Gródek nad Dunajcem od kuchni

Gródek nad Dunajcem od kuchni Lokalne sprawy mieszkańców Gminy Gródek Nad Dunajcem. Nieco inny punkt widzenia niż prezentowany w propagandowych kanałach.

Bez koloryzowania, pudrowania i ściemy.

U nas to normalne
23/07/2026

U nas to normalne

Prywatny profil czy publiczny kanał komunikacji? Gdzie przebiega granica?

Nikt nie kwestionuje prawa wójta, burmistrza czy prezydenta miasta do prowadzenia prywatnego profilu w mediach społecznościowych.
Nasuwa się jednak pytanie. Czy profil pozostaje wyłącznie prywatny, jeśli staje się miejscem publikowania informacji o działalności organu wykonawczego gminy?

Jeżeli informacje o inwestycjach, pozyskanych środkach, wydarzeniach gminnych czy pracy urzędu pojawiają się najpierw na profilu określanym jako prywatny, a dopiero później na oficjalnych kanałach gminy, warto zastanowić się, czy jest to właściwy standard komunikacji z mieszkańcami. Oficjalne informacje powinny być dostępne dla wszystkich jednocześnie. Dopiero później mogą być udostępniane na prywatnych profilach osób pełniących funkcje publiczne.

Pojawia się również kolejne pytanie. Jeżeli oficjalny profil gminy udostępnia materiały z prywatnego profilu burmistrza lub wójta, to czy nie dochodzi do zatarcia granicy pomiędzy działalnością prywatną a wykonywaniem funkcji publicznej?

Nie mniej ważna jest kwestia wykorzystywania zasobów publicznych. Jeżeli pojawiają się wątpliwości, czy przy tworzeniu materiałów publikowanych na prywatnym profilu wykorzystywany jest sprzęt, czas pracy lub zaangażowanie pracowników urzędu, takie wątpliwości powinny zostać rzetelnie wyjaśnione. Nie dlatego, że należy z góry zakładać nieprawidłowości, lecz dlatego, że przejrzystość jest fundamentem zaufania do administracji publicznej.

Wątpliwości budzi także blokowanie mieszkańców. Jeżeli profil staje się faktycznym kanałem przekazywania informacji o działalności organu gminy, warto zadać pytanie, czy wykluczanie części odbiorców nie prowadzi do ograniczenia równego dostępu do informacji publicznej.

Czy w polskich samorządach nie nadszedł już czas na wypracowanie jasnych zasad prowadzenia profili w mediach społecznościowych przez osoby pełniące funkcje publiczne?

Bo państwo prawa to nie tylko przepisy. To również przejrzyste standardy, które nie pozostawiają miejsca na wątpliwości.

Postaw kawę autorowi. Stać Cię 😀😀 Espresso tylko 10 zł. Kliknij w link buycoffee.to/urzedniczo-samorzadowe-pogaduchy

Ja też ...
23/07/2026

Ja też ...

SAMORZĄDOWE BAGIENKO i.....

Skoro jest Kuba Wojewódzki Show, to dlaczego nie może być Show Ryśka Powiatowego lub Gminnego. Szczególnie ze względu na stosowany w programie język swobody obywatelskiej. Bo przecież można radośnie zakrzyknąć w stronę uciekającego właśnie z zatoczki autobusu:
„O ty łotrze, hultaju, urwisie, nicponiu, szelmo i huncwocie kierujący autobusem linii 17, należącym do taboru miejskiego przedsiębiorstwa komunikacyjnego, że nie czekając, aż ma skromna osoba przekroczy twoje zacne progi, aby na twym pokładzie, w ekskluzywnych warunkach klimatyzowanej/ogrzewanej kabiny, pokonać drogę do dworca kolejowego - uciekłeś mi w sposób odrobinę bezczelny, pozostawiając mnie smutnego i w bezsilnego, na miejskim trotuarze, który zrosiłem łzami swemi słonemi Oj ty, oj ty, oj ty niegrzeczny”.

Można, tylko po co. Skoro jedno słowo zastąpi całe powyższe przemówienie, wzbogacając je w moc, ekspresję, emocje i doda pikanterii. I co ciekawe, już na tym etapie, każdy czytelnik – starszy czy młodszy - doskonale wie, jakie to słowo. Po ludzku, w codziennych sytuacjach – przy zachowaniu należytego umiaru – istnieje przyzwolenie na jego użycie, ale w tak zwanym „dyskursie publicznym” tego przyzwolenia brakuje – a szkoda.

Złamię więc niepisaną zasadę, narażę się na Państwa odrzucenie i powiem otwarcie: mam FQRW.

GIGANTYCZNY i WSZECHOGARNIAJĄCY.

Mam FQRW na wszystko to, co złego dzieje się w naszych małych ojczyznach, przez złe nimi zarządzanie. Mam FQRW, że źle zarządzanych jednostek samorządowych jest aż tak wiele Mam FQRW na samorządowych idiotów u sterów władzy. Mam FQRW na samorządowych idiotów u sterów władzy, którzy na dodatek są partyjnymi kacykami - lecąc po okręgu sceny politycznej od bardzo lewego do bardzo prawego (bez wyjątku). Mam FQRW na radnych wszystkich szczebli, którzy albo też są samorządowymi idiotami albo nie chcą/nie potrafią stać na straży WSPÓLNOTY z której się wywodzą i która ich do pilnowania porządku wybrała. Mam FQRW na mieszkańców, którzy aprobują patologiczne często zachowania swoich WYBRAŃCÓW wg. zasady: a co ja mogę – i tak niczego nie zmienię, bo zawsze tak było. Mam FQRW na pracowników samorządowych/urzędników
(w tym samego siebie), którzy często współuczestniczą w wątpliwej, nielegalnej a czasem przestępczej działalności swoich przełożonych, a ze strachu o swoje prywatne życie nie podejmują ŻADNYCH kroków w celu przeciwdziałania patologii. Mam w końcu FQRW na samego siebie, że za późno zabrałem się za działanie, że za mało robię, że nie umiem znaleźć/przekonać/ dotrzeć do jeszcze większej liczby osób i przekonać do podzielenia się swymi spostrzeżeniami, że nie nagłaśniam jeszcze bardziej

FQRWIA mnie gdy widzę uśmieszki na niektórych twarzach z „przesłaniem: i tak ............mi zrobicie. FQRWIA mnie, że wszyscy do kupy nie jesteśmy konsekwentni w swoich działaniach, że nie potrafimy - często dobrze rozpoczętych czynności - doprowadzić do końca. FQRWIA mnie, że choć wiele spraw nam się nie podoba to – nie dosyć - że nic z tym nie robimy, to ze swoich podatków płacimy jeszcze wynagrodzenia sprawcy i……. sponsorujemy jego działalność, a on nas za to opierdziela.

Postaw kawę autorowi. Stać Cię 😀😀 Espresso tylko 10 zł. Kliknij w link buycoffee.to/urzedniczo-samorzadowe-pogaduchy

Brzmi znajomo?
04/07/2026

Brzmi znajomo?

Gigantyczne ego władzy – wójtoburmistrzoprezydent jako Król Słońce

Czyli o tym, jak urząd zamienia się w prywatną galerię chwały jednego człowieka.

Są samorządy, w których wszystko kręci się wokół jednego zjawiska. Kosmicznego ego władzy wykonawczej, które świeci jaśniej niż wszystkie latarnie LED w gminie. Paradoks polega jednak na tym, że im jaśniej ono świeci, tym... ciemniej robi się w urzędzie.

Bo kiedy wójtoburmistrzoprezydent pojawia się w pracy z aurą „Króla Słońce”, zaczynają dziać się rzeczy niemal magiczne.
Na przykład:
▪️ komunikacja wewnętrzna zamienia się w kronikę sukcesów szefa,
▪️ każde „dziękuję” od mieszkańca w tajemniczy sposób trafia do mediów społecznościowych z podpisem: „Osobiście dopilnowałem...”,
▪️ pracownicy zaczynają funkcjonować niczym w układzie heliocentrycznym – najważniejsze jest odpowiednio krążyć wokół centrum. Nie za blisko. Nie za daleko.

A urząd jako instytucja?

Cóż... powoli przestaje być instytucją publiczną. Staje się sceną, na której błyszczeć ma wyłącznie jedna gwiazda.

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda imponująco. Codziennie nowe zdjęcia. Kolejne przecinane wstęgi. Następny filmik. Następny wpis. Następny sukces. Tylko że gdzieś pomiędzy fleszami zaczyna znikać to, co w administracji publicznej jest najważniejsze – sprawnie działająca organizacja.

W zdrowym urzędzie działają procedury. Procesy są przewidywalne. Mieszkańcy wiedzą, czego mogą oczekiwać. Pracownicy mają przestrzeń do wykorzystywania swojej wiedzy, doświadczenia i odpowiedzialności. W urzędzie podporządkowanym ego wszystko podporządkowane jest natomiast wizerunkowi jednej osoby.

Każda inicjatywa nabiera wartości dopiero wtedy, gdy można ją sfotografować, opublikować i przypisać jednemu bohaterowi. Dlatego im większy problem, tym szybciej znika z oficjalnej komunikacji. Im mniejszy sukces, tym większa konferencja prasowa. Im bardziej urząd zaczyna tracić sprawność, tym częściej jego szef przekonuje wszystkich, że działa najlepiej w historii.

A procedury?

No cóż... Procedury mają jedną niebezpieczną cechę. Potrafią ograniczać spontaniczne pomysły lidera. Przypominają o kompetencjach, odpowiedzialności i granicach prawa. A to dla rozdętego ego bywa wyjątkowo niewygodne.
Nie ma co się oszukiwać. Ego władzy jest jednym z największych hamulców profesjonalizacji samorządu. Bo kiedy wszystko musi przechodzić przez jedną osobę - i nierzadko przez jej aktualny humor - nie ma już miejsca na budowanie trwałego systemu. Zamiast organizacji pojawia się spektakl. Zamiast zarządzania nieustanna kampania wizerunkowa. Zamiast przewidywalności - emocje. Tu nagły zwrot akcji, tam konferencja, gdzie indziej kolejna wrzutka do internetu, a nad wszystkim unosi się legenda lidera, który podobno własnoręcznie naprawia cały świat.

Najbardziej satyryczna wersja prawdy brzmi więc tak:
„Lider, który świeci tak mocno, że aż robi się ciemniej.”

Wszyscy widzą jego blask.
Nikt nie zauważa, że deptak zaczyna się sypać, procedury od dawna leżą w szufladach, a w jednym z referatów od miesięcy brakuje dwóch pracowników.
Bo samorząd nie jest sceną teatralną ani prywatnym profilem społecznościowym jednego człowieka. Jest instytucją publiczną. A instytucje nie powinny działać dzięki wielkości ego swoich liderów, lecz dzięki jakości procedur, kompetencjom pracowników i zaufaniu mieszkańców.

Paradoksalnie najlepsi liderzy nie potrzebują świecić najmocniej. Potrafią sprawić, że świeci cały urząd. I właśnie dlatego po ich odejściu instytucja nadal działa równie dobrze. Może właśnie to jest najprostszy test prawdziwego przywództwa.

Postaw kawę autorowi. Stać Cię 😀😀 Espresso tylko 10 zł. Kliknij w link buycoffee.to/urzedniczo-samorzadowe-pogaduchy

18/06/2026

Może przyda się wójtowi na kolejną sesję w batyrówce

Cóż, UZNANIOWOŚĆ. To chyba słowo klucz do wotum. Ale czy tak powinno być?
17/06/2026

Cóż, UZNANIOWOŚĆ. To chyba słowo klucz do wotum. Ale czy tak powinno być?

🩸Wotum zaufania dla burmistrza. Oceniamy człowieka czy urząd?

Czym jest głosowanie nad wotum zaufania dla burmistrza, wójta czy prezydenta miasta? Czy radni mają oceniać konkretną osobę? Jej charakter, poglądy, sposób bycia i relacje z ludźmi? A może powinni patrzeć wyłącznie na urząd i wykonywane zadania?

Pytanie wydaje się proste, ale odpowiedź wcale taka nie jest.

Instytucja wotum zaufania została wprowadzona do ustawy o samorządzie gminnym w 2018 roku. Jest ona bezpośrednio związana z raportem o stanie gminy, który wójt lub burmistrz przedstawia radzie każdego roku. Raport ma podsumowywać działalność organu wykonawczego, realizację strategii, programów, uchwał rady oraz innych działań podejmowanych na rzecz wspólnoty samorządowej. Dopiero po debacie nad raportem rada głosuje nad udzieleniem lub nieudzieleniem wotum zaufania.

Już sam sposób skonstruowania tych przepisów podpowiada, że nie chodzi o konkurs popularności ani plebiscyt sympatii. Ustawodawca nie nakazał radnym oceniać cech osobowości burmistrza. Nakazał im ocenić działalność organu wykonawczego gminy poprzez analizę przedstawionego raportu i efektów zarządzania gminą.

Oczywiście nie da się całkowicie oddzielić człowieka od funkcji. Burmistrz nie jest przecież anonimową instytucją. To konkretna osoba podejmująca decyzje, organizująca pracę urzędu, kierująca polityką gminy i ponosząca odpowiedzialność za jej funkcjonowanie. Jednak przedmiotem oceny powinny być przede wszystkim skutki tych działań, a nie osobiste sympatie czy antypatie.

Innymi słowy – radny nie powinien zadawać sobie pytania: „Czy lubię burmistrza?”. Powinien raczej zapytać: Czy gmina realizuje swoje zadania? Czy wykonywane są uchwały rady?
Czy rozwijają się usługi publiczne? Czy środki publiczne są wydawane racjonalnie? Czy mieszkańcy otrzymują odpowiednią jakość usług? Czy raport przedstawia rzeczywisty obraz sytuacji?

Jeżeli odpowiedzi są pozytywne, istnieją argumenty za udzieleniem wotum zaufania. Jeżeli negatywne - radny ma pełne prawo głosować przeciw.

Problem pojawia się wtedy, gdy wotum zaufania staje się elementem lokalnej wojny politycznej. Wówczas jedni głosują „za”, bo burmistrz jest z ich środowiska, a drudzy głosują „przeciw”, ponieważ reprezentuje konkurencyjny obóz. W takim przypadku sens całej instytucji zostaje wypaczony.

Wotum zaufania nie zostało stworzone po to, aby nagradzać lojalność polityczną ani karać za poglądy. Miało być jednym z narzędzi kontroli wykonywania władzy wykonawczej przez radę gminy. To właśnie dlatego jest poprzedzone raportem o stanie gminy i debatą publiczną z udziałem mieszkańców.

Można więc powiedzieć, że radny głosujący nad wotum zaufania powinien patrzeć na burmistrza przede wszystkim jako na organ wykonawczy gminy, a nie jako na prywatną osobę. Nie oznacza to bezdusznego abstrahowania od człowieka. Oznacza jedynie, że najważniejszym kryterium oceny powinny być efekty sprawowania funkcji publicznej.

Bo samorząd nie jest od lubienia lub nielubienia kogokolwiek.
Samorząd jest od oceniania jakości zarządzania wspólnymi sprawami mieszkańców.
I właśnie temu powinno służyć wotum zaufania.

Postaw kawę autorowi. Stać Cię 😀😀😀 Espresso tylko 10 zł. Kliknij w link buycoffee.to/urzedniczo-samorzadowe-pogaduchy

03/06/2026

🩸Radny od nieprzeszkadzania?

„Praca radnych polega na tym, żeby nie przeszkadzać. A wręcz pomagać.”

Takie słowa - jak słychać na przesłanym przez Czytelniczkę Pogaduch materiale - padły podczas sesji rady gminy. Wypowiedział je przewodniczący rady, człowiek z doświadczeniem kilku kadencji.

Przyznam, że przez chwilę zastanawiałem się, czy czegoś nie przeoczyłem. Może w ostatnich dniach zmieniono ustawę o samorządzie gminnym? Może rada gminy przestała być organem stanowiącym i kontrolnym? Może radni zostali zdegradowani do roli asystentów organu wykonawczego?

Sprawdziłem. Nie. Nic takiego się nie wydarzyło.

Żyjemy w czasach niezwykłych. Nigdy wcześniej dostęp do wiedzy nie był tak prosty. W kieszeni nosimy urządzenia mające większą moc obliczeniową niż komputery wykorzystywane przy programach kosmicznych kilkadziesiąt lat temu. Mamy internet, cyfrowe bazy aktów prawnych, komentarze, orzecznictwo, a nawet sztuczną inteligencję potrafiącą wskazać podstawowe przepisy i wyjaśnić ich znaczenie.

A mimo to każdego dnia przekonuję się, że elementarna wiedza o funkcjonowaniu samorządu bywa w niektórych miejscach szczątkowa albo wręcz nie istnieje.
Od mieszkańców nie można wymagać znajomości wszystkich niuansów prawa.
Od radnych już tak. Od przewodniczących rad wręcz trzeba.

Rada gminy nie została powołana po to, by "nie przeszkadzać" wójtowi, burmistrzowi czy prezydentowi miasta. Nie po to mieszkańcy wybierają swoich przedstawicieli. Rada jest organem stanowiącym i kontrolnym. To rada uchwala lokalne prawo. To rada decyduje o kierunkach działania gminy. To rada kontroluje działalność organu wykonawczego. To rada ma patrzeć na ręce tym, którzy zarządzają wspólnym majątkiem mieszkańców.

Nie po to, by utrudniać życie.
Nie po to, by prowadzić wojny.
Ale po to, by pilnować interesu wspólnoty.

Dobry radny nie jest przeciwnikiem wójta. Dobry radny nie jest również jego podwładnym. Dobry radny jest strażnikiem interesu mieszkańców. A to zasadnicza różnica.

W wielu samorządach obserwujemy zjawisko, które można nazwać syndromem „długopisu”. Projekty uchwał trafiają z urzędu, rada podnosi ręce, uchwały przechodzą niemal jednogłośnie, a później wszyscy wracają do domu z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku.

Tylko że takie działanie nie jest istotą samorządu. Samorząd, o czym piszę po raz enty, został zbudowany na równowadze.

Wójt/burmistrz/prezydent/zarząd zarządza. Rada kontroluje.

Wójt wykonuje. Rada ocenia.

Wójt proponuje. Rada decyduje.

Tak powinien działać zdrowy organizm samorządowy.

Jeżeli organ wykonawczy działa legalnie, gospodarnie, celowo i rzetelnie, kontrola nie jest dla niego zagrożeniem. Wręcz przeciwnie. Jest potwierdzeniem, że wszystko funkcjonuje prawidłowo. Jeżeli natomiast kontroli nie ma, zaczyna się problem.

Bo władza pozbawiona kontroli bardzo szybko przyzwyczaja się do tego, że może więcej.

A historia samorządu zna wiele przypadków, gdy brak aktywności radnych kończył się problemami finansowymi, organizacyjnymi, a czasem również prawnymi.

Dlatego szczególnie niepokoi mnie sytuacja, gdy przewodniczący rady publicznie sugeruje, że rolą radnych jest przede wszystkim „nie przeszkadzać”.

Przeszkadzać rzeczywiście nie należy. Ale zadawać pytania - należy. Żądać wyjaśnień - należy.
Kontrolować - należy. Analizować dokumenty - należy.
Sprawdzać wydatki - należy.
Reprezentować mieszkańców - należy.

Za to właśnie radni otrzymują mandat społecznego zaufania.
I właśnie za to otrzymują diety.

Samorząd nie jest prywatnym przedsiębiorstwem wójta, burmistrza ani prezydenta miasta.
To wspólnota. Wspólny majątek.
Wspólne pieniądze. Wspólna odpowiedzialność.

Wójt, burmistrz czy prezydent jest pierwszym spośród równych, a nie lokalnym monarchą. Rada nie jest dekoracją demokracji. Nie jest też grupą statystów mających potwierdzać słuszność każdej decyzji organu wykonawczego.

Jeżeli o tym zapomnimy, przestaniemy mówić o samorządzie. Zostanie nam jedynie zarządzanie bez kontroli.

A to zawsze jest droga prowadząca w bardzo niebezpiecznym kierunku. Takie mam dziś samorządowe przemyślenie.

I mam nadzieję, że gdzieś w Polsce jakiś radny właśnie je przeczyta i przypomni sobie, po co mieszkańcy wręczyli mu mandat zaufania.

Postaw kawę autorowi. Stać Cię 😀😀😀 Espresso tylko 10 zł. Kliknij w link buycoffee.to/urzedniczo-samorzadowe-pogaduchy

03/06/2026
Z pustego i Salomon nie naleje :)Co w naszej sytuacji można streścić tak - nie wyczarujesz zasobów, których po prostu ni...
03/06/2026

Z pustego i Salomon nie naleje :)
Co w naszej sytuacji można streścić tak - nie wyczarujesz zasobów, których po prostu nie ma.
Czy naszej gminie grozi cyfrowa rewolucja? W końcu wójt wydaje się być bardzo obytym z cyfrowymi technologiami. Nic bardziej mylnego. W kwestiach informacyjnych od początku kadencji nic się nie zmieniło. Rzekłbym, jest znacznie gorzej. Machina propagandy idzie jak lokomotywa, tyle że towar który dowozi jest ledwie pożywką dla mało wybrednego odbiorcy choć ślicznie opakowany.
Zadałem kilka pytań dotyczących bieżących tematów nowince dostępnej na stronie Gmina Gródek nad Dunajcem licząc że może inteligentny, cyfrowy pomocnik da mi to czego oczekuję. No niestety, kolejne duże rozczarowanie. Za każdym razem niemal identyczna odpowiedź, że nie ma bezpośredniej informacji i że zawsze możesz zadzwonić lub napisać email do urzędu :)
Pytałem o PSZOK i tu okazuje się że punkt należy do gminy Wietrzychowice i powołał go swoim zarządzeniem wójt tamtejszej gminy. Czyżby to nowa forma współpracy partnerskiej? Nie sądzę, nasz wójt jak zwykle pochwalił się czymś czego jeszcze nie zrobił a na pewno nie zrobił tego porządnie, bo informacji o regulaminie dot. PSZOK nigdzie nie znalazłem, wzmianki o zarządzeniu również.
Podobna sytuacja dotyczy informacji o wolnym dniu urzędu w piątek po święcie Bożego Ciała. Wójt jak na rasowego monarchę przystało oznajmił nam, czyli prostemu ludowi, że bezie wolne i już.
Czy to teraz tak wygląda zarządzanie? Już nie trzeba dokumentować swoich decyzji w formie aktów? Teraz już poprostu wystarczy ogłosić z "ambony" albo na FB i słowo ciałem się staje?
https://gminagrodek.pl/aktualnosci/informacja-w-sprawie-godzin-pracy-urzedu-gminy/
Czemu nawet AI nie jest w stanie udzielić odpowiedzi? To proste. Musiałaby odnaleźć pasujące informacje w bezkresie zasobów netu. A jeśli tych nie ma lub są "utajnione" to i ten bidny Salomon nie da rady.
Tak więc śpijcie spokojnie pracownicy gminy. Zawsze potrzebny będzie ktoś kto podniesie słuchawkę lub odbierze maila i ogłosi słowo pana... wójta :)
Jeszcze jedno. Po co uruchamiać na stronie technologię która w znacznie lepszym wydaniu jest dostępna z poziomu każdej przeglądarki internetowej. Po co uruchamiać mechanizmy które nie udzielają odpowiedzi a nawet wprowadzają w błąd. Dlaczego ważnych informacji nie udziela się tak jak to jest przyjęte?
Przecież takie zabiegi choć nic pozytywnego nie wnoszą nie są za darmo. Czyżby wójt promował również i marnotrawstwo i tandetę?

01/06/2026

🩸Poranek w samorządowej rzeczywistości

Jest 6:30. Za niecałą godzinę w całej Polsce otworzą się urzędy gmin, miast i starostwa powiatowe. Ludzie usiądą za biurka, włączą komputery, zdejmą z wieszaków identyfikatory. Dla wielu to po prostu praca — raz lepsza, raz gorsza, zwykła codzienność.

Ale jest też grupa, która w tym samym czasie przeżywa coś, co można nazwać cichym dramatem. To ci pracownicy, którzy codziennie idą do pracy z lękiem, bo trafił im się przełożony „z nadania politycznego”. Wiedza merytoryczna? Minimalna. Pokora? Zerowa. Za to ton nieznoszący sprzeciwu — wypracowany do perfekcji. Taki przełożony potrafi pouczać specjalistę z trzydziestoletnim doświadczeniem, jakby ten wczoraj pierwszy raz przekraczał próg urzędu. Każde jego zdanie to festiwal ignorancji, który tylko przypadkiem nie kończy się fanfarami. Pracownik słucha, kiwa głową, bo wie, że jakiekolwiek słowo sprzeciwu zamieni dzień w piekło. I tak zaczyna się ta cicha urzędnicza męka.

Wielu pracowników funkcjonuje dziś w stanie permanentnego zdenerwowania. Nie mówimy o zwykłej biurowej frustracji. Mówimy o stresie przewlekłym, który rozsadza od środka, odbiera sen, psuje zdrowie. Coraz częściej padają słowa: „Idę do psychologa”, „muszę zwiększyć dawkę leków”, „nie wytrzymam w tym wydziale jeszcze miesiąca”.
I najbardziej bolesne jest to, że nawet w małych miejscowościach — gdzie niby wszyscy wszystko o sobie wiedzą — dochodzi do takich patologii.

Bo niekiedy właśnie tam układy są najbardziej betonowe, a władza najbardziej zachłanna.
W tych samych drzwiach wejściowych spotkasz też inną grupę pracowników. Tych, którzy nie boją się szefa, ale są po prostu zmęczeni absurdem. Codziennie wchodzą, rzucając pod nosem klasyczne urzędnicze motto:
„Żeby mi się tak chciało, jak mi się nie chce…”

I trudno im się dziwić, gdy widzą jak wiele szkód potrafi wyrządzić starosta-narcyz, który każde działanie filtruje przez jedno pytanie: „A jak ja wypadnę na zdjęciach?”. Czas, energia, wiedza, wszystko idzie w błoto, bo zamiast pracować dla mieszkańców, pracownicy muszą omijać miny ego przełożonych. Jedni boją się odezwać, drudzy boją się mieć rację, trzeci boją się cokolwiek podpisać, bo nigdy nie wiadomo, czy za miesiąc „władza” nie zmieni zdania i nie wskaże winnego.

Ale jest w tym wszystkim jedna dobra wiadomość. Dziś jest piątek. A to oznacza, że za kilka godzin nadejdzie weekend — dwa dni bez maili, bez narcyzów, bez absurdalnych poleceń i bez tonu „a kto tu jest kierownikiem”.

Czy to niewiele? Owszem.
Ale w dzisiejszych realiach samorządu — to czasami jedyna rzecz, która trzyma ludzi przy zdrowych zmysłach. Trzymajcie się, urzędnicy. Wasza siła i cierpliwość są większe, niż ktokolwiek z zewnątrz potrafi sobie wyobrazić.

Adres

Tropie
33-316

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Gródek nad Dunajcem od kuchni umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij