27/11/2022
Staję na głowie, żeby złapać nową perspektywę i całkiem nie zwariować. 🙈
❌❌❌
Przychodzę dzisiaj do Was z takim podsumowaniem i wyjaśnieniem jak wygląda mój tydzień pracy w tym roku oraz dlaczego nie publikuję przygotowanych już Tiktoków, dlaczego mój grid na Insta nie zapełnia się zdjęciami i dlaczego mało tutaj na Facebooku merytorycznych treści.
Postanowiłam w tym roku prowadzić ewidencję czasu pracy, tzn. odnotowuję, kiedy do szkoły wchodzę i siadam do pracy oraz kiedy z niej wychodzę. Jesteście ciekawi jak wygląda mój tydzień pracy w liczbach? Zostańcie ze mną. 🙂
Współpracuję w tym roku z siedmioma klasami:
grupa w klasie 4 = 13 osób
klasa 5 = 21 osób
2x klasa 6 = łącznie 34 osoby
grupa w klasie 7 = 12 osób
2x klasa 8 = łącznie 48 osób
Łącznie jest to 128 uczniów (jeszcze tutaj warto dodać, że przy podziale na grupy, gdy nie ma jednej z anglistek, klasa jest łączona i wtedy ta liczba się zwiększa).
21 godzin tablicowych
1 godzina nauczania indywidualnego (z dojściem do ucznia)
2 godziny koła językowego
= 24 godziny tablicowe
+ 1 godzina tzw. „Czarnkowa” (przeznaczona na konsultacje dla uczniów i ich rodziców)
Łącznie w szkole w tym roku tygodniowo jestem między 30 a 32 godzinami zegarowymi.
Do tego dochodzą oczywiście obowiązkowe rady czy szkolenia oraz udział w innych wydarzeniach z życia szkoły. Do tego dochodzi czas, który spędzam nad pracą w domu, choć wiele rzeczy udaje mi się podomykać w pracy, to jednak kserowanie, laminowanie, wycinanie materiałów, szykowanie quizów czy sprawdzanie testów, zeszytów lub dłuższych form pisemnych robię przeważnie w domu, najczęściej przed spaniem lub nad ranem tuż po wstaniu.
Żeby sprawdzić jeden test załóżmy, że potrzebuję minimum 10 minut. 10 minut x 128 uczniów = 1280 minut = ponad 21 godzin zegarowych.
Biorąc pod uwagę, że każda z moich grup napisała już 2 lub 3 testy (dla uproszczenia uznajmy, że 2 testy), to spędziłam ponad 42 godziny od września na sprawdzaniu samych sprawdzianów.
Minęło 11 tygodni szkoły, więc wychodzi na to, że spędzam ponad 3,5 godziny zegarowe tygodniowo ślęcząc nad sprawdzianami. Uśredniając mój czas spędzany w szkole do 31 godzin wychodzi na to, że bez rad pedagogicznych i tym podobnych wydarzeń spędzam nad pracą 34,5 godzin zegarowych.
Ale dość tej matematyki.😉 W dalszym ciągu staram się wymyślać dodatkowe inicjatywy, w tym roku kontynuuję anglojęzyczny kącik czytelniczy, rozpoczęłam akcję pt. "Drzwi memów" (nie mam swojej tablicy, więc co miesiąc przyklejam na drzwiach sali językowej ciekawe memy, idiomy rysunkowe itp.), staram się organizować dla moich uczniów konkursy, olimpiady, tworzyć Escape Roomy przynajmniej raz w semestrze.
Ten post powstaje z miejsca takiego rozmarzenia o czasach, gdzie mój tygodniowy grafik jest bardziej ustruktyryzowany. Gdzie nikt nie wytrzeszczy na mnie oczu ze zdziwienia, że wliczam sobie czas przed lekcjami jako mój czas pracy. Gdzie praca popołudniowa, praca po godzinach, jest normalnie rozliczana.
Piszę też o tym, żeby powiedzieć, że żebym mogła być bardziej obecna w pracy — na lekcjach z uczniami — i w domu z moją rodziną, wybieram być mniej, tutaj, w mediach społecznościowych.
Dbajcie o siebie i pamiętajcie, że życie składa się z wyborów.
Hugs! ❤️