14/07/2026
Nie zapominamy, nie znikamy, działamy, nagłaśniamy dalej!
W sobotę 11.07 pod tamą w Pilchowicach miało miejsce niezwykle ważne wydarzenie – zorganizowaliśmy pokojowy protest w sprawie katastrofy ekologicznej, wywołanej przez nieprawidłowo wykonywane prace remontowe zapory na rzece Bóbr. Było to dla nas ogromne wyzwanie, ale w obliczu tego co się wydarzyło nie mogliśmy pozostać obojętni.
Słowa nie oddadzą tego, co zastaliśmy na miejscu. Określenie tego mianem katastrofy ekologicznej brzmi niewystarczająco adekwatnie, aby oddać skalę tej tragedii. Tragedii, której można było zapobiec, ale osoby za nią odpowiedzialne najwyraźniej nie były tym zainteresowane. My nie mogliśmy stać i patrzeć, gdy giną zwierzęta, gdy znikają ekosystemy, gdy tracą na tym ludzie. Dziesiątki, setki, a może nawet tysiące ludzi, którzy mieszkają nad tą rzeką, którzy nazywają to miejsce swoim domem – nie zostało im teraz z rzeki nic prócz śmierdzącego szlamu. Sami na własne oczy zobaczyliśmy coś, co kiedyś było rzeką: mętną czarną wodę, brzegi pokryte osadami, ale czarę goryczy dopełniły historie ludzi, którzy żyją tam na co dzień, tych którzy tam mieszkają. Jedną z najbardziej poruszających była historia starego wędkarza, który zna tą rzekę od ponad 60 lat i widział już na oczy taką samą tragedię w latach 70, po której rzeka już nigdy nie była taka sama. Jak widać, dokładnie tak jak mówiliśmy w naszym zaproszeniu na protest, niewiele się zmieniło od tego czasu.
Było to dla nas wielkie wyzwanie – dopięcie wszystkiego przed wydarzeniem oraz działanie już na miejscu protestu wymagało od nas sporo pracy, czasu, nieprzespanych nocy i stalowych nerwów. W szczególności, nie udało by się to gdyby nie zaangażowanie organizatora protestu, Marcina. Ważnym głosem w proteście byli także okoliczni mieszkańcy, którzy angażują się w sprawę już od początku katastrofy, i którzy najlepiej zdają sobie sprawę, że rzeka nie jest jedynie ciekiem wodnym, a źródłem życia oraz usług ekosystemowych. Usług, których wartość jest tak wielka, że często jest niezwykle trudna do dokładnego obliczenia, wartych o wiele więcej niż jakakolwiek elektrownia wodna. Nie ma naszego przyzwolenia na bezkarne niszczenie ekosystemów dla tak miernej ilości energii, jaką są w stanie zapewnić raptem 3-4 turbiny wiatrowe, a których wpływ na środowisko jest znikomy w porównaniu z taką elektrownią wodną. Ponadto, naprawa wyrządzonych szkód jest niezwykle trudna, kosztowna, i często nie da się przywrócić wszystkiego, co zostało utracone. Odbudowa ekosystemu zniszczonego w kilka dni będzie trwać latami.
Nasze Stowarzyszenie ledwo co udało się powołać, a już podejmujemy się konkretnych działań i nie zamierzamy spocząć na laurach. Ten protest to pierwsza duża akcja, jaką udało się nam zorganizować, ale nie świętujemy. Wciąż zbieramy podpisy pod petycją w sprawie katastrofy ekologicznej w Pilchowicach, do której link znajdziecie w komentarzu oraz w bio na naszym profilu.
Wybitnie przygnębiający w całej tej sytuacji jest fakt, że w obecnych czasach nadal wielu ludzi nie docenia tego, co oferuje nam natura i niszczy ją w sposób tak szalenie krótkowzroczny, do tego za tak niskie kary, że da się je wpisać w koszta realizacji inwestycji. To nie może obejść się bez echa, to nie może zostać zamiecione pod dywan. Jeśli jednym się uda, to zrobią to następni, potem kolejni, i kolejni… I historia będzie się powtarzać tak długo, dopóki nie zostaną wprowadzone adekwatne zmiany. To nie był zwykły wypadek. To tragedia w skali narodowej, wliczona w koszta, z krótkotrwałym zyskiem dla pojedynczych osób. Możemy mieszkać w różnych częściach kraju i mieć odmienne światopoglądy, ale to nigdy nie zmieni faktu, że przyroda jest jednym, wspólnym, bezcennym i niezastąpionym dobrem narodowym. Jeśli nie zadbamy o przyrodę, wszyscy zginiemy razem z nią – bez znaczenia skąd pochodzimy ani jakie mamy poglądy. Jesteśmy i zawsze będziemy nierozłącznie związani z przyrodą, czy tego chcemy, czy nie. Dlatego tak ważne jest zadbanie o zachowanie ekosystemów w możliwie najbardziej naturalnym stanie. Jest to obowiązkiem nas wszystkich, bez żadnych wyjątków. Wszyscy jesteśmy zależni od siebie nawzajem.