18/01/2021
Dzisiaj na zajęciach rozmawiałam ze swoimi słuchaczami o Blue Monday - czym on tak naprawdę jest i dlaczego wiele firm, również w Polsce, wykorzystuje go w celach marketingowych. Świetnie opisuje to Paweł Tkaczyk!
Rok 2005, Wielka Brytania. Porter Novelli, agencja Public Relations, wysyła do kilku naukowców „badanie” i oferuje pieniądze w zamian za podpisanie się pod nim.
Raport, pod którym trzeba się podpisać zawiera formułę do wyliczania „najbardziej depresyjnego dnia w roku”. Zawiera takie zmienne, jak „dni od Gwiazdki” czy „zadłużenie z powodu świąt”, bierze pod uwagę pogodę na północnej półkuli…
Koncept podłapuje i rozwija (a w konsekwencji podpisuje się pod nim) Cliff Arnall z Uniwersytetu Cardiff.
Agencja PR publikuje raport jako wstęp do kampanii reklamowej biura podróży Sky Travel. Media podchwytują temat. Lekarstwem na najbardziej depresyjny dzień roku – nazwany w badaniu Blue Monday – miały być oczywiście… wycieczki do ciepłych krajów.
Pomysł jest o tyle genialny, że można do niego wracać co roku. I każdego roku zatacza coraz szersze kręgi, także w mediach społecznościowych. W 2014 na Blue Monday powołuje się już nie tylko branża turystyczna. Wykorzystują go producenci alkoholi, kancelarie prawne czy sklepy – oferując zniżki na pocieszenie. Ile postów o Blue Monday obiło Ci się o oczy dziś?
Uniwersytet w Cardiff odciął się od firmowania tych „badań”, od wielu lat z Blue Monday walczy też sam Cliff Arnall (który w międzyczasie zrobił doktorat i habilitację). Dlaczego walczą? Bo wiele osób dokonuje jeszcze większego uproszczenia – utożsamia zły nastrój jednego dnia z depresją. I oferuje jedno lekarstwo na jedno i drugie: zrób sobie kakałko i owiń się w kocyk. Tymczasem depresji nijak nie da się porównać do „posiadania gorszego dnia”.
Wniosek? Prosty. Myśl. Twój mózg jest leniwą bułą. Lubi proste rozwiązania podane na tacy. Gimnastykuj go czasem zadając sobie pytanie „skąd to się wzięło?” albo „dlaczego tak jest?”
Miłego poniedziałku :)