09/09/2026
Jednym z wątków poruszonych pod ostatnim postem były standardy ochrony drzew w miastach. Idąc tym tropem zapraszam was na wycieczkę do mojego rodzinnego Mikołowa.
Mikołów jest niedużym, ponad 40 tyś. miastem. Od północy graniczy z Katowicami, a od południowego-wchodu z Tychami. Ze względu na swoje położenie miasto w ostatnich latach dynamicznie się rozwija. Napływ nowych mieszkańców wymaga rozbudowy niezbędnej infrastruktury. Jedną z takich miejskich inwestycji jest budowa hali sportowej na potrzeby jednej z mikołowskich szkół. Zresztą tej samej, której jestem absolwentem. Szkoła na Kamionce była dla mnie miejscem wyjątkowym pod wieloma względami, ale jednym z jej wyróżników było to, że od ruchliwej drogi oddzielał ją pas gęstej zieleni przypominającej las. Niestety rozbudowa sali gimnastycznej do rozmiaru hali sportowej wiązała się z wycięciem wielu drzew w ramach zaplanowanej inwestycji. Cześć z nich jednak zachowano, pytanie tylko czy skutecznie....
Nie mieszkam już w Mikołowie, ale odwiedzam miasto regularnie. Z rosnącym przerażeniem obserwowałem postępy prac na wspomnianej budowie. Najpierw operowanie sprzętem budowlanym pomiędzy niezabezpieczonymi drzewami, a gdy część z nich została prowizorycznie zabezpieczona, ich powolne zasypywanie zwałami gliny z wykopów. Przysypywanie korzeni drzewa warstwą ziemi (w tym wypadku głównie gliny) powyżej pierwotnego poziomu terenu, jest szkodliwe przede wszystkim dlatego, że zmienia warunki powietrzno-wodne w strefie korzeniowej. Korzenie, podobnie jak każde inne żywe tkanki, potrzebują tlenu do oddychania. Często o tym zapominamy, ale tak, w glebie jest powietrze, jest tam tlen i jest on niezbędny do życia roślin.
Jeśli korzenie zostają przysypane dodatkową warstwą gleby to drzewa jeszcze przez jakiś czas mogą wyglądać normalnie, ale stopniowo zaobserwujemy m.in. przedwczesne żółknięcie liści, zasychanie gałęzi i większych konarów, a ostatecznie zamieranie całych drzew. To szczególnie niebezpieczne, gdyż takie drzewa stają się również podatne na wiatr i mogą się złamać lub wywrócić nawet bez wcześniejszych wyraźnych negatywnych symptomów, a przecież po zakończeniu budowy teren ten będzie powszechnie dostępny i wykorzystywany zarówno przez dorosłych jak i przez dzieci.
Opisałem krótko całą sprawę w komentarzu pod postem poświęconym innej inwestycji w sąsiednim mieście, podczas której również ucierpiały drzewa. Po pewnym czasie doczekałem się odpowiedzi samego Burmistrz Mikołowa Stanisław Piechula, który zaproponował nietypowy zakład „Inspektor twierdzi, że pisze Pan nieprawdę, więc proponuję Panu przyjęcie zakładu, jak będzie przynajmniej jedno drzewo przysypane powyżej 1m to Pan wygrywa i inspektor wpłaca na szkołę sp4 darowiznę 500zł, jak nie będzie żadnego drzewa przysypanego powyżej 1m od wcześniejszego poziomu to Pan przegrywa zakład i wpłaci 500zł na sp4”. Jednak nasza rozmowa zamiast dotyczyć standardów ochrony drzew w mieście, skupiła się głównie na tym czy drzewa „są” czy „były” przysypane oraz czy wspomnianej gliny był na pewno metr czy może jednak trochę mniej. Z mojej perspektywy jest to bez znaczenia, a co gorsza dla rosnących drzew również to nic nie zmienia.
To przykład tego jaką wartość mają drzewa (i szerzej zieleń miejska) dla włodarzy polskich miast i miasteczek. Mikołów - ogród życia nie jest tu niechlubnym wyjątkiem. W wielu mniejszych, nie-wojewódzkich miastach standardy zabezpieczania drzew (i zieleni) w procesie inwestycyjnym w praktyce nie istnieją. Nawet jeśli są szczegółowo są rozpisane na papierze, to przestrzegania tych zapisów realnie nikt nie nadzoruje. Miejscy włodarze chętnie chwalą się sadzeniem nowych drzew, szkoda tylko, że o te, które już rosną w mieście, zdaje się nikt nie pamięta.