Krzysztof Chojecki - Pan Pistacja

Krzysztof Chojecki - Pan Pistacja

Udostępnij

Odwiedź mój sklep z materiałami dla nauczycieli matematyki:
www.kursnaedukacje.pl

25/05/2026

Jestem w spektrum autyzmu i wolę przebiec maraton, niż wchodzić do urzędów. Nie mogę się tam odnaleźć. Skończyłem studia matematyczne, umiem coś czego większość nie rozumie, a nie ogarniam urzędowych tematów. Frustruje mnie moja niemoc. W takich momentach wjeżdża mi tak negatywne myślenie o sobie. Że jestem głupcem. Że się do niczego nie nadaję. Że potrzebuję pomocy w czymś, co rozumie większość społeczeństwa. Albo się mylę i społeczeństwo też ma z tym problemy. Zakładam jednak, że skoro urzędy w takiej formie działają od lat, to wszystko jest ok. Nauczyłem się pytać. Dostaję odpowiedzi ale nadal czuję się zagubiony. Widzę ile procedur można byłoby poprawić, żeby wszystko było bardziej czytelne i jasne. Na szczęście w urzędzie, w którym byłem, pracownicy byli przyjaźni i spokojnie. To bardzo dużo pomogło❤️ Teraz dwie godziny będę dochodzić do siebie🫣

22/05/2026

[Rozterki nauczyciela matematyki]

Jednym ze zjawisk, które obserwuję, badam i rozkminiam jest odpowiedzialność zbiorowa.

Wczoraj na przerwie zagadała do mnie moja uczennica.
"Potrzebuję Pana punktu widzenia, a może rady. Pomoże mi Pan?"
Zgodziłem się bez pytania. Czuję się fajnie za każdym razem, gdy uczniowie pytają mnie o radę. To miłe doświadczenie. Jest również niemniej przerażające, ponieważ czuję na swoich barkach odpowiedzialność. Radzić młodym ludziom, kiedy o to proszę, to gruba sprawa.

Przedstawiona mi została historia.
Nauczyciel jednego z przedmiotów zarządził projekt grupowy. Jednym z warunków zaliczenia było nie korzystanie z AI.
Grupa dziewcząt podzieliła się zadaniami. Jedna z nich przygotowała swoją cześć uczciwie, bez wykorzystania AI. Pozostałe użyły AI.

Projekt został niezaliczony całej grupie. I tutaj pojawia się dylemat. Zwykły ludzki dylemat. Nie odpowiedziałem od razu. Powiedziałem, że muszę się zastanowić.

Długo zastanawiałem się, co bym zrobił. Zawsze cofam się do wspomnień. Próbuję sobie przypomnieć, czy ja byłem w analogicznej sytuacji, bo wiadomo, że 20 lat temu nie mieliśmy do dyspozycji sztucznej inteligencji. Projekty grupowe miałem "raz na sto lat". Jak nauczyciel mówił, że niezaliczone, bo ktoś zrobił źle swoją część, albo w ogóle jej nie zrobił, to braliśmy na bary. Byliśmy drużyną. Jeden za wszystkich, wszyscy za jedno. Czuliśmy, że od każdego z nas zależy powodzenie grupy. Tak działa praca zespołowa. Na boisku, w pracy, w domu.
Musieliśmy nauczyć się takiego podejścia, bo kiedyś nie było z nauczycielem dyskusji. Kiedy próbowaliśmy, to szybko były ucinane.

Z drugiej strony rozumiem poczucie niesprawiedliwości. Dlaczego mam mieć niezaliczone coś, w co wkładam serducho i pracę? Dlaczego mam ponosić konsekwencję za to, że ktoś nie wywiązał się ze swoich obowiązków?

Dla mnie - nauczyciela - to jest trudne. Jak sformułować radę, aby nie podkopywać autorytetu kolegi z pracy? Co powiedzieć, aby uczeń poczuł wsparcie?

I tutaj możesz zrobić pauzę. Co Ty byś zrobił/a?

17/05/2026

Ciekawi mnie życie. Ludzie. Relacje. Świat. Otoczenie. Dużo rozkminiam. Prawie zawsze, kiedy nie śpię. Przyzwyczaiłem się do tego. Notuję i zapisuję to, jak widzę świat. Czasami tutaj czymś się podzielę. To ułamek tego, co przelewam. A dziś podzielę się wczorajszą podróżą z pociągu do Krakowa.

Dziadek zabrał wnuka na podróż do Oświęcimia. Piękne to. Męska podróż, zacna idea. Nie miałem dziadka zaangażowanego w mój rozwój. Zazdrościłem młodemu.

Po chwili zauważyłem, że młody miał w uszach słuchawki. Miał je przez cały czas. Nawet wtedy, gdy rozmawiał z dziadkiem. Zerkał w telefon co kilka minut. Zastanawiałem się, co to znaczy.
Czy to jest ok? Czy można to uznać za brak szacunku? A może za oznakę naszych czasów? Czy to już jest norma? Co jest normą? Czy to jest zdrowe? Czy tak powinna wyglądać relacja?

Dziadek zachęcał wnuka na wiele możliwych sposobów do odłożenia telefonu. Podsuwał mi gazetę, czytał, zagadywał. Pokazywał coś za oknem. Nieskutecznie.

Rozejrzałem się. Dziecko słyszy od dziadka, żeby odłożyło telefon, ale dookoła 9 na 10 dorosłych również używało telefonów. Jedni grali, inni coś oglądali, jeszcze inni coś pisali. I co dziecko może myśleć? Inni dorośli korzystają, to dlaczego ja nie mogę?

Zastanawiałem się, czy młody jest uzależniony? Jak rozpoznać uzależnienie? Jak z tym walczyć? Jak pomóc komuś uzależnionemu od telefonu? Jak pomóc komuś w takim wieku.

Dziadek po jakimś czasie zaczytał się w gazecie. Zastanawiałem się, czy tak samo o gazetach jak o telefonach mówiło się w czasach, w których gazety stały się powszechne i łatwo dostępne. „A ten znowu siedzi w gazecie”.

Co mają ze sobą wspólnego dostępność gazet i dostęp do internetu. Czy te krótkie filmiki robią tyle zła naszym mózgom? Czym różni się czytanie od oglądania?

Jak nauczyciel widzę, jak trudno młodzieży przeczytać ze zrozumieniem krótki tekst. Za to dużo łatwiej przyswoić im coś z filmu. Ale co decyduje,
jakie treści wybierają?

Im więcej wiem, tym więcej nie wiem.
Trudne to wszystko. Nie ogarniam😬

15/05/2026

Twoja ocena na koniec roku z matematyki to...
[Kartka z życia nauczyciela matematyki]

Jestem młodym nauczycielem. Jest coś, czego nie lubię bardziej od wywiadówek - wystawiania ocen.
Mam w jednej liczbie z przedziału od 1 do 6 określić cały rok pracy ucznia. Jest to dla mnie trudne, bardzo trudne. Mam świadomość, że patrzę na świat trochę przez swoje spektrum autyzmu. kocham systemy. Chciałbym mieć jasny i zrozumiały dla wszystkich wzór, który na podstawie wielu zmiennych generuje tą ostatnią liczbę - ocenę końcową.
Jedyny znany mi wzór, który stosowali na mnie nauczyciele to średnia ważona.

Naturalnie, jako matematyk, na pierwszy rzut mózgu traktuję to dość logicznie. Sprawdzian ważniejszy niż kartkówka, kartkówka ważniejsza niż aktywność, wszystko zamknięte w tabelce, uporządkowane, przewidywalne. Taki system, który uspokaja moje zamiłowanie do zasad i daje poczucie, że wszyscy są traktowani według tych samych reguł.

Tylko że im dłużej o tym myślę, to w mojej głowie pojawia się więcej pytań.

Czym jest sprawiedliwa ocena? Czy jeden gorszy dzień może mówić o uczniu więcej niż miesiące pracy? Co naprawdę oceniamy: wiedzę, wysiłek, systematyczność czy umiejętność poradzenia sobie z presją? I czy da się w ogóle człowieka opisać jedną cyfrą?

W matematyce źle dobrany współczynnik potrafi całkowicie zmienić wynik równania. W ocenianiu jest podobnie. Jedna wysoko „ważona” ocena może zdominować kilka czy kilkanaście innych. Nagle okazuje się, że uczeń, który próbował, poprawiał się, pracował regularnie, i tak zostaje zakładnikiem jednego gorszego dnia.

I jest jeszcze coś, co mnie uwiera. Uczymy różnych umiejętności. Kartkówka sprawdza coś innego niż projekt, odpowiedź ustna coś innego niż sprawdzian. Czy naprawdę potrafię uczciwie powiedzieć, że jedna kompetencja jest z definicji mniej ważna od drugiej? Że drobne kroki, codzienna praca są mniej warte niż jeden większy test?

Znacie film „Teoria wszystkiego”? To tytułowe hasło dotyczy marzenia, że istnieje jeden wzór, który potrafi wyjaśnić to, co wydaje się zbyt złożone, by dało się to policzyć. Dla mnie wzór na ocenianie to właśnie synonim "teorii wszystkiego".

Dlatego próbuję czegoś, co wymyka się moim regułom. Co totalnie przeczy trochę mojemu umysłowi.
Zapraszam każdego ucznia na rozmowę indywidualną i pytam, jaka ocena dla nich na koniec roku byłaby sprawiedliwa. Pytam ich o cały rok. Proszę, aby samodzielnie go podsumowali. Aby uzasadnili swoją propozycję. Rozmawiamy. Oddaję trochę w ich ręce poczucie sprawczości. Analizuję co mówią, słucham jak argumentują decyzję. Najtrudniej w ocenie zawrzeć to, czego nie można zmierzyć liczbą.

Bo jak porównać kogoś, kto wykłada masę pracy w naukę, dla kogo zaliczenie przedmiotu to zdobycie szczytu z kimś, kto wchłania matmę jak gąbka, ale nie przychodzi na lekcje i komu nie chce się uczyć (jak sam twierdzi?).

Chciałbym być sprawiedliwy, a w tej kwestii nie umiem. Nie umiem wystawiać ocen i boję się, że zostawię kogoś z poczuciem niesprawiedliwości tak samo, jak ja kiedyś byłem zostawiony.

Bo przypomnę. Z matematyki miałem dwójki/trójki, a dziś jej uczę.

Pan Pi.

12/05/2026

[Kartka z życia motocyklisty]
Na kursie na prawo jazdy uczyli: "musi mieć oczy dookoła głowy".
Z pozycji kierowcy motocykla widzę sporo. Martwi mnie i jednocześnie wkurza jak mało co widok kierowców w samochodach trzymających jedną ręką kierowcą, a drugą telefon.
I co robią? SCROLLUJĄ.
W sobotę chłop jadący na równoległym pasie gapi się w telefon i zaczyna zjeżdżać na mój. Widziałem to, więc zareagowałem. Na szczęście.

Za kilkadziesięt metrów stanęliśmy na światłach. A on dalej scrolluje. Krzyczę do niego spod kasku: "Stary, nie patrz w telefon jak jedziesz".

A co on na to? "Wypie***laj".

Są sytuacje, w których budzi się we mnie demon.
Bo tu nie chodzi o pierdołę, tylko o bezpieczeństwo. O zdrowie. O życie.
Mózg podpowiadał mi: "zejdź z motocykla i wytrąć mu ten telefon z ręki". Nie zrobiłem tego.
Nie wiem, czy żałuję. Trochę tak, bo wątpię, że cokolwiek zrozumiał.
Nie wiem, czy ten sam gość nie spowoduje jakiegoś wypadku przez gapienie się w telefon.

Z drugiej strony cieszę się, że czasami umiem zapanować nad gniewem.
Zastanawiam się tylko, co trzeba zrobić, żeby uświadomić ludzi, że gapienie się w telefon podczas jest niebezpieczne. Ja mam na to alergię od dawna. Zawsze, kiedy siedziałem na miejscu pasażera i kierowca używał telefonu prosiłem, aby przestał, albo się gdzieś zatrzymał. Słyszałem zazwyczaj coś w stylu: "jest luz stary, dobrze prowadzę".

Odpowiadałem, że to nie chodzi o to jak ktoś prowadzi, tylko o moje życie, które kocham i które jest dla mnie cenne. Reagujcie jako pasażerowie na kierowców, którzy nie mogą odkleić się od telefonów.

Producenci aut też nie pomagają. Teraz na deskach rozdzielczych są już nie ekraniki, a małe telewizory. To odciąga uwagę od drogi. Dziwny jest ten świat. SERIO.

Bądźcie bezpieczni na drogach!

11/05/2026

[Kartka z życia nauczyciela matematyki]
Egzamin ósmoklasisty to obecnie pierwszy ważny egzamin w życiu młodego człowieka.
Chciałbym napisać coś, ale szczerze? Chciałbym napisać wszystko i nic. Rozkminiam temat od dawna na wiele sposobów. Jako nauczyciel stoję z boku i się przyglądam.
Zastanawiam się, co idzie nie tak. Od 4 do 8 klasy jest ponad 600 godzin matematyki.

Z moich osobistych doświadczeń wynika, że uczniowie najczęściej mają najwięcej problemów z samym liczeniem. Powtórzę - liczeniem.
Jak nie umiesz liczyć, to jak chcesz ogarniać działy bardziej zaawansowane niż same obliczenia?
A liczenie to trening. To rozwiązywanie setek przykładów.
trening, trening i trening.

Zauważam, że coraz łatwiej przychodzi nam stwierdzanie, że ktoś nie jest w stanie się czegoś nauczyć. Pytam wtedy zawsze: a ile czasu poświęcono na naukę danej umiejętności?

Jak chcesz zrobić dobrą jajecznicę, to musisz powtórzyć proces jej przyrządzenia kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt razy.
Ile razy musisz wsiąść na rower lub motocykl, żeby nauczyć się dobrze panować nad pojazdem?

Znam egzaminy od podszewki. Rozwiązywałem je setki razy. Analizowałem. Tworzyłem arkusze. Te zadania naprawdę są oparte na schematach. To co idzie nie tak?

Dlaczego 5 lat nauki od 4 do 8 klasy nie wystarcza, aby młody człowiek mógł ze SPOKOJEM iść na egzamin z wiarą we własne umiejętności?

A stresują się wszyscy. I ci, co nie umieją jak i ci, co mieli z matmy same piątki?
Stres? Może niepotrzebny, może potrzeby. Nie wiem.
5 lat sprawdzianów i prac klasowych, a jeden egzamin i tak wywołuje masę stresu.
Dlaczego? Czy to przez presję, że od tego JEDNEGO wyniku zależy wybór szkoły? Ale tak wygląda życie. Od egzaminu zależy otrzymanie prawa jazdy. Studia to egzaminy. Rozmowy kwalifikacyjne. Egzaminy umiejętności do drużyn sportowych.
Prowadzenie własnej firmy to jeden wielki egzamin.

Może to za wcześnie na taki egzamin i poziom presji dla 14 latka.
To jak wtedy zrobić rekrutację do liceów? Egzaminy wstępne? To też egzaminy. Nie wiem. Serio.
Ostatnio dużo myślę nad takim własnym, autorskim systemem edukacji. Im więcej nad tym myślę, to mam więcej i więcej pytań.
Nie umiem stworzyć czegoś takiego. Nie wiem, czy ktoś jest w stanie. Wiem, że są autorskie szkoły i metody, ale poznałem sporo dzieciaków z takich szkół i uwierzcie, w znaczącej części poziom ich matmy był niższy od przeciętnych uczniów ze szkół systemowych mających problemy z matematyków.

Tak czy siak, jedno jest pewne - dzieciaki się stresują.
Pomagajmy im uczyć się panować nad tym stresem.
Moja mama mówiła mi często "Będzie co ma być i tyle".
Nie rozumiałem tego długo, bo nie tłumaczył mi sensu tego zdania.
Dziś to rozumiem po swojemu. Tłumaczę swoim uczniom, aby nigdy nie nastawiali się na wynik. Chciałbym, aby byli świadomi pracy, którą włożyli w przygotowania i szli dumnie na każdy sprawdzian z założeniem, że dadzą z siebie tyle, ile mogą i to będzie OKEJ. Czasem się wygrywa, a czasem przegrywa. Z obiecamy sytuacjami trzeba sobie umieć radzić.

04/05/2026

Moi drodzy! Wszystkie znaki na niebie wskazują, że od września będzie można zamawiać szkolenia Rad Pedagogicznych w zakresie neuroróżnorodności. Jutro jadę do Łodzi do siedziby Fundacja Autism Team i będziemy wszystko obgadywać, dogrywać i opracowywać.
Szkolenia będą certyfikowane, a ja posiadam uprawnienia trenerskie i jestem samorzecznikiem. Jestem w spektrum i uczę osoby w spektrum.

Stąd luźne pytanie: jakie macie potrzeby w zakresie szkoleń z neuroróżnorodności? Czego chcielibyście się dowiedzieć? Czego brakuje w Waszym warsztacie bądź co chcielibyście wzmocnić?

Szkolenia będą organizowane w obrębie powiatu/gminy tak, aby podczas jednego wyjazdu móc odwiedzić więcej niż jedną szkołę.

Spotkania z uczniami i rodzicami również są możliwe

03/05/2026

[Kartka z życia nauczyciela matematyki]

Od jutra matury.
Chyba pierwszy raz jest mi smutno. Odprawiam moich kursantów na matury. Będzie mi brakować czasu z nimi. Dziś rozmawiałem z Borysem.

Kiedy ja zdawałem maturę nikt nie powiedział mi: "Hej, zatrzymaj się. To, czego miałeś się nauczyć już się nauczyłeś. Daj mózgowi odpocząć. Idź do kina. Spotkaj się z przyjaciółmi. Odpocznij. Zrób coś fajnego. Zregeneruj się. Sportowcy też tak robią. Nikt dzień przed zawodami nie trenuje do upadłego."

Ja większość życia pisałem egzaminy w stresie i na zmęczeniu.
Powtarzam moich podopieczny, żeby nie popełniali moich błędów.

A Ty rodzicu, masz to w swoich rękach. Zabierz dziecko gdzieś. Spędźcie czas. Uświadom go do jasnej cholery, że go kochasz niezależnie od tego, jaki będzie mieć wynik. Powiedz, że go kochasz niezależnie od tego, czy dostanie się do wymarzonej szkoły.
Powiedz, że będziesz z nim nawet, gdy nie zda matury.
Zdarza się. Tyle.

Miałem w liceum kumpli, którzy marzyli o medycynie.
Wiecie ile razy poprawiali maturę?
TRZY. Za trzecim razem osiągnęli wyniki, które pozwoliły im osiągnąć cel. Dziś są dentystami za granicą. Wiodą piękne życie.

Jestem dumny z moich kursantów. Każdy dał z siebie tyle ile był w stanie. Jedni celują w 100%. Inni tylko w to, aby zdać. Rezultaty mogą być różne.

Zaufajcie mi, że nie osiągnięcie celu nie smakuje tak źle wtedy, gdy masz świadomość, że sumiennie przepracowało się cały okres. Możliwe, że to jeszcze za mało.

Będzie poprawka. Będzie przyszło rok. Nie porzucajcie marzeń tylko dlatego, że się coś nie udało.

I jeszcze jedno. Wynik maturalny NIE MÓWI O TYM, JAKIMI JESTEŚCIE LUDŹMI.
Jest masa wartości ważniejszych od wyniku z matmy.

Na koniec podzielę się z Wami doświadczeniem.
Wyobraźcie sobie, że 99% osób, które spotykam mówi, że byli słabi z matmy. Że ledwo zdawali itp.
Ci sami ludzi często mówią, że matma jest w życiu ważna.
Widzicie paradoks?
Byli słabi i prawdopodobnie są wciąż słabi z matmy.
A paradoks polega na tym, że Ci sami ludzie PIĘKNIE sobie radzą w życiu.

I to oni są namacalnym dowodem na to, że aby dobrze żyć nie trzeba być super z matmy.

02/05/2026

Jak millenialsi spędzają majoweczkę?

01/05/2026

Pokłosie zgolenia❤️ Dużo siły dla wszystkich walczących👊

28/04/2026

Moi drodzy, dziękuję za masę pozytywnych wiadomości!
Opowiem Wam historię.
Kiedy mama chorowała, przeszła mi przez myśl, aby się ogolić i z nią się zsolidaryzować, ale nie miałem odwagi.
Nie radziłem sobie z jej chorobą i mało kiedy byłem trzeźwy.
Wspierałem ją jak mogłem, ale cały trud odreagowywałem w najgorszy dla mnie sposób.
Wiele lat nie cierpiałem siebie za to, że mogłem zrobić więcej. przede wszystkim za to, że nie byłem obecny. Obecności w życiu bliskich uczę się cały czas.

Włosy zapuściłem w okresie, kiedy zacząłem nad sobą pracować. Były dla mnie przede wszystkim symbolem bycia jaskiniowcem.
Skupiałem się przede wszystkim na tym, aby stanąć na nogi.
Zdecydowałem się je ściąć teraz, kiedy czuję, że jest w miarę okej.
Ogolenie głowy było wsparciem akcji, ale miało również ogromny aspekt osobisty.
Zwrot "odciąć" ma wiele różnych aspektów. Obecnie pracuję nad tym, żeby zamknąć jak najwięcej różnych aspektów przeszłości.

Pojawiło się sporo komentarzy i zapytań, dlaczego nie chciałem oddać włosów na perukę. Po prostu, nie chciałem.
Dla mnie to, co nazbierało się na mojej głowie przez ponad 7 lat jest symbolem tego, co mało miłe. Nie chciałem, aby ktoś to nosił. Po prostu. Można tego nie rozumieć i to jest okej, ale czy to powód, aby mnie obrażać? Nie sądzę. Bo i takie głosy się pojawiły.

Po ogoleniu głowy czułem się zawstydzony, kiedy pierwszy raz poszedłem na trening. Widziałem spojrzenia i było to krępujące, ale robiłem swoje. Poczułem namiastkę tego, co czują osoby chore.

A mój przyjaciel Kuba, kiedy mnie zobaczył zapytał: "Wiedziałeś, że masz pieprzyki na głowie?"
Otóż nie wiedziałem, hehe.

Dziękuję każdemu za wsparcie fundacji Cancer Fighters!
Pozdrówki kochani,
Pan Pi.

Chcesz aby twoja szkoła była na górze listy Szkoła w Warsaw?

Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.

Lokalizacja

Strona Internetowa

Adres

Warsaw
03-814