22/06/2025
Kolejne zebranie w roku szkolnym.
Mama siedzi z przodu. Notuje. Oczy czerwone. Zna już wszystkie skróty — PPP, WWR, ZKK, IPET.
Ojciec?
„Nie mógł przyjść”. Jeszcze nigdy nie mógł.
Dziecko ma orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego.
Matka ma orzeczenie społeczne – nadaktywna, emocjonalna, przewrażliwiona. W domyśle: trudna.
Nauczyciele się spinają. Pedagog zerkający na zegarek. Dyrekcja: „Rozumiemy, ale nie mamy zasobów”.
A ja patrzę na nią.
I wiem.
Ona od lat walczy z systemem, jak z zimnym murem: bez odpowiedzi, bez kontaktu, bez efektu.
„Niech pani napisze wniosek.”
„To proszę na komisję.”
„Proszę zadzwonić do poradni.”
„Proszę rozmawiać z nauczycielem.”
A potem…
„Dlaczego pani syn się tak zachowuje?”
„Dlaczego pani nie pracuje?”
„Dlaczego pani tyle wymaga?”
Bo nie ma nikogo innego.
To ona siedzi w gabinecie, a nie ojciec.
To ją oceniacie.
To ona ma być kulturalna, wyedukowana, spokojna, pokorna.
Nawet jeśli już nie śpi trzecią noc z rzędu.
Nawet jeśli jej syn bije głową w ścianę.
A potem wraca do domu i czyta na Librusie, że „znowu przeszkadzał, proszę porozmawiać z dzieckiem”.
Ta matka to nie problem.
Ta matka to bohaterka, która po prostu ma dosyć.
System widzi ją jako zagrożenie. Ja widzę ją jako sojuszniczkę.
A Wy?