31/03/2025
Dzień dobry kochani !🐇🐰
Napisałam dziś dla was pewną historię,pewnego królika. Zatrzymajcie się na chwilkę,przeczytajcie i udostępnijcie dalej - bo razem możemy więcej,bo razem możemy zmienić cząstkę świata który nas otacza 🌍
🐇„Królicza nadzieja” 🐇
Pamiętam dzień, w którym zabrano mnie z hodowli. Tłok, hałas, zapach innych królików – nie był to dobry dom, ale znałem go. A potem przyszli oni. Mężczyzna, kobieta i mała dziewczynka, która zapiszczała z radości, gdy tylko mnie zobaczyła.
– Chcę tego! – krzyknęła.
Jej rodzice się roześmiali, wymienili między sobą spojrzenia i kiwnęli głowami. To było tak szybkie, tak bezmyślne. Nikt nie zapytał, co jem, jakie mam potrzeby, czy jestem zdrowy. Po prostu zapłacili, włożyli mnie do kartonowego pudła i zabrali ze sobą.
W ich domu stała już klatka. Była mała, w rogu pokoju, pełna trocin, które kłuły mnie w łapki. Dali mi jakąś twardą mieszankę pachnącą ziarnami, ale to nie było to, czego potrzebowałem. Gdzie siano? Gdzie świeże zioła? Mój żołądek ściskał się z głodu, ale musiałem jeść to, co mi dali.
Pierwsze dni były koszmarem. Dziewczynka nie widziała we mnie żywego stworzenia. Byłem dla niej lalką. Wkładała mi na głowę małe czapeczki, obwiązywała szalikiem, próbowała malować futerko, mimo że próbowałem się wyrwać. Czasami zaciskała ręce tak mocno, że trudno mi było oddychać. Ale najgorsze było to, że rodzice nie reagowali. Gdy płakałem, gdy wierciłem się, gdy próbowałem uciec – po prostu mówili:
– Daj mu spokój na chwilę, skarbie.
„Na chwilę” trwało kilka minut. Potem znowu wracała.
Pewnego dnia zabrała mnie na plac zabaw. Dzieci krzyczały, dotykały mnie swoimi lepkimi rękami. Podrzucały. Ściskały. Śmiały się, gdy próbowałem uciec. Bałem się tak bardzo, że nie mogłem oddychać.
Chciałem wrócić do klatki, mimo że była ciasna i śmierdziała. Przynajmniej tam mogłem się skulić w kącie i drżeć w ciszy.
Czas mijał. Moje pazury rosły, bolały mnie łapki, które nie miały żadnej miękkiej ściółki do kopania. Moje zęby stawały się coraz dłuższe, wbijały się w dziąsła, sprawiały, że nie mogłem jeść. Moje futro było brudne, posklejane, bo nie miałem jak się porządnie wyczyścić.
A potem dziewczynka przestała się mną interesować. Nie było już malowania, nie było noszenia. Stałem w klatce całymi dniami, czekając, aż ktoś mi da wodę, jedzenie. Czasami karmili mnie raz na kilka dni. Czasami w ogóle zapominali. W moim poidełku od dawna nie było wody.
Pewnego dnia dziewczynka zaczęła płakać i krzyczeć na mamę.
– Nie chcę go już! Śmierdzi i jest nudny!
Mama westchnęła, ojciec machnął ręką.
A potem dziewczynka wzięła mnie na ręce – tak po prostu, jak kiedyś zabierała swoje lalki – i wyszła z domu.
Było ciemno. Zimno. Pachniało czymś dziwnym, ostrym, zgniłym.
Postawiła mnie przy wielkim, metalowym pojemniku, który był wyższy ode mnie.
– Głupi królik – mruknęła i pobiegła z powrotem do domu.
Zostałem sam. W brudzie. W strachu. Wśród dźwięków, których nie rozumiałem. Nie wiedziałem, co teraz będzie.
Tylko jedno było pewne: nigdy nie byłem kochany.
Leżałem skulony przy śmietniku, zbyt słaby, by uciekać, choć zimno wżerało mi się w skórę. Moje łapy były zesztywniałe, a brzuch bolał z głodu. Gdyby przyszło jakieś zwierzę – pies, kot, może szczur – nawet bym się nie bronił. Po prostu czekałem.
I wtedy usłyszałem kroki.
– O rany… – cichy, łagodny głos. Potem dotyk – delikatny, ostrożny, zupełnie inny niż ręce tej dziewczynki.
Poczułem, jak ktoś unosi mnie ostrożnie. Pachniało czymś przyjemnym – sianem?
– Ktoś cię tak po prostu wyrzucił…? – mówił ten głos, pełen smutku i niedowierzania.
Nie miałem siły otworzyć oczu, ale czułem, jak ciepło otula moje ciało. Jak ktoś mnie przytula, ale nie mocno – delikatnie, ostrożnie, jakby wiedział, że mnie boli.
Potem było ciepło. Pachniało siankiem, suszonymi ziołami. Czułem miękką ściółkę pod łapami. Ktoś mówił do mnie spokojnym głosem, szeptał, że już dobrze, że teraz będzie inaczej.
Nie rozumiałem jeszcze, co się stało. Ale po raz pierwszy od bardzo dawna – nie bałem się.
🐹Kochani,historia jest napisana przeze mnie,ale myślę że byłaby idealnym odzwierciedleniem histori świnki Hope,znalezionej w styczniu na śmietniku. Świnka była skrajnie zaniedbana… dziś żyje szczęśliwie w naszym domu,pełna miłości i bezpieczeństwa ❤️