08/07/2026
To zdjęcie nie jest o dłoni.
Jest o czasie.
Przy jednym nadgarstku spotkały się dwa światy. W jednej dłoni – piesznia, którym przed wiekami bartnicy wydłubywali barcie w żywych drzewach. Kilka centymetrów dalej – zegarek, który potrafi odmierzyć czas z dokładnością do ułamka sekundy.
A mimo to człowiek od wieków szuka dokładnie tego samego co dzisiaj.
Sposobu, żeby żyć trochę mądrzej.
Patrząc na dawne narzędzia bartne, łatwo zachwycić się ich prostotą. Trudniej dostrzec sposób myślenia ludzi, którzy je stworzyli. Nie mieli komputerów, nowoczesnych materiałów ani maszyn. Mieli za to cierpliwość, doświadczenie. Towarzyszyła im myśl, że las nie jest magazynem surowca, lecz miejscem, z którego korzysta się z należytym szacunkiem.
Nie chcę rozstrzygać, czy dawniej było lepiej. Nie chcę też przeciwstawiać tradycji nowoczesności. Jedno przecież nie wyklucza drugiego. Korzystam z nowoczesnego sprzętu, nowoczesnych uli i technologii. Ale im więcej poznaję bartnictwo, tym częściej dochodzę do wniosku, że postęp ma sens tylko wtedy, gdy pamięta o swoich korzeniach.
Bo bartnicy nie zostawili nam wyłącznie narzędzi.
Zostawili sposób myślenia.
Żeby wziąć z przyrody tyle, ile naprawdę potrzeba. Żeby zostawić coś tym, którzy przyjdą po nas. Żeby myśleć nie tylko o sobie, ale również o następnych pokoleniach – ludzi, pszczół i całego świata, który z nimi współistnieje.
Wracam z kolejnych warsztatów z przekonaniem, że tradycja nie jest przeciwieństwem postępu. Jest jego korzeniem.