22/04/2026
"Chłopcy w w trzecim i czwartym (!) roku życia na koniach jeżdżą,
w czwartym i piątym sami się nimi puszczają,
a w dziesiątym i dwunastym najdziksze konie dosiadają i po mistrzowsku nimi władają.
A że pierwsze wychowanie otrzymują w kraju po większej części, gdzie świeżego powietrza, przestrzeni i wszelkich zdrowie i czynność utrzymujących zajęć jest pod dostatkiem, że w tych latach nikt nie myśli kazać im siedzieć i nad nauką ślęczeć, naturalna rzecz, iż się w nich lepsza krew wyrabia, niżeli ją w spadku po ojcu i matce otrzymali, i że potem rozkwitają tak świeżo i dzielnie jak zwykle polska młodzież.
Tylko tym sposobem wytłumaczyć mogę, w jaki sposób społeczność tak rozpasana, tak nieregularne życie wiodąca, tak zatopiona we wszelkiego rodzaju używaniu i nadużywaniu, może takie mnóstwo pięknych i zdrowych dzieci wychować" -
Nie mógł wyjść z podziwu Fryderyk Schulz, opisując proces wychowywania dzieci w Polsce w swoich "Podróżach Inflantczyka do Warszawy i po Polsce 1791–1793”.
Ilustracją wpisu jest obraz Bernarda Bellotta zwanego Canalettem z 1773 r. "Pułkownik Koenigsfels udzieli lekcji jazdy konnej księciu Józefowi Poniatowskiemu". Obraz pozostaje w stałej kolekcji Muzeum Narodowego w Warszawie.
09/04/2026
Leżak z królewską koroną...? Czemu nie! Lato coraz bliżej 😊
Nową koronę 👑ma Zamek Królewski w Warszawie
A właściwie znak, system identyfikacji wizualnej i cały wachlarz możliwości ich wykorzystania na drukach okolicznościowych, pamiątkach i gadżetach.
Jak Państwu się podoba?
31/03/2026
"Psie głosy nie idą w niebiosy" - Starówka była i jest "pestką" Warszawy... kwitowali pomysły wyburzenia najstarszej, historycznej części miasta jej obrońcy - już na przełomie XIX i XX wieku.
"Kolebką Warszawy a zarazem jej rdzeniem i „pestką“ jest dzielnica
Staromiejska.
Szanować ją powinniśmy jak świętość.
Wszelki zamach na jej postać dzisiejszą, usunięcie choćby jednej cegły z miejsca,
na którem ją ręka pradziadów położyła, stanowi świętokradztwo. W ostatnich
czasach odezwały się głosy barbarzyńskie — odosobnione co prawda
i które przebrzmiały bez echa, spotkawszy się z potępieniem
i opozycyą—że dla „wygody“ (!), miasta należy ową „starzyznę“ —
usunąć.
Nazywać te głosy głosami wandalów byłoby zbyt wielkim
dla nich zaszczytem. One należały do tych, o których dosadne polskie
przysłowie mówi, że... „nie idą pod niebiosy“ - pisał zapalony varsavianista Wiktor Gomulicki w swojej pracy z 1905 r. pt. "Z historii ulic i uliczek warszawskich".
Ilustracją wpisu jest fragment obrazu Bernarda Bellotta zwanego Canalettem z 1774 r. "Krakowskie Przedmieście w kierunku Kolumny Zygmunta". Obraz znajduje się w stałej kolekcji Zamku Królewskiego w Warszawie i można go obejrzeć w Sali Canaletta razem z innymi widokami stolicy, które na zlecenie Stanisława Augusta wenecki mistrz weduty namalował w latach 1767-1780.
23/03/2026
Nie tylko Wielki Post, ale i św. Jan Nepomucen skłaniał P***ków do postu w swój dzień, 21 maja.
"Rzeczywiście, w dawnej Polsce bardzo rygorystycznie przestrzegano nakazu poszczenia w określone dni.
Nie jadano mięsa i ograniczano inne pożywienie w środy, piątki i soboty,
w czasie Adwentu, w Wigilię Bożego Narodzenia, w Środę Popielcową i Wielki Piątek.
Postami poprzedzano także dni znanych patronów, miało
to na celu oczyszczenie z grzechów, wkroczenie na drogę świętości, pozwalało też godnie uczestniczyć w święcie.
Ten sposób okazywania pobożności przybierał jednak często
skrajne formy, o czym świadczą spostrzeżenia cudzoziemców, iż Polacy „raczej dadzą się zabić, niż złamią post".
Łukasz Gołębiowski w dziele Lud polski, jego zwyczaje i zabobony podsumował te obyczaje:
"przed każdym wielkim świętem czterdzieści dni poszczono. Nadto
suchedni, krzyżowe dni, wilie obchodzono i przyjęte dobrowolnie do Serca
Jezusowego, Najświętszej Panny Bolesnej, św. Antoniego, św. Jana Nepomucena
i innych świętych pięć, siedem albo dziewięć dni postu, po jednym
w każdym tygodniu poprzedzającym.
Suszono poniedziałki, środy, piątki,
soboty, tak że czasem trzy dni tylko, u skrupulatniejszych za postami zaledwie
dzień jeden zostawał do mięsnych pokarmów.
Nie dochować postu największym poczytywano grzechem".
Fragment pracy dr Weroniki Girys-Czagowiec pt. "Obraz siedemnastowiecznej Polski i jej mieszkańców w oczach cudzoziemców".
Ilustracją wpisu jest fragment obrazu pt. "Pałac Mniszchów" z 1779 roku Bernarda Bellotta zwanego Canalettem z widokiem posągu św. Jana Nepomucena, patrona mostów, przepraw, spowiedników oraz dobrej sławy, który przetrwał do naszych czasów i stoi dziś na ulicy Senatorskiej tuż przy Placu Bankowym.
17/03/2026
Wspaniały teatr operowy wzorowany na gmachu drezdeńskim i przeznaczony dla tysiąca widzów wystawił w Warszawie August III.
"Wzorowana na Małym Teatrze Drezdeńskim Operalnia uroczyście została otwarta 3 sierpnia 1748 roku, w dniu imienin króla, Augusta II Sasa.
Budynek (z fasadą w stylu włoskiego teatru barokowego) składał się z przedsionka z klatkami schodowymi, widowni w kształcie podkowy oraz sceny. Pomieszczenia na dekoracje znajdowały się w oddzielnym budynku.
Teatr (przy którego budowie pracowało 229 robotników, w tym m.in. 134 cieśli czy 24 murarzy) znajdował się w południowo-zachodniej części Ogrodu Saskiego przy ul. Królewskiej.
Widzowie mieli do dyspozycji krzesła, umieszczone wyżej w siedmiu rzędach ławki, a także cztery kondygnacje lóż i – to już dla rodziny królewskiej – dwie loże reprezentacyjne.
O rozmiarze teatru świadczy fakt, że był on przewidziany na ponad pół tysiąca osób" ze strony www.palacsaski
Ilustracją wpisu jest prawdopodobna inspiracja dla Augusta III, jaką był teatr w Dreźnie.
15/03/2026
Kuglarze, trefnisie, tresowane małpy a nawet olbrzymi kastrat z Trydentu pokazywali się za pieniądze na Krakowkim Przedmieściu😊
"Zjechał takoż do Warszawy roku 1764 w listopadzie olbrzym Bernard Gigli, rodem z Trydentu, mający lat 28. kastrat wzrostu łoci 5, w postawie swojej kształtny.
Przedstawiony był królowi dnia 26 października.
Mieszkał przy ulicy Freta 1, w domu narożnym.
Ten zaspokoiwszy prawie całej Warszawy, po okazywaniu się za pieniądze, znajdował się raz na reducie (czyli na balu redutowym dostępnym dla wszystkich za biletami).
Ubrany był jako Goliat, w towarzystwie z Dawidem, przez sprzeczność wzrostu rzadkim karzełkiem, u dworu pami Humiejeckie, miecznikowej koronnej, zostającym"- przekazywał czytelnikom swojej "Estetyki miasta stołecznego Warszawy" zasłyszane wieści Antoni Magier, pierwszy kronikarz naszej stolicy.
Ilustracją do wpisu jest fragment obrazu Bernarda Bellotta zwanego Canalettem przedstawiający fragment Krakowskiego Przedmieścia w Warszawie w kierunku Kolumny Zygmunta.
Na ilustracji widać grupę wędrownych artystów grających na różnych instrumentach pokazujących sztuczki z tresowanymi zwierzętami.
06/03/2026
P***k przechodzi sam siebie, gdy prowadzi poloneza...😊
"P***k tańczy chętnie i prawie zawsze pięknie;
Śląsk wie, że w jego kąpieliskach Polacy są zawsze najlepszymi tancerzami.
Jednakże P***k przechodzi sam siebie, gdy prowadzi poloneza, należącego do najpopularniejszych w Polsce tańców.
Panuje przekonanie, że w tym tańcu wielką pomocą dla tancerza jest polski strój narodowy.
I ja tak myślę.
Jednak nawet P***k tańczący poloneza w niemieckim ubiorze posiada jakieś "avec" (to coś) , którego nie mogą się od niego wyuczyć cudzoziemcy.
O ileż taniec ten, w którym P***k potrafi przejawić tyle gracji i godności, góruje nad szalonym walcowaniem, rozpanoszonym w Niemczech od czasów Leopolda, a w najwyższym stopniu ubliżającym godności ludzkiej" -
tak pochlebnie o polskiej tradycji narodowej wyrażał się Johann Joseph Kausch w dziennikach, które były wydawane w latach 1793-1796 w Grazu, Salzburgu i Wrocławiu (Breslau).
Ilustracją do wpisu jest, który namalował Korneli Szlegel (1819-1870) "Polonez pod gołym niebem".
źródło: Władysław Łoziński (1843-1914), "Życie polskie w dawnych wiekach", 1907, wydanie piąte, Warszawa 1934, Biblioteka Pawlikowskich
02/03/2026
Król wdrapał się na drugie piętro chcąc swoją ciekawość zaspokoić...
"Dowiedział się raz król przypadkiem, że młody jeden ze szkoły Norblina (Jana Pawła Norblina, francuskiego malarza na służbie Czartoryskich) zrobił u siebie teatrzyk optyczny, w którym osóbki ruchome wystawiał pokusy św. Antoniego na puszczy.
Zachwalano przy tym, że rysunek, koloryt i ruch osóbek w tych przedmiotach lubieżnych, naśladujących "Przemiany" Owidiusza, dobrze był zachowany.
Król chciał to widzieć, wieczorem zatem, aby nie był poznanym, pieszo udał się z kilku dworzanami do tego domu na Rynku Starego Miasta, nieco od Zamku oddalonego, i wdrapał się na drugie piętro, chcąc swoją ciekawość zaspokoić…" -
oto fragment opisu upodobań króla dokonany przez Antoniego Magiera w jego "Estetyce m.st. Warszawy".
Ilustracją wpisu jest olej na desce wykonany w 1779 r. przez przywołanego wyżej w tekście Jana Pawła Norblina pt. "Polish marionettes (Les Marionettes polonaises)."
Obraz zakupiony przez Stanisława Augusta od malarza w 1782 r. znajduje się obecnie w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie.
20/02/2026
My rządzim światem, a nami kobiety!
Król ulegał wielce mocy kobiet... niektóre kazał portretować😊
"Wracając do opisania skłonności, którą król miał do płci pięknej, dodamy, że ulubiony malarz jego, Bacciarelli, znając w tym względzie słabość królewską, zajmował nieraz w swoim gabinecie w malarni oddawaniem pędzlem wizerunku jakiej znakomitej damy.
Wiedząc zaś o skłonnościach ku niej króla, kiedy zobaczył go przy malowaniu obecnego, odkładał na bok paletę i wychodził do siebie, nieco tam zabawiwszy.
Król ulegał wielce mocy kobiet nad sobą.
Siostry jego: pani Krakowska, pani Podolska i inne damy, dając mu rady jakowe albo odradzania, łatwo w umyśle zdołały odmienić, dlatego stosowna jest do niego ta para wierszy: "Mimo tak wielkiej płci naszej zalety - My rządzim światem, a nami kobiety" - pisał Antoni Magier, pierwszy kronikarz Warszawy.
Ilustracją wpisu jest portret Cathariny Gattai Tomatis, która była włoską śpiewaczką i primabaleriną Operlani, czyli pierwszego publicznego teatru operowego w Warszawie zbudowanego na rozkaz Augusta III Wettyna.
Catharina Gattai zdobyła popularność warszawskiej publiczności i podbiła wiele męskich serc, a wśród nich serce króla Stanisława Augusta, który zamówił jej portret u swojego nadwornego malarza, Marcella Bacciarellego.
16/02/2026
Od dworu do dworu do upadłego! Byle zdążyć przed Wielkim Postem😊 A ten już pojutrze...
„Takie kuligi pozostawiały po sobie tylko spustoszenie i straty” – pisał o karnawałowych kuligach ks. Jędrzej Kitowicz, kronikarz staropolskich obyczajów.
Szlichtada, czyli staropolski kulig
Do ulubionych staropolskich rozrywek karnawałowych należały kuligi zwane również z niemiecka szlichtadą. Była to sanna prowadzona przez wodzireja od dworu do dworu.
W każdym czekała gości uczta i salony przygotowane do tańca. A gdy goście się najedli, napili, ogrzali, wytańczyli ruszali w dalszą drogę do następnego dworu. Kulig stroił się często na ludowo i udawał wesele chłopskie. Była młoda para, byli drużbowie, był cały orszak na krakowską modłę. Pojawił się arlekin, strojono się na Żydów i Cyganów.
Na zdjęciu obraz Józefa Chełmońskiego pt. "Powrót z Balu".
O polskich zabawach karnawałowych mieliśmy wczoraj, czyli w ostatnią niedzielę tegorocznego karnawału wykład pt. "Wenecki karnawał po warszawsku. Jak Warszawa bawiła się za Canaletta podczas karnawału".
Wykład odbył się w Muzeum Warszawskiej Pragi.
11/02/2026
W karnawale stolica bawiła się na całego !
O warszawskich zabawach i rozrywkach opowiemy w Muzeum Warszawskiej Pragi, w niedzielę, 15.02 o 16.00 podczas Urodziny Pragi
"Największą popularnością cieszyły się reduty, czyli publiczne bale maskowe, wprowadzone do stolicy jeszcze za panowania Augusta III.
Na redutę — w przeciwieństwie do balu prywatnego — mógł przyjść zasadniczo każdy, bez względu na stan i zajęcie, pod warunkiem. że był porządnie ubrany, że miał dziewięć złotych na bilet wejścia i że nosił maskę. Innych warunków nie wymagano, toteż magnat bratał się tam niejednokrotnie
z poczciwym mieszczuchem, szlachcianka
tańczyła z włoskim marionetkarzem, a zwykła „małpa” (jak wówczas nieładnie nazywano dziewczęta lekkiego prowadzenia) mogła
brylować w gronie najpoważniejszych urzędników" - pisał w tygodniku "Stolica" z 1962 roku słynny varsavianista Wiktor Gomulicki.
Ilustracją wpisu są projekty kostiumów Teresy Roszkowskiej do opery Stanisława Moniuszki "Hrabina", która uchodzi za najbardziej "warszawską" z oper.
Hrabinę nazwano słusznie najlepszą operą o Warszawie.
Ale związek z Warszawą nie ogranicza się do okoliczności,
że stolica stanowi miejsce jej akcji.
Warto również pamiętać, że ta opera o Warszawie i skomponowana w Warszawie została poniekąd dedykowana temu miastu.
Po wielkim sukcesie na premierze, o którym pisano, że był bodaj większy od sukcesu premierowego Halki, na karcie tytułowej pierwszego wydania wyciągu fortepianowego Hrabiny kompozytor umieścił słowa: "Publiczności warszawskiej, w dowód wdzięczności za uprzejme przyjęcie mojej muzyki i zachętę do dalszej pracy, poświęca Stanisław Moniuszko".
Zapraszamy! 😊