25/03/2026
W dzisiejszym odcinku serialu pt. „Szkolne absurdy” będzie jak w National Geographic – prosta biologia i dzika natura.
Jest coś takiego jak piramida potrzeb Masłowa. W dużym uproszczeniu mówi ona, że człowiek najpierw musi mieć zaspokojone podstawowe potrzeby – jak bezpieczeństwo, spokój czy poczucie, że nic mu nie zagraża – zanim będzie w stanie się uczyć i rozwijać.
U podstawy tej piramidy są najważniejsze potrzeby fizjologiczne, potem potrzeba bezpieczeństwa, dalej przynależności i uznania, a dopiero na samym szczycie jest potrzeba samorealizacji, w tym uczenia się.
Trik polega na tym, że kolejne poziomy nie mogą się realizować, jeśli nie są zaspokojone te na dole. Czyli uczeń głodny, niewyspany, gnębiony przez innych uczniów, zlękniony czy obawiający się powrotu do domu nie ma dostępu do wiedzy, uczenia się ani zapamiętywania czegokolwiek. Często nie ma nawet dostępu do kory przedczołowej (to też podstawowa wiedza o stresie).
Żadna efektywna nauka się nie wydarzy, jeśli układ nerwowy jest w trybie przetrwania – proste, prawda? A jednak w szkole, instytucji wiedzy, ten naturalny porządek rzeczy jest kompletnie ignorowany. Na porządku dziennym.
Ja, jako nauczyciel, niewiele mam wpływu na to, co dzieje się poza lekcją, ale potrafię stworzyć warunki do nauki „tu i teraz” i widziałam wielu innych nauczycieli, którzy też to robią.
Niestety to mniejszość, bo szkoła nie daje przestrzeni na empatię, a podstawowa wiedza z zakresu biologii i psychologii – jak ta piramida chociażby – jest systemowo pomijana.