Męski Krąg Masculinum Tarnów

Męski Krąg Masculinum Tarnów Arkadiusz Nowak. Psychoterapeuta w trakcie szkolenia. Prowadzę męskie kręgi w Tarnowie.

23/08/2026

Dziś obejrzałem rewelacyjny film, który mój przyjaciel polecał mi prawie rok temu - skandynawski dramat „Być kochaną” - moja ocena 10/10.

To jeden z tych filmów, które z pozoru opowiadają o relacji dwojga ludzi, a tak naprawdę pokazują znacznie więcej lęk przed odrzuceniem, potrzebę bliskości, zależność, złość, wstyd i to, jak nasze wcześniejsze doświadczenia potrafią wchodzić z nami w dorosłe związki.

Bardzo poruszyło mnie pokazanie, jak łatwo potrzeba miłości może zamieniać się w kontrolę, pretensję czy walkę, szczególnie wtedy, gdy trudno nam wprost powiedzieć „potrzebuję cię”, „boję się, że cię stracę”, „chcę być blisko”.

Są tam też świetne sceny pokazujące, jak trauma i określone wzorce relacyjne mogą być przekazywane z pokolenia na pokolenie oraz jak pod wpływem psychoterapii można zacząć je rozpoznawać, zatrzymywać i przekształcać, zamiast nieświadomie przekazywać dalej.

Na początku bardzo łatwo utożsamić się z jedną albo drugą stroną i szybko wyrobić sobie zdanie o tym, kto ma rację. Narracja jest jednak prowadzona doskonale i z czasem ten prosty podział zaczyna się rozpadać. Film nie daje łatwych odpowiedzi, nie dzieli bohaterów na winnych i niewinnych, tylko stopniowo pokazuje, jak bardzo złożone są ich emocje, potrzeby i wzajemne uwikłanie.

Zdecydowanie polecam!

W ubiegły weekend  II Męski Krąg - miał swoje letnie spotkanie integracyjne.Tym razem organizacją zajął się Adam, który ...
16/08/2026

W ubiegły weekend II Męski Krąg - miał swoje letnie spotkanie integracyjne.
Tym razem organizacją zajął się Adam, który nie tylko wszystko przygotował, ale też nas ugościł.
Zaczęliśmy od ponad czterogodzinnego, bardzo spokojnego spływu Nidą. Bez pośpiechu, bardziej dla bycia razem niż dla samego „zaliczenia” trasy. Później odwiedziliśmy świetną lodziarnię w Nowym Korczynie, a następnie pojechaliśmy na łąkę, na której czekał już na nas kolejny etap spotkania.
Najpierw grill i pyszna karkówka, później ognisko i kiełbasa. Przy ogniu siedzieliśmy do północy, rozmawiając o bardzo różnych sprawach - poważnych i całkiem zwyczajnych.
Na noc przenieśliśmy się do ogromnego, 12-osobowego namiotu.
Rano wspólne śniadanie, jeszcze trochę rozmów, a później pojechaliśmy do restauracji, gdzie spędziliśmy kolejne kilka godzin przy dobrym jedzeniu i rozmowach.
Lubię takie spotkania, bo pokazują, że relacja budowana w kręgu nie musi kończyć się wraz z końcem spotkania.
Czasem właśnie poza kręgiem - podczas wspólnego spływu, przy ognisku, przy stole czy w zwykłej rozmowie, ta relacja ma szansę stać się jeszcze bardziej naturalna.
Dzięki, Adam za organizację i gościnę.
Dzięki, Panowie za wspólny czas.

Na początku chcę zaznaczyć, że ten tekst jest w pewnym sensie polemiką z moim wpisem opublikowanym dokładnie 31 grudnia ...
27/07/2026

Na początku chcę zaznaczyć, że ten tekst jest w pewnym sensie polemiką z moim wpisem opublikowanym dokładnie 31 grudnia 2025 roku. Link do niego zamieszczę w komentarzu.

Szukając informacji o tym, czy powstanie „Zabójcza broń 5”, po raz kolejny wróciłem myślami do całej serii. Wbrew pozorom nie jest to dla mnie tylko cykl filmów akcji. To opowieść o przyjaźni dwóch mężczyzn o relacji, która z czasem staje się czymś znacznie głębszym niż zwykłe koleżeństwo.

Kiedy oglądałem pierwsze części jako jedenasto czy dwunastolatek, widziałem przede wszystkim efektowny film akcji. Fascynowały mnie strzelaniny, pościgi, bójki i nieobliczalność Riggsa. Dziś, jako człowiek pięćdziesięcioletni, widzę w tych filmach zupełnie inną historię. Akcja zeszła na dalszy plan, zostały rozmowy, przyjaźń, wzajemna lojalność, wspólne kolacje, rodzinne spotkania i powolne wchodzenie Riggsa do rodziny Murtaughów.

Zresztą z dzisiejszej perspektywy wiele scen akcji wydaje mi się mocno niewiarygodnych. Jednak zupełnie mi to nie przeszkadza, ponieważ nie one sprawiają, że niemal co roku wracam do wszystkich czterech części. Wracam przede wszystkim po to, żeby ponownie spotkać się z Riggsem i Murtaughem.

Kolejne filmy powstawały na przestrzeni wielu lat. Zmieniali się bohaterowie, starzeli się aktorzy, a ich relacja stawała się coraz bardziej naturalna. Mam wrażenie, że z czasem coraz trudniej było oddzielić więź Riggsa i Murtaugha od relacji Mela Gibsona i Danny’ego Glovera. To, co początkowo było grą aktorską, z każdą kolejną częścią coraz bardziej przypominało spotkanie dwóch ludzi, którzy naprawdę dobrze się znają, ufają sobie i mają za sobą wiele wspólnych doświadczeń.

Być może dlatego ta seria tak mocno działa na wielu widzów. Oglądając kolejne części, nie tylko obserwowaliśmy, jak starzeją się bohaterowie. Sami dorastaliśmy razem z nimi. Dla części z nas były to filmy dzieciństwa i młodości. Wracając do nich po latach, wracamy więc nie tylko do historii Riggsa i Murtaugha, ale także do jakiejś części własnego życia.

Sam pamiętam, jak chodziłem z dobrym kolegą do kina przynajmniej na pierwszą i drugą część. Dlatego „Zabójcza broń” nie jest dla mnie wyłącznie filmem. Jest też wspomnieniem dzieciństwa, przyjaźni i czasu, kiedy większość życia wydawała się jeszcze przede mną.

Jest w tym nostalgia za okresem, w którym świat wydawał się prostszy. Ci bohaterowie zawsze pojawiali się na ekranie, radzili sobie z kolejnym zagrożeniem i ostatecznie przywracali porządek. W pewnym sensie byli jak starsi dorośli, którzy stali na straży świata mojego dzieciństwa. Trochę jak filmowi rodzice - silni, obecni i dający poczucie, że ktoś starszy nadal jest przede mną i w razie potrzeby mnie ochroni.

Dziś widzę, że oni także się starzeją. I gdzieś za tym pojawia się trudna świadomość, że kiedy odejdą ludzie, którzy byli dorosłymi mojego dzieciństwa, moje pokolenie znajdzie się na początku kolejki. Być może właśnie dlatego tak bardzo chciałbym zobaczyć ich jeszcze raz. Nie po to, żeby obejrzeć kolejną strzelaninę, lecz żeby ponownie się z nimi spotkać i w jakiś sposób pożegnać.

Czwarta część domknęła większość historii, ale nie była prawdziwym pożegnaniem. Kiedy powstawała, nikt nie traktował jej jak ostatniego spotkania. Dlatego marzyłaby mi się piąta część znacznie spokojniejsza, bardziej skupiona na przemijaniu, rodzinie i ostatnim wspólnym etapie życia tych bohaterów. Akcja mogłaby być jedynie pretekstem. Najważniejsze byłoby zobaczyć, że nadal są razem.

Mam zresztą wrażenie, że kino z tamtych lat miało więcej odwagi, by pokazywać męską przyjaźń bez sentymentalizmu. Riggs i Murtaugh nigdy nie mówią sobie: „Jesteś dla mnie jak brat”. Nie opowiadają o swoim braterstwie i nie próbują go nieustannie nazywać a jednak każdy widz wie, że właśnie tak jest.

Pokazują to ich decyzje, a nie słowa. Widać to w tym, jak sobie pomagają, jak ryzykują dla siebie i jak przyjmują odpowiedzialność za drugiego człowieka. Potrafią się wspierać, ale również złościć na siebie, sprzeczać się i mówić sobie rzeczy, których nie zawsze chcieliby usłyszeć. Ich relacja nie potrzebuje wielu deklaracji, ponieważ nieustannie potwierdzają ją czyny.

Mam wrażenie, że my, mężczyźni, wychodząc z emocjonalnego milczenia, czasem przesuwamy wahadło zbyt daleko w drugą stronę. Zaczynamy bardzo szybko mówić do innych mężczyzn „bracie”, nazywać więź i deklarować bliskość, zanim zdążyła się ona naprawdę zbudować.

Nie ma nic złego w samym słowie „brat”, może być ono ważne i prawdziwe. Problem pojawia się wtedy, gdy słowa zaczynają zaklinać rzeczywistość zamiast ją opisywać. Kiedy nazwanie kogoś bratem ma zastąpić czas, wzajemność, zaufanie i wspólne doświadczenia.

Może też powstać relacja niesymetryczna: jeden mężczyzna przeżywa ją jako głęboką więź, podczas gdy dla drugiego jest ona znacznie mniej ważna. Samo wypowiedzenie słowa „bracie” nie sprawi przecież, że obaj znajdą się w tym samym miejscu.

Braterstwa nie tworzą deklaracje. Tworzy je to, czy można na siebie liczyć. Czy jesteśmy razem nie tylko wtedy, gdy jest przyjemnie i wygodnie. Czy potrafimy dawać, ale także przyjmować. Czy znajdujemy dla siebie czas i pozostajemy obecni również wtedy, gdy drugi człowiek nie ma nam niczego do zaoferowania.

Może właśnie dlatego relacja Riggsa i Murtaugha nadal tak mocno porusza. Nie jest idealna, gładka ani pozbawiona napięć jest zbudowana z czasu, wspólnych doświadczeń, konfliktów, lojalności i kolejnych decyzji, by mimo wszystko pozostać obok siebie.

Czasami jedno „Jadę do ciebie” znaczy więcej niż sto razy wypowiedziane „Bracie”.

Czasem mniej znaczy więcej.Podczas wakacyjnego wyjazdu miałem możliwość, żeby po wejściu na jeden ze szczytów następnego...
24/07/2026

Czasem mniej znaczy więcej.

Podczas wakacyjnego wyjazdu miałem możliwość, żeby po wejściu na jeden ze szczytów następnego dnia ruszyć jeszcze na kolejną górę. Podejście miało być krótsze i mniej strome, ale sama góra była znacznie wyższa. Wyprawa oznaczałaby pobudkę o 3:30, cały kolejny dzień w drodze, a zaraz potem następnego dnia czekała mnie 32-godzinna podróż do Polski.

Zrezygnowałem.

Jeszcze kilka lat temu prawdopodobnie bym pojechał, chciałbym wykorzystać każdą możliwość, zobaczyć jak najwięcej i wrócić z poczuciem, że niczego nie odpuściłem.
Dzisiaj patrzę na to inaczej, taki dzień miałby nie tylko koszt fizyczny - byłbym mniej cierpliwy, bardziej nerwowy i łatwiej reagowałbym złością. Ostatecznie zapłaciłbym za kolejne doświadczenie gorszym samopoczuciem i większym napięciem.
Coraz częściej widzę, że dojrzałość nie zawsze polega na robieniu więcej, czasem polega na świadomej rezygnacji i uznaniu własnych granic.
Nie każdą możliwość trzeba wykorzystać, nie wszystko, co możemy zrobić, rzeczywiście warto robić.
Czasem mniej znaczy więcej: więcej spokoju, więcej odpoczynku i więcej przestrzeni, żeby naprawdę przeżyć to, czego już doświadczyliśmy, zamiast od razu gonić za czymś następnym.

I chyba dotyczy to nie tylko podróży ale całego życia.

Bieszczady zamiast spotkaniaNasze męskie kręgi są na wakacyjnej przerwie - wracamy do regularnych spotkań 1 września. Pr...
29/06/2026

Bieszczady zamiast spotkania

Nasze męskie kręgi są na wakacyjnej przerwie - wracamy do regularnych spotkań 1 września. Przerwa od spotkań nie musi oznaczać przerwy od relacji.

Kilka dni temu wybraliśmy się razem w Bieszczady. Wyjazd zorganizował Bartek uczestnik naszego kręgu, który niedawno sam został moderatorem męskich kręgów Fundacji Masculinum i wkrótce poprowadzi własne kręgi.

Na miejsce dotarliśmy wieczorem. Kolacja, rozmowy, ognisko do późna. Bez pośpiechu, bez codziennego zabiegania. Kilku mężczyzn, ogień i góry.

Rano ruszyliśmy w kilkugodzinną trasę, weszliśmy na Tarnicę, ponad szesnaście kilometrów ale nie o kilometry tu chodziło.

W trakcie marszu jeden z kolegów powiedział coś, co ze mną zostało: "że nie spodziewał się, że jeszcze kiedyś pójdzie w góry z grupą mężczyzn."

I chyba wielu z nas poczuło coś podobnego. Jakiś powrót do czasu, kiedy męskie towarzystwo było czymś naturalnym, kiedy łatwiej było zebrać się, ruszyć razem, pogadać, pośmiać się, pomilczeć.

W dorosłym życiu często to gubimy, pojawia się praca, rodzina, obowiązki. Relacje między mężczyznami schodzą na dalszy plan i dopiero po czasie okazuje się, jak bardzo nam ich brakowało.
Dla mnie to jest jeden z sensów kręgów, nie tylko rozmowa podczas spotkania. Chodzi o więź o doświadczenie, że mężczyźni mogą być dla siebie wsparciem, a nie tylko konkurencją.

Czasem wystarczy wspólna droga i kilka godzin w górach, żeby przypomnieć sobie, że te relacje mają wartość.
Takie momenty pokazują, że krąg nie kończy się po zamknięciu drzwi, trwa dalej w rozmowach, w relacjach, we wspólnej drodze.

Dzięki, Panowie za wspólny czas.
Bartku dzięki za organizację.
Do zobaczenia po wakacjach.

Właśnie zacząłem oglądać wywiad z Jackiem Masłowskim u Przemka Górczyka. Rozmowa została opublikowana wczoraj.
29/05/2026

Właśnie zacząłem oglądać wywiad z Jackiem Masłowskim u Przemka Górczyka. Rozmowa została opublikowana wczoraj.

Psycholog, filozof i psychoterapeuta Gestalt. Współtwórca i prezes Fundacji Masculinum. Specjalizuje się w problemach współczesnych mężczyzn. W terapii pomag...

Wtorkowy męski krąg był bardzo spokojny. Rozmawialiśmy m.in. o tym, jak nagłe i trudne sytuacje potrafią mocno obciążyć ...
28/05/2026

Wtorkowy męski krąg był bardzo spokojny. Rozmawialiśmy m.in. o tym, jak nagłe i trudne sytuacje potrafią mocno obciążyć psychikę do tego stopnia, że zaczynamy tworzyć katastroficzne scenariusze. Często jednak, gdy ktoś spojrzy na to z boku, okazuje się, że sytuacja wcale nie jest aż tak dramatyczna, jak podpowiadają nam emocje i lęk. Bywa też tak, że już następnego dnia wszystko zmienia się o 180 stopni.

W trakcie rozmowy jeden z uczestników przywołał historię ze szkolenia. Prowadzący mówił tam, że wielu ludzi po jednej porażce zaczyna budować w głowie cały ciąg katastroficznych myśli: „zaraz mnie zwolnią”, „jestem beznadziejny”, „do niczego się nie nadaję”. W takich momentach bardzo ważne jest powiedzenie o tym komuś, kto zna nas choć trochę i potrafi nas zatrzymać, powiedzieć: „Chłopie, trochę odleciałeś z tymi myślami. Zwolnij. To naprawdę nie wygląda aż tak źle”.

Rozmawialiśmy też o obniżonym nastroju wynikającym z trudności relacyjnych. O sytuacjach, w których nie próbujemy czegoś wypowiedzieć, wyjaśnić czy skonfrontować, przez co napięcie zaczyna się w nas kumulować i odbierać energię.

To było jedno z tych spotkań, które pokazują, jak dużo daje spokojna rozmowa i możliwość spojrzenia na swoje doświadczenia z trochę innej perspektywy.

Wczoraj odbyło się kolejne spotkanie kręgu, który spotyka się już od prawie półtora roku.  To najdłużej działająca grupa...
20/05/2026

Wczoraj odbyło się kolejne spotkanie kręgu, który spotyka się już od prawie półtora roku.
To najdłużej działająca grupa spośród tych, które obecnie prowadzę.

To było dopiero drugie spotkanie w nowej przestrzeni - w gabinecie, do którego ostatnio przenieśliśmy nasze spotkania.

Pojawiły się rozmowy o tym, że zmiana miejsca wpływa na atmosferę grupy i poczucie swobody.
Że w poprzedniej przestrzeni łatwiej było się otwierać i mówić o trudnych rzeczach.

Pomyślałem wtedy, jak ważne w takich grupach są stałość, regularność i poczucie bezpieczeństwa budowane z czasem.

To ciekawe, jak bardzo człowiek przywiązuje się do miejsc, w których może być sobą.

Jutro wieczorem kolejne spotkanie otwarte dla mężczyzn w Tarnowie.  Kameralnie i spokojnie 🙂
20/05/2026

Jutro wieczorem kolejne spotkanie otwarte dla mężczyzn w Tarnowie.
Kameralnie i spokojnie 🙂

Adres

Tarnów
33-100

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Męski Krąg Masculinum Tarnów umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij