema Obłuska

Kocia behawiorystyka Ema Obłuska Cześć! Nazywam się Ema i jestem dyplomowaną kocią behawiorystką. Pomogę Ci zrozumieć Twojego kociego towarzysza i pogłębić łączącą Was więź.

Jeśli potrzebujesz pomocy behawiorystki - napisz do mnie. Wspólnie znajdziemy rozwiązanie!

18/09/2026

Nie zawsze jest czas na trening medyczny, a tabletki trzeba podawać.

Dobrze mieć w zanadrzu jakiś nieprzemocowy trik na podanie kotu gorzkiego leku 🤢

Bo dobry sposób na podanie tabletki to poczucie bezpieczeństwa dla kota i spokój dla opiekuna.

A jakie wy macie sposoby na podawanie tabletek? 🤓

Nie żyje profesor Andrzej Elżanowski 😔To naprawdę gigantyczna strata, zarówno dla środowiska naukowego, jak i aktywistyc...
15/09/2026

Nie żyje profesor Andrzej Elżanowski 😔
To naprawdę gigantyczna strata, zarówno dla środowiska naukowego, jak i aktywistycznego (a największa oczywiście dla rodziny i bliskich).

Miałam okazję poznać profesora w kilku okolicznościach - na studiach na UW i podczas Studium Psychologii Zwierząt. Był recenzentem mojej pracy magisterskiej. Widywaliśmy się na marszach praw zwierząt i otwartych wykładach. Nigdy nie mogłam wyjść z podziwu jak rozległą i szczegółową miał wiedzę podręczną - aż ciężko uwierzyć, że człowiek jest w stanie nosić przy sobie, dzień w dzień, tak ogromny zasób intelektualny.

Z swojej strony dziękuję - że mogłam się nadziwić, napodziwiać i zainspirować.

Pisząc te słowa, wciąż nie mogę w nie uwierzyć: nasz profesor Andrzej Elżanowski umarł. Wiedziałam o tym od wczoraj, ale to są zbyt ważne, graniczne sprawy, by pisać o nich natychmiast. Dlatego najpierw cisza, przestrzeń dla rodziny, a teraz z należytą powagą należy o tym wielkim i ważnym życiu oraz śmierci Profesora zacząć opowiadać w świecie, bo musimy mieć świadomość rozległości tej straty. Jest to strata wielopoziomowa, ogromna, nieodtwarzalna i niezasypywalna. Zostaje nam tylko opowieść i próba kontynuowania jakości, którą wniósł.

Oto i polski ruch praw zwierząt miał niebywałe wręcz szczęście posiadania w swoim gronie tak znakomicie wykształconej osoby, która jednocześnie wiedzę z zakresu zoologii i doznaniowości zwierząt łączyła wprost z etyką i potrafiła przenosić to na kwestie systemowe. Kto z Was tak umie?

Znałam się z Andrzejem Elżanowskim od kilkunastu lat i w zasadzie byliśmy w stałym kontakcie, ponieważ ciągle mieliśmy coś razem do załatwienia. Opisałabym go jako osobę bardzo mocno osadzoną a naukowym paradygmacie, raczej w amerykańskim niż polskim stylu, która po sokratejsku uprawiała naukę i pracę na akademii po to, by czynić świat lepszym. Andrzej był człowiekiem heroicznym – on nie odmawiał pomocy zwierzętom, nigdy. Jeśli trzeba było, stawał na ulicy, wychodził na Marsz Wyzwolenia Zwierząt, pisał apele potrafiące wstrząsać najwyższymi politycznymi stołkami, a w tym wszystkim pracował naukowo nad implikacjami etycznymi wynikającymi z doznaniowości zwierząt. Gdy udawało mu się wyjechać na krótkie wakacje, i tak ratował tam ze swoją żoną napotkane zwierzęta w potrzebie.

Bywało, że pracowaliśmy po 24 h na dobę, wymieniając się projektami pism i stanowisk po nocach, bo od szybkości reakcji zależało życie zwierząt. Człowiek o dorobku imponującym, profesor m.in. pracujący na PANie i UW, publikujący w Nature, a jednocześnie aktywista polskiego ruchu na rzecz praw zwierząt. Obeznany w teoriach praw zwierząt, opracowujący koncepcje, pozwalające włączać zwierzęcą podmiotowość na grunt prawa. Z jednej strony potwornie świadomy realiów, z drugiej – wizjoner. Profesor nigdy nie zaczął być zblazowany, nigdy się nie uodpornił na cierpienie zwierząt (uodpornienie to nie jest cechą siły, lecz abdykacji), nigdy nie postanowił, że teraz zajmie naukowo wygodną pozycję dystansu wobec tzw. bieżączki, co jest udziałem zdecydowanej większości osób, które zajmują się naukowo zwierzętami (robią hermetycznie swoje i nie wkładają wysiłku w poprawę sytuacji zwierząt, o co Andrzej miał duży żal do środowiska). Piętnował, odważnie i w punkt bierność i mierność wielu naukowców, których podejście legitymizowało krzywdzenie zwierząt. Za swoją uczciwość i nieustępliwość nie raz otrzymywał wezwania przedsądowe i zawsze liczyliśmy, że przeciwnik będzie miał na tyle odwagi, że nie poprzestanie na wezwaniu, pójdzie do sądu, a my wykażemy, że słowa Profesora o patologiach w traktowaniu zwierząt w celu robienia doraźnej kariery naukowej czy politycznej, były uzasadnione i prawdziwe. Odważny do stawienia czoła Andrzejowi się jednak nie znalazł, choć chętnie takimi ruchami mu grożono. Ostatnie wezwanie dostał w lipcu 2026 za dosadne wypowiedzi Profesora o myśliwych.

Swoją drogę naukową zaczynał od paleontologii. Badał ewolucję ptaków, ale już w latach 90-tych XX wieku zaczął interesować kwestiami wcześniej nieobecnymi w biologicznej perspektywie, mianowicie ewolucją moralności, czy inaczej ewolucyjnymi podstawami rozwoju zespołu określonych wartości. To pokierowało go w stronę zainteresowania tzw. subiektywną jakością życia zwierząt, tj. tego jak zwierzęta przeżywają swoje własne życie, co ono dla nich znaczy, jaką ma wartość. I tak zaczął być „naszym profesorem”, który wróciwszy do Polski ze Stanów rozpoczął pracę na rzecz praw zwierząt.

Andrzej dla wielu osób był autorytetem z ogromną charyzmą. Swoich przeciwników zazwyczaj miażdżył wiedzą i precyzją wywodu. Jest absolutnie niezastępowalny. Poważny, z prezencją, wyrazistym tonem głosu. To jest strata historyczna, nieodwracalna nikim i niczym.

Profesor, jako człowiek mający bardzo trzeźwy i chłodny ogląd rzeczywistości (choć jednocześnie tak wspaniale pełen empatii i szacunku wobec zwierząt), przeżywał swoje dramaty z tym związane.

Największym z nich była jego dogłębna do bólu świadomość niekończącego się cierpienia zwierząt powodowanego przez człowieka (jego prawo, jego politykę, jego biznes, chciwość, wygodę przyzwyczajenia etc.). Andrzej nie empatyzował ze zwierzętami na zasadzie prostego przekładania tego, jak czuje człowiek na dane zwierzę – on miał dodatkowo ogromne zaplecze naukowej wiedzy na ten temat. I to było potwornie dojmujące. Pamiętam naszą rozmowę sprzed kilku lat, w której mówił, że jest zrozpaczony tą świadomością. Ile cierpienia zwierząt musiał w związku z tym przez siebie przepuścić.

A jednak, nigdy, nawet przez chwilę się nie poddał. Był drogowskazem niezachwianego stania po stronie zwierząt, niezależnie i na przekór układom. Nie nabierał się na półśrodki prezentowane jako „wielkie zwycięstwa” – żądał uczciwego stawiania spraw zwierząt, a nie pudrowania ich losu.

Odbiegał poziomem i jakością od większości szeroko pojętego ruchu na rzecz zwierząt (celowo nie piszę na rzecz „praw zwierząt”, bo ta część ruchu jest w Polsce wciąż w mniejszości, nad czym Andrzej także ubolewał). Raziła go nieuczciwość polityczna i jak to określał „klika legislacyjna”, trzymająca rękę na sprawach zwierząt w Sejmie i pod pozorem „praw zwierząt” pisząca bardzo kiepskie prawo. Raziło go pomijanie wiedzy eksperckiej. Bardzo chciał, by to się zmieniło. 2 lata temu powiedział mi, że ma tak dość tej bylejakości, że będzie odtąd po nazwiskach wskazywał, kto jest za nią odpowiedzialny. Tak też robił i ostatecznie został przez część środowiska politycznego skancelowany. Sądzę, że chciałby, abym to napisała.

Jeszcze tydzień temu byliśmy w kontakcie. Wiedziałam o jego nagłej chorobie, dlatego w sobotę na Marszu Wyzwolenia Zwierząt prosiłam, byśmy ciepło o nim myśleli, bo jest jednym z fundamentów tego ruchu. Wtedy pomyślałam, że to ostatni Marsz, gdy Profesor żyje, ale do głowy mi nie przyszło, że odejdzie 4 dni później, we środę, 9 września 2026 roku.

W zeszłą środę z kolei cieszył się z tego, że uzbieraliśmy niezbędne podpisy pod projektem ustawy zmieniającej Prawo Łowieckie. Powiedział, że to dobrze, to duża ulga dla niego. Niestety nie mógł być już z nami na składaniu podpisów. Bez wahania został w maju członkiem Komitetu tej Inicjatywy, uważał, że ma duży sens i jest dobrze merytorycznie przygotowana.

Jego śmierć i na indywidualnym, moim własnym poziomie jest czymś druzgocącym. Myślałam, że jeszcze będziemy mieć czas ustalić plan na przyszłość. Był moją opoką, zawsze mogłam na niego liczyć, ufać mu, bez zahawahania bronił mnie przed hejterkami. Jeszcze miesiąc temu napisał mi w mejlu " Czytałem Twój wzruszający poem inspirowany syrenami w rocznicę Powstania: niestety wojna przeciw zwierzętom jest światowa i odwieczna". I wysłał zdjęcie swojej ukochanej Kitty, kotki, która właśnie umarła. Zajmował się swoimi kotami z najwyższą czułością i zaangażowaniem. Zawsze pytał o Zi, cieszył z jej dobrych dni. Rozumiał w pełni powagę żaloby po zwierzęciu. Był ze mną na mojej obronie doktorskiej i tak bardzo się z niej cieszył. Wręczył mi potem mały bukiecik kwiatów i poszliśmy calą grupą do wegańskiej knajpki rozmawiać o tym, jak skutecznie włączać wiedzę o doznaniowości na poziom systemowy. I o tym, że etyka relacji musi być mocniej uwzględniana w dyskursie o etyce troski wobec zwierząt w ogóle.

Wczoraj napisałam do jednej z osób, które znały osobiście Profesora, że nienawidzę tego faktu, że umarł. Odpisała, że byłby dumny z mojego zdania, bo jest odpowiednio mocne.

Chciałabym, aby mógłby być dumny z nas – z tego, jak będziemy po jego śmierci stawać po stronie zwierząt. By to, czego nas uczył, nie zakończyło się razem z nim. By jego, ukochana żona Ewa, mogła patrzeć na to, że Jego praca wciąż niesie sens. Choć niczym nie zasypiemy jego braku, to próbujmy rozwijać jakość w ruchu na rzecz praw zwierząt, także dla Niego.

Pomyślcie ciepło na naszym Profesorze

Ja też na co dzień zajmuję się kotami, ale szanuję wszystkie zwierzęta. Zachęcam do udziału w akcji, kto z Warszawy, ten...
29/08/2026

Ja też na co dzień zajmuję się kotami, ale szanuję wszystkie zwierzęta. Zachęcam do udziału w akcji, kto z Warszawy, ten w niedzielę może wziąć udział w fajnym evencie - https://www.facebook.com/events/990034870753497/ 🔥

Przykre, że dokładnie tak jest. Gorąco polecam lekturę 👌
16/08/2026

Przykre, że dokładnie tak jest. Gorąco polecam lekturę 👌

KOTY: ZWIERZĘTA DRUGIEJ KATEGORII?

W zeszly piątek po południu odwiedził mnie Norbert ze swoim kotem Bonifacym. Jak zapewne domyślacie się po imieniu, Bonifacy jest czarnym kotem z pięknym białym pyszczkiem. Nie znosi samochodu, transportera ani mojego gabinetu. Nie wiem, której z tych rzeczy najbardziej.

Norbert postawił transporter na stole. Poprosiłem, żeby otworzył drzwiczki, ale nie wyciągał kota. Chciałem dać Bonifacemu chwilę. Pozwolić mu rozejrzeć się z miejsca, które w tej sytuacji mogło wydawać mu się jeszcze względnie bezpieczne. Pierwsze zdanie Norberta brzmiało: „Od wczoraj prawie nic nie je”.

Kot siedział na dnie transportera, wciśnięty w jego najdalszy róg. Nie syczał. Nie próbował uciekać. Kiedy po kilku minutach wyjąłem go i położyłem na stole, również nie protestował. Był tak spokojny, że przez chwilę można było uznać to za zaletę.

Według dokumentacji sprzed dwóch lat Bonifacy ważył pięć i pół kilograma. Teraz niewiele ponad cztery. Sierść na grzbiecie była matowa i posklejana. Mięśnie tylnych łap wyraźnie się zmniejszyły. Norbert opowiadał, że Bonifacy ostatnio więcej spał, rzadziej wskakiwał na parapet i czasami nie trafiał do kuwety. Miał jednak czternaście lat. Norbert zakończył tę listę zdaniem, które słyszę w gabinecie bardzo często: „Starość. W końcu wszystkich nas to czeka”.

Tyle że starość opisuje wiek. Nie wyjaśnia utraty półtora kilograma, zaniku mięśni ani coraz mniejszej sprawności. To, co działo się z Bonifacym, nie zaczęło się poprzedniego dnia. Poprzedniego dnia jego organizm przestał sobie z tym radzić.

Takich kotów widziałem setki. Trafiają do gabinetu, gdy przestają jeść, zaczynają wymiotować, nie mogą oddać moczu albo nie mają już siły wejść na kanapę. Oczywiście psy również czasem przyjeżdżają za późno. One także potrafią ukrywać ból. Częściej jednak pokazują zmianę w sposób, który łatwiej nam zauważyć. Zaczynają kuleć. Odmawiają spaceru. Zostają na nim troche z tyłu. Piszczą przy wstawaniu albo stają się drażliwe. Patrzą na człowieka w sposób, który trudno nam zignorować.

Kot najpierw zaczyna nas okłamywac. Zmienia swoje życie, pozwalając nam wierzyć, że wszystko nadal jest w porządku. Przestaje wskakiwać na najwyższą półkę, więc wybiera niższą. Na parapet nie wchodzi już jednym skokiem, tylko korzysta z krzesła. Mniej dokładnie myje grzbiet. Dłużej zastanawia się przed wejściem do kuwety. Zaczyna spać w innym miejscu, bo dotychczasowe wymagało pokonania schodów. Rezygnuje z zabawy, ale nadal przychodzi do miski. Nadal mruczy. Nadal wygląda jak kot, który po prostu stał się spokojniejszy.

I właśnie dlatego tak łatwo go przeoczyć.

Badania od lat pokazują tę samą dysproporcję. Koty trafiają do lekarza znacznie rzadziej niż psy. W części analiz różnica była niemal dwukrotna. Duża część kotów przez cały rok nie ma żadnego kontaktu z lecznicą, nawet profilaktycznego. Rzadziej są ubezpieczane. Ich opiekunowie statystycznie rzadziej decydują się na rozbudowaną diagnostykę i kosztowne leczenie.

Najprościej byłoby uznać, że wniosek jest oczywisty. Ludzie po prostu mniej kochają koty. Tyle że byłoby to krzywdzące i zbyt łatwe.

Widziałem setki opiekunów kotów, którzy przez wiele miesięcy podawali leki dwa, trzy czasem cztwery razy dziennie. Uczyli się wykonywać płynoterapię podskórną, mierzyli ilość wypitej wody, sprawdzali masę ciała i potrafili dostrzec różnicę między zwykłym snem a wycofaniem. Widziałem też ludzi, którzy przyjeżdżali w środku nocy, ponieważ ich kot zachowywał się troche inaczej, chociaż nie umieli jeszcze powiedzieć, na czym ta zmiana polega.

Problem nie zawsze leży w braku miłości. Częściej w tym, że przez lata nauczyliśmy się źle tę miłość tłumaczyć.

Pies potrzebuje spacerów i organizowania dnia. Regularnie pokazuje nam swoje ciało w ruchu. Widzimy, jak wstaje, idzie, biegnie, oddaje mocz i reaguje na otoczenie. Każdy spacer staje się małym, nieświadomym badaniem kontrolnym. Kot może chorować kilka metrów od nas. Może leżeć obok nas na kanapie i przez długi czas nie zakłócić domowego rytmu.

Do tego dochodzi opowieść, którą sami stworzyliśmy i powtarzamy od dzieciństwa. Kot jest przecież niezależny. Chodzi własnymi drogami. Nie potrzebuje człowieka tak bardzo jak pies. Poradzi sobie. A jeśli śpi przez większość dnia, to przecież koty tak mają.

Zdanie „koty tak mają” przykryło prawdopodobnie więcej ich chorób niż niejeden brak dostępu do diagnostyki.

Oddawanie moczu poza kuwetą uznajemy za złośliwość. Niechęć do dotyku za pogorszenie charakteru albo chwilowy kaprys. Ograniczenie skakania za naturalną konsekwencję wieku. Zaniedbaną sierść za lenistwo. Chowanie się za kocią potrzebę samotności. Każde z tych zachowań może mieć przyczynę związaną ze stresem albo z otoczeniem. Każde może też oznaczać ból, chorobę stawów, problem z drogami moczowymi, chorobę nerek, nadczynność tarczycy, nadciśnienie lub bolesne zmiany w jamie ustnej.

Starość również nie jest rozpoznaniem. Jeżeli starszy kot przestaje wskakiwać na kanapę, nie oznacza to, że nic nie można zrobić, ponieważ ma swoje lata. Coś ograniczyło jego sprawność. Dopiero później możemy ustalić, czy przyczyną jest ból, osłabienie mięśni, zaburzenie neurologiczne, pogorszenie wzroku czy kilka problemów występujących jednocześnie.

My, lekarze weterynarii, także lubimy czasami opowiadać tę historię tak, jakby cała odpowiedzialność spoczywała na opiekunach. Gdyby przyjechali wcześniej. Gdyby lepiej obserwowali. Gdyby wykonywali regularne badania.

Wiedza o kotach rozwija się dziś bardzo szybko. Wielu lekarzy za tymi zmianami podąża, szkoli się i specjalizuje w medycynie kotów. Ale część winy za to, że wciąż bywają pacjentami drugiej kategorii, leży tez po naszej stronie. Koty są trudniejsze w badaniu, a my czasami , choc trudno sie nam do tego przyznac, zwyczajnie się ich boimy. Wtedy zamiast spokojnie ocenić chód, stawy, jamę ustną i miejsca bolesne, robimy tylko to, co uda się zrobić szybko. Osłuchać, dotknąć brzucha i z powrotem do transportera, zanim ugryzie albo podrapie.

W ten sposób łatwo przeoczyć artrozę, choroby przyzębia czy bolesne zmiany resorpcyjne zębów. Kot wraca do domu jako „zdrowy jak na swój wiek”, choć każdy skok albo każdy kęs może sprawiać mu ból.

Kot potrafi stać się pacjentem drugiej kategorii jeszcze przed wejściem do gabinetu. Najpierw zostaje złapany i wepchnięty do transportera, który przez większość roku stoi w piwnicy. Potem jedzie samochodem. W poczekalni otaczają go obce zapachy i szczekające psy. Następnie trafia na stół, gdzie obca osoba próbuje wyciągnąć go z jedynego miejsca, w którym może się ukryć.

Jeśli walczy, nazywamy go agresywnym. Jeśli zastyga, uznajemy, że dobrze znosi badanie. A bezruch przerażonego kota nie jest spokojem.

Stres zmienia oddech, tętno, temperaturę, ciśnienie i poziom glukozy. Utrudnia osłuchiwanie, ocenę bólu, pobranie krwi i wykonanie badań obrazowych. Mocniejsze przytrzymywanie nie sprawia, że kot zaczyna współpracować. Odbiera mu jedynie możliwość ucieczki. Ten sam mechanizm, który zwodzi opiekuna w domu, potrafi zmylić lekarza w gabinecie.

A czasem wystarczy cisza i kilka minut. Jeden kot pozwoli zbadać się w ramionach opiekuna, inny na dnie transportera. Kolejny będzie potrzebował leku zmniejszającego lęk jeszcze przed podróżą. Bywa też, że najbezpieczniejszym rozwiązaniem jest sedacja. Nie jest porażką lekarza ani opiekuna. Pozwala dokładnie zbadać zwierzę bez walki i niepotrzebnego strachu.

Medycyna przyjazna kotom nie zaczyna się od "znanego" dyfuzora z feromonami ani od kociej sylwetki przyklejonej na drzwiach. Zaczyna się od uznania, że kota nie można badać jak małego psa o trudniejszym charakterze.

Również w naszym zawodzie pies przez długi czas pozostawał gatunkiem domyślnym. Wielu lekarzy czuje się przy nim pewniej. Psie sygnały są dla nas bardziej czytelne, a samo badanie zazwyczaj łatwiejsze. Kot szybciej pokazuje swoje granice. Źle przeprowadzona wizyta może zamknąć możliwość dalszej diagnostyki tego dnia, a czasem również podczas kolejnych wizyt.

W wielu obszarach koty są także słabiej reprezentowane w badaniach klinicznych. Trudniej zakwalifikować je do badań i regularnie przywozić na kontrole. Tam, gdzie danych jest mniej, decyzje stają się trudniejsze, a lekarz ma mniej pewności, którą może przekazać opiekunowi. Powstaje błędne koło. Rzadziej badamy koty, więc wolniej zdobywamy wiedzę na ich temat. Mniejsza wiedza utrudnia tworzenie lepszych metod diagnostyki i leczenia. A potem kolejny opiekun słyszy, że u kota niewiele da się zrobić. Bywa, że wychodzi z gabinetu bez pełnego obrazu dostępnych możliwości. Później jego decyzję przedstawia się jako dowód, że ludzie nie chcą leczyć kotów.

Dzisiaj coraz częściej nazywamy zwierzęta naszymi futrzanymi dziećmi. Nie widzę w tym niczego złego, jeśli za tym określeniem idzie odpowiedzialność oraz szacunek dla potrzeb konkretnego gatunku. Można kochać kota jak członka rodziny i nadal nie zauważać jego bólu. Miłość nie daje automatycznie wiedzy. Czasami nawet utrudnia dostrzeżenie zmiany, ponieważ obserwujemy zwierzę codziennie, a choroba odbiera mu sprawność po kawałku.

Sto gramów mniej. Jeden skok mniej. Jedna pominięta sesja mycia futra. Jedna noc spędzona pod łóżkiem. Nic spektakularnego.

Aż pewnego dnia kot przestaje jeść.

W pewnym momencie Norbert zaczął przeglądać filmy w telefonie. Na jednym z nich, nagranym kilka miesięcy wcześniej, Bonifacy próbował dostać się na parapet. Najpierw wskoczył na krzesło. Z krzesła na stół. Dopiero ze stołu na okno. Norbert zatrzymał nagranie. „Kiedyś wskakiwał tam prosto z podłogi”.

Nie usłyszałem w jego głosie obojętności. Było w nim zaskoczenie, poczucie winy i nagłe zrozumienie czegoś, co od miesięcy działo się na jego oczach. Obejrzeliśmy ten fragment jeszcze raz.

Podłoga. Krzesło. Stół. Parapet.

Norbert przez wiele miesięcy widział w tym zaradność starego kota. Siedząc obok niego w gabinecie, obaj zobaczyliśmy pacjenta, który od dawna omijał własne ograniczenia.

I może właśnie tak kot staje się pacjentem drugiej kategorii. Pomoc przychodzi dopiero wtedy, kiedy skończą mu się wszystkie sposoby, by radzić sobie bez niej.

K.

--------------
Czy Waszym zdaniem koty nadal są traktowane jak pacjenci drugiej kategorii? A może odrobine przesadzam?

03/08/2026

Kołnierze są fatalne. Ale potrzebne!

Warto zatem wybrać taki, który będzie dla kota najmniejszym obciążeniem. A najlepiej kupić kilka i móc pozwolić sobie na zmianę jak coś nie zadziała - serio.

Sezon wakacyjny w pełni ☀️ - a może ktoś z Was wybiera się do Grecji i chciałby w bardzo prosty sposób pomóc jakiemuś st...
24/07/2026

Sezon wakacyjny w pełni ☀️ - a może ktoś z Was wybiera się do Grecji i chciałby w bardzo prosty sposób pomóc jakiemuś stworzeniu? 🤍

Tutaj znajdziecie super poradnik o tym, jak pomóc kotu w Grecji 👉👉 https://gatakia.pl/

Drodzy, wiemy, że wielu z Was nie jest obojętny los greckich kotów. Kiedy podczas wakacji widzicie ogrom ich cierpienia, bezdomności i głodu, często pojawia się myśl: „Jak mogę pomóc?”
..możecie zostać partnerem podróży dla jednego z uratowanych kotów, takim kocim kurierem :). To naprawdę prosty sposób, aby odmienić czyjeś życie.

Na czym to polega?

🐾 Jeśli planujesz powrót z Grecji do Polski, dołącz do grup zrzeszających osoby organizujące transporty zwierząt lub obserwuj profile fundacji pomagających greckim kotom. Regularnie pojawiają się tam prośby o pomoc w przewiezieniu konkretnego kota.

🐾 Sprawdź, czy Twoja linia lotnicza umożliwia przewóz kota w kabinie. Na trasach między Grecją a Polską taką możliwość oferują m.in. LOT, Aegean Airlines, Smartwings i Enter Air.

🐾 Gdy zdecydujesz się pomóc, jak najszybciej zgłoś przewóz kota do biura podróży lub bezpośrednio do przewoźnika, ponieważ liczba miejsc dla zwierząt na pokładzie jest ograniczona i obowiązuje kolejność zgłoszeń.

🐾 Wolontariusz, z którym się skontaktujesz przygotuje kota do podróży, skompletuje wszystkie dokumenty, przywiezie go na lotnisko, uiści opłatę i pomoże Ci przejść przez odprawę.

🐾 Twoim jedynym zadaniem jest zabrać kota na pokład samolotu.

🐾 Po przylocie do Polski na lotnisku czeka osoba, która odbiera kota i zawozi go do domu tymczasowego lub nowej rodziny.

I... tyle.

Brzmi stresująco?

Tak samo myślała Agnieszka, która pierwszy raz w życiu podróżowała samolotem, nie znając nawet dobrze języka angielskiego. Mimo wielu obaw zdecydowała się zostać partnerem podróży dla jednego z greckich kotów. Dzięki temu maluch bezpiecznie dotarł do Polski i dostał szansę na nowe życie, a przy okazji wzbudził ogromne zainteresowanie wśród pasażerów i stał się początkiem wielu życzliwych rozmów o losach greckich kotów.

Nie trzeba mieć doświadczenia. Nie trzeba znać języków. Nie trzeba zajmować się dokumentami ani organizacją transportu. Wystarczy odrobina dobrej woli i chęć pomocy.

Dla Ciebie to jedno wolne miejsce na pokładzie i kilka dodatkowych minut na lotnisku. Dla kota – często jedyna szansa na życie w bezpieczeństwie i kochającym domu.

Post przygotwała Agnieszka Florczak

20/07/2026

Takie przemyślenia przy niedzieli.
Macie na ten temat jakieś zdanie? Znacie w ogóle koty karmione wegańsko (bo ja osobiście nie spotkałam) 🤔

Tak, starsze koty mogą mieć demencję.Uważa się nawet, że koci CDS (Cognitive Dysfunction Syndrome) bazuje na mechanizmac...
19/07/2026

Tak, starsze koty mogą mieć demencję.

Uważa się nawet, że koci CDS (Cognitive Dysfunction Syndrome) bazuje na mechanizmach tożsamych do tych, którymi charakteryzuje się Alzheimer u ludzi.

Konsultowałam ostatnio kilka starszych kotów. Co tu dużo mówić, moja Norka sama jest seniorką, którą być może kiedyś dotknie demencja. To może spotkać każdego kota - dlatego tak ważne jest, żeby umieć w porę rozpoznać CDS i odpowiednio zareagować na rozwijające się symptomy.

To też kolejny argument, żeby zawczasu ćwiczyć kocie zdolności poznawcze! 🧠💪

❓Co możesz zrobić dla swojego kota?

1. Idź do weta. Wyklucz choroby (nadciśnienie, ból, nadczynność tarczycy), które dają podobne objawy.

2. Wspieraj. Istnieją suplementy, diety bogate w przeciwutleniacze i leki, które mogą poprawić jakość życia.

3. Zainstaluj lampki nocne. Pomóż kotu poruszać się po zmroku - oświetlenie redukuje dezorientację.

4. Zadbaj o stałość. Dla kota z demencją przesunięty fotel to nowa przeszkoda.

5. Postaw dodatkowe kuwety i miski, żeby kot nie musiał ich szukać.

6. Ćwicz umysł. Treningi i zabawki logiczne świetnie uplastyczniają mózg!

Dużo zdrowia dla wszystkich starszych kotów! 🤍


11/07/2026

Trzymajcie kciuki za Mrunia 🤞🤍

17/06/2026

Fundacje, które pomagają kotom w Atenach 👇

Let's be S.M.A.R.T
🌐 https://www.letsbesmart-greece.org/

Cat rescue Athens
🌐 https://www.facebook.com/CatRescueAthens

Nine Lives Greece
🌐 https://www.ninelivesgreece.com/

God's little people
🌐 https://godslittlepeoplecatrescue.org/

Greek Cat Welfare Society
🌐 https://greekcats.org.uk/contact-list/

Te fundacje robią świetną robotę. Dbają o zapewnienie schronienia i leczenie kotów w potrzebie, kastrują i sterylizują. Ale ciężko nadążyć za kocią bezdomnością, a pomocy nigdy nie ma za dużo - dlatego jeśli wybierasz się do Aten, rozważ wsparcie finansowe którejś z tych fundacji 🤍

Adres

Warsaw

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Kocia behawiorystyka Ema Obłuska umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Szkoła

Wyślij wiadomość do Kocia behawiorystyka Ema Obłuska:

Skróty

Udostępnij