22/11/2023
Czasami nam się wydaje, że już wszystko rozumiemy, że już nic nie jest w stanie nas zaskoczyć. Dorastamy, wyrabiamy sobie jakieś poglądy i nawyki. Wydaje nam się, że "tak to już musi być", że nasz plan jest ułożony i trzeba się go trzymać bo "jakoś to będzie". Byle iść do przodu to "gdzieś" dojdziemy.
Przecież dobrze się żyje, to po co się wychylać i podejmować ryzyko? Po co inwestować czas i pieniądze w nowe projekty? A jak będzie wojna? To może lepiej trzymać się "swojego" i nie szaleć. Przecież nawet babcia w dzieciństwie powtarzała - gdyby kózka nie skakała, to by nóżki nie złamała. To może babcia miała rację? Przecież zdarzało się, że jakiś projekt nie wypalił. To może lepiej siedzieć na tyłku i nie podejmować żadnego działania.
Z perspektywy ostatnich wydarzeń w swoim życiu oraz nowych doświadczeń nie mogę się zgodzić z powyższym. I chociaż kilka różnych projektów starałem się realizować, to z drugiej strony brakowało odwagi, aby wypłynąć na szerokie wody. To taki paskudny stan między wegetacją a chęcią dążenia do wielkości. Po drodze stajemy przed murem. Często sami go tam stawiamy i skubany nie chce drgnąć.
Dzisiaj już wiem, jak ważne jest to, kogo masz u swojego boku. Przez długie lata spotykałem świetnych przedsiębiorców i ludzi aktywnie zmieniających swojej życie. Potrzebowałem takich ludzi w swoim otoczeniu. To jeden z powodów, dla których pomogłem w utworzeniu Tczewskiego Klubu Biznesu. To jednak okazało się dla mnie niewystarczające.
Najważniejsza jest jednak ta osoba, z którą dzielsz swoje życie. Oboje musicie aktywnie wiosłować i to nie byle gdzie, a w konkretne miejsce. Tam, gdzie marzenia się spełnia. Jeśli tego nie ma w Twoim życiu, to coś trzeba zmienić. Uratujesz nie tylko siebie, ale również drugą osobę, która również wolna popłynie we własnym kierunku.
Dlatego teraz mogę z ręką na sercu podpisać się pod słowami Jacka Walkiewicza - "Kiedyś się bałem i nie robiłem albo zwlekałem w nieskończoność, dzisiaj się boję, ale robię."