05/01/2026
Elektron z zasadami
Jak już wiecie, elektrony mieszkają poza granicami atomowej stolicy, gdzie mogą swobodnie spełniać się w… pracy lub knuciu opozycyjnych planów. Warunki socjalne w chmurach elektronowych są, o dziwo, do pozazdroszczenia. Żyją bowiem ci mali spryciarze w pojedynkę lub w parach w swoich mieszkankach, dziwacznie nazwanych przez naukowców orbitalami*.
Bo elektrony mają zasady i zakazy. Trójkąty i komuna nie dla nich.
W stolicy, a jakże… odstępstwa od elektronowych zasad to codzienność… bo przecież wszyscy wiemy, że w stolicy zepsucie szerzy się z kosmiczną prędkością 😉
I po to są właśnie elektrony - by buntować się przeciwko jądrowym zapędom tworzenia absurdalnych zapisów o absurdalnie małych przestrzeniach przypadających na jednego mieszkańca chmur.
Posłuchajcie dziś opowieści o jednym z zasadniczych elektronów, który zamieszkał w chmurze otaczającej stolicę państwa, dla którego przestrzeganie ustalonych zasad (przez mieszkańców chmurnego podziemia oczywiście) jest jak doskonale palona kawa dla wybrednego kawosza.
Nie był złym elektronem.
Można powiedzieć, że był elektronem bardzo dobrym w kontekście przestrzegania zasad.
Szczególnie jednej, którą odkrył (a może narzucił elektronom) Heisenberg – niemiecki fizyk.
Oczywiście, że niemiecki! Bo któż inny miałby odkryć twarz elektronu, jak nie ten, którego protoplaści doprowadzili do perfekcji takie cechy jak porządek, zasady i śmiertelną powagę w ich przestrzeganiu?
Zasada Heisenberga brzmiała mniej więcej tak:
„Nie możesz zjeść ciastka i mieć ciastka w tym samym czasie. Albo doświadczasz położenia ciastka na swojej dłoni, albo wędrówki tego smakołyku układem pokarmowym w dół, zgodnie z grawitacją**.”
Elektron traktował tę zasadę śmiertelnie poważnie:
Albo dowiesz się, jakimi drogami i z jaką szybkością ten zagoniony w piętkę niezmordowany pracownik porusza się po swoim mieście, albo poznasz miejsce jego obecności. Jeśli chcesz poznać wszystko naraz, elektron zapewni ci doświadczenie pomieszania zmysłów (też wartościowe, o ile można po nim bezpiecznie powrócić do stanu podstawowego, gdzie każdy zmysł odzyskuje przypisane mu przez naturę miejsce).
Gdyby jakimś cudem ten elektron zawędrował do Polski i oczekiwał, że polskie elektrony będą rządzić się tymi samymi prawami, szybko odkryłby, że nie ma rzeczy niemożliwych. Zasada polskich elektronów brzmiałaby bowiem następująco:
„Możesz! Możesz mieć ciastko i zjeść ciastko w tym samym czasie… jeśli masz dostęp do wystarczającej liczby ciastek 😉”
Bo polskie elektrony żyją w myśl zasady: „przyjmuj wszystkie ciastka, bo nie wiadomo, kiedy następnym razem się przydarzy”.
Teraz już wiesz, dlaczego P***k nie mógł odkryć zasady, do której elektrony grzecznie się stosują 😉
Wróćmy więc do naszego elektronu zza miedzy…
Ciasteczkową zasadę Heisenberga, przez uczonych rodem ze stolicy nazwaną zasadą NIEOZNACZONOŚCI (jeśli masz ciastko w dłoni, to nie wędruje ono w tej chwili przez Twój żołądek), elektron nazywał PRYWATNOŚCIĄ.
- Chętnie opowiem co nieco o sobie, ale czy naprawdę Stolica musi wiedzieć, z jaką szybkością i wydajnością pracuję i czy akurat nie siedzę na toalecie? - pytał
Protony, salonowe lwy atomowego świata, twierdziły, że elektron robi to specjalnie.
— Zawsze taki był — mówiły. — Krąży, hałasuje, robi zamieszanie, a jak chcesz go zapytać o wyniki, to nagle go nie ma.
Neutrony nie miały zdania.
Neutrony rzadko mają zdanie, dopóki sprawy nie robią się naprawdę poważne.
Elektron uważał, że bycie nieuchwytnym to forma sztuki.
Gdy obserwator, na mur beton nasłany przez protony, próbował go zmierzyć, elektron natychmiast zmieniał zachowanie. Zupełnie jak człowiek, który zaczyna się dziwnie prostować, gdy fotograf mówi „leci ptaszek”.
Bo prawda była taka, że obserwacja go stresowała. Ale też rozwijała… ...o czym można przekonać się, czytając Manuskrypt Elekt-Rona Oświeconego z czasów, kiedy ludzkość jeszcze nie była w planach Atomowego Wszechświata:
Nie musisz wiedzieć wszystkiego.***
Nie możesz mieć pełnej kontroli.
A im bardziej próbujesz, tym bardziej rzeczy się rozmywają, a ty doznajesz pomroczności (i to nie z gatunku tej jasnej ;) )
I tak elektron krąży dalej — trochę tu, trochę tam, trochę szybko, trochę nie wiadomo jak — będąc żywym dowodem na to, że:
Wszechświat nie lubi, gdy ktoś wie o nim wszystko.
Szczególnie, gdy wszechświat jest elektronem.
*tylko po to, by nauczyciele mogli dręczyć uczniów na lekcjach chemii, opowiadając o liczbach kwantowych, orbitalach, spinach, poziomach i podpoziomach - istny horror dla słuchaczy, którzy, o dziwo, po przejściu tego działu, wspominają go z rozrzewnieniem ;)
**Jeśli jest to ciastko, które zostało nadgryzione przez ząb czasu (módl się, by to był jego ząb) może zdarzyć się podróż w kierunku odwrotnym do naturalnego procesu 😉
**nie dotyczy sprawdzianów na lekcjach chemii